The Walking Dead. Żywe trupy: Narodziny Gubernatora


THE WALKING DEAD. ŻYWE TRUPY: NARODZINY GUBERNATORA


Spadające na ziemię ciała napuchniętych zombie wydają dźwięk zepsutych owoców. Żywi potykają się o leżące zwłoki, smród zgnilizny otacza ten świat, przykrywając nadzieję na to, że gdzieś tam, w oddali, może istnieć szczęście i bezpieczeństwo. Buty twardych i odważnych mężczyzn (muszą być twardzi, w końcu jeszcze żyją) lepią się do podłogi, wszędzie pełno krwi i mięsa. Szaleństwo jest tak blisko, już słychać, jak otwierają się ostatnie wrota.

„Narodziny Gubernatora” to książka pełna podobnych opisów. Nie przytoczyłem konkretnego fragmentu, a jedynie odtwarzam sposób prowadzenia opisów i wątków. Opisów sugestywnych i zadziwiająco wręcz spójnych, jak na powieść będącą rozszerzeniem komiksowego świata. Potrzeba napisania tej książki jest zrozumiała, jeśli kogokolwiek zainteresowała postać Gubernatora, rządzącego miasteczkiem Woodsbury świrusa, który urządzał gladiatorskie potyczki oraz karmił ludzkim mięsem małą dziewczynkę. Wierni czytelnicy komiksów „The Walking Dead” widzieli, jak Gubernator skończył oraz w jaki sposób doszło do spotkania z Rickiem i resztą protagonistów serii. Ten literacki spin off koncentruje się więc na tym, jak Gubernator powstał, taki origin pełną gębą. Pytanie najważniejsze brzmi, czy owa geneza jest godna podpięcia pod oficjalną biografię postaci, która przez magazyn „Weird” została uznana za komiksowego łotra roku. Owszem, jest godna, Gubernatora nie zbudowano jako popkulturową enigmę, więc dopowiedzenie w tym wypadku nie przyniosło szkód, a nawet świetnie zazębia się z tym, co o nim już wiemy. To są prawdziwe „Żywe trupy”, czasami wręcz prawdziwsze niż serialowa ekranizacja.

Brian Blake, jego brat Philip oraz mała bratanica Penny wraz z przyjaciółmi rodziny walczą o przeżycie. Proste to, nieskomplikowane, survivalowe. Jak większość historii o zombie, ale tylko pozornie. Robert Kirkman i Jay Bonansinga mają w rękawie kilka atutów, niektóre wynikają z potencjału świata The Walking Dead, a inne z medium literackiego. Dostajemy tutaj bowiem to, co w komiksie sprawdzało się świetnie – twardych ludzi, przed którymi piętrzą się trudności, dla których szaleństwo staje się coraz bardziej namacalne, o to właśnie chodzi w „Żywych Trupach” (o czym czasami zapominają twórcy serialu). Walorem wynikającym z możliwości słowa pisanego jest to, co – mam nadzieję – udało mi się zarysować we wstępie do tego tekstu: sugestywność opisów. Plastyczność słowa to czasami potężniejsze narzędzie wzbudzania grozy niż obrazki, a te w komiksie były czarno-białe, wszelkie okropieństwa widzieliśmy w sposób umowny, zagrożenie było realne, ale mózg nie zawsze manifestował nam tego smrodu rozkładających się ciał. Nigdy nie dowiem się (mam nadzieję!), jaki dźwięk wydaje spadające ciało zombiaka, ale wiem, jak brzmi spadający na ziemię zgniły owoc… W słowie tkwi siła takich scen.

„Narodziny Gubernatora” nie są partaczą robotą jakiegoś ghostwritera łapiącego się za każde zlecenie, oby tylko zainkasować kilka dolców i dać fanom znanej marki hamburgera na dwa kęsy. Czyta się to sprawnie, bezboleśnie, momentami wręcz ociera się o wspaniałość. Do nielicznych minusów zaliczyłbym końcowy twist, który skrzeczącym głosem krzyczy: „A widzisz, nawet się tego nie spodziewałeś!”. W wywiadach pojawiają się informacje, że nad całością pracował od początku do końca Kirkman, to jego pomysły prowadzą do kulminacji, a doświadczenie Bonansingi (swojego czasu finalisty nagrody Brama Stokera, żaden tam wyrobnik, facet zna i rozumie horror) pomogło podlać całość krwistym sosem. To pełnoprawna opowieść z kronik o żywych trupach, niesamodzielna, wymagająca choćby minimalnej znajomości uniwersum, ale spójna z tym, co znamy. Warto kupić, tym bardziej, że polskie wydanie zawiera ciekawy wstęp Pawła Deptucha, a okładkę, z której rysunek chciałbym nosić na koszulce, zaprojektował Robert Sienicki.

Jakub Koisz

„The Walking Dead. Żywe trupy: Narodziny Gubernatora”
Autor: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Data wydania: Listopad 2011
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Okładka: Robert Sienicki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Wydawca oryginału: Thomas Dunne Books
Pierwotna data publikacji: Paźdzernik 2011
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Stron: 320
Cena: 34,90 zł