Daredevil wg J. M. DeMatteisa


DAREDEVIL J.M. DEMATTEISA

ZAPOMNIANA WĘDRÓWKA ŚMIAŁKA PO ROZGRZESZENIE


222x300

Zanim Bendis i Brubaker przejęli rządy w Hell’s Kitchen, nim przeznaczenie spotkało Karen Page, zanim Maleev wraz z Larkiem zachwycili czytelników wyczuciem noir i sensacji… swoje pięć groszy do świata Daredevila dołożył sławny scenarzysta „Ostatnich łowów Kravena”. W nowojorskiej dzielnicy strzeżonej przez diabelskiego herosa pobył krótko, mimo to udało mu się wypracować chwytającą za serce opowieść. Nie tyle thriller ze zwyrodnialcami czającymi się w ciemnych zaułkach Wielkiego Jabłka, ale nade wszystko pełną duchowości i mądrości historię o potrzebie odkupienia, pozwalającego na siebie spojrzeć z dystansu i poskładać się do kupy, by iść naprzód. Bez rozdrapywania przeszłości.

Zanim przejdę do omawiania siedmioczęściowej sagi DeMatteisa, należałoby zrobić retrospektywny background. W końcu mówimy o komiksach, od których pierwotnej publikacji minęło już niemal siedemnaście lat. Historia DeMatteisa wpisuje się w nieco leciwą już epopeję „Fall from Grace” Dana Chichestera, który swego czasu miał status wśród scenarzystów Śmiałka podobny do tego, jaki ma obecnie Bendis. Chichester odpowiada za jedne z najlepszych komiksów z Daredevilem w roli głównej, w tym m.in. za legendarny „Upadek Kingpina”, świetnie puentujący „Born Again” Franka Millera.

W 1993 roku Chichester wraz ze Scottem McDanielem rozpoczął wprowadzanie drastycznych zmian do życia niewidomego prawnika. Z racji pomówień mediów o odkryciu jego szkarłatnego alter ego (fani Bendisa zapewne odczuwają dziwne deja vu), Matt Murdock pozoruje swoją śmierć i przejmuje tożsamość Jacka Batlina na cześć swojego ojca, pozostawiając na uboczu wszystkich przyjaciół i znajomych. Daredevil zaś rodzi się na nowo, tym razem z nowym kostiumem, przypominającym bardziej zbroję. Jednak wraz z nowymi przygodami Matt, a właściwie Jack, zaczął doświadczać kłopotów z psychiką. Światy niepostrzeżenie zaczęły mu się mieszać, coraz częściej dawał upust swojemu gniewowi i agresji. Coraz częściej pozwalał, ażeby kierowała nim przemoc i nienawiść.

I tak jak to miało miejsce przy „Śmierci Supermana”, Marvel postanowił w pewnym momencie zaprzestać awangardy Chichestera i powrócić do korzeni. Wpierw jednak ktoś musiał posprzątać, by wszystko wróciło do normy i schematu sprzed „Fall from Grace”. I dokładnie tutaj do akcji wkracza DeMatteis wraz z rysownikami Ronem Wagnerem i Carym Nordem. Pierwszy z nich jest absolwentem szkoły rysunku Joego Kuberta, nieudzielającym się już tak mocno w superbohaterskim mainstreamie, jak w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, ale mającym na koncie ilustracje do fenomenalnej historii „Cold Case” z „Legends of the Dark Knight”. Cary Nord znany jest u nas zaś z egmontowskiego „Conana” ze scenariuszami Kurta Busieka.

Historia zaserwowana przez DeMatteisa, Wagnera i Nordy’ego równie dobrze mogłaby się nazywać „Powrót Daredevila”, parafrazując żenujący finał eventu związanego ze śmiercią Człowieka ze Stali. Na szczęście jakościowo aż tak źle nie jest – komiks doskonale zamyka wątki zapoczątkowane przez Chichestera, jednocześnie przedstawiając historię na tyle autonomiczną, że nie trzeba znać ambitnych planów autora „Fall from Grace”.

Fabuła prezentuje się następująco – Daredevil wraca do Nowego Jorku, rozpamiętując przeszłość oraz wydarzenia, które skłoniły go do przywdziania stroju Diabła Stróża. Nieoczekiwanie jednak w mieście pojawia się… drugi Śmiałek, przebrany w pierwotny kostium Daredevila, uszyty ze stroju ojca Matta, w którym ów wychodził na ring bokserski! Samozwańczy superbohater ogłasza, że prawdziwy Daredevil wrócił, a wszelcy jego imitatorzy powinni odczuwać niepokój. W międzyczasie, po tym jak ktoś obcy niszczy jego zbroję, Jack wraca do swojego szkarłatnego stroju i stara się powstrzymać ataki seryjnego mordercy o imieniu „Sir” – będącego połączeniem damskiego boksera z maniakiem władzy i mocy, nienawidzącego kobiet i pragnącego je wyeliminować dla podkreślenia potęgi męskości.

Wydarzenia szybko jednak nabierają drastycznego obrotu, a Matt prędko przekonuje się, że jego największym adwersarzem jest… on sam. Od tego momentu wpada w depresję, w trakcie której usiłuje wziąć się w garść i wrócić do dawnej egzystencji. Jak się okaże, droga do świętego spokoju będzie długa i wymagająca wiele trudu, ale też i zmierzenia się z własnymi fobiami i błędami. Wydarzeniami, które niby miały miejsce dawno temu, ale nadal tkwią w jego psychice. Błędami niemożliwymi do naprawy, a wobec których trzeba coś zrobić.

Historia DeMatteisa nie jest kamieniem milowym w jego karierze twórczej. To nie jest historia na miarę „Moonshadow” czy „The Harry Osborn Saga” z komiksów o Spider-Manie. W tej brutalnej i „spirytystycznej” zarazem opowieści udaje mu się jednak uchwycić wszystkie elementy, sprawiające, że Matt Murdock jest postacią wyjątkową w panteonie superbohaterskim. To niezwykle tragiczna postać, ulegająca często swojej zwierzęcej naturze, zdająca sobie z niej sprawę i pokładająca nadzieję na odkupienie w katolickiej wierze. Oczywiście można odnaleźć kilka podobieństw do pewnego rogatego herosa z Gotham, w odróżnieniu jednak od niego Matt jest kierowany nie tyle traumą swoim błędów, co też czysto ludzkimi przywarami – egoizmem i hipokryzją. Szukając ratunku, szybko orientuje się, że żeby naprawdę iść do przodu i pozostawić za sobą przeszłość, musi samotnie spojrzeć swoim ułomnościom prosto w oczy.

O ile fabuła, jak na komiks superbohaterski, ma specyficzny charakter, to kreska prezentuje standardowy poziom graficzny zeszytów amerykańskich. Dzisiaj rysunki Wagnera i Nordy’ego nie wyglądają tak okazale – drażnią ubogie tła, niezbyt szczegółowo zobrazowane postacie, skostniałe przedstawianie ich mowy ciała, a komputerowo nakładane kolory miejscami męczą oczy. Wagner, jako entuzjasta komiksów wojennych z lat osiemdziesiątych, doskonale odnajduje się w scenach pełnych krwi i brutalności, tj. potrafi całkiem nieźle zarysować oznaki szaleństwa. Nie ratuje to jednak jego prac przed nieuchronnościami czasu.

Co DeMatteis osiągnął poprzez swój krótki, ale treściwy staż przy Daredevilu? Stworzył przestrzeń dla kolejnych scenarzystów, by spokojnie mogli ciągnąć serial z Diabłem Stróżem w znanej i uwielbianej estetyce z komiksów Franka Millera. Dokonał również złożonej i niezwykle głębokiej analizy postaci – jej motywacji, sposobu bycia, jej szaleństwa popychającego na skraj przepaści. Zabiera ją w podróż do czasów niewinności – w przeszłość oraz teraźniejszość definiujące przyszłość – i jako otuchę daje mu pokutę, którą doskonale opisują słowa Marii Robinson: „Nikt nie może cofnąć się w czasie i napisać nowego początku, ale każdy może zacząć od dzisiaj i dopisać nowe zakończenie”.

Te siedem zeszytów „Daredevila” nie było jakimś wielkim sukcesem na listach sprzedaży ani wśród krytyków komiksowych na Zachodzie. Nie znaczy to jednak, że mamy do czynienia ze złymi komiksami. Wręcz przeciwnie! Młodsi czytelnicy mogą odczuwać, że podobną rzecz zrobił niedawno Andy Diggle w swojej miniserii „Daredevil: Rebrith”, będącej epilogiem jego eventu „Shadowland”. W rzeczy samej, Diggle starał się uczynić podobną historię do tej, którą tak dawno temu zrealizował DeMatteis. Uczynił to jednak z mniejszą gracją i z małym poszanowaniem korzeni Daredevila. DeMatteis ukazuje nam zaś skomplikowany charakter Matta Murdocka i wyciąga go z jego własnego piekła, dając zarówno jemu, jak i czytelnikom nadzieję na lepsze jutro. Te zeszyty definiują niejako doskonały sposób, jak wychodzić z twarzą z wielu słabych crossoverów i przywracać dawne status quo, nawet jeżeli scenarzysta nie domyka do końca wszystkich wątków. Wielka szkoda, że historia ta nie doczekała się do tej pory żadnej reedycji, przez co wiele osób w ogóle o niej nie pamięta. Warto nadrobić te zaległości, zwłaszcza że nietrudno odnaleźć oryginalne zeszyty.

Michał Chudoliński

„Daredevil” Vol. 1 #344-350
Scenariusz: J. M. DeMatteis
Rysunki: Ron Wagner, Cary Nord
Tusz: Bill Reinhold, Al Williamson
Kolory: Max Schelle
Liternictwo: Jim Novak, Ul Higgins
Okładki: Ron Wagner, Cary Nord, Bill Reinhold, Al Williamson
Data wydania: wrzesień 1995 – marzec 1996
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Stron: 7 x 32
Cena: 7 x $1,95

,