Somnambule

SOMNAMBULE


222x300

Anke Feuchtenberger to jedna z najważniejszych przedstawicielek komiksu kobiecego w Europie. Urodzona w Berlinie Wschodnim w 1963r., jeszcze przed upadkiem muru berlińskiego działała w opozycyjnej grupie artystycznej tworząc antyrządowe murale. Obecnie jest profesorem Hochschule für Angewandte Wissenschaften w Hamburgu, gdzie prowadzi warsztaty ilustracji i komiksu (do jej wychowanków należą m.in. znani w Polsce z wydawnictw Kultury Gniewu Arne Belstrof oraz Sascha Hommer). Feuchtenberger ma na swym koncie prawie dwadzieścia albumów, ponadto zajmuje się malarstwem, ilustracją, projektowaniem kostiumów i lalek. Jest także współtwórczynią ważnej kobiecej antologii komiksu, zatytułowanej „Echolot”.

„Somnambule” to jeden z jej najważniejszych albumów. Tytuł odwołuje się wprost do zjawiska somnambulizmu, czyli zaburzenia pracy układu nerwowego, zwanego potocznie lunatyzmem. Tytuł ten nie jest przypadkowy – jak zdradza w zamieszczonym na końcu albumu wywiadzie sama autorka, cierpiała ona na to zaburzenie do 25 roku życia, teraz zaś dotyka ono jej syna.

Tym samym już od początku trafiamy w sferę marzeń sennych i nie opuszczamy jej do samego końca. Poetyka snu, fantasmagoryzm, oniryzm, symbolizm to narzędzia którymi autorka buduje swoje opowieści. Po ich lekturze nie będzie żadną niespodzianą fakt, że Feuchtenberger wykreowała „Somnambule” nie według gotowego scenariusza czy choćby koncepcji, lecz dając się ponieść swobodnym skojarzeniom.

Album składa się z kilku nowelek nie oddzielonych właściwie w żaden sposób od siebie. W ten sposób album nawet formalnie zdaje się naśladować strukturę marzeń sennych. Choć często może nam się wydawać, że nic nam się nie śni, to jest to tylko złudzenie. W rzeczywistości każdy z nas jednej nocy doświadcza od 4 do 6 snów w ciągu jeden za drugim; po prostu zapamiętujemy tylko te, które nawiedzają nas tuż przed przebudzeniem.

Choć „Somnambule” wydaje się ciągiem obrazów wygenerowanych przez nieskrępowaną wyobraźnie autorki bez użycia intelektualnej obróbki, to przyglądając się uważniej można dostrzec pewne charakterystyczne, powtarzające się elementy. Pierwszym z nich jest motyw odrywającej się od tułowia i egzystującej niezależnie od reszty ciała głowy. Mając na względzie tytuł komiksu nietrudno zgadnąć, iż chodzi o symboliczne przedstawienie ciała lunatykującego – działającego w oderwaniu od kontroli umysłu. Jest tu jednak coś więcej – dla Feuchtenberger stan lunatykowania to w pewnym sensie stan sięgania do głębi siebie, swoich instynktów i nieuświadomionych popędów.

Drugim powtarzającym się szczegółem jest portretowanie kobiecych bohaterek jako zwierzątka. Zabieg ten podkreślać ma, że człowiekiem (a więc również kobietą) rządzą instynkty, pierwotne, niemal zwierzęce mechanizmy.

Trzecim kluczowym elementem „Somnambule” jest wszechobecna kobieca seksualność, nierozerwalnie zresztą kulturowo powiązana z nocą. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak niemal od początków ludzkiej cywilizacji noc i księżyc wiązane są z kobiecością poprzez proste skojarzenie cyklu księżycowego z cyklem menstruacyjnym kobiety. Komiks aż roi się więc od seksualnych symboli czy skojarzeń. Nie ma on jednak w żadnym razie charakteru erotycznego, podkreśla jedynie znaczenie, jakie sfera seksualna odgrywa w życiu człowieka. Co istotne, znaczenie to według niemieckiej artystki nie jest jednoznaczne – erotyka budzi fascynację, wiąże się z uczuciem uniesienia, spełnienia, ale może nieść ze sobą również niepokój czy rozczarowanie.

W dołączonym do albumu wywiadzie Feuchtenberger proponuje, aby nie interpretować jej komiksów, nie wiem jednak czy nie jest to pewna kokieteria. Owszem, nawet nie wgłębiając się w semantykę łatwo dać się ponieść sekwencjom jej rysunków, wydaje się jednak, że album sporo zyskuje jeśli spróbujemy odczytać zawartą w nich symbolikę. Tym bardziej, że Freud i Jung mieliby tutaj świetny materiał do swoich analiz sennych marzeń.

Tak jest na przykład w historyjce „Marzec nastał w muzeum”, która najbardziej przypadła mi do gustu. Opowiada ona o dziewczynie, która budzi się ze snu i gnana niepokojem przemierza niekończące się schody ogromnego domu, aby odkryć otwarte drzwi. Dziewczyna próbuje za wszelką cenę zamknąć drzwi, jednak cokolwiek by nie zrobiła, drzwi ciągle się otwierają. Umiejętnie korzystając z języka komiksu Feuchtenberger sugestywnie buduje tutaj atmosferę sennego koszmaru (chyba każdy z nas przeżył choć raz podobny sen); jeśli jednak sięgniemy do opracowanej przez Junga symboliki (gdzie drzwi obrazują kobiece narządy płciowe) nowelka zmienia się w piękną metaforę lęku przed dojrzałą kobiecością (seksualnością? macierzyństwem?).

Z racji zawodu mam słabość do artystów tworzących metodą „strumienia świadomości”; ich dzieła są dla psychologa prawdziwą kopalnią znaczeń. Mogę jednak śmiało polecić „Somnambule” każdemu czytelnikowi szukającemu niekonwencjonalnego, fantasmagorycznego komiksu, którego wymowę odnaleźć trzeba samemu.

Michał Siromski

„Somnambule”
Tytuł oryginału: „Somnambule”
Scenariusz: Anke Feuchtenberger
Rysunki: Anke Feuchtenberger
Tusz: Anke Feuchtenberger
Tłumaczenie: Anna Biskupska
Wydawca: centrala
Data wydania: 2012
Wydawca oryginału: Jochen Enterprises
Data wydania oryginału: 1998
Objętość: 128 stron
Format: 180×230 mm
Oprawa: SC ze skrzydełkami
Papier: kreda
Druk: czarno-biały
Dystrybucja: księgarnie/internet
Cena: 34,90 zł