Northlanders Vol. 2: The Cross + The Hammer


NORTHLANDERS VOL.2: THE CROSS + THE HAMMER


222x300

Anno Domini 1014, Irlandia znajduje pod okupacją wikingów, lecz dumni mieszkańcy Zielonej Wyspy nie poddają się i wciąż walczą o wolność. Jednym z tych wojowników jest Magnus – człowiek, który swoimi brutalnymi i niewykrywalnymi morderstwami zwrócił uwagę króla wikingów. Monarcha postanowił wysłać do Irlandii lorda Ragnara Ragnarssona, wyedukowanego wikinga-detektywa, aby złapał zabójcę. Nie będzie to proste, gdyż Magnus nie dość, że żyje ciągle w drodze, to na dodatek posiada niemal nadludzkie umiejętności walki. Z drugiej strony Ragnar, dzięki swojej inteligencji i dużym zasobom ludzkim, jest godnym przeciwnikiem dla Irlandczyka. Dodatkowo wiking posiada asa w rękawie, którego użycie może zupełnie zmienić równowagę sił.

Pierwszym, co rzuca się w oczy, czytając „The Cross + The Hammer”, jest zupełnie inny sposób przedstawienia wikingów niż w „Sven the Returned”. Wciąż są brodaci, brutalni, wciąż każdy z nich jest wojownikiem, ale to nie stanowi głównej osi historii. Wikingowie najechali Irlandię, to prawda, ale zamiast trochę popalić, pogwałcić, porabować, a potem wsiąść z powrotem na drakkary, objęli Zieloną Wyspę we władanie. Co prawda rabowanie, palenie i gwałcenie wciąż się czasem zdarza, ale przynieśli też oni Irlandii kulturę i dążą do jej rozwoju. Dodatkowo ci, którzy się nie buntują, nie mają się czego obawiać pod ich rządami (a przynajmniej tak twierdzi Ragnar), mają zapewniony spokój i dobry byt. Z perspektywy wikingów to Irlandczycy są prymitywnymi barbarzyńcami, którzy żyją według swych bezsensownych zasad. Jest to ciekawa zmiana perspektywy. Dyskusja między Mangusem i Ragnarem stanowi bez wątpienia najciekawszy moment historii, w czasie którego ideały wojownika walczącego o wolność, mszczącego się za swój naród, ścierają się z argumentami zwycięskiego najeźdźcy, który nie jest aż tak zły.

I tutaj dochodzimy do największego problemu całej historii – lorda Ragnara Ragnarssona. Inteligentna, wielowymiarowa postać, przywodząca na myśl zarazem złego glinę, jak i Sherlocka Holmesa. Człowiek, który zabije swojego podkomendnego w wybuchu gniewu i przeprowadzi długą rozmowę z uwięzionym przeciwnikiem, by ukazać swoją wyższość. Tyle że te elementy osobowości i zachowania do siebie nie pasują. Nawet gdyby cały komiks poświęcić Ragnarowi, zapewne nie miałby on i tak wystarczająco czasu, by stać się realistycznym. Rozumiem chęć ukazania ponadprzeciętnego wikinga, ale Ragnar jest zbyt przesadzony. Wiedza i umiejętności nabyte długim wykształceniem, osobowość zarazem zapatrzonego w sobie intelektualisty, zwycięskiego zdobywcy, jak i dosyć stereotypowego superzłoczyńcy, wszystko to przy byciu wikingiem – trudno jakoś mi uwierzyć, że to jedna i ta sama osoba. Swoich towarzyszy potrzebuje on tylko jako mięsa armatniego. Sam w sobie jest zarówno najlepszym tropicielem, osobnikiem posiadającym ogromną wiedzę o lokalnych stosunkach, dobrym rysownikiem… Posiada świetną pamięć, geniusz taktyczny oraz niebywałe umiejętności walki. Wydaje się być jakąś surrealistyczną mieszanką Batmana i Lexa Luthora; z brodą i w zbroi. Gdyby był choć trochę mniej przesadzony, gdyby jego cechy rozłożyć na kilku bohaterów, komiks tylko by zyskał. Ta postać ma gigantyczny potencjał, ale właściwe jej przedstawienie i wykorzystanie wymagałoby osobnej serii. Tutaj, wprowadzony jako antagonista, wydaje się strasznie nie na miejscu.

Sam Magnus, były mnich, kryjący się po lasach ze swoją córką, Brygidą, jest znacznie mniej skomplikowany. I chwała mu za to! Człowiek, który stracił wszystko, chcący zadać jak najwięcej bólu swoim przeciwnikom, szalony i chętny do rozlewu krwi, jednak wierzący w swoją walkę całym sobą, budzi zarazem obrzydzenie i sympatię. Można go zrozumieć, choć nie trzeba przyznawać mu racji. Bezlitosny morderca i wojownik o wolność, bohater niezaskakujący ani pozytywnie, ani negatywnie, sprawia, że ta historia jest całkiem przyjemna w odbiorze. Jego wieczna towarzyszka, Brygida, to dziwne, dzikie dziecko zawsze służące wsparciem psychicznym. Silniejsza pod tym względem od ojca, wydaje się bardziej uzupełnieniem jego osobowości niż osobną postacią.

Finał historii sprawia wrażenie usilnego skomplikowania, nadania Magnusowi trochę więcej głębi psychicznej. Mimo tego wciąż wydaje się, że nie jest to do końca na miejscu. Finał może nie jest kiepski, a wskazówki do niego pojawiają się we wcześniejszych zeszytach, ale wciąż trochę razi. Można by to rozwinąć lepiej.

Kreska Ryana Kelly’ego jest trochę prostsza niż Davida Gianfelice’a, nie posiada też takiego surowego piękna, ale jest ciągle na miejscu, pasuje do brutalnych bohaterów. Jest dobrze dopasowana do świata historii, ma parę dobrych momentów, ale nic więcej. Chociaż wstawki z bitwy pod Clontarf (które całkiem dobrze wiążą opowieść z jej tłem historycznym) wyróżniają się pozytywnie. Ragnar wygląda jak Sean Connery, choć w sumie pasuje to niejako do charakteru wikinga. Kolory wydają się momentami zbyt jaskrawe w stosunku do tej mrocznej opowieści, ale to nic szczególnie karygodnego.

Podsumowując, „The Cross + The Hammer” jest opowieścią przeciętną. Sama historia Magnusa potrafi dosyć zaciekawić, tak samo jak śledztwo Ragnara. Jeśli chodzi o postacie, jak i finał opowieści, następują zgrzyty. Kreska nie razi, ale tylko momentami jest szczególnie warta uwagi. Warto zapoznać się z tą historią przede wszystkim dla ciekawego ukazania wikingów, ponieważ reszta niewiele wyróżnia się ponad przeciętną.

Bartosz Spytkowski

„Northlanders Vol. 2: The Cross + The Hammer”
Scenariusz: Brain Wood
Rysunki: Ryan Kelly
Okładka: Massimo Carnevale
Kolory: Dave McCaig
Wydawca: Vertigo
Data wydania: sierpień 2009
Objętość: 144 strony
Druk: kolorowy
Oprawa: miękka
Cena: $14.99

,