Urban Vampires


URBAN VAMPIRES – SPRAWA RODZINNA


Wielu fanów komiksu zapewne zastanawiało się, co zaprezentuje polski rysownik Piotr Kowalski po zakończeniu swojej pierwszej frankofońskiej serii „Branche Lincoln”. Nie musimy już dłużej się nad tym głowić – w maju ukazał się bowiem pierwszy tom nowego cyklu „Urban Vampires”, narysowany do scenarisza znanego też w Polsce Erica Corbeyrana.

Corbeyran to jeden z najpłodniejszych scenarzystów w Europie. Co roku ukazuje się kilkadziesiąt albumów z jego nazwiskiem na okładce. Ich tematyka bywa dość różnorodna, ale najczęściej są to rzeczy związane z horrorem, fantastyką i sensacją, czyli krótko mówiąc – z tym wszystkim, co w komiksach stanowi tzw. główny nurt. Nie jest to może scenarzysta rangi Jeana Van Hamme’a w latach największej świetności, ale jego albumy świetnie się czyta i o to przecież chodzi. Nad Wisłą ukazało się jak dotąd pięć tomów „Pieśni strzyg” i odprysk serii „XIII” pt. „Irina”. Zapewne nie inaczej będzie z „Miejskimi wampirami”, bo sądząc po pierwszym tomie, czeka nas tu mnóstwo dobrej zabawy.

Dobra wiadomość już na wstępie – zamiast standardowych czterdziestu ośmiu stron, album ma ich pięćdziesiąt sześć (format rozszerzony, ale także dość popularny we Francji). Kreska Kowalskiego już dość mocno zmieniła się od czasów „Gaila”, ale na niektórych kadrach wciąż widać, że to naprawdę on. Niestety, wydaje mi się, że stopniowo odchodzi od swojego wyjątkowego i rozpoznawalnego stylu na rzecz kreski stylizowanej, powiedzmy, na Vertigo, co samo w sobie nie jest złą rekomendacją w tym gatunku, ale jednak trochę szkoda. Zresztą – artysta musi trochę poeksperymentować, bo inaczej zacznie się nudzić, więc może lepiej niech Piotr zmierza tam, gdzie się czuje najlepiej.

Scenariusz jak na razie wprowadza nas w intrygę. Wampirowatość bohaterów jest zaledwie zasugerowana, choć tytuł raczej nie pozostawia wątpliwości, o co chodzi. W sumie poza tytułem słowo „wampir” pojawia się tylko raz, ale za to z pompą. Człon „urban” wskazuje, że akcja toczyć się będzie w dużym, nowoczesnym mieście, ale jest tu haczyk – główni bohaterowie przeprowadzają się bowiem z Nowego Jorku do domu na amerykańskiej prowincji. Jak się zresztą szybko okazuje, problemy przeprowadzają się wraz z nimi, ale o co dokładnie chodzi, tego jeszcze w tym tomie nie stwierdzimy. Wiadomo jednak, że będzie się działo, jako że album kończy się gwałtownym zawieszeniem akcji, zatem w drugim tomie spodziewajmy się fajerwerków.

Komiks jest typowym przykładem francuskiego mainstreamu. Bardzo przyzwoita rozrywka pięknie podana za w miarę przystępną cenę. Wydawnictwo Vents d’Ouest (filia Glénat ) to trochę wyższa półka niż Lombard czy Delcourt, gdzie autorzy głównie dotąd publikowali, ale nie spodziewałbym się raczej jakichś zmian w stronę filozoficznych dysput o naturze człowieka. Możemy za to wypatrywać nieco wolniejszej akcji niż choćby w „Pieśni strzyg”, mocniejszego nacisku na (nomen omen) sprawy rodzinne bohaterów, pogłębionego rysu psychologicznego i może nieco więcej artystycznych popisów Piotra (na co liczę). Sam jestem ciekaw, w jakim kierunku Corbeyran pociągnie akcję, ale raczej kilka pierwszych trupów padnie już niebawem.

Czy „Miejskie wampiry” się przyjmą? Zyskają sympatię czytelników, jak choćby „Strzygi”, które doczekały się już wznowienia z nowymi okładkami, kilku serii odpryskowych i albumów specjalnych? Mam nadzieję, że tak właśnie będzie. Na razie pozostaje cierpliwie czekać na kolejne tomy, a znając szybkość Corbeyrana – nie będziemy czekać zbyt długo.

Arek Królak

„Urban Vampires: Une affaire de famille”
Scenariusz: Corbeyran, Éric
Rysunki: Kowalski, Piotr
Kolory: Scomazzon, Sylvaine
Wydawca: Vents D’ouest
Kolekcja: Fantastique
Data wydania: 25/05/2011
Format: francuski albumowy
Plansz: 54
Cena: 13.50 EUR