Blood & Water


BLOOD & WATER

JESTEŚMY TYLKO KRWIĄ I WODĄ…


Czy w tak wyeksploatowanej tematyce jak wampiryzm można jeszcze stworzyć nowatorską opowieść? Świeża krew napływająca nieprzerwanym strumieniem w szeregi scenarzystów, filmowców i pisarzy, wciąż próbuje spojrzeć na wampiry z każdej możliwej perspektywy, szukając kąta jakimś cudem niewykorzystanego wcześniej. Judd Winick jednak nawet nie próbuje wykreować istot nocy, jakich byśmy dotąd nie widzieli. Jego krwiopijcy są typowymi, znanymi z niejednego źródła istotami, których charakterystyka w żaden sposób nie może zaskakiwać.

Fabuła komiksu początkowo wprowadza nas w świat wampirów, którego cechy są odkrywane w taki sposób, byśmy w pełni wiedzieli, z kim mamy do czynienia. Winick postanowił wykorzystać potencjał hedonistyczny tkwiący w wampiryzmie i stworzył fantazję, która początkowo zrównuje bycie wampirem ze spełnieniem ukrytych fantazji (wraz z przyczynami tychże). Wampir bowiem jest nieśmiertelny, może uprawiać seks, z kim tylko przyjdzie mu ochota, posiada szósty zmysł, bogactwo, wieczną młodość, nadnaturalną prędkość i siłę, nie musi się bać nikogo, a krzyże i wszelkiej maści religijne symbole nie czynią mu najmniejszej krzywdy. Co więcej, po nałożeniu okularów przeciwsłonecznych oraz odpowiednich kremów, jest on w stanie bez trudności kroczyć po ziemi w blasku słonecznego światła. Na dodatek wystarcza mu pożywianie się pozyskiwaną z różnorakich źródeł krwią zwierzęcą – tym samym na bok odsuwa wszelkie moralne obawy dotyczące zabijania ludzi. Świat otwiera się przed taką postacią niczym jeden, wielki plac zabaw. Wobec tego wampiryzm wydaje się być spełnieniem skrytych marzeń o nieograniczonej wolności i niekończącym się szczęściu. Na pewno Judd zdaje sobie sprawę, iż takie charakteryzowanie uderza w czułą nutę niejednego miłośnika osobników z nad wyraz długimi kłami, jak i wielu innych osób, które mniej lub bardziej skrycie pragną takiego, pozbawionego wszelkich ograniczeń życia.

W ten świat zostaje wprowadzony młody mężczyzna, dla którego nowy stan jest zupełną odwrotnością tego, co otaczało go do tej pory. Adam ledwo się porusza, nie może zbyt dużo jeść, cierpi na wodobrzusze, porusza się o lasce, a lekarz stwierdza, iż kolejne komplikacje mogą doprowadzić do jego śmierci. Gdy dwoje jego najbliższych przyjaciół, przystojny Joshua i piękna Nicky, mówią mu, że istnieje dla niego wyjście, początkowo nie jest w stanie uwierzyć. Tym wyjściem jest oczywiście transformacja w wampira.

Introdukcja bohatera w zupełnie nieznany dla niego świat przebiega w sposób dość humorystyczny i nieraz czytelnik uśmiechnie się na myśl o konfrontacjach Adama z kolejnymi możliwościami, jakie oferować mu będzie jego nowy stan. Niestety, część (w zamierzeniu) zaskakujących scen, nie jest niczym niespodziewanym, więc co jakiś czas Judd strzela w czytelnika niewypałami.

W trakcie opowieści autor na szczęście odchodzi od tematu „świat jako plac zabaw dla nieśmiertelnego krwiopijcy” i wprowadza element zagrożenia. Wraz z legendą dotyczącą zdeformowanych wampirów określanych mianem „Tribe”, pojawia się uderzenie rzeczywistości w twarze bohaterów. Świadomość rozróżnienia między stanem realnym, w jakim się znajdują, a ich fantazją na jego temat, następuje nieubłaganie, traumatyzując protagonistów komiksu. Życie, niezależnie od tego, jak wiele bądź niewiele narzuca ograniczeń, nie jest wolne od zagrożeń i obowiązków, a osiągnięcie jakiegokolwiek obiektu pragnienia nie gasi samego pożądania. Co więcej, niewłaściwe postępowanie i nieoglądanie się na konsekwencje swych czynów, nie może mieć pozytywnych skutków. Jak stwierdza sam Adam: „Jesteśmy tylko mięsem i kośćmi. Krwią i wodą. Jesteśmy ograniczeni. Umieramy od chwili, w której się urodziliśmy.” Trudno uświadomić to sobie wampirowi, gdy wydaje mu się, iż jego egzystencja jest wieczna.

Niestety, budowanie napięcia w komiksie wychodzi średnio udanie. Mimo że zagrożenie wydaje się realne, trudno je odczuć czytelnikowi. Co więcej, przygotowanie do finalnej potyczki, jak i ona sama, nie wzbudzają wielu emocji, a tak częste w scenariuszach wykorzystanie pewnej postaci jako deus ex machina, jest rozczarowującym rozwiązaniem fabularnym. Cała siła finału przesuwa się więc na warstwę słowną, która, co prawda, nie jest genialna, lecz z powodzeniem ratuje zakończenie „Blood & Water”.

Technicznie rzecz biorąc, ilustracje Tomma Cokera to realistyczne rysunki, które, podobnie jak fabuła, nie zaskoczą wieloma intrygującymi rozwiązaniami. Najbardziej zapada w pamięć moment transformacji Adama, podczas którego Coker pozwolił sobie na większą swobodę twórczą. Osobiście nie przypadł mi do gustu design Tribe, lecz jest to kwestia indywidualnego smaku. Choć przyznać należy, iż o wiele lepiej prezentuje się on wewnątrz komiksu niż na jego okładce. Z ilustracji nie emanuje też groza. Trzeba jednak oddać Tommowi, iż wykorzystanie cieni i kolorów świetnie wpasowuje się w tematykę komiksu.

„Blood & Water” jest więc pozycją ciekawą. Tylko tyle. Całość sprawdza się bardziej jako wstęp do właściwej historii niż pełnoprawna opowieść. Wykorzystując fantazję na temat wampiryzmu i dokonując następnie jej abolicji, Winick i Coker stworzyli opowieść, którą miłośnicy pijących krew istot z przyjemnością przeczytają, lecz nie poczują przy lekturze większych emocji.

Mateusz R. Orzech

„Blood and Water” SC
Scenariusz: Judd Winick
Rysunki i tusz: Thomas L. Coker – „Tomm Coker”
Liternictwo: Kurt Hathaway
Kolor: Sno-Cone Studios, Digital Chameleon, Jason Wright
Wydawca: Vertigo (DC Comics)
Data wydania: Październik 2009
Objętość: 128 stron
Druk: kolorowy
Oprawa: miękka
Cena: $14,99