Język, ideologia i rewolucja w „The Invisibles” Granta Morrisona

JĘZYK, IDEOLOGIA I REWOLUCJA W „THE INVISIBLES” GRANTA MORRISONA

Broń, przemoc i wojna elementem popkultury.

Komiks Granta Morrisona „The Invisibles” posiada konstrukcję fraktala. To znaczy, wszystkie jego fabularne i symboliczne składowe są w jakiś sposób obecne w numerze pierwszym i z niego ewoluują. Niczym rozrastające się fale na zmąconej tafli jeziora, kolejne tematy zataczają coraz obszerniejsze kręgi, ostatecznie jednak nie znikając, lecz powracając do swego źródła. Powtarzalność, repetycja, odrodzenie – ciągły proces jest zaakcentowany od samego początku. Ta wyraźna repetycja pokazuje, iż nie ma nic nowego, z wyjątkiem tego, co zostało zapomniane.

Komiks zaczyna się od stwierdzenia, iż oto wszystko zaczyna się ponownie 1. Ten motyw powtarzalności, ale też retroaktywności jest obecny do samego końca. Wiąże się on z wieloma zagadnieniami zarówno politycznymi, jak i metafizycznymi. U Morrisona te dwa plany są ze sobą tak zespolone, że nie ma żadnego sensu w próbie odseparowania magii od ideologii 2. Zresztą oba opierają się na języku i symbolach.

W pierwszym kadrze w serii widzimy pozostałości nieistniejącej cywilizacji. Na dalszym planie konotuje ona jeden z głównych tematów serii Szkota. Piramida wiąże się z abolicją pisma, a co za tym idzie – języka. Egipcjanie bowiem posługiwali się hieroglifami. Chwilę potem poznajemy jedną z postaci palącą bibliotekę. Usunięcie języka, więzienia, w którym się nieprzerwanie znajdujemy, jest jednym z pierwszych motywów napotkanych w serii. Przyjrzyjmy się językowi w kontekście nie tylko samego komiksu, ale też, na ile jesteśmy w stanie ją uchwycić, rzeczywistości.

Z powodzeniem można użyć klucza, jaki oferuje nam buddyzm. Jest to środek metodologiczny tym stosowniejszy, gdyż Morrison nie waha się samemu wodzić czytelników po meandrach i symbolach różnych religii. Przypomina to pod pewnym względem dzieła Alejandro Jodorowsky’ego, który także nie stronił od religijnych nawiązań, silnie odnosząc się m.in. do buddyzmu.

Język jest postrzegany w nim jako dysfunkcjonalne narzędzie, które ponosi klęskę przy próbie przedstawienia rzeczywistości. Wpędza ludzi w pułapkę intelektu, każąc postrzegać świat za pomocą ograniczonego systemu znaków i dźwięków, zamiast doznawać go takim, jakim jest naprawdę. Pomocy w zrozumieniu tego konkretnego zjawiska dostarczyć może lingwistyka, a dokładniej zagadnienie językowego obrazu świata.

Jak uczy nas etnolingwityska, opis świata znaczeń językowych nie jest tożsamy ze światem rzeczywistym. Jest informacją o jego interpretacji lub też omówieniem światów tworzonych przez mówiącą zbiorowość w sposób czysto intencjonalny. Jest to więc opis „przedmiotów mentalnych”. Amerykański filozof Hilary Putnam pisał: „Przedmiot mentalny, czyli znaczenie, jest wektorem prowadzącym uwagę czytelników języka w stronę rzeczywistości”3.

Znaczenie jest więc nie tylko interpretantem znaku, lecz również przedmiotu (w przypadku, gdy jesteśmy w stanie sprawdzić istnienie tegoż i dokonać porównania). Może być ono także wyobrażeniem przedmiotu (gdy nie mamy pewności co do jego istnienia, lub gdy wiemy, iż on nie istnieje). Nigdy jednak nie może być tożsame z samym przedmiotem.

To subiektywistyczne ujęcie relacji – język a rzeczywistość – przejawia się w dwóch sferach. W kontekście komiksu Granta Morissona ważniejsza jest ta, która twierdzi, iż rzeczywistość widziana jest zawsze oczami nadawcy danej wypowiedzi4. Ujawniona jest ona przez semantykę generatywną, uznającą modalność za nadrzędny predykat wypowiedzi . Innymi słowy, przykładowe zdanie typu: „Dziś świeci słońce.” nie jest określeniem panującego w rzeczywistości stanu, tylko stwierdzeniem nadawcy na temat słońca, jego własnym odczuciem dotyczącym stanu, w jakim ono się teraz znajduje. Podobnie jest z zapytaniem typu: „Czy pójdziemy do kina?”; w tym przypadku mamy do czynienia z nadawcą pragnącym wywołać poprzez swoją wypowiedź określoną odpowiedź odbiorcy.

Jednak, pomimo niejakiej oczywistości tych twierdzeń, nie można zaakceptować ich w odniesieniu do zdroworozsądkowego rozumienia komunikacji językowej. Znaczyłoby to bowiem, iż przedmiotem każdej wypowiedzi są stany mentalne nadawcy, a przecież zdania telewizyjnego prezentera: „Dziś w Krakowie miała miejsce katastrofa lotnicza” nie można uznać za informację o jego stanie mentalnym.

Ową dwoistość można jednak ominąć, gdy uzna się zdania konstatujące za typ wypowiedzi, za zdania, gdzie informacja dotycząca nadawcy jest ukryta, zredukowana. Inaczej natomiast będzie przy wypowiedziach optatywnych (przykładowo: „Niech skończą wreszcie hałasować!”), gdzie wolitywna postawa jest nadrzędna.

Jest to o tyle ważne w kontekście Morrisona, iż nie tylko przyjmuje on punkt widzenia, który zrównuje język z ograniczającym poznanie świata narzędziem nas kontrolującym i zniewalającym. W przeciwieństwie do pozycji większości współczesnych językoznawców, Grant idzie krok dalej, przez co zbliża się do relacji między językiem a rzeczywistością typu weisgerberowskiego humboldtyzmu i neohumboldtyzmu. W tym typie uznaje się między innymi, że język determinuje poznawalność świata, w wyniku czego świat jest niepoznawalny. Ostatecznie więc każdy przedmiot wyrażony w języku staje się, według Weisgerbera, jedynie wyobrażeniowym pojęciem tego przedmiotu.

Dane pali bibliotekę, język po raz pierwszy w serii zostaje niszczony.

Jakąkolwiek byśmy przyjęli pozycję wobec myśli Weisgerbera, to nie sposób nie zgodzić się jednak z podstawowym faktem, iż język interpretuje świat rzeczywisty, a nie przedstawia świat rzeczywisty. Grant uznaje więc, podobnie jak wspomniany przez mnie wcześniej buddyzm, że pozbycie się języka pomoże w doświadczeniu rzeczywistości taką, jaka jest. Rzeczywistość poznawana jest na sposób magiczny, mentalny, duchowy (vide biała kartka, puste odznaki), a nie językowy, a jeśli już, to język przyjąć musi funkcję artystyczną, poetycką. Implikuje to sam fakt poznania prawdy, a co się z tym wiąże, ucieczki przed pułapką wyzyskujących ideologii, spisków, rewolucji, religii, rytuałów etc., z których wszystkie przecież znajdują oparcie w języku. A właśnie drogę ucieczki chcą pokazać Niewidzialni, co otwarcie stwierdza King Mob. Przejdźmy tym tokiem rozumowania krok dalej i spróbujmy odnaleźć tę drogę, która powinna doprowadzić nas do „raju”. Dla Morrisona „raj” w „The Invisibles” faktycznie istnieje. Bynajmniej nie jest realnie istniejącym miejscem, lecz stanem umysłu, co uzasadnia metodę, którą się posługuje.

Jerzy Bartmiński przyporządkowuje obraz świata dwóm terminom: wizja świata (angielskie „view of the world”) i obraz świata (niemieckie „das sprachliche Weltbild”) 5. Jest to o tyle ważne, że poprzez przyjęcie terminu „wizja” implikujemy patrzenie i co za tym idzie, podmiot postrzegający, gdyż ktoś musi widzieć. Wtedy „obraz świata” staje się rezultatem czyjegoś widzenia. Co dalej prowadzi do wniosku, iż w języku postrzeganie świata podlega perspektywicznemu zniekształceniu i nie jest wyrażeniem prawdziwego obiektu. U Granta wiąże się to z wielością wymiarów, czasów, a nawet podstawową różnicą w postrzeganiu świata przez Niewidzialnych, a ich wrogów czy choćby zwykłych ludzi. Gdy zmienia się perspektywa patrzącego, zmienia się całe postrzeganie świata. Jack Frost/Dane, gdy przebywa jeszcze w trakcie rytuału mającego przygotować go do „niewidzialnej” służby, zmienia punkt widzenia, między innymi wtedy, gdy patrzy na świat oczami gołębia. Wtedy jego postrzeganie rzeczywistości ulega ekstremalnemu przekształceniu, zaczyna m.in. dostrzegać fizycznie demoniczność wyzyskującej, zinstytucjonalizowanej religii.

Slavoj Żiżek wysuwał podobne do Bartmińskiego wnioski w kontekście samej prawdy. W swej książce „Kukła i karzeł” pisał o prawdzie, że jest ona nie do poznania, gdyż wciąż podlega perspektywicznemu, subiektywistycznemu zniekształceniu. Innymi słowy, podlega ona widzeniu z perspektywy patrzącego podmiotu, który postrzega za prawdę to, co jemu wydaje się być prawdą. Tym samym sama prawda pozostaje zawsze niepoznana/nierozpoznana.

Niewidzialni dyskutują o swoich poczynaniach w otoczeniu związanym z edukacją, wcześniej ich wrogowie byli kojarzeni z tym otoczeniem.

Prawda czy rzeczywistość jest więc w tym ujęciu niczym innym jak lacanowskim Realnym. Jest to zasadny klucz do komiksu Morrisona, który przeciwstawia prawdę, raj, owo Realne przeciw niewolniczym korporacjom, ideologiom. To właśnie wrogowie Niewidzialnych, korporacje, dziwne, koszmarne istoty, władza, system edukacyjny etc. kontrolują świat, rzeczywistość, poprzez zainfekowanie ludzi swoim językiem, zawartym w massmediach, przemyśle rozrywkowym, szkolnictwie i wszędzie indziej. To właśnie tutaj należy upatrywać początku wtłaczania w konformizm, który każe widzieć świat za pomocą danego podmiotom języka, następnie okaleczając go jeszcze mocniej do swoistej binarnej (u Morrisona) nowomowy, która ma zmienić ludzi w ściśle kontrolowane mechanizmy 6. W lacanizmie możemy to przełożyć na przeciwstawienie Realnego wobec Symboliczno-wyobrażeniowego. Symboliczne jest przestrzenią języka właśnie. Nadaje przez to strukturę naszym doświadczeniom poprzez dostarczenie słów, za pomocą których jesteśmy zmuszeni opisywać świat, siebie samych, tożsamości, które uznajemy za własne.

Symboliczne staje tym samym narzędziem, którym posługują się ideologie. Ideologie u Morrisona zakorzeniły się tak głęboko, że kontrolują wszystkie tożsamości, a my przyjmujemy je jako nasze własne, nie wiedząc, iż jesteśmy zaledwie marionetkami w rękach systemów. Doskonale widać to w kontrowersyjnym numerze „120 Days of Sod All”, gdzie religia, prawo, władza wyzyskują „zagubione dusze” w sposób dosłowny, podążając za fabularnym szablonem dostarczonym przez Markiza de Sade, który to zresztą jest jednym z bohaterów komiksu. Niewidzialni pragną tę kontrolę zniwelować lub przynajmniej ograniczyć. Pokazać sposoby na wyjście z kajdan porządku symbolicznego. Morrison przy tym nie waha się wprost pokazać, że my, czytelnicy, nie jesteśmy wcale różni od wyzyskiwanych w komiksie. Grant czyni to, łamiąc barierę komiks-czytelnik, i każąc kierować słowa postaci do osób trzymających lekturę w rękach, zarzucając im współwinę w niszczeniu świata.

Wrócić należy jednak ponownie do języka. Lacan stwierdza, iż wskazując na ograniczenia języka, na fakt, że język nie jest w stanie wypowiedzieć wszystkiego, powiedzieć całej prawdy, ukazujemy niepełność Symboliczno-wyobrażeniowego. Ukazujemy lukę, która może stanowić dla nas drogę ucieczki do wspomnianego mentalnego raju. Cytując Todda McGowana: „Każda ideologia zawiera w swojej strukturze taki punkt, którego nie jest w stanie wytłumaczyć albo przedstawić. W tym właśnie punkcie ideologia otwiera się na to, co istnieje na zewnątrz” 7. To właśnie między innymi czyni seria pisana przez Szkota, pozwala nam na dostrzeżenie luk i ukazanie niepełności systemów. Według Lacana jednak, całkowite dostrzeżenie Realnego jest niemożliwe, według Niewidzialnych można ujrzeć prawdę i zbudować własny raj. Przynajmniej do pewnego stopnia.

Ponownie więc przypomina się buddyzm. Słynna pusta/biała strona, która symbolizuje wyczyszczenie, zresetowanie umysłu Jacka Frosta/Dane’a, czy przemiana, która zachodzi w postaci Shelley’a, nasuwają silne skojarzenia z satori. „Można je zdefiniować jako intuicyjny wgląd w naturę rzeczy, który stanowi przeciwieństwo logicznego, analitycznego zrozumienia. W praktyce oznacza to odkrycie nowego świata, którego dotychczas nie zauważaliśmy […]” 8. Umysł uwalnia się wtedy od pomieszania i doznaje oświecenia, świat zaś jest widziany inaczej, prawdziwiej.

Dane za chwilę doświadczy satori. Następny kadr to biała/pusta strona.

Grant jednak nie buduje przed nami aż tak pozytywnej(?) wizji. Jego Niewidzialni stanowią bunt przeciw ideologii, zdają sobie sprawę z jej ograniczeń, charakteryzują się głęboką kontestacją zastanego porządku, decydują się z nim otwarcie walczyć. Wpędza to ich jednak w tę samą pułapkę, z której starają się uciec. By walczyć, tworzą własne rytuały, własne hierarchie, w końcu własną ideologię. Morrison już od samego początku rozrzuca w swoim komiksie wskazówki, co do podobieństwa, jakie istnieje między jego bohaterami, a ich adwersarzami. Obie strony związane są z instytucją szkolnictwa (Niewidzialni początkowo spotykają się w klasie), symbolu niwelacji indywidualizmu, obie strony używają rytuałów, nawet ich słowa pełnią podobną funkcję. Również obie strony związane są z popkulturą. Co ciekawe, popkultura jest oczywiście kolejnym z kajdan ludzkości. Za pomocą – ponownie – języka kontroluje miliony osób na całym świecie, zmuszając je do konformizmu. W komiksie media i popkultura są jednymi z narzędzi tych „złych”, wrogów naszej wolności. Już tutaj należy doszukiwać się niemożliwości spełnienia misji Niewidzialnych. Nie dość, że sięgają oni po popkulturowe środki celem uzyskania pomocy, co ukazuje scena inwokacji Johna Lennona, to sam komiks, który daje czytelnikowi możliwość uzyskania dystansu wobec popkultury, jest przecież medium popkulturowym. Nie można uwolnić się spod kontroli, a najwyżej przechodzić z jednego jej źródła do kolejnego. Wszystko, łącznie z wojną, o czym świadczy okładka pierwszego numeru, jest wpisane w total(itar)ny przemysł masowej rozrywki. Grant Morrison zdaje sobie z tego sprawę. Nie jest też zaślepionym nienawiścią przeciwnikiem ideologii, o czym świadczy choćby przyjęcie wyróżnienia z rąk brytyjskiej królowej.

W pierwszym komiksie w serii znajduje się jeszcze jedna ważna sugestia dotycząca misji Niewidzialnych i ich podobieństwa do ich przeciwników. Morrison przywołuje postać Piotra Kropotkina. Na pierwszym planie rozumieć to można jako określenie, że komiks nie będzie cofał się przed tematami politycznymi. Przywołana zostaje książka napisana przez Kropotkina pt. „Pomoc wzajemna jako czynnik rozwojów społeczeństw”. Sugeruje ona, że teoria ewolucji Darwina jest zbyt „zakażona” kapitalistyczną i hierarchiczną myślą, a sukces natury nie wynika z rywalizacji, a ze współpracy. Co jednak ważniejsze, to to, iż Kropotkin był rewolucjonistą, który sprzeciwił się rewolucji bolszewickiej w 1917 roku. Nie wierzył on w rząd, lecz uważał także, że bolszewicy byli grupą polityczną żądną władzy, nieróżniącą się wcale od cara. Widać tutaj wyraźne koligacje z grupą Kinga Moba. Są oni rewolucjonistami, lecz przynoszą kolejną zakażoną myśl. Dlaczego tak się dzieje?

Sięgnijmy po tekst słoweńskiego filozofa i krytyka Tarasa Kermaunera. W 1983 roku napisał on artykuł pod tytułem „X + (-) 11 = ?”. Artykuł ów analizuje działalność, dopiero rozpoczynającej wtedy swoją karierę, grupy multimedialnej Laibach. Czyli kolejnych artystów sięgających po mnogość symboli, w tym symboli religijnych i politycznych. W kontekście niepowodzenia rewolucji, którą rozpoczynają Niewidzialni warto zwrócić uwagę na wiersz „Apologija Laibach”. Zostaje tam przywołany „ołtarz kłamstw” – pozór podporządkowany interesom, ideologii, popkulturze etc. Kermauner komentuje to w kontekście konstatacji poety i awangardzisty Srecki Kosovela, lecz słowa słoweńskiego krytyka również dobrze wpasowują się w interpretację „The Invisibles”. W pewnym momencie King Mob stwierdza, iż nie ma wielu rewolucji, wszystko to jedna wielka, ciągnąca się rewolucja. Nazwać ją można rewolucją wszelkich rewolucji. Idąc tym tropem i odnosząc się do wspomnianej w poprzednim akapicie „kolejnej zakażonej myśli”, należy stwierdzić, iż „rewolucja – zwrot ku światu poza pozorem – nie jest możliwa, bowiem jest – i dopóki jest – planowana tylko w obrębie społeczeństwa, ponieważ społeczeństwo jest już od początku – od Prometeusza i Pandory – węzłem gordyjskim pozoru i prawdy. (…) wprawdzie (…) rewolucja znaczy zmianę społeczeństwa (…) na takie, gdzie wszyscy są sobie równi – z wyzyskującego na sprawiedliwe, z uciskającego na wolne itp., chociaż pozytywne wartości, do których się dąży, są szalenie abstrakcyjne i podczas realnych rewolucji bardzo problematycznie osiągane; to jednak ta (…) za pomocą wojny realizowana zmiana dzieje się na poziomie stosunków produkcyjnych, przenoszenia własności z rąk jednej do rąk drugiej grupy społecznej; najwyraźniej na tym poziomie nie może się nic decydującego zdarzyć. I nie zdarza się” 9.

Postać w komiksie zwraca się do czytelnika, ogłaszając jego współwinę.

To jednak nie wszystko, co świadczy o fiasku rewolucji. Niewidzialni są ruchem dysydenckim w ramach panującej ideologii. A każda ideologia potrzebuje wewnętrznych przeciwników, grupy niezadowolonej z zastanego porządku. Tylko w ten sposób może nadal egzystować, rozwijać się, ewoluować. Oczywiście musi jednak zachować odpowiedni poziom niezadowolenia swoich podmiotów. Zbyt duża niechęć może być niebezpieczna i destrukcyjna, a zbyt mała prowadzi do stagnacji i usychania. W ten sposób Niewidzialni są nieodłącznym elementem ideologii, z którą, jak im się wydaje, walczą. Sprzeciwiając się jej, wypełniają swoją społeczną rolę, będąc zarówno potrzebnym wrogiem, jak i wewnętrzną siłą odnawiającą soki życiowe ideologii. System jest tak sprytny i tak wszechobecny poprzez media, kulturę masową, edukację, rozrywkę, iż nie da się z niego wyzwolić realnie. Innymi słowy: wolność jest iluzją fałszywych rewolucjonistów.

W ten sposób pozostaje jedynie wewnętrzna wolność mentalna. Jest to tym cięższe do zaakceptowania podczas lektury, iż za pomocą odwołań do metafizyki, magii, Morrison pokazuje nam prawdę, wymiar poza zastaną, sfalsyfikowaną rzeczywistością niemal na wyciągnięcie ręki. Niestety, ów wymiar tam tylko pozostaje.

Sprawia to, iż Morrison, który nie boi się zwracać do czytelnika bezpośrednio, zmusza go także do przyjęcia roli podmiotu pragnącego (bardziej niż zwykle). Grant pokazuje nam, jak każdy dobry artysta, że nie jesteśmy wolni, że nie ma wolności, lecz jednocześnie zachęca do walki o wolność, każe być świadomym odbiorcą mediów i popkultury. Każe świadomie egzystować w ramach ideologii, widząc jej ograniczenia i luki. Gdyż tylko one zbliżają do niemożliwego wyzwolenia.

Co według Morrisona wcale nie jest czymś złym. System naprawia się sam, niezależnie, jak bardzo ideologia nas ogranicza, zawsze rzeczywistość, świat, Realne za pomocą ludzi, wydarzeń etc. nie pozwoli, by wolność została całkowicie stłamszona. Wręcz przeciwnie, wszystko rozwija się w dobrym kierunku. Oby ta wizja była czymś więcej aniżeli tylko komiksową fikcją.

Mateusz R. Orzech

1 „And so we return and begin again.”
2 W ostatnim numerze serii pojawia stwierdzenie: „Nie ma różnicy między przeznaczeniem, a wolną wolą”.
3 Cytat za: Jerzy Bartmiński, „Czym zajmuje się etnolingwistyka? [w:] Stereotypy mieszkają w języku. Studia etnolingwistyczne”, Lublin 2007, s. 34.
4 Zob. więcej na ten temat: „Językowy obraz świata”, pod red. Jerzego Bartmińskiego, Lublin 1999.
5 Tamże.
6 Przypomina się tekst utworu „Perspektive” grupy Laibach: „Rytm disco, jako regularna powtarzalność, jest najczystszą/najbardziej radykalną formą militarnie zorganizowanej rytmiczności stechnicyzowanej produkcji i najbardziej odpowiednim znaczeniem manipulacji mediów. Jako archetypiczna, strukturalna podstawa kolektywnej nieświadomości w pracowniku, masie, stymuluje automatyczny mechanizm i nadaje kształt industrializacji świadomości, co jest konieczne w logice masywnej – totalitarnej industrialnej produkcji.”
7 Todd McGowan, „Realne spojrzenie.Teoria filmu po Lacanie”, tłum. Kuba Mikurda, Warszawa 2008, s. 19.
8 Alejandro Jodorowsky, „Mistrz i czarownice”, tłum. Maciej Lorenc i Dariusz Misiuna, Warszawa 2011, s. 174.
9 Taras Kermauner, X + (-) 11 = ?, tłum. Jolanta Groo-Kozak, [w:] „Ausstellung Laibach Kunst. Rekapitulacja” 2009, Łódź 2010, s. 46.

,