Rany wylotowe


RANY WYLOTOWE


Zadaniem patomorfologa jest orzeczenie, która z ran postrzałowych jest wlotowa, a która wylotowa. Tego typu dane są niezbędne za każdym razem, gdy dochodzi do aktu przemocy z udziałem broni palnej – prowadzą między innymi do wskazania miejsca, skąd padł strzał czy też do ustalenia odległości, w jakiej napastnik znajdował się od ofiary. Rutu Modan bynajmniej nie jest związana z medycyną sądową. I choć jej komiks dotyczy śledztwa prowadzonego na własną rękę przez dwójkę bohaterów, tytułowe rany wylotowe rozumieć należy w przenośni. Tak czy inaczej, lektura albumu niewątpliwie pozostawia trwały ślad w pamięci czytelnika.

Kobi Franco nie ułożył sobie relacji z ojcem. Wystrzelony z niewidzialnego pistoletu pocisk niosący ze sobą duży ładunek antypatii do rodzica, opuścił już jego ciało – w komiksie obserwujemy konsekwencje tego aktu przemocy, nieuchwytnej dla żadnego lekarza. Zupełnie niespodziewanie na drodze młodego bohatera pojawia się osoba, która w jakiś sposób rozdrapuje wciąż niezagojone rany, przy okazji sama doświadczając emocjonalnego bólu. Spotkanie owocuje ciekawą znajomością dla obydwojga – niepozornego taksówkarza jeżdżącego po ulicach Tel Awiwu oraz dziewczyny z bogatego domu.

Tytuł komiksu izraelskiej autorki nie sprowadza się jednak tylko do relacji międzyludzkich. To również nawiązanie do napiętej sytuacji w rodzinnym kraju Rutu Modan, w którym tak często dochodzi do zamachów, że ludzie właściwie zobojętnieli na doniesienia o kolejnych ofiarach, niejednokrotnie myląc miejsca nieszczęść (dokładnie taka sytuacja ma miejsce w jednej ze scen „Ran wylotowych”). Mimo wszystko trudno wyrokować, że mieszkańcy Izraela stracili wrażliwość. Oni po prostu muszą dalej funkcjonować – jako taksówkarze (Kobi i ciotka Ruthie), piłkarze (zawodnicy Hapoelu Tel Awiw) czy pracownicy kostnicy. Liczne rany wylotowe – zarówno namacalne, jak też skrywane w sercach –wystarczająco mocno znaczą miejsca ludzkich tragedii.

Na pewno dużą wrażliwością wykazała się autorka komiksu. Do stworzenia „Ran wylotowych” sprowokował ją filmowy dokument poświęcony ofierze jednego z zamachów. Po trudne do identyfikacji ciało nie zgłosił się nikt z rodziny. Na kanwie tego wydarzenia usnuła opowieść o zaginionym ojcu Kobiego, o którego prawdopodobnej śmierci powiadamia go obca dziewczyna – Numi. Ale Rutu Modan w wydarzenia rozpisane na kadrach komiksu wplotła wiele osobistych akcentów. I tak na przykład: postać siostry Numi – Cindy, została w dużej mierze oparta na koleżance z dzieciństwa. Podobnie zdjęcie rodziny Kobiego zostało przerysowane z autentycznej rodzinnej fotografii.

Podzielona na cztery rozdziały historia toczy się w niespiesznym tempie, chociaż bohaterowie pokonują całkiem spore dystanse – nie tylko w sensie fizycznym, bo również emocjonalnym. Uproszczona kreska i płasko położone kolory dobrze korespondują z treścią i dynamiką komiksu. Autorka często pomija drugi plan, koloruje go jednolitą barwą lub korzysta z wyblakłych tonów, oddzielając w ten sposób wyraziście figurę od tła. Pomimo tego, że lubi wykorzystywać do pracy aparat fotograficzny, jej rysunki nie rażą tym, że zostały przerysowane ze zdjęć. Być może jest tak dlatego, że posiłkuje się jedynie drobnymi elementami kompozycji, nie wdając się w zbędne detale.

„Rany wylotowe” to komiks kompletny. Nie dziwi fakt, że został zauważony między innymi w Europie na festiwalu w Angoulême oraz w Stanach Zjednoczonych, otrzymując Nagrodę Eisnera. Zdecydowanie warto po niego sięgnąć.

Jakub Syty

Inne opinie

Niezwykle ciekawy komiks. Codzienne życie w Izraelu – zderzenie zamachów i śmierci z miłością. Rutu Modan niezwykle interesująco opowiada. Czyta się go bardzo szybko. Wciąga niesamowicie. Miałem zamiar przeczytać tylko kawałek, ale oderwałem się dopiero jak przewróciłem ostatnią stronę. Jeden z lepszych komiksów w tym roku.

Robert Góralczyk

Bardzo nietypowy komiks. Trudno mi go jakoś jednoznacznie sklasyfikować. Autorka wykazuje dużą biegłość w posługiwaniu się komiksowym medium, ale nie wykorzystuje nawet ułamka możliwości, jakie daje komiks. Jest to znakomicie opowiedziana historia przy wykorzystaniu bardzo prostych środków wyrazu. Nie sądziłem, że takie komiksy jeszcze powstają. Fabularnie jest to znakomita opowieść obyczajowa na tle ogarniętego zamachami Izraela. Bardzo ciekawe i złożone relacje między bohaterami świetnie komponują się z poczuciem tymczasowości i zagrożenia. Jednak całość trochę rozczarowuje, przynajmniej ja nie byłem w stanie odnaleźć w tym komiksie jakichś uniwersalnych treści. Krótko mówiąc – ciekawy komiks do poczytania, ale jednak nie arcydzieło rangi komiksu roku.

Arek Królak

Po wszystkich „achach” i „ochach” na temat „Ran wylotowych” do lektury podszedłem z pewną obawą. Autorka od strony scenariusza mnie jednak nie zawiodła, pełen emocji komiks obyczajowy Rutu Modan przeczytałem za jednym posiedzeniem. Na pewno jednak nie nazwałbym „Ran Wylotowych” komiksem roku, bo warstwa graficzna diametralnie odbiega od tego, w czym gustuję. Rysunki są po prostu brzydkie. Na szczęście fabuła broni się na tyle skutecznie, że zakupu nie żałowałem ani przez chwilę.

Damian Maksymowicz

„Rany wylotowe”
Tytuł oryginału: „Exit Wounds”
Scenariusz: Rutu Modan
Rysunki: Rutu Modan
Tłumaczenie: Agnieszka Murawska
Wydawca: kultura gniewu
Data wydania: 04.2010
Wydawca oryginału: Drawn & Quarterly
Data wydania oryginału: 2007
Objętość: 176 stron
Format: 165 x 235 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: offsetowy Amber Graphic
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie
Cena: 49,90 zł