Batman: Najlepsze opowieści

BATMAN: NAJLEPSZE OPOWIEŚCI


222x300

Lubię komiksowe antologie. Gdy tylko redakcji uda się zebrać do kupy naprawdę solidne historie, to czytelnika zazwyczaj zawsze czeka różnorodna i ciekawa obrazkowa przygoda. Pamiętam jak swego czasu zakochałem się w „DC Universe: The Stories of Alan Moore”, która to publikacja pozwoliła mi w skondensowanej dawce cieszyć się historiami, jakie wielki scenarzysta tworzył dla DC – te najbardziej znane, jak i mniejsze perełki.

Podobnie jest z „Najlepszymi opowieściami” o Batmanie. Nie są one jedynie zlepkiem pojedynczych komiksów z różnych etapów przepastnej historii Mrocznego Rycerza, nastawionym na wyciągnięcie paru dodatkowych groszy od fanów. Za tym zbiorem stał pomysł, aby w skondensowanej dawce przedstawić ewolucję Nietoperza, jaka zachodziła na przestrzeni dziesiątek lat. Należy pamiętać, że Batman od dawna nie jest już tylko komiksowym trykociarzem. To symbol. Idea, która wypełnia kinowe ekrany, karty komiksów, książek, a nawet pojawia się na bieliźnie czy płatkach śniadaniowych. Co jednak doprowadziło do tego, że pomysł Fingera i Kane’a, który był swoistą sałatką z popularnych pulpowych bohaterów, przetrwał do naszych czasów i jedynie zyskuje na popularności?

„Najlepsze opowieści” nie rzucają nam odpowiedzi w twarz, ale wybrane historie są tak klarownym odzwierciedleniem specyficznych epok komiksowych i śmiele zaglądają w podstawy mitologii Batmana, że każdy czytelnik sam wyrobi sobie po lekturze zdanie o tym, kim jest Batman i co definiuje jego oryginalność, popularność oraz wartość. Bo wszyscy wiemy, że Mroczny Rycerz to najlepsza postać komiksowa na świecie. Dlaczego? Bo to Batman.

Antologia prezentuje nam dwanaście historii komiksowych. Sam tytuł zbioru jest jednak dosyć mylący. Nie są to najlepsze przygody tego bohatera. Można bezproblemowo odnaleźć tuzin wartościowszych opowieści. Jednak są to niezwykle solidne historie, które pozwalają zrozumieć dlaczego uszaty heros cieszy się tak wielką popularnością. Są świetnymi przedstawicielami swoich epok.

Pierwszą zaprezentowaną historią jest legendarny origin Batmana z “Detective Comics” #33. Przedstawiony jedynie na dwóch stronach, zawiera kadry z których każdy stał się na swój sposób legendarny i jest przetwarzany nieustannie po dziś dzień. Co ciekawe, w oryginale historia ta była doczepiona do głównej opowieści, ponieważ wydawnictwo chciało, żeby autorzy w jakiś sposób zdefiniowali, co tak naprawdę doprowadziło do tego, że milioner włożył na siebie kolorowy kostium.

Następna jest historia z 1941 roku, która okazuje się być najbardziej zaskakująca z tego zbioru. Mimo tego, że powstała ponad 70 lat temu, historia, w której Batman prowadzi śledztwo, starając się pomóc młodemu złodziejowi, bezproblemowo mogłaby być przeniesiona do czasów współczesnych. Natomiast scena, gdy Batman rozmawia z szefem gangu, otoczony przez jego ludzi i doprowadza przestępcę na skraj załamania nerwowego to esencja całej postaci. Dodatkowo możemy zauważyć, że wczesne historie były zaskakująco krwawe i brutalne.

Zaraz po tym przenosimy się do przełomu lat 1950/51 i historii z amnezją Catwoman. Dosyć naiwna opowieść zapowiada powolne nadejście campowych lat 60. Ten epizod, zaraz obok historii z Mikołajem, najbardziej odstaje poziomem od reszty antologii i spokojnie mogła być zamieniona na coś dużo lepszego. Szczególnie, że niewiele dodaje od siebie do charakteryzacji mitologicznej postaci Nietoperza.

„Robin umrze o świcie” to już swingujące lata 60., które Grant Morrison w swoim runie w „Batmanie” wytłumaczy narkotycznymi majakami. Czego tutaj nie mamy – kosmiczne różowe bożki, mackowate rośliny, nieprawdopodobne technologie, światy wirtualne i… śmierć Robina. Mimo prostej konstrukcji, Fingerowi udaje się nakreślić to jak ważne są więzy miedzy Dynamicznym Duetem. Warto znać chociaż wybiórczo kilka historii z campowego okresu bohatera, ponieważ to epoka, która już nigdy nie ma prawa się powtórzyć. I pojawia się zamaskowany Ace – Bat-Pies! Klasyka.

Kolejnym przystankiem w podróży przez mitologię zamaskowanego herosa jest kwartet historii z lat 70. Pierwsza przedstawia Bruce’a Wayne’a, który organizuje ognisko dla trójki dzieciaków ze slumsów. Chłopcy opowiadają o swoich wizjach tego, kim jest Batman. Szczególnie wyróżniająca epokę, w której powstał komiks, jest kreacja czarnoskórego chłopca. Czytelnicy znający odcinek „Legends of the Dark Knight” z „The New Batman Adventures” na pewno zauważą czym inspirował się Timm.

Następna historia to przygotowane przez Danny’ego O’Neila, nietoperzowego weterana, starcie Batmana z Jokerem, który po doświadczeniach wesołych lat 60. zaczął w końcu stawać się naprawdę przerażającym potworem. Solidna, dosyć bezceremonialna, ze świetnym zakończeniem i klasyczną kreską Neala Adamsa.

„Noc Łowcy” Steve’a Engleharta to powrót do traumatycznej i definiującej młodego Wayne’a śmierci ojca i matki. Batman jest świadkiem napadu na bank, podczas którego giną rodzice małego chłopca. Porażony tym widokiem Mroczny Rycerz rusza w pogoń za przestępcami i w jednym z lasów urządza polowanie na zwyrodnialców. Batman, który nie wypowiada ani jednego słowa, jest tutaj prawdziwą siłą natury. Niezniszczalnym symbolem, który sieje strach w sercach złoczyńców. Jednocześnie jednak jesteśmy świadkami obnażonego bohatera, w którym cały czas siedzi mały chłopiec tracący rodziców. To zdecydowanie moja ulubiona historia z całego zbioru. Definiująca dokładnie to, czym jest Batman i uderzająca w psychologiczne podstawy mitu.

Lata 70. zamyka ilustrowane opowiadanie, które swoim stylem przypomina pulpowe opowieści kryminalne sygnowane nazwiskami Chandlera lub Hammetta. Sprawdza się jako odskocznia od typowej narracji za pomocą kadrów i dymków. Osadzona jest niezwykle mocno w detektywistycznych korzeniach Batmana, o których współcześni twórcy niestety często zapominają.

Następnie w albumie pojawia się krótka świąteczna historyjka, o której warto wspomnieć jedynie dlatego, że została zilustrowana przez Franka Millera oraz dwustronicowy rysunek Dicka Spranga, będący hołdem dla batmanowych wizji z lat 60.

Kolejną opowieścią jest „Tak zaczynałem… i pewnie tak skończę…” oryginalnie opublikowana w “Detective Comics” #574 z 1987 roku. Moja druga ulubiona historia z „Najlepszych opowieści” przedstawia Batmana, który przynosi do przychodni Leslie Thompkins podziurawionego przez kule i wykrwawiającego się Jasona Todda. W chwili, gdy młody bohater walczy o przeżycie, dwie bliskie sobie postacie, odbywają rozmowę na temat tego, czy misja Batmana ma sens. Poznajemy historię Wayne’a na studiach i otrzymujemy odpowiedź na pytanie czy Batman nadal jest potrzebny. Dodatkowo całość została narysowana przez świetnego Alana Daviesa.

Dwie ostatnie historie to już współczesne opowiadania, za które odpowiadają scenarzyści nadal aktywnie zajmujący się rozwijaniem mainstreamowych uniwersów – Mark Millar i Devin Grayson. Historia szkockiego scenarzysty z 1996 roku przenosi nas znów w czas świąteczny. Ktoś włamał się do domów najbogatszych ludzi w Gotham, w tym do rezydencji Wayne’ów (ciekawe są słowa Alfreda, który mówi Mrocznemu Rycerzowi, że powinni sobie kupić psa – a przecież parę historii wcześniej widzieliśmy, jak taki zwierzak biega u boku Batmana z maską naciągniętą na pysk). Zniknęły tylko niewielkie rzeczy, jednak wśród nich znalazły się i takie, przez które Batman wywróci miasto do góry nogami, byle tylko je odzyskać. Po raz kolejny powracamy do dziecięcej traumy bohatera. W tym momencie powtarzanie tego motywu zaczęło mnie już nudzić Jednak taki jest urok podstaw definiujących Nietoperza. Na szczęście kolejna historia zajmuje się już diametralnie innym aspektem życia postaci.

„24/7” z 2002 roku przedstawia po prostu dzień z życia Bruce’a Wayne’a. Jego pracę, wolny czas, działalność filantropijną i reakcje ludzi na jego osobę. Jednak, gdy przychodzi noc, dane jest nam poznać szczegóły jego patroli w masce nietoperza i tego, jak dokładnie zajmuje się obroną Gotham City. Batman odzyskuje w tej opowieści trochę z Bruce’a Wayne’a. Pokazuje, że młody playboy nie jest tylko maską, a integralną postacią, która w jakiś sposób wpływa na życie Zamaskowanego Krzyżowca. Dodatkowo czytelnik uświadamia sobie, że Batman nie pojawia się jedynie w chwilach kryzysu. Gotham City to jego słabszy kolega, nad którym czuwa w każdy możliwy sposób.

„Batman: Najlepsze opowieści” to niezwykły album. Wycieczka przez ponad 70 lat istnienia kultowego herosa, która pomaga zrozumieć jego fenomen. Nie są to „najlepsze” opowieści, ale na pewno są znaczące i spełniają swoją rolę – idealnie uzupełniają się jako całość. Jeśli interesujecie się Batmanem, to ta antologia powinna trafić na wasz regał. Jednak polecam ten zbiór również każdemu przeciętnemu czytelnikowi powieści obrazkowych, ponieważ jest idealną lekcją historii na temat amerykańskiego komiksu superbohaterskiego i tego jak zmieniały się rządzące nim trendy. To świetna antologia, która pozwala dobrze bawić się każdemu, kto choć trochę rozumie magię komiksu i ma sentyment do majtek zakładanych na spodnie.

Radosław Pisula

„Batman”: „Najlepsze opowieści”
Tytuł oryginału: „Batman”: „The Greatest Stories Ever Told” vol. 1
Scenariusz: Bill Finger, Frank Robbins, Dennis O’Neil, Steve Englehart, Mike W. Barr, Mark Millar, Devin Grayson
Rysunki: Bob Kane, Dick Giordano, Sheldon Moldoff, Neal Adams, Frank Miller, Dick Sprang, Marshall Rogers, Frank Miller, Alan Davis, Steve Yeowell, Roger Robinson
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Data wydania: 11.07.2012
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania oryginału: 2005
Objętość: 192 strony
Format: 17×26 cm
Oprawa: HC
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie, internet
Cena: 89,90 zł