Batman: Nawiedzony Rycerz

BATMAN: NAWIEDZONY RYCERZ


222x300

Halloween – noc strachu, której towarzyszy festiwal upiornych masek, nadarzająca się najbardziej ponurą, bo jesienną porą – z żadną inną komiksową postacią nie da się jej powiązać równie naturalnie, jak z Batmanem. Mroczny Rycerz zdaje się wyrastać z tego samego rdzenia, co „święto duchów”, będąc zarówno wyłaniającym się z nocy straszydłem, jak i nieustannie nękaną przez upiory przeszłości ofiarą nawiedzenia. Z podobnej gliny ulepieni są jego najgroźniejsi wrogowie, w których szaleństwie kłębi się iście halloweenowa mieszanina niewinnej zabawy i grozy: Joker, Strach na Wróble, Szalony Kapelusznik, Pingwin…

Genialny w swej oczywistości pomysł, polegający na osadzeniu postaci Człowieka-nietoperza w kontekście Święta Duchów, prędzej czy później musiał znaleźć swojego autora. Do halloweenowej czy też karnawałowej symbiozy groteski i horroru, nawiązywał już pośrednio Tim Burton w swoich filmach o Batmanie. Ale dopiero Jeph Loeb i Tim Sale wykazali, ze wszystkimi konsekwencjami, zasadność kojarzenia postaci mrocznego obrońcy Gotham z nocą upiorów. Jeszcze przed „Long Halloween”, jednym z największych „batmanowych” arcydzieł, stworzyli wspólnie „Nawiedzonego Rycerza” – antologię kilku opowieści rozgrywających się owej szczególnej nocy, w oryginalnym tytule wykorzystującej homonimiczność angielskich wyrazów „knight” i „night”. „To ja jestem nocą” – przedstawił się kiedyś Batman w nowelizacji filmu Burtona napisanej przez Craiga Shawa Gardnera (czy ktoś jeszcze pamięta tę sympatyczną książeczkę?) i taka konstatacja mogłaby z powodzeniem posłużyć za motto owego zbioru.

We wszystkich opowiedzianych tutaj historiach noc Halloween jest zwierciadłem postawionym przed duszą Bruce’a Wayne’a; – zwierciadłem, w którym przeglądają się jego największe lęki i niespełnione pragnienia. Nie mogło przy tym zabraknąć gothamskiego księcia strachu, czyli Scarecrowe’a, jakkolwiek jego występ w pierwszej noweli stanowi zaledwie dopełnienie istotniejszego wątku. Chodzi o brak życiowej partnerki w życiu Bruce’a Wayne’a i zawiedzionej nadziei na wypełnienie tego braku. W kolejnej historii pojawia się Szalony Kapelusznik – przeciwnik szczególny, gdyż swą osobą budzi on w bohaterze bolesne wspomnienie ulubionej książki, którą w dzieciństwie czytała mu przed śmiercią matka – „Alicji w Krainie Czarów” (rola powieści Carrolla w narodzinach Człowieka-nietoperza zyskała na doniosłości dzięki „Powrotowi Mrocznego Rycerza” Franka Millera, gdzie mały Bruce odkrywał Jaskinię Nietoperza wpadając do niej niczym Alicja w pogoni za królikiem). Nowela ta przypomina nieco „Zabójczy żart” z taką różnicą, że tym razem to Kapelusznik, a nie Joker, porywa nastoletnią Barbarę Gordon a ratunkowej akcji Batmana towarzyszą (który to już raz?) retrospektywy ukazujące śmierć rodziców, z podkreśleniem sentymentów związanych z książką o „Alicji”. W ostatniej opowieści Batman odbywa małe starcie z Pingwinem, który w wigilię Halloween ośmielił się brutalnie wtargnąć na przyjęcie u Bruce’a Wayne’a. Po spraniu łotra bohater udaje się na spoczynek, co jednak niezbyt mu wychodzi, gdyż pod wpływem wypitego ponczu zaczynają go nawiedzać koszmary. Właściwie są to halloweenowe duchy, przybierające postaci ojca, Poison Ivy oraz Jokera, a faktycznie uosabiające jego spychane do podświadomości demony.

Batman ze swą podwójną osobowością, zakorzenioną w dzieciństwie obsesją, kompleksem braku matki i otaczającą go intrygującą symboliką, bardziej niż którykolwiek inny super-bohater podatny jest na interpretacje psychoanalityczne. Loeb i Sale idą w „Nawiedzonym Rycerzu” owym freudowskim torem, którym podążali Morrison i McKean w „Arkham Asylum”, Moore i Bolland w „Zabójczym żarcie” a także poniekąd Tim Burton w swoich filmach o Batmanie. Odcinają się od realistycznej szkoły Millera, która później zainspirowała filmy Nolana, stawiając w zamian na mgliste, nasączone symboliką wizjonerstwo. Scenariusze opowiedzianych tu historii są anegdotyczne, niespójne, i fabularnie nawet się nie umywają do późniejszego „Long Halloween” tej samej spółki – dopełnione jednak sugestywnymi, skąpanymi w mroku ilustracjami Sale’a, przypominają senne majaki. Na upartego styl tego rysownika można określić jako udaną syntezę gotyckiego mroku Mignoli z enklawą czasową Bruce’a Timma – twórcy projektów plastycznych do animowanego serialu o Batmanie z lat 90. „Nawiedzony Rycerz” powstał dla serii wydawniczej „Legends of the Dark Knights”, prezentującej przygody Batmana z pierwszych lat jego działalności jako obrońcy Gotham – ale kiedy te „pierwsze lata” miały miejsce? U Sale’a, podobnie jak u Timma (a jeszcze wcześniej w filmach Burtona) jest to kompromis między latami czterdziestymi, gdy ukazywały się pierwsze komiksy z Batmanem, a czasami współczesnymi. Ubiory i sceneria odpowiadają dawnym filmom noir, choć drobne szczegóły, jak jedna z postaci wymieniająca w dialogu Harrisona Forda, sugerują, iż muszą to być co najmniej lata 70. Zakochany Bruce Wayne zabiera dziewczynę na wyprawę powozem, wizualnie jesteśmy w klimatach z pierwszej połowy XX wieku, gdy nagle napada na nich młodociany przestępca, ubrany całkiem współcześnie. Niedookreślenie, które popycha historię w nadrealny, oniryczny wymiar, odsyła (poprzez kostiumy i rekwizyty) do skojarzeń z epoką, w której psychoanaliza uchodziła za naukową sensację. „Nawiedzony Rycerz” nie rządzi się, jak wiele historii o Batmanie, przyczynowo-skutkową logiką opowieści detektywistycznej. Jest bowiem kalejdoskopem wypadków, powiązanych ze sobą na zasadzie skojarzeń, a prowadzących wprost do najbardziej ciernistych zakamarków duszy rycerza Gotham, której ten komiks jest swoistą terapią. Metaforą owej podróży jest w komiksie scena z labiryntem ciernistych, nasączonych trucizną żywopłotów do której Scarecrow zagania Batmana. I można utyskiwać, że struktura labiryntu jest dla czytelnika aż nadto przewidywalna, że psychodramę rozgrywającą się w duszy Bruce’a Wayne’a zna on dawna z dziesiątków innych komiksów i filmów. Samotność, wspomnienia śmierci rodziców, niepokój czy stając się tym kim jest nie zawiódł ich nadziei, poczucie zwierciadlanej więzi z psychopatami, których ściga, strach o Alfreda, że ten któregoś dnia będzie musiał pochować jego zwłoki… – „Nawiedzony Rycerz” nie dodaje do tej popularnej listy obsesji niczego więcej. Jednak dla wspaniałej żonglerki formułą onirycznego majaku, w jaką zostały ujęte, nade wszystko zaś dla niepowtarzalnych, klimatycznych rysunków Sale’a, warto go przeczytać – chociażby jako rozgrzewkę przed „Long Halloween”.

Piotr Sawicki

„Batman: Nawiedzony Rycerz”
Tytuł oryginału: „Haunted Knight”
Scenariusz: Jeph Loeb
Rysunki: Tim Sale (szkic i tusz), Gregory Wright (kolory)
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Data wydania: 11.07.2012
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania oryginału: 1996
Objętość: 192 strony
Format: 17×26 cm
Oprawa: HC
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie, Internet
Cena: 89,99 zł