Globalizacja w “Transmetropolitan”


GLOBALIZACJA W “TRANSMETROPOLITAN”


222x300

„Globalizacja – charakterystyczne i dominujące w końcu XX i na początku XXI w. tendencje w światowej ekonomii, polityce, demografii, życiu społecznym i kulturze, polegające na rozprzestrzenianiu się analogicznych zjawisk, niezależnie od kontekstu geograficznego i stopnia gospodarczego zaawansowania danego regionu. Globalizacja prowadzi do ujednolicania się obrazu świata jako homogenicznej całości wzajemnie powiązanych elementów gospodarczych i wspólnej kultury typu konsumpcyjnego” (źródło: „Encyklopedia PWN”). Problem zmniejszania się świata na skutek ekspansji ujednoliconej kultury jest często poruszany w dziełach różnych autorów. Jednak co się dzieje, gdy globalizacja zamiast po prostu ujednolicenia świata, sprowadza ten świat na psy? Witamy w „Transmetropolitan” Warrena Ellisa, Pająk przesyła pozdrowienia.

Jak w każdej cyberpunkowej dystopii, w „Transmetropolitan” kultura jest nastawiona na konsumpcjonizm. Wyższe wartości zostały zastąpione bezduszną pogonią za własną satysfakcją. I choć ten świat oferuje zaspokojenie każdego, najdzikszego nawet fetyszu; dowolną modyfikację swego ciała do poziomu, w którym przestaje się być człowiekiem; liczbę religii tak ogromną, żeby każdy mógł wybrać sobie odpowiednią dla swoich przekonań, chorób psychicznych i zboczeń seksualnych, to wciąż ta mnogość jest pozbawiona jakiegokolwiek głębszego sensu. Wszystko to produkty jednej, bezdusznej cywilizacji. I cóż z tego, że możesz sobie wybrać dowolną płeć albo wariację na jej temat, jeśli jest to wybór czysto estetyczny? Wszystko straciło swą indywidualność, nawet odrębności kulturowe różnych narodów zostały pożarte przez rozrośniętą do gargantuicznych rozmiarów popkulturę. Choć każdy, kogo na to stać, może stworzyć siebie w dowolny sposób, to jednak tylko powierzchnia: wewnątrz kryje się nienasycony konsument wołający: „Jeszcze, jeszcze!”. Warto przy tym zauważyć, że zarówno protagoniści, jak i antagoniści, starają się zachować choć odrobinę własnej tożsamości. Nikt z nich nie modyfikuje się ponad granicę tego, co praktyczne i niezmieniające oblicza. Nie potrzebują sztucznie wytworzonej odmienności, gdyż każdy z nich jest prawdziwie, wewnętrznie odmiennym bytem, który stoi poza i ponad tłumem. Czy jednak i oni nie są pogrążeni w tym konsumpcjonistycznym świecie?

Odpowiadając sobie na to pytanie, najlepiej dokładnie przyjrzeć się Pająkowi. Na pozór – reporter nienawidzący świata, w którym przyszło mu żyć. Maniak opętany poszukiwaniem Prawdy. Człowiek, który ignoruje wszelkie zasady i zmusi ludzi do bycia lepszymi, choćby musiał wepchnąć im to dobro głęboko w gardło, zabijając przy tym paru z nich. Każde powyższe zdanie jest prawdziwe, ale nie można zapomnieć, że on również jest produktem tego świata. To również konsument. By tworzyć swe buntownicze nawoływania, potrzebuje świata, przeciwko któremu ma się buntować. By móc uczynić z siebie błogosławionego poszukiwacza Prawdy, owa Prawda musi być zakryta. A im większa ilość gnojówki i zwłok ją zakrywa, tym dla reportera lepiej – w końcu jego misja staje się chwalebniejsza. Bez skażonego świata, skorumpowanego miasta, Pająk nie byłby Pająkiem. Choć jego konsumpcja polega na walce z konsumpcjonizmem, to wciąż jednak czyni to z niego element tego świata. Pająk zdaje sobie z tego sprawę i tym chętniej walczy, tym bardziej obrazoburczy się staje, tym więcej schematów łamie, by choć trochę naruszyć to Miasto, które tworzy go takim, jakim jest. W końcu świat, w którym nie byłoby potrzeby istnienia takich osób jak on, byłby ziszczeniem najchwalebniejszych snów Pająka.

Ale co z zatratą indywidualności na poziomie codzienności? Ona również jest niezbędna Pająkowi. Potrzebuje on ogólnodostępnych narkotyków, by napędzać swe szaleństwo; telewizji, by czerpać pomysły dla swych reportaży i żartów. Pochłania to wszystko w ilości równie wielkiej, jak inni obywatele, lecz nadaje tej absorpcji własny wyraz. Jest konsumentem, ale innym niż ogół bezmyślnych niewolników. Nie należy też zapomnieć, że ten świat jest mu też niezbędny do zaspokajania podstawowej potrzeby – dla rozrywki. Przepełnione brutalnością kreskówki czy reklamy tak durne, że aż zabawne, dają mu zwyczajną radość. Eksperymentowanie z nowymi zabawkami, jak buty do chodzenia po suficie, umożliwia oderwanie się na chwilę od własnych problemów i wiecznej walki o Prawdę. W końcu, nawet gdy żył w odosobnieniu przez pięć lat, większość pierwotnie zakupionej broni i innych rzeczy wymienił na „prochy, jedzenie i kablówkę”. Nie potrzebował tego, by tworzyć, bo nie tworzył. Potrzebował tego, by jakoś żyć. Pająk Jeruzalem nie wzniósł się ponad konsumpcjonizm. On płynie z prądem tego nurtu, jednak wciąż z niego szydząc i starając się skierować go na właściwy bieg.

Jednak abstrahując od jednostkowych przypadków, czy rzeczywiście globalizacji podlega cały świat, czy jedynie osiągnęła ona szczyt w miejscu, gdzie toczy się prawie że cała akcja? Okazję do uzyskania odpowiedzi na to pytanie, daje nam wizyta Pająka w Paryżu. Ten moment jest wart szczegółowej analizy, gdyż tutaj najbardziej jest widoczna prawdziwa skala zjawiska.

Już na samym początku warto jednak zwrócić uwagę na plakietkę prasową Pająka. Umieszczone tam hasło głosi: „BUILDING WORLD PEACE THROUGH WORLD CONTROL”- czyż to nie najprostsza droga do stworzenia pokoju – przymusowe ujednolicenie wszystkiego i wszystkich? Na następnych panelach widzimy stereotypowych Francuzów, ubranych z artystyczną ekstrawagancją. Oczywiście, wąsik, bródka oraz beret też się pojawiają. Jednak nie wydaje się to mieć innego znaczenia niż powierzchowna odmienność, którą możemy obserwować również w ojczyźnie Pająka. Krótki rzut oka na nagą prezenterkę wiadomości BBC wskazuje na to, że Zjednoczone Królestwo zapewne niewiele się różni od Stanów Zjednoczonych, jeśli chodzi o aktualny poziom kultury. Wkrótce zostajemy poinformowani o nałożeniu przez ONZ kolejnych sankcji na Francję. Cóż spowodowało taki rozwój sytuacji? Próba obrony języka francuskiego. Pokój i równość przez jednolitość i kontrolę, plakietka Pająka mówi samą prawdę. Francja zrezygnowała z francuskiego jako języka urzędowego dla korzyści finansowo-technicznych. Dzięki rozmowie Pająka i starego Francuza Thierry’ego Bernera dowiadujemy się, że zanim język francuski przestał oficjalnie być językiem Francji, angielskie programy telewizyjne i sieć komputerowa już dawno wyparły go w codziennym użyciu. Produkty rodzimej kultury nie miały szans w starciu z zachodnim konsumpcjonizmem. Dopiero gdy ulegały przetłumaczeniu na angielski, ktokolwiek zwracał na nie uwagę. Choć o język ostatecznie została stoczona prawdziwa wojna, która zaowocowała sankcjami, to już wcześniej był on skazany na zagładę. W tym kontekście nie wiadomo, czy słowa Pająka – który przypomina o tym, że używanie języka francuskiego to wykroczenie – należy traktować jako gorzki żart czy straszną prawdę. Choć kamienice wciąż stoją, widać zabytki i pozostałości ducha Francji, ten dawny świat jest już skazany na eliminację. Wkrótce, gdy sankcje zostaną zniesione, a stopień bogactwa Francji wzrośnie, Paryż stanie się miastem identycznym jak amerykańskie czy angielskie. Zabytki staną się ozdobami domów bogaczy, zostaną wykorzystane w jakimś nowym programie telewizyjnym, gdzie będą niszczone, albo od razu zostaną zmiażdżone na pył i wstrzyknięte/wciągnięte razem z jakimś dziwnym narkotykiem przez nowobogackie dzieci. Kamienice zostaną wyburzone lub zakopane pod billboardami. Zwiastuny tego nowego świata już spacerują po ulicach, w czasie rozmowy wielokrotnie widać przechodniów ubranych równie bezwstydnie, fantazyjnie i kiczowato jak obywatele Miasta. Kończące rozmowy wyrażenie przez Pająka żalu, że Francja przegrała, jest też żalem każdego indywidualisty, który wkrótce zostanie stłamszony zalewem popkultury.

Można domniemywać, że podobny los już spotkał albo wkrótce spotka większość państw i narodów. Siła oddziaływania nowego prądu jest nieuchwytna i niepowstrzymywalna. Jednak, co dziwne i ciekawe, są miejsca, które dają sobie z tym radę. Już na początku zostaje wspomniane, że w Chinach panują surowe konwenanse, a odmienne pary muszą uciekać do bardziej nowoczesnych państw. To wybicie się z globalizacji nie jest może specjalnie chwalebne, lecz daje jakąś nadzieje na zachowanie choć minimalnych różnic w tym świecie jedności. Oczywiście, prędzej czy później pewnie i Państwo Środka padnie ofiarą kulturowej inwazji. Może już padło, a ta nietolerancja to zanikający relikt z wczoraj? Nie zostaje to powiedziane. Katolicka Irlandia dokonuje inwazji na Zjednoczone Królestwo – i tutaj brak szczegółów, jednak przymiotnik „katolicka” wskazuje na zachowanie pewnej odrębności religijnej, odrobiny dawnych zwyczajów. Istnieją też rezerwaty dawnych cywilizacji, gdzie za cenę utraty wszelkich ulepszeń ciała i wspomnień można żyć w dawnej kulturze. Te drobne, zamrożone w czasie miejsca są jak muzea, które przypominają nowoczesnym ludziom o indywidualności. Jednak coraz większa grupa uciekinierów z rezerwatów, chcąca korzystać z wolności Miasta, zabija tę nadzieję. Niektórzy z nich to nawet dawni ochotnicy, którzy po pozbawieniu pamięci nie odnaleźli się w nowej sytuacji.

Świat „Transmetropolitan” to świat postępującej, straszliwej globalizacji . Z perspektywy człowieka przywiązanego do własnej odrębności, nam współczesnych zwyczajów czy kodeksów, wygląda na przerażające miejsce, lecz szare masy są całkiem szczęśliwe w nowej, prostszej sytuacji. Ta szczęśliwość trwa jednak tylko tak długo, jak Pająk nie pokaże im prawdziwego oblicza ich świata, przywódców czy ich samych. Zmieni to co prawda tylko jakiś drobny wycinek rzeczywistości, i to niekoniecznie na dobre, lecz wciąż daje to nadzieję na poprawę. Nawet w obliczu bezrozumnej i bezdusznej siły historii ludzki duch jest w stanie przetrwać tak długo, jak długo ma obrońców. A w Mieście trudno wyobrazić sobie kogoś odpowiedniejszego do tej walki niż Pająk Jeruzalem.

Bartosz Spytkowski

,