Reinventing Comics

REINVENTING COMICS


222x300

Kiedy wydaje się, że o komiksie napisano i powiedziano już wszystko, na scenę wkracza Scott McCloud i pokazuje, że kilka interesujących wątków można jeszcze do dyskusji dołożyć. Niestety, nie wszystko, o czym pisze, wynika wprost z doświadczeń utalentowanego artysty, część idei zawartych w książce to jego własne przewidywania i pomysły, które chwilami przybierają postać oderwanego od rzeczywistości fantazjowania. Niemniej, przyjemnie się w tych jego fantazjach zanurzyć.

WINDMILLS AND GIANTS

Autor buduje swoją książkę wokół dwunastu postulowanych rewolucji w branży komiksowej, sięgających właściwie wszystkich obszarów komiksowego świata, począwszy od tematyki i procesu twórczego, przez kontakt z czytelnikiem i percepcję gatunku, dystrybucję i współpracę z wydawcą, aż do przewidywanej rewolucji technologicznej XXI wieku.

Większość jego propozycji to takie pozytywistyczne marzycielstwo, które jest jednak podbudowane solidną wiedzą o branży i historii komiksu (głównie w rodzimej Ameryce, do czego wielokrotnie się przyznaje). Tezy stawiane w pierwszej części przez McClouda dość dobrze budują obraz komiksu jako gatunku sztuki, wciąż walczącego o swoje miejsce w sercach krytyków, ale też przedstawiają twórcę komiksowego jako autonomiczną jednostkę świadomą swoich możliwości i kierunku rozwoju.

Autor dość prowokacyjnie zachęca do polemiki, ale trudno znaleźć mi w tej publikacji jakąś tezę do zaatakowania. Wydaje się, że McCloud zajął dość bezpieczne pozycje, a kiedy zaczyna balansować na granicy kontrowersji (np. pisząc o kodeksie komiksowym), wielokrotnie zaznacza, że on właściwie się ze swoimi (wyobrażonymi) polemistami zgadza, jednakże pragnie zwrócić uwagę, itd. Chwilami aż chciałoby się znaleźć więcej mięsa w tej książce, jakiegoś odważnego postulatu, pogrożenia pięścią przeciwnikom – nic z tych rzeczy. Taki jest już styl „Reinventing Comics”.

Jedna teza z pierwszej (analogowej) części publikacji, z którą jakoś od biedy bym polemizował (bo jakoś bez sensu mi pisać o tym, że się ze wszystkim w zasadzie zgadzam), to sformułowanie, z którego w zasadzie wynika, że jakieś immanentne cechy literatury i malarstwa występujące w komiksie mają ocalić ludzkość od jakiegoś niezidentyfikowanego ponurego losu. Brzmi to dość dziwacznie, więc zacytuję cały fragment (jak ktoś nie lubi cytatów, może to spokojnie pominąć):

„The trappings and labels of high art and literature may be a sham, but both ideals harbor real power under their masks. One is our best hope of understanding ourselves and our world — the other, our best hope of understanding our potential. In a world as screwed-up as this one, that kind of knowledge may be our last hedge against a bleak dead end. To trust it exclusively to the massive committee-led, bottom-line-driven feedback loop of a single popular form would be a terrible mistake(pogrubienia McClouda).

Powtórzę – to największa kontrowersja tej pozycji, przynajmniej w moim odczuciu, ale na moment jeszcze przy niej zostanę. Rozpoczynając od tych „prawdziwych mocy” przypisywanych literaturze i malarstwu – czy bez odpowiedniego obrazka jesteście w stanie odgadnąć, której ze sztuk autor przypisuje, którą z tych potęg? Już nawet pomijając fakt, że opiera się on na dość słabych i nieuzasadnionych założeniach, dorzucając jeszcze banał o zgniłym świecie, w jakim żyjemy, w jaki sposób uświadomienie sobie naszego potencjału pomoże nam w przypadku zagłady? A jeśli nawet by tak było – czy nie prościej odwoływać się bezpośrednio do wyjściowych mediów, gwarantujących nam tę wiedzę, niż do ich amalgamatu o niepotwierdzonej możliwości przekazywania tych prawd? Wreszcie, jeśli nawet uznamy (czego ja, pomimo sympatii dla komiksu nie zrobię), że rzeczywiście w jakiś niezrozumiały sposób forma komiksu jest tą właśnie najlepiej przygotowującą odbiorcę na zetknięcie z niebezpiecznym światem, to czytanie komiksu z tego właśnie powodu byłoby jego ostatecznym pogrzebaniem jako gatunku służącego zwyczajnej rozrywce. Innymi słowy – ta myśl McClouda, mimo że ładna i dla komiksu bardzo pochlebna, nawet dla miłośnika tej formy jest trudna do przełknięcia.

Widzę za to inny, bardziej przemawiający do mnie sposób, by komiksu jako formy wypowiedzi bronić. Jeśli McCloud mówi: czytaj i dbaj o komiks, bo bez niego pozostaniesz bezbronny wobec zagrożeń – mogę tylko wzruszyć ramionami – nie o to tu chodzi tak naprawdę. Uczciwiej byłoby powiedzieć, że na świecie jest wielu artystów, którzy porozumiewają się ze światem za pomocą komiksu. Jeśli odetnę się od tej formy twórczej, pozbawię się możliwości zapoznania się z ich ideami, a ich pozbawię możliwości dotarcia do mnie (ale tak naprawdę chodzi o każdego) z ważnym być może przesłaniem. Promocja komiksu nie służy tak naprawdę czytelnikowi (który może sięgnąć po każde inne medium), ale tym twórcom, którzy do komiksu są ograniczeni (z wyboru, bądź z konieczności).

Autor nie ogranicza się jednak do przedstawienia swoich poglądów – bardzo ciekawie i wyczerpująco przedstawia historię komiksu w USA oraz najważniejszych autorów i ich dzieła. Jest to o tyle ciekawe, że wiele z nich jest już w Polsce znana, a te pozostałe są popularne w wersjach oryginalnych. Tak więc pierwszą część „Reinventing Comics” czyta się znakomicie, a jeśli jest miejscami zbyt entuzjastyczna, to przecież nie jest to wada, tylko sposób postrzegania gatunku przez autora.

CATCHING A WAVE

Dochodzimy jednak do części drugiej (cyfrowej) zatytułowanej „Catching a Wave”. Jeśli ktoś próbował surfować, to wie, że kluczem do sukcesu jest „złapanie fali”, czyli nabranie odpowiedniej prędkości i wskoczenie na deskę we właściwym momencie, aby dalej przemieszczać się już razem z przetaczającą się wodą. Autor sugeruje, że aby przetrwać, komiks musi wskoczyć na tę falę popularności mediów cyfrowych i w pełni wykorzystać ich potencjał.

Tutaj już opinii do polemiki można by wybrać bez liku. Nie ma jednak sensu zarzucać autorowi książki napisanej ponad dekadę temu, że nie przewidział kierunku rozwoju komiksu sieciowego, bo – po pierwsze – nikt nie przewidział żadnego kierunku, w którym pójdzie Internet, kilku osobom udało się szczęśliwie zarobić na nim pieniądze i to wszystko; po drugie – te wszystkie wizje roztaczane przez autora mogą się jeszcze spełnić w przyszłości, choć moim zdaniem tak się nie stanie. Dlaczego?

Scott McCloud jest według mnie najbliżej prawdy (ale powtórzę – nikt nie przewidzi, dokąd pójdzie Internet, ja na pewno też nie), kiedy mówi:

„To keep true to the simplicity of the temporal map, it may be necessary to eliminate the kind of autonomous sound and motion found in traditional multimedia”.

Tylko że on to pisze jako początek zdania wprowadzającego do podkreślenia roli interaktywności, a duży fragment tej części książki opowiada o możliwościach, jakie dają w teorii cyfrowe komiksy.

I tutaj dochodzimy do tego, dlaczego tego rodzaju komiksy nie zdobyły popularności (bo przecież istniały, w sieci i na CD-ROM-ach). Komiks multimedialny nie znajdzie nigdy szerokiego uznania, bo jest zaprzeczeniem nie tylko idei komiksu, ale w ogóle idei jakiejkolwiek formy sztuki (lub przynajmniej tych form sztuki, które bazują na narracji).

Kiedy czytam książkę, oglądam film, przedstawienie teatralne, odbieram słuchowisko radiowe – nie koncentruje się na formie, tylko na fabule. Każdy zabieg formalny powinien służyć tylko zwiększeniu realności ukazywanego świata (są wyjątki, ale dość ekstrawaganckie, więc nie będę ich przywoływał). Dlatego komiks ruszający się, grający, interaktywny – on się nigdy nie przyjmie, bo czytając go, co chwila będziemy wyrywani ze świata jego bohaterów do świata, w którym czytamy komiks, a on zaczyna mrugać i piszczeć. Teraz – aby tak dopracować te multimedialne elementy, aby odbiorca przyjmował je naturalnie, bez wynurzania się ze świata fabuły – to będzie prawdziwe wyzwanie komiksu cyfrowego, po którym nie wiem nawet, czy będzie on jeszcze komiksem. A poświęcać czas na medium, które nie istnieje i być może nigdy nie będzie istnieć, to już coś nad czym zupełnie nie ma sensu spędzać czasu w sobotni wieczór, więc kończę niniejszą recenzję i życzę czytelnikom miłego weekendu.

Arek Królak

„Reinventing Comics: How Imagination and Technology Are Revolutionizing an Art Form”
Autor: Scott McCloud
Liczba stron: 256
Data wydania: 2000