Supergod


SUPERGOD


222x300

W latach 2007 -2010 Warren Ellis stworzył trzy krótkie serie, ukazujące na różny sposób superbohaterów. W „Black Summer” widzimy herosów, którzy pozostali w głębi ludźmi i to stanowi ich zagładę, „No Hero” opowiada o bohaterach, którzy utracili swoje człowieczeństwo na skutek uzyskanych mocy, a „Supergod” pokazuje istoty, które nie mają nic wspólnego z homo sapiens. W tej ostatniej opowieści mamy do czynienia ze światem, gdzie ludzkość, chcąc stworzyć sobie czempionów – broń ostateczną – zamiast tego stworzyła bogów.

Narratorem historii jest Simon Reddin, brytyjski naukowiec. Również miał on swój udział w wydarzeniach, które stworzyły nadludzi. Siedząc na gruzach zniszczonego Londynu, Simon opisuje powstanie „superherosów”. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku Brytyjczycy wysłali w kosmos trzech astronautów, którzy powrócili już jako jeden monstrualny organizm. Scalony kosmicznymi grzybami byt, którego sama obecność wymusza oddawanie czci i wywołuje popęd seksualny, był poza ludzkim pojmowaniem i moralnością. Bestia zostaje odseparowana od świata, ale to wydarzenie otwiera nową erę. Z czasem każdy naród stara się stworzyć coś powiązanego z własnymi wartościami lub interesami. Amerykańskie i rosyjskie cyborgi, irańska próba stworzenia anioła czy powstanie w Indiach cyber-bóstwa Krishny to tylko niektóre z efektów owych dążeń. Każda kolejna generacja owych istot jest coraz potężniejsza, bardziej boska i trudniejsza do kontroli. Wkrótce świat zamienia się w pole bitwy między niewyobrażalnymi potęgami.

„Supergod” to komiks bardzo specyficzny. Zamiast typowej opowieści o grupie konkretnych osób jest to historia świata. Jedynym człowiekiem, który w jakikolwiek sposób wychodzi na pierwszy plan, jest narrator, ale i on jest w większości – okazuje się – obserwatorem, a nie uczestnikiem dziejów. Sami superbogowie są zbyt obcy, nieludzcy, by móc się z nimi utożsamiać. Jedynie twór Amerykanów okazuje jakieś człowieczeństwo, ale i ono jest zbudowane na samooszukiwaniu. Nie oznacza to jednak, że opowieść nie porywa. Po prostu nie mamy możliwości obserwacji jej na poziomie jednostkowym. Widzimy świat, jak jego superherosi, niezwiązani ludzkim pojmowaniem dobra i zła, nie zwracając uwagi na pojedyncze tragedie.

Narracja zawiera w sobie też parę ciekawych chwytów. Szalony i odrobinę naćpany narrator sam gubi się chwilami w tym, co przedstawia, budząc nieufność co do prawdziwości jego opisu zdarzeń. Jeden z superbogów, postrzegający wszystkie wymiary, przyszłość i przeszłość, balansuje w swoich wypowiedziach na granicy czwartej ściany. Choć brutalna i mroczna, historia staje się momentami dość humorystyczna; nawet największa makabra może przerodzić się w mrugnięcie okiem do czytelnika. Dzięki zastosowaniu tych środków (i innych) Ellisowi udało się stworzyć opowieść wartą kilkukrotnego przeczytania.

Rysunki Garriego Gastonny’ego dobrze współgrają ze światem przedstawionym, ale niewiele ponad to. Realizm otoczenia i postaci ludzkich dobrze współgra z obcością superbohaterów. Nikła mimika u większości nadludzi pasuje do tematu opowieści. Sam ich wygląd w większości przypadków nie pozostawia nic do zarzucenia, choć niektóre postacie są zbyt realistyczne w porównaniu do innych, np. Krishna, któremu bliżej do modela pomalowanego na niebiesko niż potęgi poza granicami myśli ludzkiej. Brutalność jest na tyle groteskowa, że zwykle bawi, a nie odrzuca, co przy jej ilości jest dużą zaletą. Nie jest to jednak miejsce na szukanie kadrów, które porażają swym pięknem, dokładnością czy pomysłowością. Niektóre są zabawne, inne byłby w stanie bawić same z siebie, ale generalnie grafika jest drugorzędna w stosunku do opowieści. Jedynie zrujnowany Londyn i sceny z Morriganem Lugusem mogą szczególnie uradować oko.

Czy więc dzieło Warrena Ellisa nie ma większych wad? Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Wiele zależy od indywidualnego odbioru czytelnika. Sam zostałem odrzucony przez niektóre, co brutalniejsze, momenty i niektóre skutki obecności brytyjskiego monstrum. Jednak rozumiem, że wielu innych to rozbawi lub nie będzie im zbytnio przeszkadzać. Poza tym, brak konkretnego bohatera, zbytni natłok wątków i antyreligijna tematyka również mogą wpłynąć na negatywne oceny. Jeśli nawet wymienione problemy nie zachęcają zbytnio do lektury, „Supergod” to wciąż orginalna historia, pozwalająca ujrzeć świat, gdzie każdemu superherosowi bliżej do Dr Manhattana niż do Batmana, i udzielająca własnej odpowiedzi na pytanie: „Co by było, gdyby zaistnieli herosi?”. Choćby dlatego warto zapoznać się z tą krótką opowieścią.

Bartosz Spytkowski

„Supergod”
Scenariusz: Warren Ellis
Rysunki: Garrie Gastonny
Okładka: Felipe Massafera
Kolory: Digicore Studios
Wydawca: Avatar Press
Data wydania: październik 2011
Objętość: 128 stron
Druk: kolorowy
Oprawa: miękka
Cena: $14.99

,