Cywilne oblicze superbohaterskiego mitu

CYWILNE OBLICZE SUPERBOHATERSKIEGO MITU


600x420

Powstała w latach 60. linia komiksów Marvela skupiała się na przedstawieniu atrakcyjnego superbohatera o niesamowitym pseudonimie, wyjątkowych mocach i galerii adwersarzy będących jego przeciwieństwem. Podobnie miała się rzecz z ich alter ego. Ich jedno- i dwusylabowe nazwiska (Pym, Stark, Banner, Parker itd.) miały brzmieć efektownie i zapadać w pamięć, geniusz i inteligencja stawiały ich w gronie najlepszych, a pozycja i osiągnięcia budziły zazdrość konkurentów i włodarzy obcych mocarstw.

Wśród cywilnych wcieleń superherosów Srebrnej Ery dominowały poprawne politycznie, oparte na popularnych stereotypach odzwierciedlenia „przeciętnych” przedstawicieli społeczeństwa amerykańskiego. To jednak tylko powierzchowne spojrzenie, a bliższa analiza zjawiska pozwala dostrzec intencje twórców rzeczonych postaci podczas ich kreacji. A były to założenia niezwykle zbieżne z konserwatywną polityką społeczną, tą samą, która dekadę wcześniej zwalczała komiks jako źródło zepsucia moralnego. Superbohaterowie zatem stali się realizatorami modelu nuklearnej rodziny, wzmacniania demokracji oraz budowania silnego systemu obrony narodowej.

NDEA – rehabilitacja wizerunku naukowca w społeczeństwie amerykańskim

Gdy w październiku 1957 roku Sowieci dokonali udanego umieszczenia satelity Sputnik na orbicie okołoziemskiej, Amerykanie zrozumieli, że oznaczało to koniec ich dominacji w dziedzinie nauk ścisłych. Szok potęgowały kolejne sukcesy radzieckiego programu kosmicznego i porażka rodzimego programu Vanguard. W publicznej debacie pojawiły się głosy dopatrujące się przyczyny w zdecydowanie niskim zainteresowaniu studiami matematycznymi czy inżynieryjnymi. Deficyt w tym obszarze wynikał między innymi z braku wykwalifikowanych nauczycieli, potrafiących przekonać licealną młodzież do nauk ścisłych. Większość z nich bowiem wypełniała luki w kadrach Departamentu Obrony. Kongres, dopatrując się przyczyny w zacofanym systemie edukacji, przeforsował ustawę, która miała odwrócić porządek rzeczy.

NDEA, National Defense Education Act (Ustawa o Edukacji Obrony Narodowej) została podpisana przez prezydenta Dwighta Eisenhowera w 1958 roku. Jej celem była reforma przestarzałego systemu nauczania w Stanach Zjednoczonych. Zwiększono liczbę godzin przedmiotów ścisłych, stawiając szczególny nacisk na doświadczenia i eksperymenty. Najlepszych motywowano zaś rządowym stypendiami. Program miał być wdrażany w sytuacji awaryjnej aż do końca 1962 roku. Jej skutkiem miało być zwiększenie ilości absolwentów uczelni wyższych, a w szczególności tych kończących się zdobyciem dyplomu inżyniera. Młodzi naukowcy mieli w przyszłości wspierać system obrony USA przez pracę na rządowych kontraktach bądź przez nauczanie przyszłych studentów. Jako że program skierowany był głównie do ludzi młodych, zaczęto szukać kanałów odpowiednich do jego propagowania.

Naukowiec – bohater

Mimo iż stereotyp superbohatera-naukowca zdążył się dziś zakorzenić w zbiorowej świadomości, to do pewnego momentu stanowił on rzadkość. Znamy co prawda przypadki zastosowania takiej taktyki przy kreacjach klasycznych herosów Złotej Ery. Naukowcami byli przecież Ted Knight (Starman), Alan Scott (pierwszy Green Lantern) czy Al Pratt (The Atom). Stanowili oni jednak wyjątek pośród detektywów, dziennikarzy czy mundurowych. W latach 50. gatunek obumarł na tyle, że można mówić o trudnościach w zmierzeniu tej sprawy. Sytuacja zmieniła się diametralnie wraz z nastaniem Srebrnej Ery komiksu. Jak wiemy, zaczęło się od DC Comics, gdzie w 1956 roku w antologii „Showcase” powrócił Flash. Tym razem jako Barry Allen, pracownik laboratorium kryminalistyki, człowiek w białym kitlu wiecznie pochylony nad badaniami. W następnych latach DC kilkakrotnie powielało ten trend, reaktywując Atoma (Ray Palmer był fizykiem, profesorem uniwersyteckim) czy kreując genialnego wynalazcę doktora Willa Magnusa (Metal Men).

Zmiana kursu nastąpiła na przełomie lat 50. i 60., gdy na dobre rozpoczął się wyścig kosmiczny. Wizerunek człowieka nauki postanowiono zrewidować i jeszcze raz przypisać mu możliwość poprowadzenia Stanów Zjednoczonych do zwycięstwa w zimnej wojnie. W służbę temu nowemu spojrzeniu zaprzęgnięto popkulturę co bardzo szybko podchwycił Stan Lee. Jego komiksy od samego początku („Fantastic Four” 1961, „The Incredible Hulk” 1962, „Ant-Man” 1962, „Amazing Spider-Man” 1962/63) wchodziły w dialog z zasadnością oddawania się w opiekę ludziom nauki, opowiadając się jednoznacznie po ich stronie.

Cywilne wcielenie herosa Domu Pomysłów to często specjalista w kwestii fizyki atomowej, kosmosu lub przemysłu zbrojeniowego. Pieniądze na badania najczęściej pozyskiwał od rządu Stanów Zjednoczonych, z którym podpisywał kolejne kontrakty. Jednym z głównych kontrahentów był tu Pentagon, zaś miejscem akcji części tytułów czyniono tajne rządowe laboratoria lub położone na pustyni bunkry służące testom rakietowym.

Prym wśród Marvelowskich naukowców wiedzie niezmiennie Reed Richards („Fantastic Four”), specjalista od eksploracji kosmosu, elektromechaniki, chemii, fizyki i biologii. Bogactwo genialnych wynalazków doktora Richardsa zasilało tak siedzibę Fantastic Four, jak i amerykańskie wojsko czy NASA. Jego badania nad urządzeniami udoskonalającymi eksplorację kosmosu okazywały się nad wyraz często przełomowe i nieosiągalne dla konkurentów. Jak na prawdziwego patriotę przystało, Reed (w towarzystwie nieodłącznej trójki swoich przyjaciół) najpierw samowolnie próbował wyprzedzić Sowietów w wyścigu kosmicznym („FF” #1, 1961), a następnie ścigał się z radzieckim astronautą Ivanem Kragoffem w kierunku Księżyca („FF” #13, 1963), zgodnie z programem zainicjowanym przez prezydenta Kennedy`ego w tym samym czasie (wrzesień 1962).

Podobną rolę grał dr Henry Pym („Ant-Man”), którego czas zdawał się być początkowo dzielony między oficjalne zlecenia rządowe (formuła gazu antyradiacyjnego) i projekty własne (prace nad serum zmniejszającym obiekty, badania nad sposobami komunikacji mrówek). O jego geniuszu byli przekonani rządowi mocodawcy oraz przydzielani do pomocy asystenci: „Jeśli ktokolwiek podoła temu zadaniu to tylko ty!” („Tales to Astonish” #35, r. 1962). Niejednokrotnie też znajdował się na celowniku Sowietów pragnących pozyskać jego lub jego wynalazki.

W odmiennej sytuacji znajdował się Anthony Stark („Iron Man”), przemysłowiec, którego liczne fabryki produkowały broń dla amerykańskiej armii. Broń dodajmy, zaprojektowaną osobiście przez niego. Były to przeważnie najnowszej generacji rakiety, urządzenia szpiegowskie czy nowatorskie systemy obronne. Ich cel służył bieżącym militarnym konfliktom (przede wszystkim w Wietnamie) bądź wzmocnieniu systemu obronnego USA. Stark często brał udział w testach i wdrożeniach nowej broni, śmiało podróżując do ogarniętych wojnami krajów, gdzie ich używano (Wietnam). Mimo iż słynął z burzliwego życia playboya i miliardera, wykazywał się głębokim zrozumieniem swojej roli w zimnej wojnie. Gdy w jednym z zeszytów uległ wypadkowi samochodowemu, otarłszy się o śmierć, zreflektował: „Kto będzie zwalczał komunizm, gdy mnie zabraknie?” („Tales of Suspense” #45).

Z kolei doktor Bruce Banner („The Incredible Hulk”), fizyk nuklearny, był rządowym specjalistą od broni masowego rażenia, w tym bomby gamma. Pozbawiony PR-owych i przedsiębiorczych talentów Starka oraz niezależności badawczej Richardsa, był jednym z pracowników Pentagonu. Banner stanowi przykład trybika umieszczonego w systemie wojskowym USA, uosabianym przez gen Thaddeusa „Thunderbolt” Rossa. Związek Bannera z Betty Ross, córką generała, wynikał z fascynacji intelektem partnera. Z kolei pojawienie się Hulka uosabiało naukowca, który ze zwykłego, słabego człowieka („puny”, „with no guts”), który gardzi przemocą, stawał się superbronią, pożądaną zarówno przez amerykańskich, jak i sowieckich wojskowych.

W nieco innej sytuacji znajdował się Peter Parker („The Amazing Spider-Man”), który dopiero zamierzał zostać naukowcem. Genialny młodzieniec był uczniem liceum, gdzie traktowano go jak typowego kujona. Prymus w klasie, ale poniżany na korytarzach przez wysportowanych kolegów (Flash Thompson), Peter okazał się mimo wszystko idealnym kandydatem na przypadkowego superbohatera. Do całego asortymentu mocy i zdolności będących konsekwencją ugryzienia przez radioaktywnego pająka, Parker dodał wynalezioną przez siebie superwytrzymałą sieć, służące do jej wystrzeliwania wyrzutnie umieszczone na nadgarstkach oraz pas z aparatem fotograficznym na sprzączce. A wszystko to dzięki pilnemu wkładowi w zajęcia z przedmiotów ścisłych. Zwieńczeniem jego pracy szkolnej stało się miejsce wśród studentów Empire State University (od 1965 roku w „The Amazing Spidr-Man” #31, w którym to fikcyjna uczelnia pojawia się po raz pierwszy). Tam też poznał piękną Gwen Stacy, której zaimponował właśnie intelektem, a nie swoim alter ego.

Nauka i odpowiedzialność

Mimo przedstawionych wyżej przykładów, rehabilitacja naukowca w wydaniu superbohaterskim nie obyła się bez antywzorców. Wśród wielu wykreowanych w tym czasie superłotrów pojawiali się bowiem ludzie nauki wstępujący na drogę zdrady, szpiegostwa na rzecz obcych mocarstw czy zwykłego sabotażu. Dla doktora Bannera pierwszym antagonistą był Igor Drenkov, jego najbliższy asystent. Podczas gdy Banner opracował formułę bomby gamma, Sowieci umieścili Igora w bazie, gdzie miał być przeprowadzony pierwszy test. Nie mogąc uzyskać od Bannera formuły jego wynalazku, postanowił się go pozbyć, nie zatrzymując odliczania bomby, podczas gdy doktor znajdował się w polu jej rażenia. Działania Drenkova, szpiega i sabotażysty, doprowadziły w konsekwencji do powstania Hulka.

Jednym z największych przeciwników Ant-Mana był zdecydowanie Egghead, czyli Elihas Starr. Ten genialny naukowiec pracował dla rządu jako fizyk nuklearny. Gdy został dyscyplinarnie zwolniony za próbę sprzedaży tajnych danych „włodarzom obcego mocarstwa”, Starr udowadniał: „(…) Dla geniusza mojego pokroju wasz patriotyczny bełkot jest zwyczajnie śmieszny” („Tales to Astonish” #35). W odpowiedzi usłyszał między innymi „Może i jesteś wspaniałym naukowcem ale jako człowiek jesteś godny pogardy”. Innym człowiekiem nauki przeciwstawionym krystalicznie czystej postawie Pyma był pracujący dla amerykańskiego Departamentu Obrony Alexander Gentry. Skonstruowana przez niego zbroja bojowa imitująca jeżozwierza napawała go z jednej strony ogromną dumą, z drugiej nie chciał jej oddawać za bezcen rządowi. Pycha i chciwość poprowadziły go na drogę przestępstwa, gdzie dokonywał napadów jako Porcupine.

Dla Petera Parkera wyzwania mnożyły się wraz z pojawieniem się kolejnych łotrów. Uzdolniony nastolatek często ścierał się z geniuszami pokroju Doctora Octopusa (dr Otto Octavius) czy Lizarda (dr Curt Connors). Każdy z nich stworzył sam siebie poprzez nieudany eksperyment naukowy. Każdy z nich chciał służyć przez to ludzkości. W każdym wypadku skończyło się to katastrofą.

Dr Banner i pan Hulk

Czemu miało służyć takie nowatorskie wykorzystywanie wizerunku naukowca, osoby prowadzącej siedzący tryb życia, nie przeżywającej żadnych przygód? Oczywistym jest, że Stan Lee, wraz z towarzyszącymi mu artystami, sięgał po wzorce pokroju gotyckich i wiktoriańskich powieści, takich jak „Niezwykły przypadek doktora Jekylla i pana Hyde’a” Roberta Louisa Stevensona czy „Frankenstein” Mary Shelley. Motyw potwora ukrytego w człowieku nie był jednak jedynym, jaki przeszczepiono na pole komiksu. Znacznie ważniejsza dla naszych rozważań jest przestroga jaką, niosą rzeczone powieści. Przestroga przed niszczycielskimi konsekwencjami naukowego rozwoju.

Jak zauważa Robert Genter („„With Great Power Comes Great Responsibility’’: Cold War Culture and the Birth of Marvel Comics”) zarówno bohaterowie XIX-wiecznych horrorów, jak i XX-wiecznych komiksów Marvela zyskują swoje nadludzkie zdolności (siła, wytrzymałość, zręczność itd.) w wyniku eksperymentu naukowego. Koronnym przykładem jest dr Bruce Banner z serii „The Incredible Hulk”. Podobnie jak doktor Jekyll pada on ofiarą własnego eksperymentu. Podobnie jak on zamienia się w potwora o ograniczonej świadomości i inteligencji ale o niezwykle silnym ciele. Ten potwór, „Frankenstein”, to obecny w codziennym życiu strach przed bronią masowego rażenia i ewentualnością nuklearnej zagłady. Innymi słowy zwątpienie w dobre intencje i moralne zasady ludzi nauki. W okresie powojennym, gdy świat żył nieopisanymi skutkami bombardowania Hiroszimy i Nagasaki w 1945 roku oraz świadomością, że dostęp do takiego arsenału posiadają ideologiczni wrogowie Stanów Zjednoczonych, pojęcie naukowca jako osoby działającej w ogólnie pojętym interesie ludzkości było mocno zdeprecjonowane. Opinia publiczna coraz częściej poddawała w wątpliwość moralność ludzi odpowiadających za obronę kraju. Jeden z dziennikarzy komentujących bombardowanie z 1945 roku miał użyć sformułowania „Jak nam się wydaje, stworzyliśmy Frankensteina”.

Dla popkultury potwór stał się zatem sposobem na zobrazowanie skutków nuklearnej zagłady. Żywa była też obawa przed zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Ale przede wszystkim obawiano się o kondycję moralną naukowców, którym mieli o to bezpieczeństwo dbać. Zmiana sposobu postrzegania ludzi nauki zależała od ukazania wzorcowych postaw i zasad jakimi powinien się on kierować, by rzeczywiście pomagać ludzkości. W komiksach Marvela naukowcom przypisano rolę liderów, obrońców nuklearnej rodziny.

Przykładem kreowania ideału naukowca był Reed Richards. Dla czytelników był przede wszystkim postacią, która jako pierwsza rozwiązuje zagadkę lub wpada na pomysł błyskotliwego wyjścia z najtrudniejszej sytuacji. Jest to jednak jedynie powierzchowne spojrzenie. Reed był patriarchalnym autorytetem, niekwestionowanym liderem grupy. Podczas gdy reszta spełniała rolę podległej „matki” (Sue) i „dzieci” (ognisty nastolatek Johnny i ubrany jedynie w podobne do pieluchy slipy „niemowlak” Ben), on jako „ojciec” przewodził drużynie będącej przerysowanym modelem nuklearnej rodziny z lat 50. (Genter). Zawsze opanowany ale nie chłodny, z sukcesem łagodził tarcia między Benem i Johnnym. Reed jako jedyny w grupie nie posiadał wątpliwości co do tego, czy należy służyć ludzkości jako superbohater („by pomagać… by zwalczać zło i niesprawiedliwość”, „FF” #3). Swój talent wykorzystywał do tworzenia wynalazków, które „pozwolą rywalizować z Czerwonymi w wyścigu na księżyc” (paliwo rakietowe z #3 ).

Jednakże potrzeba służby ludzkości i demokracji pojawia się wcześniej niż w momencie nabycia mocy. Historia powstania Fantastycznej Czwórki (#1) ukazuje przecież zwykłych ludzi dokonujących ryzykownego lotu w przestrzeń kosmiczną. Bohaterowie postanawiają włamać się na teren bazy lotów kosmicznych i polecieć nieprzetestowaną do końca rakietą w kosmos. Wątpliwości Bena rozwiewa jedno brawurowe zdanie wypowiedziane przez Sue: „Musimy spróbować… Chyba, że chcemy aby Czerwoni nas pobili”. Mimo że udało się wykraść rakietę, pojazd i jego załoga zostali napromieniowani tajemniczymi „kosmicznymi promieniami”,i dokonali awaryjnego lądowania. W tym komiksie, jak w żadnym innym do tej pory, widać nadzieję (i desperację), jaką pokładało społeczeństwo amerykańskie w wygranej w kosmosie. Odbyło się to dokładnie w tym samym roku, co pierwszy załogowy lot Sowietów (Jurij Gagarin w 1961) i na kilka miesięcy przed lotem Johna Glenna (luty 1962).

Podsumowanie

Schemat superbohatera-naukowca z sukcesem zakorzenił się w tak komiksie, jak i w innych gałęziach popkultury. Lecz mimo iż mnożyły się kolejne przykłady jego wykorzystania (Prowler, Forge, dr Jon Osterman itd.), to już nigdy nie miał on takiego znaczenia jak na początku lat 60. Trudno jest dzisiaj ocenić na ile miało to rzeczywisty wpływ na wzrost zainteresowania młodych amerykanów naukami ścisłymi. Omówione przeze mnie wzorce miały przecież wspomagać program, a nie dźwigać go w pełni na swoich barkach. Faktem jest jednak, że reforma się przyjęła, liczba studentów diametralnie wzrosła, a Amerykanie prześcignęli Sowietów w wyścigu kosmicznym, a w końcu i w zimnej wojnie.

Komiksy Lee, Kirby`ego i Ditko to przykład udanego mariażu popkultury z treściami społecznymi i politycznymi danej epoki. I widać to właśnie na przykładzie cywilnych wcieleń ich herosów. Ich życiowe problemy skupiały się na myśleniu o zimnej wojnie (Stark, Pym), niepokoju jaki towarzyszył im, gdy spoglądali w opanowywany przez komunistów kosmos (FF), radzeniu sobie z powojennym kryzysem męskości (Banner, Parker) czy wysiłkiem wkładanym w budowanie bezpiecznej przystani dla wzorcowej nuklearnej rodziny (Baxter Building). Wszystko to cechy charakterystyczne epoki, w której na komiksach Marvela wychowało się całe pokolenie boomu demograficznego, w której fikcyjne uniwersum stało się „mitologią XX wieku, a Lee Homerem tego pokolenia” (cytat za artykułem Saula Brauna „Shazam! Here Comes Captain Relevant” New York Times, 2 Maja 1971).

Maciej Wycinek

,