Batman: Arkham Asylum – Madness


BATMAN: ARKHAM ASYLUM – MADNESS

LOT NAD AZYLEM ARKHAM


W „Madness” Sam Kieth zaprasza na całodobową przechadzkę po salach najpopularniejszego wariatkowa popkultury. Wizyta w domu bez klamek, będącym schronieniem dla Jokera czy Dwóch-Twarzy, to propozycja zdecydowanie nie dla grzecznych panienek… i fanów lateksu.

O najnowszym komiksie twórcy „The Maxx” można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest gatunkowo superbohaterski. Nie znajdziecie tutaj ani Mrocznego Rycerza ani gonitwy za łotrami podszytej gangsterką oraz perwersyjną chęcią zemsty. Tej historii bliżej do „Gotham Central”, ponieważ opowiada o zwyczajnych ludziach próbujących ułożyć sobie życie w świecie zamieszkałym przez zamaskowanych herosów i paranormalnych zwyrodnialców.

Fabuła do skomplikowanych nie należy. Kieth zaznajamia nas na starcie z Sabiną, która w szpitalu dla obłąkanych pełni obowiązki pielęgniarki. Dziewczyna nie przepada za swoją pracą. Tak po prawdzie uważa, że wysysa ona z niej radość z życia. Ale to jedyne zajęcie, jakie mogła znaleźć – w końcu trzeba było sposób na utrzymanie na rodziny i uregulować podatki wraz z wziętym niedawno kredytem. Tak więc Sabina przyjeżdża do zakładu zamkniętego i nic zapowiada, by kolejny dzień roboczy różnił się czymś szczególnym od poprzedniego. A jednak gdzieś tam, w mrocznym zakamarku, pewien zielonowłosy świr planuje serie dziwacznych, niestosownych żarcików. Niektóre z nich dla personelu szpitala będą bolesne…

„Azyl Arkham: Szaleństwo” to zapis typowego dnia ludzi zarządzających placówką, której nazwa została zapożyczona od fikcyjnego miasteczka z prozy Lovercrafta. I podobnie jak w opowiadaniach mistrza grozy, pracownicy przeżyją tutaj piekło, jakie tylko człowiek człowiekowi może sprawić. To mrożąca krew w żyłach historia, niemniej Kieth umiejętnie waży napięcie, by dobrze przyjrzeć się poszczególnym osobom personelu. Artysta stworzył zespół ludzi, którzy praktycznie każdego dnia i nocy kroczą nad przepaścią nie tyle obłędu, co tłamszonych pragnień oraz ułomności. Oprócz tęskniącej do synka Sabiny mamy tutaj żółtodzioba wśród straży przeżywającego nieszczęśliwą miłość, psycholożkę skrywającą za pracoholizmem niespełnione uczucia do pielęgniarki czy sfrustrowanego ordynatora. To zatrważający portret zbiorowy, gdyż niezwykle szczery i wiarygodny.

Przyjęło się już od dawna wydobywać z autorskich projektów Sama Kietha jego osobiste przemyślenia na temat natury człowieka. W „Zero Girl” dobitnie przedstawia niuanse dorastania i bolesną drogę ku pełnej dojrzałości, w „Four Women” natomiast dogłębnie analizuje przeżycia kobiet będących ofiarami gwałtu. „Madness” także ma swój leitmotif. Jest nim kwestia życia zawodowego oraz jego znaczenia w codzienności. Na kartach tej mrocznej, groteskowej opowieści zadaje niewygodne pytania. Czy można spełniać się zarówno w pracy, jak i prywatnie? Ile można poświęcić dla możliwości wykonywania zawodu? Warto o nią walczyć, gdy jest zajęciem upodlającym i wycieńczającym psychicznie? Czy od alienacji w stresującej pracy nie ma ucieczki? Kieth nie daje jednoznacznych odpowiedzi na te problemy, szczególnie mając w pamięci kontrowersyjne i ponure zakończenie tego komiksu. Dość powiedzieć, że Alan Moore byłby dumny.

Graficznie to jedna z lepszych prac Kietha od lat. Oczywiście trzeba podkreślić, że autor znanego u nas z Mandragory „Hulk/Wolverine” operuje szczególnym stylem. Jednym się spodoba, drudzy zaś będą zniesmaczeni kompletną ignorancją artysty wobec praw anatomii i kompozycji. Ja tam się cieszę, że w odróżnieniu od słabej historii z „Batman Confidential” Kieth tutaj nie pożera własnego ogona. Ilustrując sceny szału czy elewacje budynku stara się zawsze robić to w obrębie klimatów wytyczonych przez Burtona w jego adaptacjach filmowych o Batmanie. Szczególnie zadowolony jestem z jego interpretacji poszczególnych adwersarzy nietoperzastego mściciela. Co prawda Killer Croc to zwyczajny krokodyl, ale pomysł zrobienia z włosów Harley Quinn czarno-czerwonych dredów czy nałożenie szwów na usta Scarecrowa są pierwszorzędnymi pomysłami, które mają wielką szansę na przyjęcie się w mitologii Mrocznego Rycerza.

Nowela graficzna „Madness” bywa przyprawiającym o gęsią skórkę horrorem psychologicznym, dopracowana historia i ciekawe portrety głównych bohaterów budzą duży szacunek. Jest to pierwszy od dawna komiks z świata Batmana, który mnie zadowolił. Sęk tylko w tym, że dziełko Kietha nie ma godnego konkurenta. Pozytywna opinia może wynikać stąd, że od dłuższego czasu w bat-komiksach jest posucha na godne uwagi historie. Mimo to uważam, że warto temu tytułowi dać szansę. Na sam koniec pozostawiłem odnotowanie faktu, że Kieth dedykuje swoje dzieło wszystkim tym, którzy nienawidzą swojej pracy. Osobliwie zachęcające.

Michał Chudoliński

„Batman: Arkham Asylum – Madness”
Scenariusz, rysunki i okładka: Sam Kieth
Kolorystyka: Sam Kieth, Michelle Madsen, Dave Stewart
Liternictwo: Steve Wands
Wydawnictwo: DC Comics
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Ilość stron: 112
Cena: $19.99

,