Superman Adventures

SUPERMAN ADVENTURES SCOTTA MCCLOUDA


222x300

Jest wielu szeroko znanych herosów. Batman, Spider-Man ze swym specyficznym poczuciem humoru, patriotyczny i nieustraszony Captain America… można wymienić wielu, każdy mający właściwe tylko sobie cechy. Jednak żaden z nich nie uosabia sobą słowa „superbohater” tak mocno jak Superman.

Nieustająca popularność i uniwersalna rozpoznawalność Człowieka ze Stali spowodowała (i jest podtrzymana przez) mnóstwo ujęć jego postaci. Jednym z bardziej znanych jest serial animowany „Superman: The Animated Series”. Serial, toczący się w tym samym uniwersum co „Batman: TAS”, czerpał dużo nie tylko ze współczesnej interpretacji Supermana, ale też ze Srebrnej Ery komiksu. Na podstawie tego serialu powstał komiks „Superman: Adventures”. Jest to nie tyle adaptacja, ile kontynuacja serialowych wątków z dodaniem nowych, właściwych tylko tej historii obrazkowej, jak np. z niepojawiającym się na srebrnym ekranie Generałem Zod. Komiks był wydawany w latach 1996-2002 . Zeszyty 2- 12 zostały napisane przez Scotta McClouda i stanowią dobre wprowadzenie do owej serii.

Brak w tych zeszytach jakiejś przewodniej nici fabularnej, run McClouda składa się z jedno-/dwuzeszytowych zamkniętych przygód Clarka Kenta. Nie jest to jednak wadą – dzięki temu nie ma opowieści, która byłaby nadmiernie przegadana, czy wprowadzała mnóstwo ważnych tylko dla niej bohaterów. Każda historia koncentruje się tylko na tym, co najważniejsze, i to rozwija w sposób mistrzowski. Co prawda przedłużenie historii o chłopcu-fanie Lexa Luthora wyszłoby tylko na dobre, ale tylko w niej czuć pewną dozę zmarnowanego potencjału.

Fabuła posiada za to znacznie większą wadę – zbytnie powiązanie z serialem animowanym. Większa część runu rozwija historie opowiedziane w „Superman: TAS”. Co prawda, można je czytać bez oglądnięcia serialu, ale by w pełni czerpać radość z lektury, należałoby to zrobić. Bez tego czujemy się, jakby zmuszono nas do lektury książki od środka – nie znamy zbyt dobrze bohaterów i złoczyńców, których cechy i działania są traktowane jako już znane, oczywiste i dawno wyjaśnione. Dopiero końcowe zeszyty odchodzą od tego schematu, zamieniając komiks na oryginalne, własne historie, które czyta się ze znacznie większą przyjemnością. Dzięki temu zaciekawienie opowiadanymi wydarzeniami znacznie wzrasta. Mając wszystkie potrzebne nam informacje przed sobą, możemy wreszcie w pełni oddać się czerpaniu przyjemności z lektury.

Same historie są interesujące i godne uwagi. Mają w sobie posmak czystego heroizmu i pewnej prostoty, cechujących komiksy sprzed współczesnej ery, ale jednocześnie brak im nadmiernego kiczu i campowości, cechujących opowieści o Człowieku ze Stali ze Srebrnej Ery. Prostota nie oznacza jednak braku oryginalności, pojawiają się wcześniej niespotykane pomysły i lekkie zabawy z konwencją. Szczególnie warte uwagi są: wspomniana już historia chłopca, dla którego Lex Luthor jest idolem i pojawienie się Mr Mxyzptlka, gdzie kpina karzełka pozwala obserwować ciekawy łańcuch przyczyn i skutków. Choć seria jest kierowana raczej do młodego czytelnika i widza serialu, to jednak miłośnik komiksu w każdym wieku może zostać porwany historiami takimi jak te. Przeciwnicy Supermana są przedstawieni dobrze i intrygująco, są obdarzeni jakąś osobowością i celami, a nie stanowią tylko narzędzie narracyjne. Także sprzymierzeńcy i sojusznicy Clarka Kenta budzą sympatię, najbardziej godne uwagi są zachowanie i czyny Louis Lane w ostatniej opowieści runu. Bohaterstwo to cecha, którą ma w sobie nie tylko Superman.

Prostota jest widoczna również w kresce. Styl rysunku jest wyraźnie wzorowany na serialowym. Proste kostiumy i brak nadmiernej ilości szczegółów nie przeszkadzają jednak, a dobrze zgrywają się z ogólnym tonem przygód. Wszystko jest jasne i miłe, przyjemne dla oka, tak jak same opowieści. Najbardziej godne uwagi jest samo Metropolis, które wygląda tak wspaniale, że sam z przyjemnością bym w nim zamieszkał, choć dość niepokojący, przynajmniej dla mnie, wygląd Toymana też jest godny uwagi. Jednak te dwa szczególnie mocne punkty nie są wyłącznie zasługą artystów, gdyż, jak cała strona wizualna, zostały żywcem przeniesione ze srebrnego ekranu. Artyści jedynie stworzyli komiksową wersję tych obrazów, ale to zadanie wykonali doskonale.

„Superman Adventures” Scotta McClouda jest czymś, co poleciłbym każdemu fanowi Kal-Ela. Dobre fabuły, przyjemne dla oka kadry, ciekawe postacie – to wszystko sprawia, że lektura tych jedenastu zeszytów upływa bardzo przyjemnie. Jednak przed lekturą warto zrobić sobie powtórkę z pierwszego sezonu „Superman : TAS”. Bez tego łatwo o pewną dezorientację.

Bartosz Spytkowski

„Superman Adventures” #2-12
Scenariusz:Scott McCloud
Rysunki: Rick Burchett, Bret Blevins, Mike Manley
Tusz: Terry Autsin
Kolory: Marie Severin
Liternictwo: Lois Buhalis
Wydawca: DC
Data Wydania: grudzień 1996 – październik 1997
Druk: kolorowy
Oprawa: miękka
Cena: 11 x $1.75

,