Czyściec


CZYŚCIEC


W rozumieniu potocznym czyściec to miejsce, gdzie dusza zmarłego oczekuje na pójście do nieba, ponieważ wciąż ciążą na niej grzechy, z których musi zostać oczyszczona. Jak nie trudno się domyślić, do tego miejsca trafia bohater komiksu Christophe’a Chabouté. Nim jednak się tak staje, młody Benjamin Tartouche doświadcza upodlenia związanego z wyłączeniem poza nawias społeczny. A wszystko wskutek niefortunnego w skutkach przypadku oraz nieżyczliwości innych ludzi.

Czytając komiks, można odnieść wrażenie, że trylogia, którą w całości otrzymuje do rąk polski czytelnik, nie jest w pełni spójna. Chociaż akcja rozgrywa się na jednym kontinuum czasowym, mamy zatem zgodność akcji i czasu, tematycznie autor próbuje docierać do odbiorcy na dwóch zupełnie różnych płaszczyznach. Pierwszy rozdział to de facto wprowadzenie do właściwej części historii (tej związanej z tytułowym czyśćcem i jego funkcją w drodze do uzyskania łaski), lecz jest to wprowadzenie nie pozbawione odrębnej wymowy, w dodatku zamykające pewną myśl. Zarysowane w nim zostały okoliczności, w których bohatera spotyka tragedia w jak najbardziej ludzkim wymiarze; przybliża on również społeczne mechanizmy, które niejednego przeciętnego obywatela sprowadziły na bruk. Z kolei rozdziały drugi i trzeci związane są z mistycznym charakterem historii. W nich autor wypowiada się na temat moralności człowieka, chcąc, jak sądzę, dać nadzieję na to, że poprawienie kondycję naszej codzienności jest niezwykle łatwe.

Niestety zobrazowanie dyssolucji aktywności społecznej Benjamina Tartouche’a wydaje się potraktowane przez autora zbyt powierzchownie, chociaż jej przebieg ukazany został na przestrzeni pełnego albumu, to znaczy na sześćdziesięciu dwóch planszach. Mam wrażenie, że trudno wczuć się w tragedię, jakiej stał się on częścią, również dlatego, że bohater nie jest szczególnie sympatycznym typem. A jeśli nić porozumienia między protagonistą a czytelnikiem się nie zawiązuje, tragedia takiej postaci ni to grzeje ni ziębi…

Chabouté rozczarowuje również dość płytkim zagłębieniem się w temat odkupienia win. Zarówno zdziwionemu obrazami minionych wydarzeń Benjaminowi, jak i czytelnikowi grzechy przeszłości bohatera mogą wydawać się aż nadto spłycone – jak gdyby autorowi trudno było pokusić się o wyraźniejszą kreację osobowości protagonisty, o czym zresztą wspomniałem wyżej. Owszem, założenie istnienia czyśćca związane jest z pokutą za grzechy powszednie, czyli te o zdecydowanie mniejszych konsekwencjach niż grzechy ciężkie, czyli śmiertelne, które skazują duszę na potępienie, niemniej przytoczone w komiksie przykłady błędów przeszłości bohatera nie skłaniają do większych refleksji, a wręcz przeciwnie, odsłaniają wykorzystanie znanych schematów narracyjnych. Mnie jako pierwszy na myśl przyszedł film „Tata duch” z Billem Cosbym w roli ojca, który po śmierci powraca jako zjawa, by wychować swoje dzieci, lecz tego typu obrazów było wiele. Nawet klasyczny dramat „Uwierz w ducha” ma wiele wspólnego z tym komiksem.

Mimo wszystko „Czyściec” zwraca uwagę na społecznie aktualne tematy. Po pierwsze pokazuje, jak łatwo można stać się bezdomnym i wyłączonym poza nawias społeczeństwa człowiekiem. Coraz więcej w otaczającej nas rzeczywistości zależy od instytucji, które trzymają nasze życie w garści – czy to banki, czy to ubezpieczyciele. I kiedy one się od nas odwrócą, nasz los może zmienić się o 180 stopni. Tym bardziej, gdy komuś będzie szczególnie zależało, aby zyskać na naszej tragedii. Właśnie o tym traktuje pierwsza, moim zdaniem najlepsza, część komiksu.

Podobnie jest z naszymi codziennymi przewinieniami wobec bliźnich. Na ogół nie dostrzegamy krzywd, zwłaszcza tych drobnych, które są skutkiem naszych zachowań. Tymczasem nawet najmniejsze uchybienia z naszej strony mogą być dla drugiego człowieka bardzo krzywdzące. Bardziej niż sobie to wyobrażamy. Dlatego każdego dnia powinniśmy starać się o dobry gest w kierunku spotykanych osób, ponieważ to odmieni również nas samych. Takie przesłanie odnaleźć można w dwóch pozostałych częściach komiksu – tych bardziej moralizujących.

Z kolei tym, co spaja całość, którą przed chwilą określiłem mianem niejednorodnej, jest niewątpliwie warstwa graficzna komiksu. Kto zapoznał się z albumem „Henri Desire Landu”, może spróbować wyobrazić sobie, jak kreska autora wygląda w kolorze, przy zastosowaniu techniki przypominającej akwarelę. W istocie ten zabieg dodaje smaku, czyni obrazki o wiele bardziej plastycznymi. Barwy są stonowane, wpadające w brązy, raczej ponure. Tym ciekawszym środkiem jest wprowadzenie na kolorowych planszach płaskich czarno-białych rysunków, których obecność została odpowiednio uzasadniona.

Z wymienionych wyżej powodów trudno jest jednoznacznie ocenić drugi w ofercie Egmontu komiks Chabouté. Mnie zabrakło w nim chociażby tej wyrazistej nutki namacalnego dramatyzmu, która powinna mocniej chwytać za serce, a którą wyczułem w bardzo dobrym, moim zdaniem, albumie „Henri Desire Landru”. Brakowało mi także pochłaniającej narracji prowadzącej zajmującą intrygę. Być może właśnie poprzez to porównanie – dające nadzieję na coś więcej – „Czyściec” wypadł na tyle słabo, że poczułem się zawiedziony jego lekturą. A może w okolicznościach licznych dramatów ludzkich, o których chętnie informuje chociażby codzienna prasa, środki użyte przez autora były dla mnie niewystarczające.

Jakub Syty

Inne opinie

Christophe Chabouté snuje opowieść o egoizmie i ludzkiej interesowności. Czyni to jednak w wyjątkowo schematyczny sposób, przy użyciu stereotypów i ogranych klisz. Komiks mnie rozczarował, ponieważ jest pełen nachalnego dydaktyzmu, szczególnie odczuwalnego w ostatniej części historii, w której autor zaserwował banalne i przewidywalne refleksje na temat człowieka. Nie polecam.

Mikołaj Ratka

Znakomity francuski twórca Chabouté tym razem opowiedział komiks dla młodszego czytelnika, ale niepozbawiony oryginalnego spojrzenia na rzeczywistość. Sceneria wskazuje, że byłby to dobry materiał na sztukę teatralną. I być może w takiej formie ta opowiastka by się nawet lepiej sprawdziała. Komiks niezły, ale nie za takie historie cenię tego twórcę. Polecam za to „Rozpalić Ogień” – szczególnie w trakcie mroźnej zimy, jak ta ostatnia.

Arek Królak

Siląca się na oryginalność, ale jej pozbawiona, kolejna powieść graficzna Chabouté. Nie nudzi, ale też nie wzbudza cienia zachwytu. Dużo bardziej ciekawa od strony graficznej niż scenariuszowej. Mimo to nie jest to komiks zły, zła jest cena; zdecydowanie przecenienie jakości w tym wypadku.

Damian „Damex” Maksymowicz

„Czyściec”
Tytuł oryginału: „Purgatoire”
Scenariusz: Christophe Chabouté
Rysunki: Christophe Chabouté
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Wydawca: Egmont Polska
Kolekcja: Plansze Europy
Data wydania: 22.02.2010
Wydawca oryginału: Vents d’Ouest
Data wydania oryginału: 08.2003, 09.2004, 08.2005
Objętość: 192 stron
Format: 223 x 297 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie
Cena: 99,00 zł

,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *