Daytripper


DAYTRIPPER

BRAZYLIJSKI ŚWIT


Kiedyś mówiono o „brytyjskiej inwazji” w amerykańskim komiksie. Transfer gwiazd pokroju Alana Moore’a czy Warrena Ellisa spowodował w latach 80-tych istną rewolucję w historiach superbohaterskich, pozwalając jednocześnie zainicjować wiele ciekawych i niecodziennych projektów w latach przyszłych. Te czasy jednak już dawno minęły. Obecnie znawcy z drugiej strony Atlantyku mówią o „najeździe Latynosów”, który z każdym następnym rokiem nabiera tempa. Wśród komiksiarzy z Południa największy sukces odnoszą najliczniejsi Brazylijczycy. Wystarczy spojrzeć na obecne komiksy z DC Comics – Ivan Reis ilustruje dużą część historii Geoffa Johnsa, natomiast Rafael Albuquerque święci triumfy w „American Vampire”, gdzie palce maczał sam Stephen King. Najgłośniej jednakże jest teraz o parze bliźniaków, Fábio Moonie i Gabrielu Bá, i ich wspólnym dziele „Daytripper”. Autorska mini-seria, składająca się z dziesięciu części, została okrzyknięta przez Comic Book Resources komiksem roku 2010.

Czytelnicy zaznajomieni wcześniej z twórczością Gabriela Bá, chociażby za sprawą świetnej „Umbrella Academy” czy „Casanovy”, będą pod dużym wrażeniem „Daytrippera”. Nie jest to przygodowe fantasy, ani szpiegowski dreszczowiec w stylu retro, lecz na niektórych kadrach leje się krew. W sumie trudno przedstawić, czy też zaklasyfikować fabułę tego komiksu, gdyż zawieszona jest ona pomiędzy kwestiami obyczajowymi, metafizyką i dramatem psychologicznym. Dość rzec, że głównym bohaterem jest Brazylijczyk Brás de Oliva Domingos, syn sławnego pisarza, pragnący podążać ścieżką wyznaczoną przez ojca. Jest to jedna z alternatyw tego, co spotyka protagonistę. Przechodząc do następnych rozdziałów widzimy Brása w zupełnie innej sytuacji, z kompletnie odmiennym doświadczeniem i … w innym momencie życia. Za każdym razem historia jego życia kończy się tragicznie. I nie zawsze spowodowane jest to śmiercią w ścisłym tego słowa znaczeniu.

Fábio Moon wypowiada się o idei kryjącej się za stworzeniem „Daytrippera” w następujący sposób: „Każdy dzień może być tym najważniejszym w twoim życiu. Każdego dnia może zdarzyć się coś, co zmieni twoje życie. Każdego dnia możesz kogoś spotkać i twoje życie nigdy już nie będzie takie samo. To twoje życie, dzień za dniem. Weź to na poważnie”. Zaiste, brazylijskim braciom udało się stworzyć nietuzinkową, uniwersalną opowieść skłaniającą do kontemplacji. Duet twórców w lekki i refleksyjny sposób przypatruje się tym wszystkim momentom, które definiują nasze życie – pierwszy sukces, okres studiów, pierwsza miłość, narodziny dziecka, starość, pierwszy pocałunek, przyjaźnie na całe życie.

Lektura jest krzepiąca, momentami nawet wzruszająca. Mimo to nie każdego uraduje. Komiks wschodzących gwiazd amerykańskiego mainstreamu jest specyficzny – akcja toczy się powoli, bez pośpiechu, często niektóre wątki pozostają niedomknięte, a na niektóre pytania brak odpowiedzi. Nie znajdziecie tutaj wartkiej akcji, ani szokujących punktów zwrotnych. Z drugiej strony nie to było intencją autorów. Ich zamiarem było przedstawienie w sposób przekrojowy esencji życia na tle brazylijskiego krajobrazu. Nie czynią tego jednak z takim rozczuleniem jak np. Paulo Coelho. W przedstawianiu swojej perspektywy są równie filozoficzni, co boleśnie szczerzy. Każdym kadrem starają się podkreślić, że szanse raz dane tracimy bezpowrotnie. Człowiek natomiast winien respektować przeznaczenie, które nosi w sobie samym.

Rysunki w „Daytripperze” są wprost przepiękne. Gdyby Craig Thompson kolorował swoje prace, to byłyby one z pewnością podobne do tych autorstwa Gabriela Bá. Nie bez kozery wspominam tutaj o autorze „Blankets” – w wydaniu zbiorczym stworzył doskonały w swej prostocie wstęp w postaci komiksowej stronicy. Komunikatywna, czysta kreska wzbogacona o kolorystykę wielokrotnie nagradzanego Dave’a Stewarta jest nie tyle oszałamiająca, co nieprzewidywalna. Świetnie potrafi oddać ciche momenty codzienności, jak również chwile grozy, żałoby czy też sielanki.

W USA „Daytripper” dla wielu krytyków okazał się dużym wydarzeniem. Jego publikacja zeszła się w czasie z diametralnymi zamianami wewnątrz DC Comics i imprintu Vertigo, świetnie oddając to, w jaką stronę zmierza uwielbiany przez wielu „dom” Sandmana i Hellblazera. Fani mrocznych horrorów i bezkompromisowych opowieści będą musieli pogodzić się z tym, że w Vertigo będzie coraz więcej historii obyczajowych lub nieco zabawniejszych, odwołujących się do formy reportażu („How to Understand Israel in 60 Days or Less”) czy pamiętnika („Marzi”). Jeżeli każda z nich będzie trzymać poziom „Daytrippera”, to Vertigo czeka świetlana przyszłość. Tym większy mój zachwyt, że brazylijski duet dopiero się rozkręca i już niedługo może nas zaskoczyć tym, jak bardzo przeskoczą poprzeczkę nie tyle zawieszoną przez nich samych, co przez amerykańskich fanów i dziennikarzy.

Michał Chudoliński

„Daytripper”
Scenariusz: Fábio Moon i Gabriel Bá
Rysunki: Fábio Moon
Tusz: Fábio Moon
Kolory: Dave Stewart
Liternictwo: Sean Konot
Okładka: Gabriel Bá
Wydawnictwo: DC Comics – Vertigo
Data wydania: 2011
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Ilość stron: 256
Cena: $19.99

Bibliografia:

Sunu Steve, Bá Gabriel, Moon Fábio, Bá and Moon go „Daytripping”, 2009.

,