Wiktor i Winszu

WIKTOR I WINSZU


222x300

Od wielu lat niekwestionowanym liderem wydawania w Polsce komiksu niezależnego jest Kultura Gniewu. Trudno jednak nie zauważyć, że przodownictwo to jest ostatnio coraz bardziej zagrożone, a to za sprawą dynamicznie rozwijającej się działalności Centrali, która notabene nie ogranicza się tylko i wyłącznie do wydawania komiksów, ale wykazuje także wiele inicjatyw „okołokomiksowych”.

Jedną z nich jest festiwal „Ligatura” i konkurs „Ligatura Pitching”. Wspominam o tym nie przypadkowo, gdyż kontynuacja komiksu „Wiktor i Wisznu” holenderskiego rysownika Jeroena Funke zdobyła w zeszłorocznym konkursie II nagrodę. Czy wyróżnienie przyznano zasłużenie przekonamy się za rok, teraz za to mamy okazję poznać wcześniejsze przygody tytułowej dwójki.

Już od pierwszych kadrów łatwo zorientować się z jakiego rodzaju komiksem mamy do czynienia: kreskówkowy rysunek, odjechanie pomysły i purnonsensowy humor to coś, w czym szalony Holender czuje się wyśmienicie.

Album składa się z 4 nowelek; każda z nich liczy 24 stron i zastała zrealizowana w ramach edycji akcji „24 Hour Comics Day”. Fakt ten świadczy tylko o skali talentu Funke. Być może mając więcej czasu bardziej dopracowałby poszczególne opowieści, ale z drugiej strony „Wiktor i Wisznu” bije na głowę wszystkie znane mi powstałe w ten sposób komiksy. Zresztą taki sposób tworzenia zdaje się idealnie pasować do charakteru twórczości Funke – pozwala mu popuścić w sposób nieskrępowany wodze fantazji i szybko, bez zbędnego kombinowania utrwalać efekt na papierze.

Funke wydaje się tworzyć na zasadzie „minimum treści – maksimum zabawy”: dostarcza czytelnikowi tylko tyle informacji, ile konieczne jest do śledzenia wydarzeń. Mamy więc dwójkę tytułowych bohaterów, ale nie wiemy ani kim są (ciężko nawet określić ich tożsamość „gatunkową” – ten większy to jakby pso-niedźwiedź, ten mniejszy zaś to skrzyżowanie kaczki z małpą), ani co robią, ani nawet, który z nich to Wiktor a który Wisznu (przy okazji mały teścik psychologiczny: kto z Was pomyślał, że Wiktor to ten mały? Nikt? Czy to nie dziwne?). W zasadzie wiadomo tylko tyle, że obaj spędzają ze sobą dużo czasu i że łączy ich swego rodzaju przekorna przyjaźń. I już, to wszystko, żadnych danych o świecie przedstawionym. Nic więcej po prostu nie potrzeba do śledzenie ich przygód.

Powiedzieć, że te przygody są szalone to nic nie powiedzieć. To prawdziwa feria kuriozalnych pomysłów, które na trzeźwo nie mają prawa nikomu przyjść do głowy. Holendrowi najwyraźniej przychodzą i widać, że świetnie czuje się w tego typu stylistyce. Celowo nie streszczam fabuły, gdyż mógłbym tylko popsuć zabawę – najlepiej wiedzieć jak najmniej, żeby na własnej skórze doświadczyć zaskakujących, ekstrawaganckich pomysłów autora. Dodam jedynie na zachętę, że gdzieś pomiędzy kadrami czuć wyraźnie ducha Lewisa Trondheima, serialu „Happy Tree Friends” czy nawet przygód Wallace’a i Gromita.

Jak wspomniałem, Funke operuje grubą, cartoonową krechą. Osobiście nie przepadam za tego typu grafiką, nie mogę jednak nie docenić dynamizmu, klarowności, a przede wszystkim komunikatywności rysunków. Jest to istne o tyle, że mamy tutaj do czynienia z komiksem niemym, a więc wszystkie informacje potrzebne do śledzenia fabuły muszą wprost wynikać z sekwencji poszczególnych obrazów.

„Wiktor i Wisznu” to nieskrępowana zabawa komiksem, po lekturze której nic głębszego w głowie nie pozostaje. Dla jednych będzie to wada, dla innych – wręcz przeciwnie. Ja ze swej strony polecam, zaś fanom tego tylu myślenia o komiksie oraz miłośnikom Trondheima (których jak się okazało jest w Polsce nie mało) jako lekturę wręcz obowiązkową.

Michał Siromski

„Wiktor i Wisznu”
Tytuł oryginału: „Victor & Vishnu – Text free”
Scenariusz: Jeroen Funke
Rysunki: Jeroen Funke
Tusz: Jeroen Funke
Wydawca: Centrala
Data wydania: 2012
Wydawca oryginału: Catullus
Data wydania oryginału: 2010
Objętość: 112
Format: 165×220 mm
Oprawa: miękka z skrzydełkami
Papier: offsetowy
Druk: czarno-biały
Dystrybucja: księgarnie/internet etc.
Cena: 24,90 zł