EC Comics


EC UWODZI NIEWINNYCH (TAKŻE WAMPIRAMI)

ZEJŚCIE DO KRYPTY KOMIKSU

1. Na początku był Max Gaines

Max Gaines (ur. 1894 r.) jest osobą nierzadko określaną mianem ojca komiksu. Nim jednak mógł zaprezentować się jako wizjoner i twórca branży komiksowej, musiał wpierw spędzić wiele lat usiłując, po prostu, związać koniec z końcem. Po pracach w szkole czy fabryce, zatrudnił się jako sprzedawca w Eastern Color Printing. Przełom nastąpił jednak dopiero w 1933 roku. Wielka recesja, depresja, kryzys, a Max śmieje się na strychu, czytając stare komiksy. A skoro on się śmieje, to inni też mogą.

Dzięki pracy w ww. firmie oraz natchnieniu pochodzącym z lektury obrazkowych historii zainicjował on serię z przedrukami humorystycznych opowieści o spersonifikowanych zwierzętach, które nazwał „Funnies on Parade” (dodawane były jako bonusy do różnych towarów codziennego użytku). Max następnie, podążając za „zwierzęcym” trendem, stworzył „Famous Funnies” i na próbę sprzedawał je w pobliskich sklepach. Po pierwszym weekendzie nie ostał się żaden niesprzedany egzemplarz. Eksperyment okazał się na tyle dużym sukcesem, iż już wkrótce namówione przez Gainesa Eastern, wydało komiks w nakładzie 250.000 kopii. Kilka miesięcy później sprzedaż osiągnęła milion kopii miesięcznie.

Niedługo potem przyszła pora na kolejny krok. Założenie Popular Comics, gdzie powstały takie klasyki jak „Dick Tracy”, „Little Orphan Annie”, „Terry & the Pirates” i „Gasoline Alley”. Tak narodziła się branża komiksowa. Tak też nastąpił najlepszy okres w historii komiksu, jeśli chodzi o liczbę sprzedawanych egzemplarzy, określany jako Złoty Wiek komiksu. Warto jeszcze odnotować, iż to właśnie dzięki Maxowi w druku pojawił się Superman. Człowiek ze stali nie mógł znaleźć wydawcy przez 4 lata, od momentu powstania. Zadebiutował w końcu w 1938 roku na łamach „Action Comics”. Max zawsze był zainteresowany edukacyjnym i moralizatorskim ładunkiem, jaki powinno według niego zawierać obrazkowe medium. Toteż poprosił psychologa z Harvardu, Williama Moultona Marstona, o stworzenie żeńskiej pozytywnej postaci, mającej być wzorem dla dzieci. Tak powstała Wonder Woman. Wydawało się, iż sukces Gainesa będzie trwał długo.

Po dobrych latach musiały jednak nadejść czasy gorsze. W 1945 roku z powodów finansowych i wewnętrznych scysji, Gaines oddał prawa do takich postaci jak Flash, Wonder Woman czy Green Lantern i ogłosił przejście na emeryturę. Trwała zaledwie dwa tygodnie, po których Max założył Educational Comics, czyli EC.

2. Przed grozą była edukacja

Nowozałożone EC nie miało jednak wielkiego szczęścia jeśli chodzi o sukces finansowy. Max postanowił skupić się na komiksach, które podążały za jego edukacyjnymi przekonaniami, jak „Picture Stories from the Bible” czy „Picture Stories from American History”. Oczywiście wybór był większy; opowieści o śmiesznych zwierzętach, westerny czy romanse również były obecne w linii wydawniczej EC. Komiksy te jednak zyskały większą popularność wśród rodziców, a nie dzieci, do których przecież były skierowane. Kto bowiem kupiłby komiks z historią „Bouncy Bunny in the Friendly Forest”, gdy tuż obok latał Superman?

W 1947 roku nastąpił jednak kolejny przełom. Jest to smutny rok, lecz to za sprawą wydarzenia, mającego wówczas miejsce, pojawią się komiksy, które zdecydują o kultowym statusie wydawnictwa. W tym roku bowiem ginie w wypadku Max Gaines. Łódka, na której przebywał wraz z przyjaciółmi swojej rodziny, zostaje staranowana przez motorówkę. Max zmarł na miejscu. Jak mówił jedyny ocalały z wypadku, dziesięcioletni chłopak Billy, ostatnim, co zrobił Gaines było zasłonięcie własnym ciałem dziecka przyjaciół.

3. Potem był William Gaines

Urodzony w 1922 roku William nie był rozpieszczany przez ojca, który wierzył, iż twarda dyscyplina jest kluczem do dobrego wychowania. Co więcej, młody Gaines nie był osobą, jak się wydawało, wielu talentów. Bardzo często więc musiał wysłuchiwać opinii ojca, przewidującego nieciekawą przyszłość syna i wytykającego mu na każdym kroku błędy, które miały świadczyć o jego nieprzydatności do życia. Sam William też się do tego przyczyniał. Za przykład posłużyć może jego dosłowne traktowanie komend ojca. Gdy senior mówił „rzuć wszystko i przynieś mi śrubokręt”, Will ostentacyjnie wyrzucał z rąk filiżankę z herbatą i przynosił śrubokręt.

Wydalony ze szkoły z powodu słabych wyników w nauce William nadal wychodził rankami z domu, udając że wciąż uczęszcza na zajęcia. Nie miał także podejścia do dziewczyn. Jego małżeństwo, do którego doszło w 1944 roku, zostało zaaranżowane przez matkę. William w tym czasie miał już za sobą nieudaną karierę fotografa w wojsku. Postanowił wtedy, iż zostanie nauczycielem chemii. Niedługo potem jednak, ku rozpaczy matki, jego małżeństwo się rozpadło. Był to rok 1947. To wtedy Max Gaines, by poprawić humor małżonce, zabrał ją i kilku znajomych na wycieczkę, która zakończyła się jego śmiercią.

Świeżo rozwiedziony, po stracie ojca, który nawiedzał go w sennych koszmarach, nie znoszący komiksów William, za namową matki został nowym szefem EC. Na początku nie spełniał zbyt dobrze swoich obowiązków. Jak jednak głosi jego słynna, wielokrotnie cytowana wypowiedź: „Pierwszym, co wiedziałem, było to, że muszę czytać komiksy. Drugim – to, że się w nich zakochałem”. Tak też młody, dwudziestopięcioletni Gaines, mający na głowie niedochodowe wydawnictwo komiksowe, stanął przed wielkim wyzwaniem i wielkim obowiązkiem. Nie wiedział jeszcze wtedy, że stał także przed wielką aferą na skalę narodową, jaką w przyszłości wywoła.

4. Krypta się otwiera

Już wkrótce William podjął swe pierwsze ważne decyzje. Zmienił nazwę wydawnictwa, sprawiając iż skrót EC od tej pory znaczył Entertaining Comics. Zatrudnił również m.in. Ala Feldsteina, pod wieloma względami geniusza historii komiksowych, który był dwudziestotrzyletnim, niezadowolonym z dotychczasowej pracy rysownikiem i scenarzystą. Mimo że pierwszy tytuł jaki miał rysować Al, zakończył się przed wydaniem planowanego komiksu, to William wiedział, że takiej osoby się nie wyrzuca. Feldstein zajął się innymi komiksami, a wkrótce on i Gaines zostali przyjaciółmi oraz doprowadzili do wielkich zmian w EC.

Początkowo tytuły i typy komiksów przekształcano zgodnie z transpozycjami rynku komiksowego. Było to tak naprawdę naśladowanie innych wydawnictw, które dyktowały modę. I tak np. „Happy Houlihans” stało się „Saddle Justice”, a sześć numerów później „Saddle Romances”. Podobne zmiany nie były niczym niezwykłym w całej branży komiksowej. Nie zadowalało to jednak ani Williama, ani Ala. Oni chcieli stworzyć coś nowego, coś nowatorskiego. Pewnego dnia, gdy wspominali stare radiowe horrory, których obaj słuchali w dzieciństwie, postanowili zaryzykować i ruszyć z opowieściami grozy.

Tak też w piętnastym numerze „Crime Patrol” zadebiutował Crypt Keeper i pojawił się pierwszy, zwiastujący Nowy Trend dreszczowiec: „Return from the Grave”. Nie trzeba było długo czekać, by zauważyć, iż była to dobra decyzja. Po „The Spectre in the Castle” w „Crime Patrol” #16 twórcy byli już pewni kierunku, w jakim mieli podążyć.

Gwoli ścisłości należy wspomnieć, iż kilka horrorów pojawiło się już wcześniej jako jednorazowe historie w „Moon Girl” (#4, 5 & 7) oraz „Crime Patrol” (#11, 12). Część z nich pochodziła z planowanej dawniej, lecz nigdy niepowstałej serii „Tales of Supernatural”, której pomysłodawcą był Shelly Moldof.

5. Groza, humor, fantastyka – krótka charakterystyka komiksów EC

Lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku nie były zwyczajnym okresem. Był to czas paradoksalnego połączenia strachu i dobrobytu. Ludzie zetknięci jeszcze niedawno w okropieństwami II wojny światowej, takimi jak obozy nazistów czy wybuchy bomb atomowych, wciąż obawiali się nuklearnego konfliktu. W powietrzu unosiła się narodowa paranoja oraz nieprzerwana obawa przed złowrogimi szpiegami. Równocześnie poziom życia był bardzo wysoki, fabryki przynosiły duże zyski, na rynku pojawiały się kolejne modele samochodów. W tych czasach rozpoczął się Nowy Trend w komiksach EC. Trend, który sprawił, że było to jedno z najlepiej prosperujących wydawnictw w branży. Jedynie DC i Marvel mogły w tym czasie poszczycić się lepszymi wynikami całościowymi.

Tytuły grozy EC, „The Crypt of Terror” przemianowane od dwudziestego numeru na „Tales from the Crypt”, „The Vault of Horror” oraz „The Haunt of Fear” cechował przede wszystkim fakt, iż posiadały gospodarza komiksu, przedstawiającego każdą historię i puentującego ją w niewybredny sposób. Byli to (w kolejności wymienionych przed momentem serii) Crypt Keeper, Vault Keeper oraz Old Witch. Ich komentarze, pisane przez Ala, zawierały w sobie ogromną dawkę czarnego humoru. Spełniało to kilka funkcji.

Przede wszystkim unifikowało serie, sprawiając, iż posiadały one ogniwa łączące je ze wszystkimi numerami, a także z innymi komiksami, gdy gospodarze grozy pojawiali się także w innych tytułach EC. Czytelnicy zawsze lubią powracające postaci, więc prędko zaakceptowali i zaczęli darzyć sympatią groteskowe charaktery. Po drugie, wprowadzały one sporo humoru – czarnego humoru – który w połączeniu z często brutalnymi historiami był doskonałym kontrapunktem, a jednocześnie swym charakterem nie tworzył nadmiernego dysonansu. Oprócz tego, czytelnik otrzymywał punkt obserwacji historii, który znajdował się na zewnątrz czytanych opowieści. Dzięki temu wiedział, że jest to tylko fikcja, nie roszcząca sobie praw do udawania rzeczywistych wydarzeń. Było to tym bardziej potrzebne, gdyż agresywny i często pełen przemocy charakter komiksów EC mógł szokować. Tworzony więc przez gospodarzy dystans do danej fabuły pomagał niwelować negatywne emocje, jakie mogły się pojawiać podczas lektury, jednocześnie nie negując przesłanek, które owa lektura zawierała.

Trzeba jednak zaznaczyć, iż historie grozy i nie tylko grozy, nie były w komiksach EC jedynie kupą świeżego mięsa bez żadnych wyższych wartości. Wszystkie brutalne czy, mniej lub bardziej, fantastyczne tytuły, na które składały się (prócz wspomnianych) „Crime SuspenStories”, „Shock SuspenStories”, „Weird Science” i „Weird Fantasy” były nader często swego rodzaju moralitetami, których myślą przewodnią było: jeśli czynisz coś złego, to zło do ciebie wróci. Przykładem może być „None But the Lonely Heart” („Tales from the Crypt” #33), w którym zabójca kolejnych żon (wyglądający niczym Vincent Price), sądząc że nadszedł czas się ustatkować, spotyka kobietę, która mimo dość zaawansowanego stadium rozkładu, nie zamierza opuścić swego ukochanego. Poza tym Gaines, który zwykle odpowiadał za podstawową ideę fabularną, był wegetarianinem, wynikiem czego przemoc skierowana przeciw zwierzętom również dotykała oprawców. Jeśli ktoś urządza krwawe walki szczurów, może być pewien, że sam będzie musiał stoczyć nie mniej krwawy bój o przetrwanie („Survival or Death” w „Tales from the Crypt” #3), a nielitościwy myśliwy sam stanie się czyimś trofeum („The Trophy” w „Tales from the Crypt” #25). W ten sposób EC zaskakiwało dziwnymi, brutalnymi pomysłami, w których pośmiertne zemsty, krwawe mordy, wymyślne tortury czy granie w baseballa ludzkimi wnętrznościami były na porządku dziennym. Ich przejaskrawienie przy tym, samo przez siebie, sugerowało często humorystyczne podejście do omawianego tematu. Każda historia dodatkowo zawierała zaskakujący zwrot akcji, w którym często twórcy sięgali apogeum w obrazowaniu groteskowych scen, jakie drzemały w ich wyobraźni. To niespotykane nigdzie wcześniej połączenie, którego próżno było szukać w innych komiksach, przesądziło o sukcesie wydawnictwa.

Warto jeszcze pokrótce nadmienić, że również kryminalne tytuły EC obfitowały w podobne fabuły, a często różniły się od komiksów grozy jedynie brakiem nadnaturalnych zjawisk. Choć, od czasu do czasu, również tam pojawiały się horrory. Równie odważne były historie science fiction i fantasy, czerpiące częstokroć inspiracje z prozy Raya Bradbury’ego (otrzymywał on dwadzieścia pięć dolarów za każdorazową adaptację komiksową swej historii). Mimo to, opowieści fantastyczne nie cieszyły się tak dużą popularnością, co pozostałe – zdarzało się wręcz, że przynosiły straty. Gaines nie zdecydował się jednak na ich porzucenie z jednej, prostej przyczyny. Podobały mu się. To jest właśnie główny klucz do sukcesu Williama, Ala i innych twórców EC. Tworzyli to, co sami chcieli czytać.

Pozostaje jeszcze wiele osób wpływających na sukces i walory wydawnictwa (najlepsi komiksowi twórcy tych czasów współpracowali z Gainesem), zdarzeń i intrygujących faktów z historii EC, lecz nie da się wszystkiego zamknąć w jednym artykule. Dodam teraz tylko, że w 1954 roku Gaines i Feldstein byli zmęczeni zabójczą prędkością tworzenia. Jeden komiks co tydzień, pięć miesięcznie, sześćdziesiąt rocznie, co daje około dwieście czterdzieści fabuł. Ogółem więc wymyślili jakieś tysiąc dwieście historii. Byli tym samym mocno wyczerpani. William ogłosił wtedy zakończenie czynnej działalności i po wyznaczeniu pięciu zasad komiksów EC, o tworzenie następnych opowieści poprosił innych scenarzystów. Nie był to jednak czas na kolejne horrory i dreszczowce. Był to czas Fredrica Werthama.

6. Fredrica Werthama wojna z komiksami

Ataki na komiksy nie były w Ameryce niczym niezwykłym. Jeszcze przed II wojną światową pojawiały się oskarżenia przeciwko rzezi na niewinnych i deprawacji dzieci, jakie miały przypadać w udziale temu medium. Negatywne głosy straciły jednak na sile po wybuchu wojny. Herosi i inni bohaterowie komiksowi, walcząc z nazistami zapewnili sobie nietykalność ze strony wrogów ilustrowanych historii. Taki stan rzeczy nie mógł utrzymywać się wiecznie. Wojna się skończyła, strach wciąż trwał, superbohaterowie szybko tracili popularność, a kino noir zapewniało sobie coraz większą widownię. Ten ostatni fakt sprawiał, iż również komiksy kryminalne sprzedawały się coraz lepiej, by w 1948 roku stać się najpopularniejszym gatunkiem.

W przeciwieństwie do filmów, komiksy były jednak zdecydowanie częściej i bardziej agresywnie atakowane jako promujące przestępczość. J. Edgar Hoover, dyrektor FBI, sam stwierdził, że powodują one antyspołeczne zachowanie i są niebezpieczne w rękach niestabilnych psychicznie dzieci. Jednakże największa krytyka komiksu pochodziła od Fredrica Werthama, psychiatry z dwudziestoletnim stażem i dużą renomą. W 1948 roku zauważył, że niemal wszyscy jego nieletni pacjenci czytywali kryminalne komiksy. Uznał więc, że to one właśnie musiały być przyczyną deprawacji.

Potępiając sceny przemocy, pochodzące w zdecydowanej większości z serii EC, rozpoczął zakrojoną na szeroka skalę nagonkę w mediach. W radiu, czasopismach, etc., opinie Werthama zaczęły zdobywać coraz większy rozgłos i uznanie, tym bardziej, że ich twórcą był naukowiec, twierdzący, że sprawę badał 8 lat. Uważał, że najbardziej podatne są dobrze ułożone dzieci. Nie rozróżniał przy tym kryminałów, horrorów, fantastyki czy komiksów o śmiesznych zwierzętach. Wszędzie dochodziło do zabójstw, kradzieży, prób gwałtów, a w przygodach zwierzaków kaczki groziły śmiercią królikom.

Próby samodzielnej cenzury nie przyniosły dobrych wyników. Wydawcy, w tym EC, sami założyli stowarzyszenie zajmujące się określaniem tego, co powinno być pokazywane, lecz po krótkim czasie ilość wydawnictw respektujących stworzone zasady zamykała się w liczbie trzech. William Gaines zrezygnował z uczestnictwa w przedsięwzięciu w 1950 roku.

Wertham tymczasem zaczął również atakować seksualne obrazowanie i otwarcie obsceniczne sceny erotyczne w historiach, również w EC. Był to argument chybiony, gdyż w komiksach wydawanych przez Gainesa nie było erotyki, a najbliżej seksualnego zbliżenia było zwyczajne przytulanie się czy pocałunek (vide „Impending Doom” w „Tales from the Crypt” #20). Opinia publiczna, potrzebująca silnych autorytetów nie przejmowała się jednak tym, że owe autorytety mogą czasem nie mieć racji. Skoro Wertham odkrył źródło młodocianej przestępczości i mógł je zniszczyć, to niech to czym prędzej zrobi.

W 1954 roku, Fredric wydał słynną książkę „Seduction of the Innocent”. W niej zawarł wszystkie swoje oskarżenia i obawy przed medium komiksowym. Zaatakował również Batmana i Robina, którzy w jego oczach byli parą homoseksualną, Wonder Woman, która okazała się lesbijską sadystką oraz reklamy lornetek, które według niego zachęcały dzieci do szpiegowania sąsiadów. Psychiatra bez skrupułów atakował też komiksy potępiające rasizm, twierdząc, iż podsycają one uprzedzenia na tle rasowym. Książka, jak sugerował Wertham, wynik wieloletnich badań, zyskała szeroką popularność i dolała oliwy do ognia.

Oczywiście Fredric wysuwał swoje opinie na wiele tematów związanych z komiksem. Nie sposób ich wszystkich wymienić w jednym, krótkim artykule. Ataki na to medium narastały również ze strony innych osób i organizacji, jak choćby Katolickich Legionów Przyzwoitości. W międzyczasie wynikła także afera związana z obrazowaniem Świętego Mikołaja w „Panic”, wydawanym przez EC. Wszystko to doprowadziło do zwołania komisji śledczej Keafuvera, która zajęła się sprawą komiksów i ich demoralizującego wpływu na młodzież.

7. Koniec terroru EC

Komisja posiadała wiele znamion fałszywego przejścia do czynu. Miała na celu, w dużym skrócie, zlikwidować źródło przestępczości i antysocjalnego zachowania wśród dzieci i młodzieży. Jednak wybrana metoda wcale nie zbliżała się do rozwiązania tego problemu, za to wynikły przez nią medialny cyrk był świetnym tematem dla gazet, radia i telewizji. Nie mówiąc o politykach i wielu „znawcach” komiksu, którzy mogli popisać się publicznie ogłaszając negatywny wpływ graficznych historii.

Popularność wśród opinii publicznej i w mediach była tym większa, iż wcześniej komisja senatora Keafauvera prowadziła śledztwo w sprawie gangstera Franka Costello, co było wielkim wydarzeniem. Nic więc dziwnego, że walka z komiksami, a ściślej z EC, stała się tematem numer jeden.

William Gaines zgodził się wystąpić przed komisją. Po zeznaniach wielu świadków, w tym Werthama, wydawca EC przeczytał oświadczenie wskazujące na rozrywkowe wartości komiksu, na ich możliwości edukacyjne, prawo ludzi do wyboru lektury, obecność przemocy w codziennych mediach, bardzo mocno zaakcentował również obecność serii „Picture Stories from the Bible”. Była ona stale w druku, a korzystać z niej miały szkoły i organizacje katolickie nie tylko w Ameryce. Wydawało się, iż Gaines może skutecznie oprzeć się oskarżeniom i przedstawić komiksy w pozytywnym świetle. Niestety, gdy doszło do odpowiadania na pytania, Gaines zaczął się gubić. Ataki na brutalność okładek „Crime SuspenStories” #22 i #23 sprawiły, że William nie potrafił znaleźć satysfakcjonującego wyjścia z inteligentnego labiryntu pytań, jaki przed nim wyrósł, tym samym tracąc pozycję wypracowaną na początku wystąpienia.

Wynik śledztwa komisji był do przewidzenia. Ataki na sklepy z komiksami, bojkot tego medium, ogólna krytyka ze strony wielu polityków, a nawet publiczne palenie komiksowych stosów były kontynuacją histerii skierowanej przede wszystkim w stronę wydawnictwa Gainesa. W wielu miastach zakazano sprzedaży obrazkowych horrorów i kryminałów. EC miało coraz większe problemy ze sprzedażą swych serii. William zachęcił więc do stworzenia komisji złożonej z niezależnych krytyków i psychologów oraz odpowiedniej publiki, którzy mieli ostatecznie zdecydować o zawartości komiksów, a także zapewnić rodziców, że nie są one czymś absolutnie negatywnym. Na zwołanym przez niego spotkaniu Comics Association of America (CMAA) od razu zakazano słów „terror”, „horror”, a nawet „weird”. Obrót spraw w nowej organizacji nie przypadł do gustu szefowi EC, który wyszedł ze spotkania.

W ten sposób powstała (nie)sławna pieczęć „Approved by the Comics Code Authority”. Tylko jej pojawienie się na okładce miało informować o przyzwoitości komiksu. Na samym początku głównym decydentem w sprawie jej przyznawania miał być sam Fredric Wertham. Cenzura była bezlitosna, a, jak twierdził Gaines, komiksy czytały starsze panie, które wszystko szokowało. EC nie miało wyboru i ogłosiło zamknięcie serii grozy i kryminałów. Tym samym zaczęło popadać w ruinę.

8. Nowy kierunek

By ratować firmę, Gaines wraz z Fedsteinem stworzyli tzw. Nowy Kierunek w komiksie z tytułami „Aces High”, „Impact”, „Piracy”, „Valor”, „Extra!”, „MD” i „Psychonalysis”. Wystartowały one w styczniu 1955 roku. Niestety, fakt, że Gaines nie należał do CMAA, a jego komiksy nie posiadały pieczęci, sprawił, iż były one zwracane do wydawnictwa, a nie wystawiane na sprzedaż. Nie mając innego wyjścia, William przystąpił do CMAA i uzyskał odpowiednie oznaczenie. Wiele jego historii EC było jednak nadal odrzucanych, za najróżniejsze „przewinienia”, wśród których pojawiało się umieszczanie czarnoskórych osób jako głównych bohaterów czy rysowanie zbyt dużych kropli potu. Jak się wkrótce okazało, wrogość w stosunku do wydawnictwa nie zmalała, również ze strony konkurencji, która z radością patrzyła na dogorywającego rywala. Nawet posiadające stosowne oznaczenie komiksy często były zwracane, zamiast trafiać do sprzedaży. Po kolejnej porażce Gainesa, pozostał mu już tylko tytuł „Mad”, który uratował go przed ostatecznym bankructwem.

9. Zło nie umiera nigdy

Tylko jeden czynnik sprawił, iż komiksy EC nie popadły w zapomnienie przez okres niebytu w sprzedaży – fani. Utrzymując wspomnienie żywym, czytając stare numery, zakładając fankluby, wydając fanziny i biuletyny, sprawili, że EC nie umarło całkowicie. Również zmiana „Mad” z komiksu na magazyn, mimo że dyktowana chęcią zatrzymania Harveya Kurtzmana w wydawnictwie, znacząco pomogła. Magazyn był wolny od cenzury CMAA, a jego sprzedaż utrzymywała się na wysokim poziomie.

Oprócz tego, w lecie 1955 roku EC wystartowało z czterema magazynami, określanymi jako piktofikcja dla dorosłych. Były to „Terror Illustrated”, „Shock Illustrated”, „Crime Illustrated” oraz „Confessions Illustrated”. Każdy panel w tych tytułach był pozbawiony baloników z dialogami, a wszelki tekst znajdował się w formie narracji nad kadrami rysowanymi w czerni i bieli przez weteranów EC. Komercyjnie jednak serie nie wytrzymywały długo. Jeszcze w tym samym roku jasne było, że się nie utrzymają i na początku 1956 zamknięto je. Powodem odwleczenia abolicji tych tytułów było to, iż Gaines nie chciał przekazać tej smutnej wieści przed świętami Bożego Narodzenia. Dodatkowo, niedługo potem, po stracie wielu pracowników, w tym Kurtzmana, który zażądał piećdziesiąt jeden procent zysków z „Mad”, również dystrybutor tytułów EC popadł w finansowe tarapaty, kończące się jego bankructwem.

Aby EC nie podzieliło losów dystrybutora, William i Al korzystając z własnych pieniędzy, wydali kolejne numery „Mad”. W tym czasie Al już szukał nowej pracy, lecz wyrzucenie Kurtzmana sprawiło, że mógł zająć jego posadę jako redaktor magazynu.

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku pojawiły się pierwsze przedruki historii EC wykonywane przez fanów, a w 1971 roku Amicus Films skontaktowało się z Gainesem z propozycją filmowej adaptacji pt. „Tales from the Crypt”, w której jedną z głównych ról zagrał sam Peter Cushing. Kontynuacja „The Vault of Horror”, kolejne przedruki komiksów, popularny serial telewizyjny i nawiązujące do niego filmy kinowe sprawiły, iż groza z EC, jak przystało na porządny horror, nigdy nie zginęła i wciąż posiada wielu fanów.

I wciąż jest obecna w mediach, jak właśnie jesteście tego świadkami.

10. Appendix na temat numeru: wampiry w horrorach EC

Wampiry, podobnie jak wilkołaki czy mumie, nie były najpopularniejszymi kreaturami nawiedzającymi tytuły EC. Wydawnictwo lubowało się w różnorakich torturach, psychopatach lub zemstach zza grobu, mających silne znamiona historii o zombie, ostatecznie jednak nimi niebędące. Mimo to, krwiopijcze istoty również zaznaczyły swoją obecność na ociekających posoką kartach serii grozy. Wpasowując się w styl wydawnictwa, który starał się zaskakiwać czytelnika różnorodnymi pomysłami (zwykle zamykającymi daną opowieść), wampiry częstokroć odstępowały charakterem od typowych przedstawicieli swego gatunku. Co więcej, zwykle fabuły mają negatywne zakończenie. Przykładem niech będzie „Blood Type »V«”, gdzie w finale ukochana protagonisty okazuje się być wampirem. Zabija ona jego przyjaciela, sama ginie z ręki głównego bohatera, lecz ten, który sprawił, że stała się istotą nocy, przybywa, by zemścić się i uśmiercić jej zabójcę.

Jest to bardzo prosta historia, jednak już w niej odchodzimy od klasycznego obrazowania wampira. Otóż, aby zmienić inną osobę w podobną sobie, korzysta on z transfuzji krwi, zakażając w ten sposób ofiarę. O wiele jednak ciekawsze użycie nowoczesnych dobrodziejstw medycyny następuje w „Bats in my Belfry”. Aktor z postępującą głuchotą za namową przyjaciela trafia do naukowca, który przeszczepia ludziom zwierzęce części ciała. Wspomniany przyjaciel odzyskał wzrok dzięki oczom kota, a nasz bohater odzyskuje słuch dzięki organom słuchowym nietoperza. Niedługo potem jednak zaczyna się on przekształcać. Membrana pod pachami, włosy na twarzy. Okazuje się, że zmienia się w nietoperza wampira. W tej historii mamy też do czynienia z motywem zbrodni i kary. „Ukochana” głównego bohatera wraz z kochankiem planują zabicie partnera i pozyskanie pieniędzy z ubezpieczenia. Możemy się jednak domyślać, że nie łatwo jest zabić wielkiego nietoperza-wampira, tym bardziej, że zapragnął on ludzkiej krwi.

Kolejnym odstępstwem jest „Midnight Mess”. Tym razem trafiamy do nocnej restauracji, gdzie pechowo znajduje się bohater. Gdy zdaje sobie sprawę, że jest otoczony przez wampiry, wśród których znajduje się jego siostra, jest już za późno. Zostaje głównym daniem, gdy powieszony do góry nogami, służy za źródło świeżych drinków. Wspomniane wyżej opowieści, z wyjątkiem „Bats in my Belfry”, jak i wiele innych, mniej oryginalnych historii, których przykładami są „Vampire, By the Dawn’s Early Light” czy „Minor Error” opierają się na podobnym schemacie. Główny bohater odkrywa obecność wampira, który zwykle grasuje w jego okolicy. Motywowany zemstą, strachem lub zwykłą chęcią niesienia pomocy, postanawia znaleźć i zniszczyć pijącego krew stwora, lecz popełnia jakiś błąd, np. posiada źle ustawiony zegarek lub przeocza jakiś inny szczegół, powodujący, iż ostatecznie to on staje się ofiarą.

Często jednak próby zaskakiwania czytelnika były bardziej intrygujące. Na przykład, w “Fare Tonight, Followed By Increasing Clottyness” taksówkarz-wampir zasypia podczas szukania ofiary i śni koszmary, w których zostaje pożarty przez hordy… wampirów. Na tym etapie czytelnik nie wie jeszcze o jego potrzebach, więc kończący historię zwrot akcji może niejednego zaskoczyć. Zdarzają się również fabuły łączące motyw wampira z motywem wilkołaka. W „A Little Stranger” poznajemy parę. Ona jest wampirzycą, on wilkołakiem. Niestety ich związek zostaje brutalnie przerwany, a oni zabici, po czym zostają pogrzebani na cmentarzu, gdzie, jak się okazuje, wszyscy pochowani stają się nocą duchami. Nasi bohaterowie biorą tam ślub, którego owocem jest ich własne, upiorne dziecko.

W głównej części artykułu pisałem, że opowieści EC miały charakter moralitetu. Wydawać by się mogło, iż został odsunięty na bok przy okazji wielu historii o wampirach. Nie jest on jednak całkowicie nieobecny. Oprócz „Bats in my Belfry”, gdzie zło spotyka się z tragicznym końcem, co jest jedynie drugorzędnym wątkiem, są także inne przykłady ukarania niegodziwych czynów. Jak głosi tytuł jednego ze słynniejszych tworów EC „Let the Punishment Fit the Crime”, faktycznie dzieje się tak w „Bloody Sure”. W tej noweli komiksowej poznajemy bohatera, żeniącego się z kobietą uważaną przez miejscowych za wampira. Jej poprzedni mężowie zmarli z powodu utraty krwi, jej dziecko jest słabowite i blade, a ona wychodzi z domu tylko nocą. Protagonista odkrywa, że w celu pozbawienia mężów krwi, używa ona specjalistycznego przyrządu do transfuzji. Robi to, gdyż jej syn cierpi na rzadką chorobę. Kiedy główny bohater ma podzielić los swych poprzedników, wychodzi na jaw, dlaczego od początku był pewien, że jego nowa żona nie jest wampirzycą. Stało się tak, gdyż wampir zawsze rozpozna drugiego wampira.

Tak oto otrzymujemy nie tylko ciekawą transpozycję fabularną, lecz również wyraźny motyw kary, będącej zwierciadlanym, choć zwierciadło jest cokolwiek krzywe, odbiciem wyrządzonego cierpienia. Jest to bardzo częste we wszystkich komiksach EC.

Są również opowieści scalające klasyczne dla EC schematy fabularne. Wymienię cztery z nich: główny bohater, który okazuje się być groźnym stworem udającym człowieka, zapłata za uczynione zło, pomylenie jakiejś postaci z niewinną, co kończy się śmiercią popełniającego błąd oraz połączenie motywu dwóch różnych kreatur w pojedynczej ramie fabularnej. „The Secret” zbiera wszystkie wspomniane szablony w jednej, krótkiej historii. Bohaterem jest dziecko (karmione, lecz niewypuszczane z domu) zaadoptowane przez miłe małżeństwo. Wszyscy w tej noweli okazują się być kimś innym, niż się początkowo wydaje. Rodzice są tak naprawdę wampirami, próbującymi utuczyć ofiarę. W ten sposób wyrządzone dziecku zło jest podwójne. Nie dość, że trzymają je w zamknięciu, to na dodatek chcą zabić. Myślą jednak, iż jest ono zwykłym dzieckiem, co ściąga na wampiry zagładę, gdy okazuje się, iż główny bohater jest wilkołakiem. Oczywisty, zawsze obecny punkt zwrotny w finale również jest tu obecny.

Nie będę omawiał po kolei wszystkich pojawiających się w EC scenariuszy związanych z wampirami, gdyż schemat historii wyłonił się już w sposób zadowalający. Warto jeszcze tylko zwrócić uwagę na dwie opowieści oraz na to, czym wampiryzm wydaje się być w komiksach wydawanych przez Gainesa. Otóż jawi się on niczym druga strona człowieczeństwa, niepochodząca z nieznanego siła, geograficznie umieszczana w okolicach Transylwanii (choć i takie historie mają miejsce), lecz coś, co tkwi w samych ludziach. Niczym w „Dr Jekyll i Mr Hyde”, wampiryzm jest drugą stroną, objawiającą się w ludziach, którzy czerpią z niej czysto hedonistyczne korzyści. Potrafią się zachowywać normalnie, nie budząc żadnych podejrzeń, podczas gdy w głębi są tak naprawdę socjopatami, wykorzystującymi porządek społeczny do poszukiwania ofiar – ekwiwalentu kolejnych rozrywek. Jak każde pragnienie, tak i pragnienie przyjemności, w tym przypadku reprezentowane pragnieniem krwi, nie może zostać zaspokojone, więc skazani są oni na wieczne poszukiwanie źródła świeżej posoki. Nie cierpią bynajmniej z tego powodu na żadne wyrzuty sumienia, brak w nich jakiejkolwiek nuty smutku lub nostalgii, charakteryzującej na przykład Draculę z filmu Wernera Herzoga „Nosferatu – Wampir”. Krwiopijcy z EC z radością przyjmują mroczny dar, pozwalający im na bezkarne oddawanie się zakazanym przyjemnościom, nie wahając się nawet przed poświęceniem własnej rodziny, by w tym stanie pozostać.

Czyż owe oddawanie się hedonizmowi nie jest obecne w tak wielu ludziach, którzy nie cofają się często przed niczym, by cel swój osiągnąć? W ten sposób wampiry z EC pokazują ukrytą, obsceniczną podstawę człowieka jako podmiotu społecznego, w którym zasady społeczne pełnią rolę niewygodnego gorsetu, a nie systemu porządkującego otaczającą go rzeczywistość. Oczywiście, tego typu wnioski możemy wysnuwać oglądając czy czytając o wielu wampirach obecnych w (pop)kulturze. Wyjątkowość tych konkretnych polega na tym, że nigdy wcześniej i przez długi czas również później w popkulturze, ta obsceniczna, budząca grozę i obrzydzenie, a zarazem fascynację i pożądanie podstawa nie sprawiała, iż cechujący się nią wampir odnosił całkowity sukces.

Są jednak istoty nocy, potrafiące zapanować nad swoimi skłonnościami, nawet mimo niegasnącego pragnienia spijania krwi z szyj swych ofiar. W „The Reluctant Vampire” poznajemy tytułową postać, która w celu przeżycia zamiast zabijać, zatrudnia się w banku krwi. Nie robi tego bynajmniej z niechęci do mordowania, lecz ze zwykłego lenistwa. Ciekawą opowieścią jest również „One Last Fling”, gdzie poznajemy romantyczną parę – ona jest wampirem, on człowiekiem. Są w sobie zakochani, próbują więc wspólnie zapanować nad ciemną stroną osobowości kobiety. Ta jest jednak zbyt silna by ją poskromić. Mimo szczerych chęci na poprawę, istnieje tak naprawdę tylko jeden sposób by ugasić pragnienie (nie tylko) krwi. Jest nim śmierć, która dotyka ich oboje. Tym, jakże optymistycznym akcentem kończę artykuł, strasznie polecając czytanie komiksów wydanych przez E.C. Znajdziecie tam piekielnie dużo zabójczego humoru.

Na zakończenie umieszczam listę wszystkich wampirycznych historii, opublikowanych w seriach grozy w ramach Nowego Trendu.

Tales from the Crypt
#22 – Blood Type ‘V’
#24 – Bats in my Belfry
#35 – Midnight Mess
#36 – Fare Tonight, Followed by Increasing Clottyness…
#42 – By the Dawn’s Early Light

The Haunt of Fear (seria początkowo skończyła się na numerze siedemnastym, a następnie została reaktywowana, dlatego też #10 następuje po #16)
#16 – Vampire
#10 – The Vamp
#13 – Minor Error
#14 – A Little Stranger
#20 – Bloody Sure
#24 – The Secret
#26 – Comes the Dawn

The Vault of Horror
#20 – The Reluctant Vampire
#21 – One Last Fling
#24 – A Bloody Undertaking
#38 – Coffin Spell
#40 – A Narrow Escape

Mateusz R. Orzech