Francja 2011


PODSUMOWANIE ROKU 2011 WE FRANCJI


Po raz kolejny liczba tytułów ukazujących się nad Sekwaną wzrosła i jest to stała tendencja od… szesnastu nieprzerwanych lat. Czy to znaczy, że pomimo kryzysu Francuzi czytają coraz więcej komiksów? Niekoniecznie. Ale na pewno czytają w większym wyborze. Przyjrzyjmy się corocznemu podsumowaniu stowarzyszenia ACBD.

Przez ostatnie cztery lata, aby wejść do Top 20 sprzedaży, album musiał ukazać się w nakładzie nie mniejszym niż sto osiemdziesiąt tysięcy egzemplarzy. Tym razem stało się inaczej. Aby odnaleźć komiksy o takich nakładach na liście bestsellerów, musimy cofnąć się do zestawienia za 2006 rok.

Co jeszcze zmieniło się w stosunku do poprzednich edycji? Przez ostatnie dwa lata „Naruto” pojawiał się na listach na siódmym miejscu. Tym razem jest już na czwartym, a wyprzedzający go „Boule & Bill” ma skromne trzy tysiące nakładu więcej. Do pierwszego miejsca nadal bardzo daleko, ale coś niepokojącego jest w tym, jak bardzo popularyzuje się ta manga we Francji. Co prawda jej nakład od lat nie rośnie, ale w sytuacji, gdy innym tytułom nakłady systematycznie spadają, efekt jest niemal ten sam. Dodajmy jeszcze, że tak mało tomów tej serii nie ukazało się w kraju Moebiusa od 2006 roku, dotąd było to zwykle sześć do siedmiu tomików rocznie. Być może ma to związek z tym, że wydania francuskie niemal dogoniły japońskie i Nippon ma już tylko cztery tomy przewagi nad Europą (a nad Polską jedynie dwa więcej).

Kolejnym ciekawym spostrzeżeniem jest pojawienie się na liście czterech części amerykańskich „Simpsonów”. Nakład tego komiksu wzrósł od ostatniego roku o dwadzieścia tysięcy, a spadki konkurencyjnych serii sprawiły, że zadebiutował on w tym roku wśród bestsellerów. Czyżby „Naruto” szykował się prominentny eksportowy następca? Przypomnijmy, że japoński hit pojawił się w 2006 roku na piętnastym miejscu z nakładem stu trzydziestu tysięcy egzemplarzy.

W tym roku nie było „Titeufa” ani „Asteriksa”, które windują nakłady w astronomiczne rejony, tak więc palma pierwszeństwa, podobnie jak w roku 2007, powędrowała do serii „XIII”. Ale uwaga: jej autorami nie są już Van Hamme i Vance, ale Sente i Jigounov. Sentego nie trzeba nikomu przedstawiać, jako że przejął od Van Hamme’a już także „Thorgala”, za to Jigounov jest u nas znany z rysunków do sensacyjnego cyklu „Alpha”. Ponieważ przyjął się on dość słabo, mogło to zaważyć na decyzji Egmontu, by nie kontynuować „XIII” nad Wisłą. We Francji zresztą także zredukowano nakład o pięćdziesiąt tysięcy, ale może się okazać, że w kontekście zmiany autorów ten nakład i tak jest przestrzelony. Dodajmy, że odprysk „XIII Mystery” z rysunkami Boucqa wszedł na wysokie, dziewiąte miejsce z nakładem dwustu tysięcy.

Midam uznał, że nie ma powodu, by jego bestseller nie miał przynosić zysków bezpośrednio jemu i przeniósł się ze swoją sztandarową serią „Kid Paddle” z Dupuis do własnego Mad Fabrik (przyjął zresztą do spółki dawnego prezesa Dupuis, Dimitriego Kennesa). Nakład także spadł o dwadzieścia tysięcy, ale „Kid” skoczył z szóstego miejsca w 2007 roku na drugie dzisiaj i jest to olbrzymi sukces wydawniczego small businenessu.

Dupuis zresztą też nie jest poszkodowany, ponieważ zdołał umieścić na liście aż dwa tytuły – powracający po nieobecności dwudziesty czwarty tom „Cédrica” i znany z zestawienia sprzed dwóch lat tytuł „Les Nombrils”. Oba te komiksy skorzystały na tym, że do zestawienia wchodzą już także pozycje z nakładami poniżej stu osiemdziesięciu tysięcy, więc nie wiadomo, czy ponownie zagoszczą w następnych latach. Muszę jednak wspomnieć, że „Cédric” jest jedną z nielicznych serii, których nakład wzrósł w stosunku do poprzedniego tomu.

Innym komiksem, którego nakład poszedł w górę, jest „Les Legendaires” – dziecięca seria heroic fantasy, której popularność we Francji rośnie, a wreszcie tom czternasty zadebiutował na liście największych hitów. Ona także skorzystała na niższym progu wejścia w tym roku.

Skoro mówimy o heroic fantasy, to nie sposób nie wspomnieć o dwóch innych znanych tytułach z tego gatunku. Pierwszym jest oczywiście „Thorgal”, który mocno się trzyma na liście zaraz za „Naruto”, na miejscu siódmym (choć nakład wciąż nieznacznie spada). Drugim jest „Lanfeust Odyssey”, który ze stu sześćdziesięcioma tysiącami albumów plasuje się na trzynastej pozycji. Oznacza to, że „Odysei” bliżej jest popularnością do odprysków w rodzaju „Trolli” niż do sztandarowych serii Soleil. Napiszę jeszcze, że w odróżnieniu od ubiegłego roku albumowi „Światów Thorgala” nie udało się wejść do Top 20, choć „Raissa” na miejscu dwudziestym drugim (za „Niebieskimi mundurami”) była tego bardzo bliska. W ten sposób „Thorgal” jest jedynym hitem oficyny Lombard, który wszedł na listę.

Taki sam nakład co „Thorgal” uzyskał kolejny debiut na liście – nowy album serii „Kid Lucky”, opowiadającej o dzieciństwie Lucky Luke’a. Ciekawe, czy kolejne części utrzymają ten poziom. Co prawda, raport ACBD mówi o tomie pierwszym, ale sądzę, że chodzi raczej o album „L’apprenti cow-boy”, czyli trzecią odsłonę cyklu, która ukazała się w listopadzie.

Każdy rok przynosi jakieś własne wydarzenia i okoliczności. W ubiegłym zaobserwowaliśmy duże zainteresowanie sagą „Zmierzch”, dzięki której komiksowa adaptacja ukazała się w nakładzie dwustu pięćdziesięciu tysięcy i oczywiście trafiła na listę. W tym roku drugi tom ma „zaledwie” czterdzieści tysięcy, co nie wystarczyło, rzecz jasna, by przekroczyć próg. Jednak zamiast tego widzimy na liście dwutomową reedycja „Tintina”, oznaczoną jako dyptyk filmowy, a będącą w istocie podwójnym albumem „Le Secret de la Licorne / Le Tresor de Rackham le Rouge”. Jak przyznaje Simon Casterman, sprzedaż „Tintina” dzięki filmowi wzrosła dwukrotnie.

Dobrze poradził sobie też najnowszy, znany w Polsce album Bilala. „Julia & Roem”, zajmując niezłą, piętnastą pozycję – czyli znacznie lepiej niż „Animal’z” dwa lata temu (#20). Dodajmy jednak, że nakład najnowszego komiksu jest o trzydzieści tysięcy niższy, zaś wysoką pozycję w rankingu zawdzięcza jeszcze większym spadkom konkurencji.

Ostatnim komiksem, który zamyka zestawienie, jest autorski album Philippe’a Gelucka pt. „Geluck Enfonce le Clou”. Choć świetnie się sprzedaje, osiągnął zaledwie połowę nakładu sztandarowej serii słynnego Belga, czyli „Le Chat”.

Przyjrzyjmy się też zestawieniu grup wydawniczych pod kątem opublikowanych tytułów:

Najważniejszą zmianą jest to, że Delcourt wchłonął MC Productions, czyli Soleil, i jest teraz największą grupą wydawniczą we Francji pod względem liczby tytułów. Wygląda na to, że konsolidacja tego rynku jest procesem postępującym. Ciekawe, czy oznaczać to może włączenie katalogu Delcourt do repertuaru „Fantasy Komiks”.

Kaze, która rok temu wyprzedziła Bamboo, w tym roku zostawiła w tyle także Hachette. Wyraźnie zaznaczyło też swoją pozycję wydawnictwo Editis, które po dwóch latach nieobecności powróciło do Top 10 grup wydawniczych we Francji. Pomimo konsolidacji liczba tytułów wymagana do wejścia na listę symbolicznie wzrosła w porównaniu z rokiem ubiegłym (o jedną sztukę).

Arek Królak

,