Asteriks: Wyprawa dookoła Galii


ASTERIKS: WYPRAWA DOOKOŁA GALII


Piąty album serii wydany u nas jako czwarty. Wysłannik Cezara, prefekt Lucjusz Lupus zostaje wyznaczony do rozwiązania problemu ostatniej zbuntowanej osady w Galii. Ponieważ jak zwykle siłą nie daje się niczego wskórać, postanawia odgrodzić buntowników od reszty kraju za pomocą drewnianej palisady. Asteriks jest, rzecz jasna, oburzony pomysłem najeźdźców dyktujących mu, jak ma żyć w swojej własnej ojczyźnie. Chcąc udowodnić, że mimo okupacji będzie mógł w niej robić, co mu się żywnie podoba, zakłada się z Lupusem, że wraz z Obeliksem nie tylko bez problemu ominą rzymską blokadę, ale okrążą całą Galię, na dowód zbierając wszystkie lokalne przysmaki.

Dla Francuzów „Wyprawa dookoła Galii” jest chyba najbardziej „swojskim” tomem Asteriksa, jeśli nie istną celebracją macierzy! Asteriks i Obeliks nie tylko zwiedzają większość kraju, ale ich misja ma przede wszystkim patriotyczny wydźwięk. Choć trafia się kilku „judaszów”, lwia część napotkanych rodaków wspiera bohaterów z ogromną solidarnością. Z jednej strony album był dla autorów całkiem sprytnym posunięciem. Co rusz rozsyłali swych bohaterów po sąsiednich nacjach, po drodze mieszając z błotem wszystkie napotkane kultury. Zatem zrobienie historii, w której pokpią sobie z własnej, było nie tylko dobrym sposobem na nadanie serii neutralności, ale także podkreśleniem, że mają dystans do samych siebie. Niestety, album ma także jedną wielką wadę.

„Asteriks” słynie z przedstawiania każdej nacji w prześmiewczo stereotypowy sposób. Sztywniaccy Brytowie zachwycają się odrażającymi potrawami, Helweci (Szwajcarzy) są niesmacznie pedantyczni, Gotom tylko najazdy w głowie, a roztańczeni Hiszpanie nawet nie mogą wysiedzieć minuty, by nie wrzasnąć „ole!” na całą okolicę. W „Wyprawie dookoła Galii” niestety nie ma mowy o przedstawieniu antycznych Francuzów, jako jedzących żaby romantycznych artystów. Zamiast tego twórcy skupiają się na lokalnych stereotypach i dowcipie regionalnym. Mieszkańcy Rouen nie umieją dać na nic jednoznacznej odpowiedzi, Lutecjanie (paryżanie) to skończone warchoły, gdy tylko znajdą się w roli kierowców, a mieszkańcy Marsylii z wielką skrupulatnością podchodzą do gry w pétanque („bule”). Niestety! To są żarty z francuskiego podwórka, nieznane specjalnie poza jego granicami. Ba! W jednej scenie Asteriks z Obeliksem odwiedzają tawernę, w której wszystkie napotkane postacie są parodiami bohaterów komedii Marcela Pagnolo. To trochę jak gdyby Kajko i Kokosz w trakcie którejś ze swoich wypraw spotkali nagle, wykłócające się przy płocie słowiańskie wersje Kargula i Pawlaka. Dla nas to będzie ubaw po pachy, a w każdym innym państwie drapanie głowy.

Jest tu jednak coś, co świadczy o geniuszu tej serii. Choć większość satyry siłą rzeczy przejdzie koło nosa polskiego czytelnika, album ciągle czyta się wyśmienicie. Wiele tu bawi : żarty słowne, humor sytuacyjny, wrażliwość Obeliksa na temat swojej tuszy i swoista nonszalancja, z jaką masakruje wszystkich napotkanych Rzymian, czy co rusz nowi centurioni dostający załamania nerwowego po przejściach z Galami. Sporo uroku bierze się także z szybkiego tempa i łatwości, z jaką posuwa się historia. Jak większość „Asteriksów” i ten wpierw ukazywał się w częściach na ramach pisma „Pilote”, więc scenarzysta zadbał, by każda strona zwierała jakąś mniejszą lub większą przygodę.

Czuję się zobowiązany powiedzieć kilka słów o nowej szacie graficznie. Powiem krótko: album wygląda po prostu prześlicznie, a ilustracje są o wiele czytelniejsze niż w starej wersji. Niestety są też minusy. Być może to jednak kwestia przyzwyczajenia do dawnej kolorystyki, ale chwilami wszystko wydaje się wręcz za czyste, zbyt „pastelowe”. Nowym czytelnikom nie będzie to przeszkadzać, jednak mi rzuciły się w oczy pewne szczegóły, które „koloryści” darowali sobie w nowej edycji. Opalenizna na plażowiczach, rozkwaszony nos jednego z centurionów, czy kilka momentów, gdzie skóra postaci robiła się czerwona ze złości bądź blada ze strachu. To głupotki i drobiażdżki, jednak podobnie jak w nowej edycji „Batman: The Killing Joke”, choć doceniam intencję poprawienia jakości grafiki, przez czystą nostalgię wolałbym, by dobór kolorów był wierniejszy tamtej dawnej. Z drugiej strony nie jest tajemnicą, że Uderzo przez większość swojego życia cierpiał na daltonizm, więc być może dopiero teraz widzimy rysunki w oryginalnej intencji autora.

Podsumowując – lektura „Wyprawy dookoła Galii” jest równie wyśmienita, co potrawy, po które wyruszają bohaterowie. Satyra na temat różnych grup etnicznych we Francji będzie dla nas co prawda równie czytelna jak komedie Barei dla paryżan, jednak album zachował dosyć dowcipu i uroku, by usatysfakcjonować polskiego czytelnika. Także dla fanów Asteriksa album o tyle ważny, iż debiutuje w nim pewna bardzo istotna postać. Nie pada co prawda jej imię, jednak na pewno prędzej czy później zwróci się na nią uwagę.

Maciej Kur

Asteriks” tom 5: Wyprawa dookoła Galii”
Tytuł oryginału: Le tour de Gaule
Scenariusz: René Goscinny
Rysunki: Albert Uderzo
Tłumaczenie: Joanna Sztuczyńska
Wydawca: Egmont Polska
Data wydania: 28.01.2008
Poprzednie wydanie: Egmont 1998
Wydawca oryginału: Dargaud
Data wydania oryginału: 01.1965
Liczba stron: 48
Format: 21,5 x 28,7 cm
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie
Cena: 19,90 zł