Les yeux du chat


LES YEUX DU CHAT

W Polsce do tej pory ukazały się bodaj wszystkie najbardziej znane komiksy Moebiusa, takie jak „Arzach”, „Garaż hermetyczny” czy „Incal”. Wydawnictwo Egmont co jakiś czas publikuje na naszym rynku zbiorcze wydania serii „Blueberry”, którą Jean Giraud pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem tworzył (razem z Jeanem-Michelem Charlierem) od 1963 roku aż do swojej śmierci. Spośród pozycji Moebiusa wciąż niewydanych w Polsce, chciałbym zwrócić uwagę na komiks pod tytułem „Les yeux du chat”.

„Les yeux du chat” to dosyć nietypowy one-shot, pierwszy owoc współpracy Moebiusa z Alejandro Jodorovsky’m. Autorzy opowiedzieli krótką historię, która sama w sobie nie jest niczym wyjątkowym. Na szczególną uwagę zasługuje jednak sposób, w jaki twórcy poprowadzili fabułę.

Trudno pisać o niniejszym komiksie nie zdradzając jego treści, dlatego czytelników, którzy nie lubią spoilerów, od razu zapraszam do kolejnego akapitu. Fabułę „Les yeux du chat” można streścić w kilku zdaniach. Oto na szczycie wieży najwyższego budynku w jakimś nieokreślonym, futurystycznym mieście stoi, ukryta w cieniu, postać. Człowiek ten telepatycznie komunikuje się z orłem, któremu rozkazuje zaatakować i zabić czarnego kota. Następnie ptak, instruowany przez telepatę, wyrywa gałki oczne czworonoga i dostarcza je na szczyt wieży. Tam okazuje się, że tajemnicza postać pozbawiona jest swoich własnych oczu i niedostatek ten usiłuje uzupełnić właśnie kocimi oczami. Najwyraźniej jednak nie pomagają one człowiekowi w odzyskaniu wzroku, dlatego postać w kulminacyjnym momencie opowieści zwraca się ponownie do orła: „Następnym razem przyniesiesz mi oczy dziecka”.

Jak widać, fabuła jest prosta i niezbyt wysublimowana. Może gdyby nie pretensjonalne zakończenie, byłaby bardziej intrygująca. Niemniej, to nie fabuła jest istotą „Les yeux du chat”. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że fabuła stanowiła jedynie pretekst dla autorów; przepustkę do zabawy materią komiksu. Sposób, w jaki została opowiedziana, jest tym, co zasługuje na szczególną uwagę.

Na komiks składa się 48 całostronicowych plansz, spośród których co druga przedstawia ten sam kadr. Widzimy na nim sylwetkę telepaty, stojącego na tle okna. Wyłącznie te strony zawierają teksty, przy czym przeważnie są to krótkie zdania-komendy, wygłaszane przez postać w kierunku orła. Mimo iż „powtórzone” kadry są proste i oszczędne, rysunki na pozostałych planszach to istne małe dzieła sztuki. Przepełnione detalami plansze utrzymane są w monochromatycznych, żółtych odcieniach i przywodzą na myśl sztukę grawerowania. Moebius dał popis swoim umiejętnościom graficznym i pod tym względem, moim zdaniem, stworzył swój najlepszy komiks. Praca nad albumem nie należała do najprostszych. We wstępie rysownik asekuracyjnie zaznaczył, że zawsze miał trudności z rysowaniem kotów, dlatego ten występujący w komiksie nie jest narysowany poprawnie pod względem anatomicznym. Za wzór służył artyście model kota egipskiego, jednak niezadowolony z efektów Moebius postanowił ostatecznie rysować z wyobraźni. Efekt jest świetny i naprawdę warto sięgnąć po „Les yeux du chat” chociażby ze względu na graficzny kunszt, z jakim album został wykonany.

Omawiany komiks to jednak nie tylko wspaniałe rysunki. Atutem publikacji jest też oryginalna kompozycja. Pomijając dychotomiczny podział na oszczędne plansze z powtórzonym kadrem i szczegółowe plansze-arcydzieła, na uwagę zasługuje forma narracji. Jean Giraud przyrównał ją do roli, którą muzyka odgrywa w kinie. Ja raczej odwołałbym się do zdjęć i montażu, ponieważ narracja zastosowana w „Les yeux du chat” przywodzi na myśl narrację filmową. Mamy trzy punkty widzenia, przy czym jeden to punkt widzenia obserwatora (czytelnika?), stojącego gdzieś z boku wydarzeń.

Ciężko ocenić, ile jest w tym komiksie Moebiusa, a ile Jodorovsky’ego. Wydaje się, że artyści wyjątkowo dobrze uzupełniali się nawzajem. Jak sami stwierdzili, celem albumu było przede wszystkim wywołanie zdumienia u odbiorcy. Czy to przez kompozycję, graficzną doskonałość, czy fabułę, która w swoim czasie mogła być kontrowersyjna i wywoływać u czytelnika silne emocje. Mimo iż lektura zajmuje dziesięć minut, komiks na długo pozostaje w pamięci.

Komiks powstał w 1978 roku i został opublikowany przez francuską oficynę Les Humanoïdes Associés, początkowo w niewielkim nakładzie, jako ekskluzywny prezent dla najlepszych klientów wydawnictwa. Niedługo potem zdecydowano się na dodruk, jednak do dzisiaj ukazały się tylko trzy edycje (najnowsza pochodzi z 2011 roku). Jeśli będziecie mieli okazję, koniecznie sięgnijcie po ten komiks. A może kiedyś ukaże się na polskim rynku?

Mikołaj Ratka