Nie tylko splendor – czyli dola i niedola komiksiarzy na wielkim ekranie


NIE TYLKO SPLENDOR – CZYLI DOLA I NIEDOLA KOMIKSIARZY NA WIELKIM EKRANIE


To, że twórca komiksów jest dziwakiem spędzającym najwięcej czasu w swoim gabinecie bądź w McDonaldzie, wiadomo od dawna. Czasami dodatkowo jest neurotycznym cynikiem. Sporadycznie spotkać można dowcipnisiów ze specyficznym poczuciem humoru (Papcio Chmiel), aspołecznych chimeryków z całym bagażem zboczeń (Robert Crumb), wyznawców dziwnych kultów, ocierających się o magię i kabałę (Alan Moore), a także miłośników używek i „transgresyjnych” tripów (Grant Morrison). Gałęzie artystycznej aktywności komiksiarzy musiały więc zostać zauważone przez twórców filmowych, dla których znęcanie się w scenariuszach nad ekscentrycznymi osobowościami to chleb powszedni. Poniżej zaprezentowane zostaną cztery najśmieszniejsze, najdziwniejsze i najciekawsze filmy fabularne o ludziach, którzy postanowili poświęcić swoje życie tworzeniu historyjek obrazkowych. I, jak to w życiu bywa, wychodzili na tym raz lepiej, raz gorzej.

1. „Amerykański splendor” (2003, reż. S. Berman i R. Pulcini)

Harvey Pekar jest głównym tematem tego numeru KZ, więc nie trzeba powtarzać, jak dziwaczną personą był na co dzień. Shari Springer Berman i Robert Pulcini spróbowali przedstawić Pekara jako połączenie fikcyjnej postaci oraz prawdziwego scenarzysty komiksowego, stworzonego na podstawie wywiadów i nagrań z publicznych wystąpień. Nie ukrywajmy – finalny obraz jest zarówno zabawny, jak i groteskowy, choć to, co wiadomo o Pekarze, dowodzi, że wersja ekranowa może być bardzo bliska prawdy.

2. „W pogoni za Amy” (1997, reż. K. Smith)

Ciągle chyba najlepszy dotychczasowy twór Kevina Smitha, co jednak nie jest tylko zasługą reżysera oraz pomysłu wyjściowego, ale również kreacji aktorskich. Niesprawiedliwe byłoby nazwanie filmu komedią bądź komedią romantyczną, bo Smith próbuje zająć się tematyką miłosną zupełnie na serio. Obserwujemy więc pracę Banky’ego i Holdena (Jason Lee i Ben Affleck), których autorski komiks „Bluntman and Chronic” staje się przebojem rynkowym. Międzyczasie w życiu Holdena pojawia się urocza rysowniczka, Alyssa, początkowo przyjaciółka, a później – kochanka. Problem tkwi w tym, że Alyssa jest (bądź była?) lesbijką. Bohaterowie filmu, mimo mniejszych i większych problemów, są całkiem zwyczajni, a życie konwentowo-komiksowe powinno wydać się znajome (choć wątpię, aby w Polsce było okazją do udanego podrywu). I choć dialogi są świetne – szczególnie w scenie, podczas której Banky żywo reaguje na zarzut, że nie jest „tuszowcem”, a jedynie gościem od robienia kalki – Smith nie ustrzegł się kilku wtop. Najbardziej rzuca się w oczy pogląd, jakoby jedynym podłożem homoseksualizmu u kobiet było krańcowe „zmęczenie się” mężczyznami, a wystarczy „porządny numerek z samcem”, aby wszystko wróciło do stanu wyjściowego. Dlaczego serwis Comics Grrrlz nie poznęcał się jeszcze nad „W pogoni za Amy”?

3. „Ręka” (1981, reż. O. Stone)

Słynny twórca filmów politycznych, takich jak „J.F.K”, „Nixon” czy „Urodzony 4 lipca”, nie zawsze ograniczał się do spiskowych teorii dziejów i prób ratowania swojej ojczyzny poprzez sztukę. Mało kto pamięta horror Stone’a, opowiadający o rysowniku komiksów, Jonie Lonsdale’u (Michael Caine, tym razem „taki sobie”), który traci rękę w wypadku samochodowym. Byłby z tego niezły dramat bądź film psychologiczny – bo jakże tworzyć komiksy, kiedy brak palców do trzymania ołówka? – gdyby nie fakt, że ręka postanowiła ożyć (tak!) i zemścić się na dawnym właścicielu, przy okazji mordując każdego, kto… wpadnie jej pod rękę. Wszystko brzmi wyjątkowo głupio, ale reżyser zostawia kilka interpretacyjnych furtek otwartych, dzięki czemu obraz staje się czymś więcej niż gore’ową wersją „Rodziny Adamsów”; czy aby widz nie został oszukany, a „Ręka” jest tak naprawdę wielowarstwowym dziełem o popadającym w paranoję rysowniku? Wprawiony miłośnik Marvela dostrzeże, że komiksy, które pojawiają się na ekranie, tak naprawdę wyszły spod ręki Barry’ego Windsora-Smitha. Na szczęście – ręki solidnie przymocowanej do ramienia.

4. „Bored to Death” (2009, serial HBO)

Życie pisarza cierpiącego na brak twórczego natchnienia nie należy do łatwych. Po co więc utrudniać je sobie rozwiązywaniem zagadek kryminalnych? Jonathan Ames musi lubić komplikacje, bo oprócz własnych problemów z kobietami i nadużywaniem marihuany, bierze na siebie problemy innych ludzi. „Bored to Death” to ciekawe połączenie kina noir i komedii obyczajowej, z galerią dziwacznych, acz bardzo sympatycznych postaci. Jedną z nich jest Ray Hueston (prześmieszny Zach Galifianakis, znany głównie z „Kac Vegas”), pulchny przyjaciel Amesa, który dorabia sobie rysowaniem niezbyt rozchwytywanych komiksów. Bohaterem większości fabuł jest tajemniczy superheros z brodą i wielkim „R” na piersi. Czyżby próba leczenia kompleksów poprzez komiksy (jego dziewczyna rzadko miewa ochotę na seks, co musi być frustrujące dla naszego biednego komiksiarza)? Dziwaczne zachowanie oraz nieumiejętność słuchania współrozmówcy to cechy, które można Ray’owi wybaczyć, biorąc pod uwagę jego lojalność wobec głównego bohatera serialu. Co nie zmienia faktu, że neurotyczne spojrzenie Galifianakisa raczej nie budzi zaufania.

Jakub Koisz

,