Asteriks #12 „Asteriks na igrzyskach olimpijskich”


ASTERIKS #12 „ASTERIKS NA IGRZYSKACH OLIMPIJSKICH”


222x300

Jak sprawić, by najsilniejszy i najdumniejszy z rzymskich sportowców popadł w kompleksy? Pestka! Wystarczy zostawić go na trochę sam na sam z Asteriksem i Obeliksem, a później wyjaśnić mu, że będą to jego przeciwnicy w nadchodzących igrzyskach olimpijskich. Nie, to nie błąd historyczny! Galia jako teren podbity przez Cezara oficjalnie liczy się jako część Imperium Rzymskiego, a co za tym idzie, Galowie mogą swobodnie startować w “świętych igrzyskach olimpijskich”. Oczywiście jako reprezentacja wyruszają nasi starzy znajomi z wioski niepokonanych Galów. Rzymski atleta Twardzielus i odpowiedzialny za niego centurion Tuliusz Mentoriusz mają kupę nerwów przed sobą. Patrząc, jak zapowiadają się wyniki, Cezar nie będzie zadowolony…

Recenzowanie Asteriksów to wbrew pozorom nic łatwego, gdyż o większości albumów ciężko jest tak naprawdę powiedzieć coś nowego ponad fakt, że są bardzo dobre. „Asteriks na igrzyskach…” nie odstaje niczym od tej reguły. Fabuła – znakomita, gagi – rozkoszne, a rysunki (w tym przypadku nawiązujące do starożytnej Grecji) – po prostu pierwszorzędne. Historia posiada także pewną urokliwą prostotę, dzięki której lektura odbywa się zazwyczaj jednym tchem. Nic nie wydaje się na siłę przekombinowane. Dla kontrastu wystarczy rzucić okiem, jak skopali to (najdelikatniej ujmując) w adaptacji filmowej. Tam, by dodać dramaturgii i podbić stawkę, igrzyska toczyły się o rękę córki „króla Grecji”, a Asteriks i Obeliks startowali tylko po to, by pomóc wygrać zakochanemu w księżniczce koledze, zaś głównym rywalem był kantujący na prawo i lewo przerysowany czarny charakter w postaci Brutusa. Na szczęście Goscinny i Uderzo potrafili poprowadzić ciekawą historię bez zniżania się do tak wymuszonych zabiegów. Ot, prosta opowieść o motłochu Galów z prowincji jadących do Grecji na zawody. Zwiedzając Akropol, zachowują się jak najbezczelniejsi z turystów – co okazja imprezują hucznie, a gdy przychodzi im kibicować na stadionie, robią z siebie kompletnych warchołów.

Przedstawienie Galów i Rzymian nie jest tak czarno-białe, jak to się w niektórych albumach zdarzało. Mieszkańcy chwilami wydają się nie mieć żadnego interesu, by brać udział w zawodach – poza chęcią zakpienia sobie z Rzymian, a centurion Mentoriusz to postać, którą tak naprawdę ciężko nazwać czarnym charterem. Ba! Jest całkiem sympatyczny, po prostu robi, co może, by uniknąć gniewu Cezara, jeśli jego podopieczny nie wygra zawodów. Na dobrą sprawę Galowie i Rzymianie nie przypominają tu ani trochę śmiertelnych wrogów, a po prostu rywalizujących i próbujących sobie dogryźć sąsiadów. Historia jest także debiutem znakomitej postaci Długowieczniksa (niby we wcześniejszych albumach przewinęli się jacyś przypominający go „dziadkowie”, ale tu po raz pierwszy pojawia się jako konkretna postać), a i kowal Automatiks ma okazję zabłysnąć ponad swoją typową rolę prześladowcy barda Kakofoniksa.

Cieszy mnie widok starej wersji okładki. „Wznowiona” wersja sprzed kilu lat, choć ładniejsza graficznie, wydawała mi się trochę wymuszona, z Asteriksem ściągającym laury z głowy Juliusza Cezara (którego, nawiasem mówiąc, nie ma nawet w komiksie, jeśli nie liczyć ciągłych wzmianek o jego osobie i jednej kwestii wypowiedzianej z przysłowiowego „offu”). Nowa szata graficzna wydaje się tu naprawdę zbędnym zabiegiem. Kolory są ostrzejsze, bardziej pastelowe i jako naprawdę zbędny zabieg przekolorowano wąsy kowala z czerwonych na żółte, by było spójniej z wcześniejszymi historiami.

Niewiele można dodać. „Asteriks na igrzyskach…” to klasyk serii i jedna z obowiązkowych lektur każdego szanującego się fana dzielnych Galów.

Maciej Kur

„Asteriks” #12 „Asteriks na igrzyskach olimpijskich”
Scenariusz: Rene Goscinny
Rysunki: Albert Uderzo
Data wydania: Grudzień 2011
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Asteriks
Tytuł oryginału : Asterix aux jeux olympiques
Tłumaczenie: Jarosław Kilian
Druk: kolor, offset
Oprawa: miękka/twarda
Format: 215 x 290 mm
Stron: 48
Cena: 12,90/ 19,90 zł