The Brave and the Bold vol. 2


THE BRAVE AND THE BOLD VOL. 2

CHYBIONA REAKTYWACJA


Postać Green Arrow w sposób szczególny wpisała się w dzieje legendarnego magazynu „The Brave and the Bold”. Bowiem to właśnie Oliver Queen współtworzył pierwszy z duetów, które z czasem na trwałe miały opanować ów tytuł. Nie dziwi zatem okoliczność sięgnięcia po „Szmaragdowego Łucznika”, w chwili gdy zarządowi DC zamarzyło się reaktywowanie „The Brave…”.

Gwoli ścisłości wypada przypomnieć, że debiutujący w zamierzchłym 1955 roku magazyn (a zatem przed oficjalnie uznaną datą zaistnienia tzw. Srebrnej Ery) odegrał trudną do przecenienia rolę w kształtowaniu odrodzonego po zapaści przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych uniwersum DC. To właśnie tutaj debiutowała kosmiczna wersja Hawkmana (numer trzydziesty czwarty z marca 1961 r. ) oraz Liga Sprawiedliwości (numer dwudziesty ósmy z marca 1960 r.), zajmując tym samym miejsce pierwotnych „lokatorów” antologii takich jak Viking Princ, Golden Gladiator czy… Robin Hood. Superbohaterowie rychło zdominowali kolejne odsłony dwumiesięcznika, który od numeru pięćdziesiątego (listopad 1963 r.) stał się de facto areną dla popisów trykocianych duetów. Jak już wzmiankowano, rola współgospodarza na kartach tego wydania „The Brave…” przypadła alter ego Olivera Queena, który do spółki z Martianem Manhunterem zmuszony był przeciwstawić się rozrabiace o jakże wdzięcznym imieniu Capsule Master. W kolejnych odsłonach czytelnicy zyskali okazje podziwiania kooperacji m.in. Aquamana i Hawkmana, Atoma i Flasha, Starmana i Black Canary oraz wielu innych superbohaterskich spółek.

Pomijając wzmiankowany debiut, „Szmaragdowy Łucznik” miał sposobność gościć na kartach „The Brave…” jeszcze ośmiokrotnie, co wcale nie stanowi rekordu względem innych osobowości uniwersum DC (a zwłaszcza Batmana, który wraz z numerem siedemdziesiątym czwartym faktycznie „przejął” funkcję stałego gospodarza magazynu). Jednak to właśnie tutaj – za sprawą Boba Haneya i Neala Adamsa – dokonała się fortunna metamorfoza Olivera Queena (w numerze osiemdziesiątym piątym z września 1969 r.). Dotychczasowy ewidentnie przebrzmiały wygląd tej wiekowej postaci zastąpiono znacznie bardziej zawadiackim, stosownym do wymogów ówczesnego czytelnika wizerunkiem. Nic zatem dziwnego, że zawarta w tym wydaniu opowieść „The Senator’s Been Shot” zyskała z czasem status klasyka oraz doczekała się licznych reprintów (m.in. jako premierowy epizod “Best of the Brave and the Bold” z lat 1988-1989). Okoliczność, że w roku 1991 miesięcznik „Green Arrow vol. 2” nadal cieszył się przychylnością trudnej do zbagatelizowania publiki, z pewnością nie pozostał bez znaczenia dla decyzji o „zaangażowaniu” „Szmaragdowego Łucznika” do nowej wersji legendarnego magazynu.

Zgodnie z regułą tytułu także wersja z wczesnych lat dziewięćdziesiątych stawiała na „grę zespołową”. Stąd Ollie’go Queena wsparł jego sprawdzony druh Vic Sage, bardziej znany jako Question. Ci dwaj mieli już okazje do współpracy (o czym więcej m.in. w opowieści „Fables” zawartej w premierowych numerach „Detective Comics Annual”, „Green Arrow Annual” oraz „The Question Annual” – wszystkie z 1988 r.). Na tym jednak nie koniec, bo ów duet zasilił kolejny osobnik parający się rachowaniem kości oprychom. Butcher – bo o nim właśnie mowa – potomek rodzimych mieszkańców obu Ameryk, a zarazem niegdysiejszy agent służb specjalnych, od pewnego momentu podjął się solowej działalności (o czym więcej w pięcioczęściowej miniserii zatytułowanej – jakżeby inaczej! – „The Butcher”). Los (czy może raczej inwencja twórców na usługach DC Comics) sprawił, że jego ścieżka skrzyżowała się ze szlakiem wspomnianych wyżej pogromców zbrodni. Jaki z tego efekt? Niestety, mizerny…

Już sama oś fabularna, delikatnie rzecz ujmując, nie powala. Rezerwat Mohawków na wschodnim brzegu jeziora Ontario ogarnia rewolucyjne wrzenie. Część miejscowej populacji optuje za wyzbyciem się rodowych gruntów i pełną asymilacją z mieszkańcami Kanady. Inni zaś przychylają się za pozostaniem przy obyczajach przodków – na tyle, na ile jest to możliwe w realiach schyłku wieku XX. Równocześnie indiańska społeczność zdaje się podlegać działalności tzw. agentów wpływu podsycających wojownicze nastroje. Sytuacja powoli wymyka się spod kontroli. Tym bardziej, że za sprawą Irlandzkiej Armii Republikańskiej do rezerwatu trafia pokaźny transport broni. Konfrontacja Mohawków z przedstawicielami rządowej administracji zdaje się nieunikniona… O całej sytuacji pośrednimi kanałami dowiaduje się Oliver Queen, a niebawem także rezydujący w Hub City, Vic Sage. Jako że problem bezpośrednio dotyczy tubylczych mieszkańców Ameryki, toteż zaangażowanie Johna Butchera jest tylko kwestią czasu…

Niby zestaw wyselekcjonowanych do tej fabuły postaci wypadałoby uznać za obiecujący, a i motyw przewodni – zawiłości natury społecznej do spółki z zarysowaną w nieco dalszym tle problematyką terroryzmu – zdawały się udatnie korespondować z treścią zarówno wciąż popularnego miesięcznika „Green Arrow vol. 2”, jak również „The Question”. To pozwalało mieć nadzieję na co najmniej intrygującą opowieść, odnoszącą się do ówczesnej sytuacji politycznej. W końcu współodpowiedzialny za jej skrypt Mike Grell wielokrotnie dał się poznać jako twórca pod tym względem wyjątkowo wprawny…

A jednak całość sprawia wrażenia chaotycznej, nieprzemyślanej i jakby niepoukładanej. Wątki poprowadzono byle jak, bez cienia polotu i sensu. Pomiędzy głównymi „odtwórcami” tegoż „dramatu” ani trochę nie iskrzy. Ich kwestie pobrzmiewają pustotą, a tok akcji wyraźnie się nie klei. Główna intryga gubi się pośród gąszczu zbędnych sekwencji. Szczególnie żal postaci Vica Sage’a (swoją drogą pierwowzoru znanego z „Watchmen” Rorschacha), który niewiele ponad rok wcześniej pożegnał się z solowym miesięcznikiem. Zmuszony egzystować na kartach kwartalnika (a faktycznie nieregularnika, który doczekał się zaledwie pięciu odcinków) miał tym samym jedną z niewielu szans zasygnalizowania swej aktywności w realiach uniwersum DC. Niestety, za sprawą partactwa zespołu twórczego „The Brave…”, intrygująca osobowość jaką jest Question, całkowicie poległa. Bo o ile Grell nie zapomniał „lobbować” na rzecz „Szmaragdowego Łucznika”, Baron z kolei (prawdopodobnie faktyczny twórca scenariusza) zapewnił najwięcej „czasu antenowego” Butcherowi. Biorąc pod uwagę, że był on zarówno kreatorem tej postaci, jak i poświęconej mu miniserii, ta okoliczność ani trochę nie zaskakuje.

Przy tej okazji warto nadmienić, że z ówczesną kondycją twórczą Mike’a Grella wyraźnie było już jakby gorzej. Rozpisywanym przezeń skryptom brakowało wówczas świeżości i polotu zafundowanych czytelnikom na kartach kanonicznego „The Longbow Hunters”, czy też opowieści publikowanych w ramach pełnowymiarowego miesięcznika (np. „Hunters Moon” #1-2; „Gauntlet” #5-6; „Seattle and Die” #15-16 czy „The Black Arrow Saga” #35-38). Podjęta przezeń formuła serii stopniowo ulegała wyeksploatowaniu, co już niebawem miało znaleźć swój przejaw w coraz bardziej „wymęczonych” fabułach pokroju „Trigger” („GA” #73-74; zilustrowanej nomen omen przez autora warstwy graficznej „The Brave and the Bold vol. 2”), ale tez i nie w pełni dopracowanych miniseriach „Shado: Song of The Dragon” oraz „The Wonder Year”. Syndrom wypalenia zawodowego ewidentnie opanowywał swego czasu wybijającego się twórcę.

Bywają momenty, że chwilami nie sposób wyzbyć się odczucia, iż obaj scenarzyści – Mike Grell oraz Mike Baron – zdają się niemal ścierać o to, który z ich protegowanych ma wieść prym w tej opowieści. Niestety, o ile pierwszy zdawał się stopniowo tracić na do niedawna jeszcze dobrej formie, o tyle Baron kompletnie zatracił swój styl, nie odnajdując się w tej opowieści. A przecież to właśnie ów autor wskazywany jest częstokroć jako twórca najbardziej udanych opowieści z udziałem Punishera (przedrukowywanych zresztą także i u nas)…

Szczególnym i – siłą rzeczy – z miejsca rzucającym się w oczy mankamentem, jest warstwa ilustracyjna tej opowieści. Odpowiedzialny za jej przygotowanie Shea Anton Pesta (swoją drogą ilustrator m.in. wspominanej miniserii „The Butcher”, ale też jednego z epizodów „Sandmana”) udowodnił nie raz, że jakość jego prac może być bez zarzutu. W tym jednak przypadku bezdyskusyjnie przeholował z eksperymentatorskimi zapędami. Nadmiar kuriozalnych deformacji przyprawia wręcz o wrażenie obcowania z przejawem ekspresji osoby z poważną wadą wzroku. Być może rzecz sprawdziłaby się jako oprawa graficzna produkcji z definicji awangardowych, traktujących, dajmy na to, o trudnościach związanych z okresem dojrzewania. Natomiast w konwencji superbohaterskiej – nawet silnie zracjonalizowanej – jawi się jako kompletne nieporozumienie.

W tej chwilami tragicznej wręcz sytuacji za swoiste pocieszenie wypada uznać okładki do czterech z sześciu epizodów niniejszej miniserii (#3-6). Nakreślone przez Mike’a Grella z podziwu godną finezją (choć nie bez zastrzeżeń co do ich zakomponowania) nie ratują, niestety, rozgoryczenia wywołanego fatalną szatą graficzną. Bo nawet przy fabularnej miałkości, z jaką mamy tu do czynienia, rzetelne ilustracje zapewne miałyby szansę zaskarbienia tej serii odrobiny czytelniczej przychylności. Okoliczność radykalnej zmiany stylistyki wraz z epizodem piątym (opublikowanym zresztą z miesięcznym poślizgiem) może wskazywać, że odbiorcy opowieści ze znaczną rezerwą odnieśli się do zaproponowanych przez Pestę udziwnień. Ten z kolei w dwóch ostatnich odcinkach udowodnił swą biegłość w kształtowaniu formy według znacznie bardziej zachowawczych standardów ilustracyjnych, wzbudzających odległe skojarzenia ze stylistyką wczesnych prac Jerzego Wróblewskiego. Prędko jednak Pensa odbiegł od założeń narzuconej mu maniery, usiłując oscylować w kierunku wcześniejszych eksperymentów – choć już na mniejszą skalę niż czynił to wcześniej.

Finalnie reflektując, niniejszą miniserię wypada niestety uznać za jedną z najsłabszych fabuł zarówno w przypadku „Szmaragdowego Łucznika”, jak i alter ego Vica Sage’a. Zarazem był to również przysłowiowy „gwóźdź do trumny” dalszego bytu Butchera, dla którego występ u boku wspomnianych postaci okazał się jak do tej pory ostatnim. Szkoda, bo ów bohater zdawał się posiadać potencjał fabularny stosowny dla ówczesnej dekady. Choć niewykluczone, że osobowość Johna Butchera miała istotny wpływ na zaistnienie Joshuy Branda, centralnej postaci serii „Shaman’s Tears” tworzonej przez Mike’a Grella w ramach Image Comics. Na dzień dzisiejszy nic nie wskazuje, by twórcy działający na zlecenie zarządu DC nosili się z zamiarem wydobycia Butchera z komiksowego limbo. Dotyczy to zresztą również wszelkich inicjatyw na rzecz publikacji zbiorczej reedycji „The Brave and the Bold vol. 2”. Biorąc pod uwagę jej miałką jakość, niech tak lepiej pozostanie.

Przemysław Mazur

„The Brave and the Bold vol. 2” nr 1-6
Scenariusz: Mike Grell i Mike Baron
Szkic: Shea Anton Pesta
Tusz: Pablo Marcos
Kolor: Julia Lacquement
Liternictwo: Steve Haynie
Ilustracje na okładkach: Shea Anton Pesta (nr 1-2) i Mike Grell (nr 3-6)
Redaktor prowadzący: Mike Gold
Wydawca: DC Comics
Czas publikacji: grudzień 1991 r. – czerwiec 1992 r.
Okładki: miękkie
Format: 17 x 26
Papier: offset
Druk: kolor
Liczba stron: po 32
Cena: $1,75 za epizod

,