Tomb of Dracula


TOMB OF DRACULA

ZAKAMARKI GROBOWCA DRAKULI


Wykorzystując zmieniające się trendy popularności, przekształcenia polityki cenowej oraz wyraźne osłabienie komiksowej cenzury w 1971 roku, Marvel rozpoczął straszenie czytelników nowymi seriami nawiązującymi do horrorów lub nimi będącymi. Bohaterami nowych tytułów łączących grozę z elementami stricte superbohaterskimi, zostały różnorakie, mniej lub bardziej koszmarne stwory. We wrześniu 1972 roku własne pozycje otrzymali, pojawiający się już wcześniej w innych wydawnictwach, Ghost Rider oraz Werewolf by Night, a w styczniu 1974 roku wędrówkami z własnym tytułem na okładce poszczycić mógł się także Man-Thing. Dom Pomysłów postanowił zaadaptować także do swego uniwersum postać monstrum doktora Frankensteina, które ruszyło na podbój komiksów w styczniu 1973 roku w serii „The Monster of Frankenstein”. Istotę z powieści Mary Shelley wyprzedził jednak wampir, pochodzący prosto z kart spisanych przez Brama Stokera. W kwietniu 1972 roku Drakula pojawił się po raz pierwszy w „Tomb of Dracula”.

Marvel wcześniej jednak, unikając problemów z cenzurą, stworzył własnego quasi-wampira. Był nim Michael Morbius – naukowiec, który próbując wyleczyć się z rzadkiej choroby krwi, zamienia się przypadkowo w istotę wampiropodobną. Zadebiutował on na łamach serii „The Amazing Spider-Man” w nawiązującej delikatnie do „Draculi” historii w sto pierwszym numerze sztandarowego tytułu o Peterze Parkerze. Morbius stał się na tyle popularny, iż uznano, że komiks dedykowany wampirowi powinien odnieść sukces. Warto nadmienić, że po starcie linii czarno-białych magazynów, Marvel dał nieszczęśliwemu naukowcowi możliwość przeżywania „solowych” przygód w „Vampire Tales” oraz w „Adventures Into Fear”, których Michael był stałym gościem. Natomiast w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku otrzymał on własną serię pod tytułem „Morbius – The Living Vampire”.

Jako że prawa autorskie do postaci Drakuli nie należały w 1971 roku do nikogo, a sam krwiopijca był postacią o wciąż niesłabnącej popularności (filmy ze studia Hammer o hrabim wciąż nawiedzały kina), wybór bohatera komiksu wampirycznego okazał się prosty. Do rysowania krwawych historii grozy miał być przydzielony Bill Everett. Jednakże Gene Colan, od samego początku bardzo przychylny inicjatywie i wyrażający chęć uczestnictwa w tejże, pokazał Stanowi Lee swoją wizję wyglądu transylwańskiego arystokraty. Dzięki niej to właśnie Colan otrzymał tak przez niego pożądane pozwolenie na ilustrowanie serii. Jego też pomysłem było wzorowanie aparycji Drakuli na osobie Jacka Palance’a, który to rok po starcie komiksowej serii zagrał hrabiego w produkcji telewizyjnej. Gene pozostał rysownikiem „Tomb of Dracula” aż do końca wydawania tytułu w 1979 roku.

Niestety, pojawiły się problemy ze scenarzystą. Początkowo obowiązki te przypadły w udziale Gerry’emu Conwayowi, który już wtedy miał na koncie udane historie superbohaterskie dla Marvela. Nie radził sobie jednak z tematem nazbyt udanie, więc już od trzeciego numeru serię przejął Archie Goodwin, a zaraz po nim w numerze piątym, Gardner Fox. Problemy ze stałym scenarzystą znikły, gdy od siódmego spotkania z Drakulą Marv Wolfman na stałe przejął pieczę nad fabularną stroną komiksu. Rozwijał on stopniowo postać wampira, sprawiając, iż Drakula do dziś jest jedyną postacią z uniwersum Marvela o statusie negatywnej, która cieszyła się własnym tytułem przez aż siedemdziesiąt numerów. Dodatkowo w latach 1973-75 równolegle wydawano magazyn „Dracula Lives!”.

PODRÓŻ PRZEZ GROBOWIEC DRAKULI

Obcowanie z hrabią początkowo nie oddalało się zarówno nastrojem, jak i fabułą od tego, co obecne było we wspomnianych wcześniej produkcjach Hammera. Istniały oczywiście różnice. Największą z nich jest sam wizerunek tytułowego bohatera. W przeciwieństwie do kreacji Christophera Lee, komiksowy Drakula nie był niemową, tylko wyrzucał z siebie nierzadko patetyczne słowa i monologi, których nie powstydziliby się najwięksi złoczyńcy z uniwersum Marvela. Nie obyło się też bez kilku poprawek jego charakterystyki. Conway sprawił, iż Drakula bał się nie tylko krzyży i wody święconej, lecz nawet luster i srebra. Żadna to jednak zabawa być wampirem, gdy tyle przedmiotów może go zniszczyć, nie mówiąc już o dość absurdalnej idei uciekania przed srebrem. Kolejni scenarzyści zrezygnowali więc z tego pomysłu. Wyjaśniono również problem z lustrami, stwierdzając, iż nie czynią one Drakuli krzywdy, lecz napawają go odrazą, gdyż nie jest on w stanie zobaczyć w nich własnego odbicia. Jeszcze jedna zmiana, jaka dotknęła Transylwańskiego krwiopijcę, dotyczy jego karnacji. Na początku trupio blady wampir zmienił kolor skóry na zdrowszy zarówno pomysłem twórców, jak i za sugestią czytelników.

Pierwsze dwa numery stanowią wariację na temat oryginalnej prozy Brama Stokera z wykorzystaniem motywu potomka rodu Drakuli. Frank Drake, jego urocza narzeczona oraz fałszywy przyjaciel udają się do Transylwanii. Drake, jako ostatni żyjący potomek rodu, ma odziedziczyć zamek miłującego się we krwi przodka. Budowla ma być wykorzystana jako atrakcja turystyczna, bazująca na rozsławionej przez Stokera osobie dawnego właściciela.

Scenariusz Conway’a dalej prowadzi nas przez zastraszoną wioskę do jakże przewidywalnego, lecz równocześnie oczekiwanego momentu przebudzenia wampira. Następnie Drake staje się adwersarzem wampira, narzeczona Franka ofiarą hrabiego, a fałszywy przyjaciel nowym wcieleniem oszalałego Renfielda. Nawiązania do pierwowzoru literackiego są aż nadto oczywiste. Niestety, poza nimi Gerry nie ma zbyt dużo do zaoferowania. Historia jest przewidywalna, postaci nieciekawe, a Drakula jest klasycznym, szablonowym krwiopijcą, pozbawionym otoczki niesamowitości.

Gdy osłabiony psychicznie Drake próbuje popełnić samobójstwo, ratuje go nie kto inny, jak potomkini kolejnego wielkiego rodu, Rachel Van Helsing. Spotykamy ją w trzecim numerze serii. Kontynuuje ona misję Abrahama i ściga znów „żywego” Drakulę przy pomocy niemego siłacza, Taja. Ponad to Archie Goodwin nie wprowadził niczego nowego do serii i zachował klasycznego, jednowymiarowego wampira.

Kolejne numery to pogoń za Drakulą poprzez różne miejsca na Ziemi, wymiary oraz czas. Mimo iż pomysły nie zaskakują, a czasem wydają się zbyt absurdalne, to trzeba zauważyć, iż Drakula w piątym numerze ratuje z opresji Taja. Jest to tłumaczone (dość naiwnie) chęcią zatrzymania wroga jako pożywienia na później. Jednak stanowi to pierwszy raz, gdy hrabia nie zachowuje się bezmyślnie, lecz nawet za cenę przyszłych trudności próbuje wykorzystywać dostępne środki do przeżycia.

Gdy pojawia się Wolfman, prezentuje on pierwszy ciekawy pomysł w serii. Drakula hipnotyzuje dzieci, po czym wykorzystuje je jako narzędzia do zabicia wrogów. Ci zaś nie mogą łatwo się ratować, gdyż nie chcą zabić niewinnych ofiar wpływu wampira. Niemoralne zachowanie hrabiego jest pierwszym punktem w nowoustanawianej przez Wolfmana charakterystyce, pokazującej tytułową postać jako niecofającą się przed niczym, by osiągnąć zamierzony cel. W tej samej historii do obsady dodano również potomka Jonathana Harkera, który para się tym samym zajęciem co Rachel.

Kolejny, o wiele ciekawszy krok czyni Wolfman w dziewiątym numerze serii. Widzimy w nim osłabionego Drakulę. W wyniku wydarzeń z poprzednich zeszytów stał się on wrażliwy na atak gangu motocyklistów. Ratunek i schronienie hrabia znajduje w małej wiosce, gdzie mieszkańcy pomagają mu odzyskać siły… nieświadomi tego, iż potrzebujący jest wampirem. Jak się jednak okazuje – wampirem honorowym. Zapamiętuje on bowiem dobro mu uczynione i w chwili potrzeby ratuje osoby, które wcześniej udzieliły mu pomocy. Co więcej, zostaje wyjaśnione, iż Drakula wysysając krew z przypadkowych kobiet, nie zabija ich, tylko zostawia w nich wystarczającą ilość sił, by te po przebudzeniu nadal żyły. Tym samym Marv skutecznie dodaje mu cech sprawiających, że postać przestaje być jednowymiarowym złoczyńcą, niczym szaleniec próbującym zabić wszystkich na swojej drodze.

W dziewiątym numerze pozbawionym pościgów i walki (która do tej pory stała się już dość nużąca) z Van Helsing, Drake’em oraz Harkerem, Drakula staje się postacią centralną i niemal pozytywną. Czytelnik po raz pierwszy ma możliwość lepszego zrozumienia wampira. W następnym zaś zeszycie zaprezentowany zostaje Blade – łowca wampirów, który zawodowo zajmuje się zabijaniem krwiopijców. Postać czarnoskórego pogromcy nieumarłych zyska wkrótce status klasyczngo bohatera uniwersum Marvela. Po solowych przygodach na łamach „Vampire Tales” w przyszłości stanie się osobą posiadającą własne tytuły, zrzeszoną z grupą Nightstalkers – podobnych mu pogromców istot ze świata nadprzyrodzonego. Wiele lat później zostanie bohaterem trzech filmów pełnometrażowych.

Tymczasem jednak fabuła „Tomb of Dracula” ponownie staje się mniej intrygująca. Wciąż mamy do czynienia z pogonią za Drakulą, z tą tylko różnicą, iż do grupy ścigającej doszła kolejna osoba, wzniecająca kilka konfliktów i woląca działać w pojedynkę. Poza tym, nie otrzymujemy niczego, co mogłoby nas skutecznie utrzymać w stanie niecierpliwego oczekiwania na kontynuację. Pojawienie się voodoo, Drakula ścigający wspomnianych wcześniej motocyklistów, plan chińskiego mózgu, który tworzy z jednego z motocyklistów wampira walczącego z Drakulą (jak i z Drake’em i Van Helsingiem) oraz inne wydarzenia nie są ani szczególnie nowatorskie, ani wysoce udane. Wszystko to utrzymane jest w stylistyce grozy i science fiction nasuwającej skojarzenia z niskobudżetowymi produkcjami podobnymi do „Brain That Wouldn’t Die”. Stanowi to nieco niestrawną mieszankę horrorowego kiczu. Tym bardziej, iż ciągnie się ona dość długo w przeciwieństwie do wspomnianych produkcji filmowych. Jest to niezbyt udana próba rozwijania serii i eksploatacji tematów wampirycznych poprzez łączenie ich z nowoczesną technologią lub wyobrażeniem tejże.

Dla transylwańskiego hrabiego pechowym okazał się numer trzynasty, w którym w końcu ginie z ręki swoich wrogów. Decydujący cios zadaje mu Blade. Mimo iż chwilowa śmierć nie jest przesadnie ciekawa, to warto zwrócić uwagę na kolejny zeszyt, gdzie obserwujemy ponowne odrodzenie Drakuli. Wolfman wykorzystał to chwilowe zawieszenie starć do krytyki fanatyzmu religijnego. Ojciec Josiah Dawn, człowiek głębokiej wiary, cierpi z powodu zmniejszającej się liczby wiernych. Do odbudowania gromady wyznawców postanawia wykorzystać Drakulę, którego przywróci publicznie do życia podczas mszy, a następnie zgładzi. W ten sposób pokaże cud, który dokona się poprzez niego. Ma się stać dzięki temu przywódcą religijnym, cudotwórcą i ręką Boga. W trakcie groteskowej mszy, jaką odprawia, ogarnia go przekonanie o swoim błogosławieństwie. Staje się przez to oczywistym, iż nie szuka on drogi do uwielbienia Boga, lecz siebie samego. Niestety, zmartwychwstały wampir nie jest cudem pochodzącym od Stwórcy. Jest przekleństwem, które udowadnia Dawnowi złe ukierunkowanie swojej wiary. Ostatecznie Drakula również dowodzi, iż zło pochodzi od samego przywódcy religijnego, a nie od jakiejś wyższej siły. W kulminacyjnej scenie, gdy Josiah próbuje pokonać wampira za pomocą krzyża, krwiopijca nie cofa się przed krucyfiksem, lecz w przypływie gniewu ściąga na znienawidzony symbol błyskawicę, całkiem niszcząc krzyż.

Dobra passa Wolfmana pozwoliła mu stworzyć także udany numer szesnasty, w całości poświęcony wampirowi. Drakula, książę kłamstw, jak sam siebie określa, może mówić prawdę tylko wówczas, gdy spisuje swoje wspomnienia. Gdy hrabia pisze pamiętnik, widzimy jego ludzkie oblicze. Porażki, próby oszukania go, targający nim gniew, wymieszany z pragnieniem niemożliwego spełnienia, a nawet nostalgią za utraconą niewinnością ludzkiej formy. Widzimy go też jako osobę żądną odwetu za poczynione krzywdy i pomagającą innym w dokonaniu ich własnych zemst.

Następnie seria znów oscyluje wokół mało intrygujących historii grozy. Warto jedynie wspomnieć mały crossover, jaki nastąpił w „Tomb of Dracula” #18 i „Werewolf by Night” #15. Ku uciesze wielu fanów, Wolfman, scenarzysta obu serii, nie powstrzymał się przed skonfrontowaniem dwóch stworów. Kolejny, dziewiętnasty numer broni się scenami, w których Drakula i Van Helsing ratują sobie nawzajem życie, gdy w nieprzyjaznym środowisku zmuszeni są współpracować, by przeżyć. W międzyczasie też nie mogło zabraknąć wątku romantycznego, gdy Frank Drake zapomniał o swojej narzeczonej, zabitej na samym początku serii i zakochał się ze wzajemnością w twardej Rachel.

Dalsze numery rozwiązują kiczowaty wątek mózgu doktora Suna. Dzięki temu miłośnicy „bratobójczej” walki wampirów będą usatysfakcjonowani; podobnie ci, którzy lubią pojawiający się ówcześnie w różnych mediach motyw żyjącego poza ciałem mózgu. Walki wampirów mają miejsce ponownie zaraz po zakończeniu starcia z Sunem. Gdy scenariusze znów wodzą nas po horrorowych historiach różnych lotów, z numeru na numer stabilnie wzrasta jakość ilustracji Gene’a Colana. Z kolejnymi atrakcjami fabularnymi musimy jednak zaczekać do numeru dwudziestego piątego, gdzie Wolfman wprowadza do obsady kolejną postać. Jest nią detektyw Hannibal King, sam będący wampirem, zajmujący się sprawami nadprzyrodzonymi. On również w przyszłości dołączy do Nightstalkers. Jego śledztwo w sprawie morderstw dokonanych przez Drakulę zwraca komiks w stronę czarnego kryminału, stanowiąc pożądaną przerwę w trakcie kolejnych starć wampira z ponadnaturalnymi istotami.

Również w dwudziestym piątym zeszycie opublikowany na łamach „Tomb of Dracula” został intrygujący list, napisany przez kapłana Kościoła Szatana. Rzeczowo analizuje on postać wampira. Chwali opisywany przeze mnie wcześniej czternasty numer serii za ukazanie prawdziwego satanizmu bez karykaturalnego wizerunku czciciela, który składa krwawe ofiary w trakcie nonsensownych „mszy”, lecz jako osobę, która sama uznaje siebie za boga i wie, że prawdziwa siła człowieka leży w nim samym, a nie w bóstwie.

Gdy obsada przeżywa następne wzloty i upadki, szuka kolejnych artefaktów i ściera się z różnymi istotami oraz powracającym doktorem Sunem, Wolfman rozbudowuje postacie. Drake stracił fortunę, a nie znając się na żadnej pracy, odchodzi od ścigania wampirów i znajduje nowy obiekt westchnień. Musi też nauczyć się szanować samego siebie, w czym pomoże mu Brother Voodoo. Rachel natomiast czuje się zagubiona, nie mogąc zrozumieć swego postępowania i emocji. Marv czyni też kolejny krok w charakterystyce mocy Drakuli. Dowiadujemy się, iż nie tylko krucyfiksy i święcona woda działają na niego odstraszająco, lecz także wszystkie inne symbole religijne jak choćby gwiazda Dawida. Uważam to za doskonałe posunięcie. Ponadto dalej prezentuje go jako tragiczną postać, skazaną na wieczną samotność. W międzyczasie wampir spłodzi też syna. Nie będzie to jedyny piekielny syn na łamach serii, gdyż Blade zyska w swej krucjacie pomoc syna Szatana. Poznamy też przeszłość Taja, co da nam wgląd w społeczność muzułmańską. Niestety, prócz nazywania Boga Allahem i innych strojów wyznawców, muzułmanie nie różnią się w „Tomb of Dracula” niczym od przedstawicieli zachodniej kultury.

Tak też seria prowadzi nas do końca, wdrażając i usuwając następne postacie przeciwstawiające się kolejnym problemom. Pierwotnie miała ona zakończyć się na siedemdziesiątym drugim numerze, ale Jim Shooter zdecydował ograniczyć liczbę zeszytów do siedemdziesięciu, z czego ostatni miał podwojoną objętości. Marv Wolfman musiał dokonać kilku zmian, lecz ostatecznie zakończył „Tomb of Dracula” tak jak zamierzał. W finalnym numerze zarówno hrabia, jak i jeden z jego największych przeciwników, Quincy Harker, giną. Chciałoby się napisać, że giną w ostatecznym starciu, lecz, oczywiście, Drakula zawsze powraca. Również i ta „śmierć” nie była więc ostateczna.

DRAKULA ŻYJE!

Niedługo po zamknięciu serii, komiks przeobrażono w magazyn „The Tomb of Dracula”, stworzony na podobieństwo „Dracula Lives!” czy innych podobnych mu wydawnictw. Już w pierwszej opowieści znajdujemy szczątki Drakuli z ostatniego numeru kolorowej serii. Kierowani żądzą posiadania większej wiedzy i potęgi ludzie, znów odpowiadają za powrót wampira do świata żywych, co jak zawsze kończy się dla nich tragicznie. Magazyny Marvela, niestety, ze zbyt wielu powodów, by o nich teraz wspominać, nie utrzymały się nazbyt długo na rynku. Wszystkie prędzej czy później kończyły się przedwcześnie z wyjątkiem czarno-białej publikacji poświęconej Conanowi. Podobny los spotkał także „The Tomb of Dracula”, który wytrzymał sześć numerów. Warto spojrzeć na drugi z nich. W nim bowiem można odnaleźć historię o Drakuli w stylistyce science fiction, rysowaną przez samego Steve’a Ditko. Jego wyobrażenia międzywymiarowej intrygi, stylistycznie zbliżyły opowieść o hrabim do wojaży Doctora Strange’a. W magazynie pojawiały się także recenzje filmów, takich jak „Nosferatu – Wampir” i „Drakula”, a także przeczytać możemy wywiad z reżyserem adaptacji z 1979 roku, Johnem Badhamem.

Obecnie książę wampirów nadal kroczy mrocznymi ścieżkami uniwersum Marvela. Niedawno ponownie wrócił do życia na łamach „X-Men”, po czym zabił swego syna, próbującego zająć miejsce przywódcy wszystkich wampirów. Teraz zaś bierze udział w wielkim wydarzeniu, jakim jest „Fear Itself”. Nieśmiertelny Drakula nie zamierza zatem kończyć swej egzystencji i na pewno niejedna osoba padnie jeszcze ofiarą jego spragnionych świeżej krwi kłów.

Mateusz R. Orzech

„Tomb of Dracula” Vol. 1 Omnibus
Zawiera: „Tomb of Dracula” Vol. 1 #1-31, „Werewolf by Night” #15 oraz „Giant-Size Chillers” #1 oraz „Giant-Size Dracula” #2-4
Scenariusz: Gerry Conway, Archie Goodwin, Marv Wolfman, Chris Claremont, David Kraft
Rysunki: Gene Colan, Mike Ploog, Don Heck
Tusz: Tom Palmer, Fran McLaughlin, Ernest Hart
Kolory: Gene Colan, Tom Smith, Petra Goldberg, Justin Ponsor
Wydawca: Marvel
Data wydania: 11.2008
Objętość: 768 stron
Druk: kolorowy
Oprawa: twarda
Cena: $99,99

„Tomb of Dracula” Vol. 2 Omnibus
Zawiera: „Tomb of Dracula” Vol. 1 #32-70, „Giant-Size Dracula” #5 oraz „Doc. Strange!” Vol. 2 #14
Scenariusz: Marv Wolfman, Steve Englehart, David Kraft
Rysunki: Gene Colan, Virgolio Redondo
Kolory: Kalman Andrasofszky, Gene Volan
Tusz: Tom Palmer
Wydawca: Marvel
Data wydania: 12.2009
Objętość: 808 stron
Druk: kolorowy
Oprawa: twarda
Cena: $99,99

„Tomb of Dracula” Vol. 3 Omnibus
Zawiera: „Tomb of Dracula” Vol.2 #1-6, „Frankenstein Monster” #7-9 oraz „Dracula Lives!” #1-13
Scenariusz: Marv Wolfman, Jim Shooter, Roger McKenzie, Ralph Macchio, Lynn Graeme, Peter Gillis, Gary Friedrich, Gerry Conway
Rysunki: John Buscema, Gene Colan, Steve Ditko
Wydawca: Marvel
Data wydania: 12.2010
Objętość: 808 stron
Druk: kolorowy
Oprawa: twarda
Cena: $99,99