Zawisza Czarny


ZAWISZA CZARNY


Według przekazu m.in. Jana Długosza nie miał on sobie równych – tak na bitewnym polu, jak i w turniejowych szrankach. Mistrz Matejko nie omieszkał umieścić go w swej alegorii bitwy grunwaldzkiej, który to wizerunek na trwałe wpisał się w masową świadomość naszej nacji. Andrzej Małkowski, zaszczepiając na polskim gruncie idee skautingu, również odniósł się do tej niezwykłej osobowości. Zawisza Czarny – bo o nim właśnie mowa – za sprawą łódzkiego grafika, Zygmunta Similaka, trafił również na karty komiksu.

Hasła pokroju „polegać jak na Zawiszy” raczej trudno uznać obecnie za szczególnie chwytliwe. Współczesna dzieciarnia z reguły zwykła dopatrywać się wzorców osobowych w zupełnie odmiennych obszarach kultury niż przekazy o z definicji bohaterskich rycerzach, wdających się w często niezrozumiałe z dzisiejszej perspektywy utarczki. Mimo tego trudno oprzeć się dyskretnemu urokowi Zawiszy, którego sława okazała się nadzwyczaj żywotna. To właśnie powoduje, że pomimo upływu przeszło trzech dekad od chwili premiery komiksu Zygmunta Similaka wartkość fabularna tej opowieści z powodzeniem opiera się próbie czasu. Zachowane tradycje dotyczące drogi życiowej sławetnego rycerza nie są jednoznaczne (np. w kwestii miejsca jego urodzenia), o czym zresztą wspominał sam autor w wywiadzie udzielonym „KZ” (o czym więcej w jednym z kolejnych numerów wspomnianego magazynu). Mimo to całość sprawia wrażenie działa spójnego, a przy tym wyzbytego kompozycyjnych zachwiań, co niestety nie jest standardem w tytułach traktujących o postaciach z bogatym dorobkiem życiowym. Ale po kolei…

Akcja komiksu przenosi nas do schyłkowych dekad XIV stulecia. Kasztelan Mikołaj Sulima powraca z wyprawy do Italii. Równocześnie z rodzinnego Garbowa wychodzą mu naprzeciw trzej synowie. Wśród nich jest również Zawisza, najstarszy spośród mikołajowych synowców. Dorastające chłopięta nie dają ojcu powodów do wstydu, gorliwie wprawiając się w rycerskim rzemiośle. Procesowi formacji kolejnego pokolenia obrońców Korony Królestwa Polskiego towarzyszą również liczne opowieści w duchu legend arturiańskich oraz tradycje historyczne z rodzimego gruntu. Tym samym stopniowo przygotowują się do wyznaczonych im prawem urodzenia ról.

Wraz z osiągnięciem stosownego wieku Zawisza opuszcza rodowe sioło z myślą o pozyskaniu rycerskich ostróg. Przy tej okazji podejmuje się on zadań przypisanych jego pozycji społecznej. Gromi zatem grasujących na gościńcach zbójów, ratuje dziewoje spod pędzących kopyt rozwścieczonych rumaków tudzież uciera nosa co bardziej nonszalanckim śmiałkom. Wprawna ręka i zaciętość w boju rychło zapewniają mu sławę porównywalną z uwielbieniem współczesnych fanów Adama Małysza czy Roberta Kubicy.

Nic zatem dziwnego, że Zawisza zyskał zagorzałego wielbiciela w osobie ówczesnego króla rzymskiego i węgierskiego Zygmunta Luksemburczyka, jednej z barwniejszych osobowości ówczesnej epoki (zresztą zapewne całkiem nieźle znanej czytelnikom trylogii husyckiej Andrzeja Sapkowskiego tudzież „Królowej Joanny D’Arc” Konrada T. Lewandowskiego). Rzeczony wsławił się nie tylko konszachtami z Zakonem Krzyżackim, długoletnim sporem ze zwolennikami nauk Jana Husa, czy umiarkowanie fortunnymi zmaganiami z ekspansją Turków osmańskich (feralna dlań bitwa pod Nikopolis we wrześniu 1396 r.), ale też uwielbieniem dla najbardziej prestiżowej formy ówczesnego sportu w postaci turniejów rycerskich. W odróżnieniu od swego narwanego dziadka (Jana Ślepego) nieszczególnie kwapił się do osobistych popisów przy okazji tego typu imprez. Niemniej ochoczo obstawiał co bardziej wprawnych w operowaniu kopią śmiałków, nie szczędząc przy tym grosiwa. Znawcze oko „Rudego Smoka” (tak zwykli określać go Husyci, z którymi – jak wspomniano – miał on na pieńku) prędko spostrzegło wyjątkowość wojennego kunsztu Zawiszy, który bez większego wysiłku wysadzał z siodła każdego, kto ośmielił się rzucić mu wyzwanie. Stąd też z ulubieńca krakowskiej gawiedzi przeobraził się on w rycerza służącego w barwach węgierskiego monarchy. Zygmunt Similak poświęca temuż okresowi życia Zawiszy niemało miejsca. Tym bardziej, że chwacki mocarz kilkukrotnie raczył się w gronie rycerzy-gości Luksemburczyka. A to z kolei daje asumpt do ukazania jego perypetii na Bałkanach (m.in. w Chorwacji) oraz trawionych plagą bisurmańskich najazdów południowych Węgrzech. Zawisza po wielokroć dał tam dowód, że godzien był swej sławy, a gdy nadeszła chwila zbrojnej konfrontacji z Krzyżakami, bez wahania stawił się na wezwanie polsko-litewskiego monarchy. Biorąc pod uwagę wyjątkową aktywność Zawiszy wypada przyznać, że autor bardzo umiejętnie poradził sobie z zachowaniem odpowiednich proporcji w ukazywaniu poszczególnych sekwencji życia tej niezwykłej postaci.

Zastosowana tu estetyka graficzna to swoisty, a zarazem charakterystyczny dla Zygmunta Similaka amalgamat realizmu i groteski. Bowiem z jednej strony autor nie szczędził wysiłku na rzecz prawidłowego ukazania obecnych w komiksie postaci, jak również ogółu detali świata przedstawionego. W sposobie rozrysowania rynsztunku, strojów z epoki tudzież elementów architektury trudno dopatrzyć się śladowych choćby niedociągnięć. Natomiast z miejsca dostrzegalna jest skłonność (do dziś zresztą obecna w stylistyce autora „Zawiszy Czarnego”) ku umiarkowanej karykaturze, co ani trochę nie dziwi, biorąc pod uwagę dorobek Zygmunta Similiaka (udzielał się m.in. przy tworzeniu czasopism satyrycznych). Maniera o tyle zjawiskowa, że na próżno szukać w polskim komiksie podobnej tendencji. Zupełnie inną sprawą jest, że wspomniany twórca nagminnie koncentruje się przede wszystkim na ukazaniu dwóch pierwszych planów bez bardziej wnikliwego potraktowania pozostałych. Niewykluczone, że o takim kształcie warstwy graficznej zdecydował pośpiech przy realizacji tego zamówienia.

Podobnie jak w przypadku Jacka Widora, innego twórcy udzielającego się w toku lat osiemdziesiątych (znanego z opublikowanego na łamach „Świata Młodych” komiksu „Metacom”), również w sposobie prowadzenia kreski przez Zygmunta Similaka trudno uniknąć skojarzeń z drzeworytem. Zresztą on sam przyznał, że po latach stosowania tej maniery niełatwo jest się jej pozbyć. Z czytelniczego punktu widzenia wypada dodać, że nie ma ku temu potrzeby. Bowiem trudno o bardziej „klimatyzującą” manierę graficzną dla opowieści osadzonej u schyłku wieków średnich.

Przekonująca narracja do spółki z nie mniej przekonującym głównym bohaterem sprawiają, że pomimo upływu przeszło trzydziestu lat od pierwodruku, walory tej opowieści – tak poznawcze jak i czysto rozrywkowe – nic nie straciły na swej jakości i tym samym zapewnią sporo miłych chwil potencjalnym czytelnikom. A chyba właśnie o to chodzi…

Natomiast istotnym mankamentem albumu jest brak chociażby zdawkowego przybliżenia kolei losu tegoż komiksu. Zwięzła adnotacja na ostatniej stronie okładki o pierwotnej publikacji w łódzkim dzienniku to jednak zbyt mało. Tym bardziej, że przynajmniej niektórzy wydawcy (np. Ongrys w kolekcjonerskim wydaniu „Kawalera La Gardere”) przyzwyczaili już naszych czytelników do tego typu dodatków. Krótka wspominka wraz z np. reprodukcją przykładowej strony z archiwalnego wydania wspomnianej gazety z pewnością byłaby miłym wzbogaceniem tej publikacji.

Gwoli ścisłości wypada nadmienić, że Zygmunt Similak nie jest pierwszym komiksowym twórcą, który zdecydował się „ująć w kadr” dzieje sławnego rycerza. Poprzedził go w tym również znakomity grafik Mieczysław Kościelniak, rozrysowując perypetie Zawiszy na potrzeby „Świata Młodych” już w połowie lat sześćdziesiątych minionego wieku. Co więcej, komiks ten widocznie na tyle mocno utkwił w świadomości innego klasyka, Tadeusza Raczkiewicza, że ćwierć wieku później (w roku 1991) na nowo zilustrował on tę opowieść w zmodernizowanej formule (wersja Kościelniaka nie posiadała tzw. dymków; teksty umieszczono pod kadrami). Warto jednak pamiętać, że niejako „po drodze” był Zygmunt Similak i jego Zawisza w „Expresie Ilustrowanym”. Zbiorcze wydanie tegoż komiksu miało swą premierę podczas I Festiwalu Komiksu Historycznego 18 czerwca 2011 roku. Przy tej okazji rzeczony autor został uhonorowany przez organizatorów imprezy wyróżnieniem za całokształt pracy twórczej i artystycznej.

Równocześnie z premierą „Zawiszy Czarnego” zaprezentowano zbliżoną tematycznie „Bitwę pod Grunwaldem” tego samego autora, również swego czasu prezentowaną na łamach „Expresu Ilustrowanego”.

Przemysław Mazur

„Zawisza Czarny”
Scenariusz i rysunki: Zygmunt Similak
Wydawca: Wydawnictwo Roberta Zaręby
Data premiery: 18 czerwca 2011 roku
Okładka: miękka, lakierowana
Format: 21 x 29
Papier: offset
Druk czarno-biały
Liczba stron: 68
Cena: 20 zł