Komiks religijny cz. 2


IDŹCIE NA CAŁY ŚWIAT I GŁOŚCIE BEZMIAR JEGO MIŁOŚCI

KOMIKS RELIGIJNY CZ. 2

ZAKONNICA O ZAMORSKICH AMBICJACH


Czy komiks o życiu misjonarki i powołanym przez nią zgromadzeniu może zainteresować współczesnego czytelnika tegoż medium? Szanse raczej marne… Niemniej w kategorii okazjonalnej ciekawostki podobny tytuł to wbrew pozorom okazja do całkiem udanej lektury. Zwłaszcza na tle tak lubianej u nas twórczości Thomasa Otta czy rodzimego „Domu Żałoby”…

Akcja niniejszej opowieści rozpoczyna się latem 1793 roku. Czasy zaiste do najłatwiejszych nie należały. Terror jakobinów sięgał zenitu, głowy sypały się obficie, a „wolność, równość, braterstwo”, którymi zwykli szczycić się piewcy francuskiego republikanizmu, reglamentowano według zasady „jesteś z nami, albo przeciw nam”. Postrzegany jako „wróg ludu” Kościół katolicki doznawał wówczas licznych prześladowań; zarówno wyższych hierarchów kościelnych, jak i szeregowych księży zmuszano do podpisywania swoistej „lojalki” w postaci przysięgi na wierność rewolucyjnej konstytucji. Niektórzy spośród kapłanów ulegli; większość jednak przeszła do „podziemia” znajdując wsparcie m.in. wśród mieszkańców francuskiej prowincji. Komiks otwiera sekwencja, w której ksiądz w „cywilu” zjawia się z zamiarem udzielenia sakramentów jednemu z mieszkańców burgundzkiego miasteczka Chamblanc. Jego misja łatwą nie jest, bowiem rzeczony należy do grona oponentów jakobińskiego reżimu. Pośród mroków nocy do celu doprowadza go młoda, rezolutna dziewczyna. Jest nią nie kto inny, jak bohaterka niniejszej publikacji, Anna Maria Javouhey. Pochłonięta codzienną pracą w gospodarstwie ojca urozmaicenie znajduje w okazjonalnych potańcówkach organizowanych przy okazji zakończenia żniw tudzież winobrania. Prędko jednak daje się porwać dalece odmiennym pasjom: charytatywności oraz osobistej religijności. Ze względu na delegalizację Kościoła katolickiego, miejscowe szkolnictwo, dotąd opierające się na kształceniu w parafialnych szkołach, legło w gruzach. Stąd rzeczona podjęła się edukacji miejscowych dzieciaków niejako zastępując w tej roli miejscowego plebana.

Siedem lat później ówczesny I Konsul Republiki Francuskiej, Napoleon Bonaparte, podpisał dekret o przywróceniu wolności wyznania. I chociaż ksiądz ponownie objął opustoszałą dotąd parafię, Anna Maria, kierując się wciąż nie w pełni dla niej jasnym imperatywem, nie zamierza porzucić raz podjętej aktywności. Przy wsparciu sióstr oraz za sprawą hojności majętnego ojca (to właśnie on nabył opuszczony klasztor Récollets w skądinąd znanym Cluny) udaje się jej stworzyć zaczątek wspólnoty zakonnej o póki co niesprecyzowanej regule. Z czasem jednak dojrzewa w niej myśl na rzecz zaangażowania się w ewangelizacje czarnoskórych mieszkańców francuskich kolonii, przy równoczesnym ich edukowaniu. Podobnie jak podczas pracy z dziećmi w rodzinnej parafii, również i na tym polu rzeczona wykazała ogrom energii i zaangażowania, co przejawiło się również w coraz liczniej napływających chętnych do udzielania się w Zgromadzeniu Sióstr św. Józefa z Cluny (bo tak brzmi oficjalna nazwa wspólnoty).

Władze restaurowanej monarchii Burbonów nie tylko nie są przeciwne zamierzeniom głównej bohaterki, co wręcz wspierają ją w misyjnym wysiłku. Tym bardziej, że znajomość czytania i pisania wśród tubylców francuskich kolonii to czysta korzyść dla tamtejszej administracji. Nieco gorzej wiedzie jej się z przedstawicielami wyższej hierarchii kościelnej (np. biskupem z Autun), zaniepokojonymi zbytnią samodzielnością Matki Javohey. Z kolei na przekór plantatorom, bohaterka dąży do wyswobodzenia z pęt niewolnictwa Murzynów, nawracających się za sprawą jej działalności na chrześcijaństwo. Równocześnie nie zapomina o swym francuskim mateczniku, udzielając pomocy rannym na barykadach rewolucji lutowej w roku 1848. Umiera trzy lata później niebawem przed planowaną podrożą do Rzymu, gdzie zamierzała złożyć wizytę papieżowi Piusowi IX.

Posługując się terminologią eksploatowaną przez chrześcijańskich misjonarzy, dzieło Anny Marii Javouhey przyniosło plon nader obfity. Na dzień dzisiejszy liczbę domów zakonnych tegoż zgromadzenia szacuje się na przeszło trzysta, w tak odległych zakątkach globu jak Fidżi, Peru czy Tanzania. Pomimo postępującego laicyzmu, wspólnota wciąż wykazuje tendencję zwyżkującą, zapewne za sprawą wzmożonej rekrutacji wśród mieszkanek krajów Afryki czy Oceanii. Niniejszy komiks stanowi element swoistej „akcji reklamowej” zgromadzenia.

Podobnie jak w przypadku innych tego typu publikacji, z założenia realizowanych według konkretnych wytycznych, mających na celu propagowanie jednego ze zgromadzeń zakonnych, również w tym tytule próżno doszukiwać się „fajerwerków” porównywalnych z perypetiami Lobo tudzież Rune’a. Stąd jak przystało na konwencję z gruntu hagiograficzną, także i tu główna bohaterka, bez względu na sytuację, jest niemal zawsze uśmiechnięta, a przy tym całkowicie skoncentrowana na swej misji. Ta okoliczność z pewnością może irytować. Scenariusz podporządkowany jest tym prawidłom i nic na to nie poradzimy. Trudno jednak wyzbyć się odczucia, że zatrudniony przez siostrzyczki pisarczyk „czuje” język komiksu i pomimo schematów wynikających z jasno sprecyzowanego przeznaczenia wyszedł z powierzonego mu zadania obronną ręką.

Rzecz zasługuje na uwagę chociażby ze względu na urokliwą szatę graficzną autorstwa Alaina D’Orange’a, przywodzącą na myśl manierę stosowaną w większości frankofońskiej prasy komiksowej doby lat pięćdziesiątych, na czele z magazynem „Tintin”. I nie jest to bynajmniej zarzut, lecz okazja do zapoznania się z tą wciąż cieszącą oko swą prostolinijną elegancją manierą. Użycie tradycyjnych metod nałożenia warstwy barwnej (czyli bez użycia komputera) wypada uznać za dodatkowy walor niniejszego tytułu. Tym bardziej, że dobrej jakości papier pogłębia dobre wrażenie. Swoboda, z jaką wspomniany grafik kreuje świat przedstawiony, świetnie ujmowany ruch, gestykulacja oraz wiernie oddane realia epoki dopełniają korzystnych odczuć z lektury tegoż tytułu.

Przemysław Mazur

„Idźcie na cały świat i głoście bezmiar Jego miłości”
Scenariusz: Siostry św. Józefa z Cluny
Rysunki: Alain D’Orange
Tłumaczenie z języka francuskiego: Elżbieta Karolak
Wydawca wersji oryginalnej: Dom Generalny Zgromadzenia Sióstr św. Józefa z Cluny
Wydawca wersji polskiej: Dom Formacyjny Zgromadzenia Sióstr św. Józefa z Cluny
Okładka: miękka
Format: 15 x 24 cm
Objętość: 28 stron
Papier: kredowy
Druk: kolor
Cena: ?

,