JoJo’s Bizarre Adventure Vol. 1-3


JOJO’S BIZARRE ADVENTURE: PHANTOM BLOOD, BATTLE TENDENCY i STARDUST CRUSADERS (TOMY 1-28)


Nie wydaje mi się, żeby Hirohiko Araki rysując pierwszy odcinek „Jojo no kimyou na bouken” („Niesamowite przygody Jojo”) dla „Weekly Shōnen Jump” w 1987 roku przewidział, że w przeciągu kolejnych dwudziestu pięciu lat seria opowiadająca o losach rodziny Joestarów, doczeka się ośmiu części zebranych w ponad stu tomach, kilku animowanych adaptacji, gier komputerowych, masy gadżetów i milionów fanów na całym świecie.

Pewnego wieczora w wiktoriańskiej Anglii uległ wypadkowi powóz wiozący George’a Joestara wraz z żoną i synem Jonathanem. Pech chciał, że w pobliżu przebywał drobny pijaczek, Dario Brando. Przekonany, że pasażerowie powozu nie żyją i wiedziony chęcią szybkiego zysku, postanowił ograbić zwłoki. Jednakże w trakcie tego procederu George odzyskał przytomność i podziękował rabusiowi myśląc, że ten próbował go uratować. Niestety, nawet pomimo dobroci (graniczącej z naiwnością) i pomocy finansowej Joestara, Brando nie udało się wyjść na ludzi i wkrótce zmarł. Pozostawił po sobie syna – Dio, którego dobroczyńca zdecydował się adoptować. Dio od samego początku źle z oczu patrzy. Stara się uprzykrzyć życie swojego przyrodniego brata Jonathana, ale nie daje tego po sobie poznać przy przybranym ojcu. Jak się okazuje, jego celem jest zyskanie zaufania ojczyma, doprowadzenie rówieśnika do szaleństwa, zajęcie jego miejsca jako dziedzica i przejęcie fortuny po śmierci George’a Joestara. Pomimo tego, że łobuz psuje relacje Jonathana z ojcem, przyjaciółmi, kradnie pierwszy pocałunek jego miłości i w dość okrutny sposób obchodzi się z jego ukochanym psem, młodzieniec twardo wierzy, że uda mu się kiedyś udowodnić winę Dio. Niemym świadkiem tych wszystkich wydarzeń jest tajemniczy artefakt – kamienna maska wisząca na ścianie posiadłości Joeastarów. Jojo (JO-nathan JO-estar), jako student archeologii, w wolnych chwilach odkrywa jej tajemnicze właściwości. W momencie zetknięcia z ludzką krwią, wyskakują z niej dziwaczne wypustki wbijające się w głowę. Dio początkowo postanawia użyć jej do uśmiercenia Jonathana, ale okazuje się, że kolce z maski uruchamiają niezbadane funkcje ludzkiego mózgu i zmieniają nosiciela w potężnego wampira. Gdy intryga wychodzi na jaw i dochodzi do konfrontacji z Joestarami, Dio nie ma innego wyjścia jak tylko założyć maskę. Zresztą przekonany o własnej wyższości nad wszystkimi innymi, robi to z chęcią. Pomimo nowo pozyskanej mocy, Jojo pokonuje go w walce, ale niestety złoczyńcy udaje się uciec.

Dio ucieka, a przeznaczeniem rodziny Joestarów staje się walka z nim trwająca dziesiątki lat. W tym tytanicznym zadaniu pomagają inne rodziny, których pierwsi członkowie dołączyli do Jonathana. Robert E. O. Speedwagon to honorowy rzezimieszek spotkany przez Jojo w slumsach Londynu, któremu imponuje postawa młodzieńca w trakcie pojedynku i postanawia się do niego przyłączyć. Niedługo potem dorobi się fortuny, a założona przez niego Organizacja Speedwagon będzie już zawsze wspierać Joestarów. Gyro Zepelli to ekscentryczny karateka obdarzony umiejętnością hamon (fala, drganie), który walczy z posiadaczami kamiennej maski. Wampiry są obdarzone nadludzką siłą, mogą wchłaniać siły witalne ofiar (nie tylko poprzez standardowe wgryzienie w szyję) oraz tworzyć zombie. Jako że hamon opiera się na sile zbliżonej do światła słonecznego (które też jest falą – ot, taka komiksowa logika), jest bardzo przydatną bronią w walce z nieśmiertelnymi potworami, które to światło zabija. Dlatego zaraz po debiucie na kartach komiksu, Gyro uczy techniki Jojo. Po odpowiednim treningu bohaterowie ruszają do wioski, w której ukrył się Dio, a z większości jej mieszkańców stworzył armię podległych mu zombie i szeregowych wampirów. W tym momencie manga wkracza na swój właściwy tor – jednego, wielkiego mordobicia.

Po walce z Dio, kończącej pierwszą serię niczym w „Dragon Ball Z”, pojawiają się nowi, silniejsi przeciwnicy – tajemnicze wampiryczne istoty, uśpione gdzieś w zapomnianych ruinach, które stworzyły kamienne maski (jest więcej niż jedna!). Potężni Santana, ACDC, Wham i Cars dążą do wyewoluowania w idealną istotę, która nie będzie się już musiała obawiać słońca. Na ich drodze staje Joseph Joestar, wnuk Jonathana, który początkowo nie zdaje sobie sprawy z tragicznej przeszłości swojego rodu. Nieprzypadkowo przywołałem wcześniej „Dragon Ball Z”, bo druga seria „Jojo’s Bizarre Adventure” duchem bardzo ją przypomina. To typowa „opowieść treningowa”. Ten schemat jest bardzo często spotykany w filmach kung-fu rodem z Hong Kongu czy we wspomnianej mandze Akiry Toriyamy. Polega głównie na tym, że bohater (w tym wypadku Jojo) dostaje straszliwe cięgi od złoczyńcy (Wham). Udaje mu się ujść z życiem i za sprawą napotkanego mistrza (Lisa Lisa) rozwija swoje umiejętności w trakcie katorżniczego treningu. Dzięki niemu jest w stanie sprostać czekającemu go wyzwaniu. Tym razem jego sojusznikami będą Cezar Zepelli (wnuk Gyro) oraz… niemieccy naziści, którzy w trakcie poszukiwania magicznych artefaktów, których mogliby użyć do podboju świata, wykopali i obudzili Santanę. Nazistami dowodzi Stroheim, który wygląda jak Guile z serii „Street Fighter”. Stroheim jest cyborgiem. Bardzo honorowym cyborgiem. Chociaż autor nie pochwala nazizmu, to wydaje mi się, że nie spotkałem się chyba wcześniej z przedstawieniem nazistów inaczej niż w jednoznacznie negatywnym świetle.

Dwie pierwsze odsłony Jojo można potraktować jako rozgrzewkę. Pomimo tego, że czytelnicy dostrzegli w mandze jakiś potencjał, pełna była niedociągnięć. Głównie w kwestii rysunku. Nadmierne umięśnienie postaci nie powinno dziwić, ale Araki miał ogromne problemy z właściwymi proporcjami, perspektywą czy anatomią. Postacie momentami były dziwacznie powykręcane. Ich kończyny wyginały się pod nieludzkimi kątami, z osiągnięciem których nawet jogini mogliby mieć problem. Twarze czasem z grubsza tylko przypominały ludzkie, a stroje pomimo ciekawych projektów często sprawiały, że postacie wyglądały dziwnie dwuwymiarowo. Z drugiej strony – tła były bardzo dokładne i szczegółowe. Nawet pomimo wykorzystania dość egzotycznych jak na mangę lokalizacji (Anglia, Wenecja, Szwajcaria, Nowy Jork, Meksyk). Widocznie autor posiadał spory zasób zdjęć, na których mógł się „wzorować”. Temat podróży powraca w „Stardust Crusaders” (podtytuł trzeciej części), gdy bohaterowie w poszukiwaniu Dio wyruszają w podróż po Azji i Afryce, którą odbył zresztą sam autor. Kończy się ona widowiskową batalią w Kairze przy użyciu m.in. walca oraz nowego wynalazku autora – tzw. standów. Stand to na wpół materialna manifestacja czyjejś energii hamon. Przyjmuje ona najróżniejsze kształty, a swojego „nosiciela” obdarza rozmaitymi umiejętnościami. Standami mogą być obdarzeni nie tylko ludzie, ale i np. zwierzęta. Najważniejszym z takich bohaterów jest pies rasy boston terrier wabiący się Iggy, który w zmaganiach ze złem towarzyszy Kujo Jotaro (wnuk Jonathana) i jego kompanom. W trakcie ich przygód wychodzi też kolejny koncept, który zastosował autor. Zazwyczaj w mangowych pojedynkach wygrywa silniejszy. Ten, który rzuci większą kulę energii albo ten z większym poziomem mocy. Araki stwierdził, że ten koncept w pewnym momencie prowadzi do absurdu. Świadczą o tym zresztą ataki zdolne niszczyć planety z późniejszych odcinków „Dragon Ball Z”. W „Jojo” moce działają na zasadzie „kamień-papier-nożyce”, bliższej komiksom o superbohaterach rodem z USA. Każdy ma swoje mocne strony i swój „kryptonit”, czyli coś, co pozwala go pokonać. Przykładowo, jeśli moc oparta jest na ogniu, łatwo pokonać ją wodą. Oczywiście zazwyczaj moce bohaterów (a zwłaszcza złoczyńców) nie są niczym tak trywialnym i czytelnikom ciężko je rozpracować, co wprowadza element tajemnicy i grozy. Najciężej mierzyć się z nieznanym. Na przykład moc Dio, dzięki której wydaje się wszechmocny, pozostaje zagadką aż do momentu, w którym demaskują ją bohaterowie.

Standy towarzyszą bohaterom przez kolejne serie i są jedną z jej charakterystycznych cech. Inną, którą uważny czytelnik powinien zauważyć, stanowią nieustanne nawiązania w nazewnictwie do zachodniej popkultury, a zwłaszcza do zespołów rockowych. Przykładowo – Dio Brando to hołd zarówno dla Marlona Brando jak i Ronniego Jamesa Dio. Osobiście bardzo lubię takie drobne smaczki. Chociaż tutaj występują w nadmiarze, to i tak wyszukiwanie ich to świetna zabawa. Wspomniałem wcześniej o postępie, jaki dokonał się w umiejętnościach rysowniczych autora. Wraz z rozwojem warsztatu Hirohiko Araki stworzył też swój unikalny styl. W pierwszej części był raczej zupełnie bezpłciowy, typowy dla lat osiemdziesiątych. W trzeciej osiągnął właściwy kształt, który odróżnia go od innych mang i który już nie zmienił się za bardzo w kolejnych epizodach. Nie spotkałem się też z naśladowcami. Rysunek opiera się głównie na tym, że wszyscy mężczyźni w serii są piękni. Nie przystojni. Piękni. Mają wyraźnie zaznaczone usta czy rzęsy, które inni rysownicy zazwyczaj pomijają. Do tego autor ustawia ich w prawie nieosiągalnych anatomicznie pozach, które (jak i sam styl postaci) rzekomo wzoruje na antycznych rzeźbach. Ich muskulatura skrywana jest strojami, którymi można by obdzielić kilka parad równości. Odjechanymi, bardzo krzykliwymi, z dziwacznymi dodatkami i fryzurami. Co ciekawe, zupełnie nie sprawia to, że mężczyźni są mniej męscy. Głównie za sprawą podejmowanej tematyki. Heroizm, bohaterstwo, poświęcenie, męska przyjaźń – to wszystko znajdziemy na kartach komiksu. Momentami mocno przerysowane, ale twardzieli z tej mangi można wypożyczyć kilkadziesięciu innym seriom i jeszcze paru by zostało. Wydaje mi się, że Araki idealnie uchwycił „prawdziwą męskość”. Bohaterowie są z jednej strony niesamowicie męscy i twardzi, co sprawia, że komiks podoba się mężczyznom. Z drugiej strony nie są tępymi osiłkami i kierują nimi też jakieś uczucia. Mają swoje motywacje czy cele, do których dążą z całych sił. Podejrzewam, że to imponuje kobietom i powoduje, że seria ma wiele fanów wśród nich (m.in. rysowniczki grupy CLAMP). Oczywiście muskuły, ładne buzie i fajne fatałaszki też mają w tym jakiś udział.

Biorąc pod uwagę, jak bardzo „Jojo” przypomina komiksy superbohaterskie, dziwny jest fakt, że miłośnicy mangi z USA nie poznali się na geniuszu autora. Ukazała się tam jedynie najpopularniejsza trzecia część oraz oparta na niej gra na PlayStation. Seria doczekała się kultowego statusu, ale widocznie w tym przypadku nie przekłada się to na wymierne korzyści, bo nie ma planów dalszej publikacji. Pozostaje kupić oryginał albo spróbować wydania francuskiego, które dotarło już do części szóstej. Bo naprawdę warto. Choćby dla wyróżniającej się z tłumu kreski czy pomysłów na moce standów i jeszcze dziwniejszych sposobów ich pokonania. Użycie w trakcie walki walca czy nazistowski cyborg, o których wspomniałem, to zaledwie niewielka część szaleństwa autora przelana na papier. Krążą też pogłoski, że sam autor jest wampirem. Dzięki temu przez bardzo długi okres udawało mu się wydawać mangę w trybie tygodniowym, a z każdym nowszym zdjęciem wygląda młodziej. Jeśli to prawda, pozostaje się tylko cieszyć, bo to oznacza, że jeszcze wiele tomów „Jojo” przed nami.

Konrad Dębowski

„Jojo’s Bizarre Adventure”: „Phantom Blood”, „Battle Tendency” i „Stardust Crusaders” (Vol. 1-28)
Rysunki: Hirohiko Araki
Scenariusz: Hirohiko Araki
Wydawca: Shueisha (USA – VIZ Media)
Publikowane w: Weekly Shōnen Jump
Liczba tomów:
• Phantom Blood: 5
• Battle Tendencies: 7
• Stardust Crusaders: 16
Data wydania: 1987-92
Cena: ¥ 410 ($ 7,99 i $ 9,99 w wydaniu amerykańskim)