Hulk Vs.


HULK VS. WOLVERINE VS. HULK VS. THOR


Co może powiedzieć człowiek, gdy widzi tytuł filmu zawierający imiona dwóch znanych bohaterów, w którym ostatnie słowo brzmi “vs.” (kontra)? „Niech zgadnę! Zwaśnią dwóch herosów, by mieć pretekst do serii nawalanek między nimi (bądź jednej, dłuższej), jednak, rzecz jasna, nie ma powodów, by któremukolwiek kibicować, gdyż wynik i tak nie będzie rozstrzygnięty. Bohaterowie w ostatniej chwili pogodzą się i ruszą ramię w ramię przeciw wspólnemu wrogowi!”

Naprawdę, nie trzeba spędzić dwóch lat w szkole filmowej na wydziale scenariopisarskim, aby coś takiego wykombinować. Oczywiście nawet najbardziej oklepane klisze da się przedstawić w ciekawy i urozmaicony sposób, jednak dwuodcinkowy „Hulk vs.” nie jest niestety ponad przewidywalne schematy.

Wybierając Hulka jako przewodnią postać serii, twórcy od razu dają znać, że idą na łatwiznę. Gdybym usłyszał tytuł „Thor vs. Spider-Man”, „vs. Fantastyczna Czwórka” albo „Wolverine vs. Kapitan Ameryka”, przynajmniej byłbym zaintrygowany, jak tych dwóch zwaśnią, oczekując nie tylko zabawnych wymian poglądów, ale i jakichś interesujących zagrywek po obu stronach. Niekoniecznie opierających się na: „który spuści drugiemu lepszy łomot?”. Z Hulkiem nie trzeba kombinować. Widzi coś przed sobą i się na to rzuca – o ile nie ma to na imię Betty. Ma w głębokim poważaniu, czy to ktoś o wrogich czy przyjacielskich zamiarach. Wystarczy dać mu przeciwnika, który wytrwa w boju dłużej niż pięć minut oraz lokalizację i film gotowy.

Pierwsza odsłona „Hulk vs. Wolverine” koncentruje się o wiele bardziej na postaci Rosomaka niż na zielonym olbrzymie. Logan zostaje wysłany w celu wytropienia Hulka, co udaje mu się zrobić bardzo szybko. Jednakże, nim bijatyka ma się okazję naprawdę rozkręcić (to swoją drogą ich pierwsze spotkanie), zostają obaj schwytani przez Team X, co, rzecz jasna, kończy się na wspólnej ucieczce z ich laboratorium… Na plus trzeba przyznać – animacja jest wyśmienita. Nie ma tu ograniczeń jak w starych, animowanych „X-men”, gdzie Wolverine nie mógł nawet zadrapać przeciwników, o ile nie byli oni robotami. Tu się nie oszczędza, podobnie jego przeciwnicy. Obecność Deadpoola (z tego co mi wiadomo, to jego jedyny animowany występ) wnosi trochę humoru. Im dłużej oglądałem, tym bardziej odnosiłem wrażenie, że filmik byłby o niebo ciekawszy, gdyby darowali sobie Hulka i zrobili całość po prostu o samym Wolverinie i Weapon X. Nawet się nie zdziwię, jak któregoś dnia doczytam się gdzieś w odmętach Internetu, że de facto tak być miało, ponieważ zielonego wielkoluda nie ma za wiele. Nawet zapowiadana w tytule naparzanka nie jest specjalnie satysfakcjonująca.

W „Hulk vs. Thor” jest z kolei odwrotnie. Z jednej strony, ciekawiej zostaje wykorzystana nie tyle postać Hulka (nawet z wyglądu jakby fajniejszy), co samego Bannera, choć dla fanów komiksu nie będzie to zapewne specjalnie nowatorski koncept. Oto Loki – szachraj bogów żądny zemsty na Odynie, porywa Bruce’a i, oddzielając go od jego alter ego, szczuje Hulka na Asgard… Z kolei mniej jest Thora i jego osobowości brakuje po prostu charyzmy. Tu co prawda wiemy komu kibicować. Hulk jest bardziej niekontrolowany niż zwykle, jednak pozwolę sobie na spoiler, z przykrością oznajmiając, że to głównie on zbiera tu cięgi. W przypadku epizodu z Wolverinem przynajmniej odnosiłem wrażenie, że ścierają się jak równy z równym.

Czy ta część jest lepsza od wcześniejszej? Zależy, czego się tak naprawdę oczekuje. Jeżeli o sceny akcji i animację chodzi, są definitywnie mniej spektakularne. Ba! W ogóle nie ma krwi. Z kolei plus „Hulk vs. Thor” to fabuła. Znów – nic nowatorskiego – ale przynajmniej nie razi taką liniowością; ma bardziej zaskakujące zwroty akcji i nawet trzyma w napięciu. Niestety, wszystko wydaje się chwilami za bardzo ściśnięte, podczas gdy w „Hulk vs. Wolverine”, mając banalniejszą historię, zyskano na czasie, by doszlifować detale. Zdaniem: oba mają swoje plusy i minusy.

Niestety! Choć „Hulk vs.” pozostawiły sympatyczne odczucia i mają swoje „momenty”, nie mogę powiedzieć, by było to coś wartego większej uwagi fanów. Nie są to co prawda tak krótkie opowiastki, jak w np. „Gotham Knight”, ale nie da się ukryć, że każdy z epizodów pozostawia niedosyt. W pewnym momencie zadałem sobie pytanie: „dla kogo to robią?” Dla osób, które dopiero poznają te postacie, powstanie zbyt wielki mętlik („kto jest kto?”). A z drugiej strony, zbyt jadą po najprostszych schematach, by móc zaskoczyć starego fana czymś, czego jeszcze nie widział. Tutaj, co prawda, nie razi mnie to tak bardzo, jak miało to miejsce, gdy oglądałem niektóre z animacji DC, ale jednak da się to odczuć. Odnoszę także wrażenie, że twórcy wyszliby lepiej, inwestując w jeden, ale porządny film albo jakimś cudem łącząc oba epizody.

Wolverine i Thor pomimo swoich rozbieżności muszą współpracować, by okiełznać Hulka? Czy tylko w moich uszach brzmi to ciekawiej?

Maciej Kur

„Hulk vs”
Reżyseria: Frank Paur, Sam Liu
Scenariusz: Craig Kyle, Christopher Yost
Obsada: Chris Hemsworth, Natalie Portman, Anthony Hopkins, Tom Hiddleston, Stellan Skarsgard, Rene Russo, Samuel L. Jackson, Kat Dennings, Idris Elba, Clark Gregg, Colm Feore, Ray Stevenson, Jeremy Renner
Muzyka: Guy Michelmore
Montaż: George Rizkallah
Produkcja: Craig Kyle, Frank Paur
Czas trwania: 82 minuty