Dave McKean mówi…

DAVE MCKEAN MÓWI…

NA PODSTAWIE INDYWIDUALNEGO WYWIADU ORAZ SPOTKANIA Z PUBLICZNOŚCIĄ MFKiG 2012.


222x300

o definiowaniu swojej twórczości

Staram się tego nie robić. Zupełnie nie podoba mi się słowo „artysta” i unikam go, bo nie wiadomo już właściwie co oznacza. Większość moich dzieł to historie, więc można powiedzieć, że jestem opowiadaczem historii. Włosi mają bardzo dobre słowo: „creativo”, na przykład Fellini był creativo. Podoba mi się to pojęcie, ale nie ma ono angielskiego ekwiwalentu. Może w polskim języku jest odpowiednie słowo?

Etykiety mnie ograniczają, tak to już działa; jeśli mówisz, że jestem ilustratorem, to znaczy, że nie postrzegasz mnie jako twórcę filmowego czy muzyka. Ja nie widzę żadnych granic, to dla mnie bez różnicy, o ile mam historię, którą chcę opowiedzieć. Niektóre z tych historii najlepiej wyrazić poprzez film, ponieważ potrzebują muzyki i dźwięku. Inne najlepiej wyrazić poprzez komiks albo sekwencję fotografii w galerii. Cokolwiek będzie odpowiednie.

o komiksie jako medium

Uwielbiam komiksy, jako dziecko dostawałem je do czytania i zakochałem się w nich natychmiast. Myślę, że powodem, dla którego je kocham, jest fakt, że nie dają ci wszystkiego; są tam obrazki, ale tylko nieruchome, są tam słowa, ale ich nie usłyszysz. Jest tam historia, ale opowiedziana tak, aby ukryć pewne informacje. Więc w odróżnieniu od filmu, który podaje ci wszystko na tacy, musisz użyć wyobraźni, musisz wejść do tego świata, zbadać go, usłyszeć w swojej głowie muzykę i głosy. Jako czytelnik odpowiadasz za 50% odbioru komiksu. Możesz się cofnąć, możesz komiks szybko przekartkować albo patrzeć na jakiś obrazek bardzo długo. Jesteś bezpośrednio zaangażowany w opowieść. No i komiks jest bardzo intymny, nie tak jak film. Filmy są wspaniałe, idziesz do kina, masa ludzi, wszyscy krzyczą. To fantastyczne, wielkie. Ale komiks jest bardzo intymny, jak książka. Książka też jest świetna, ale to tylko czarny tekst na białym tle; komiks ma obrazy, kolory, tekstury.

o swoich początkach

Kiedy poszedłem do szkoły artystycznej, pragnąłem jedynie, aby nauczyciele zostawili mnie w spokoju i pozwolili mi rysować komiksy. Ale oni nie zgodzili się na to, pragnęli otworzyć mi oczy na resztę świata. Wtedy spotkałem młodego wojowniczego pisarza i dziennikarza, który nazywał się Neil Gaiman; niczego jeszcze wtedy nie wydał i desperacko pragnął zarabiać na życie, pisząc komiksy. Neil zaaranżował rozmowę z edytorami DC Comics i powiedział im o naszych pomysłach. Pozwolili nam rozpocząć pracę nad naszym własnym dziełem, noszącym tytuł „Drastyczne przypadki”. I tak się wszystko zaczęło.

o rozczarowaniu „Batman: Arkham Asylum”

„Arkham Asylum” był po prostu scenariuszem, który został mi przysłany przez DC. Spodobała mi się w nim sceneria, coś w rodzaju dziwnego, mrocznego azylu, niczym z „Alicji w Krainie Czarów”. Kiedy robiłem ten komiks, byłem bardzo podekscytowany, naprawdę uwielbiałem spotkania z Grantem Morrisonem. Moim zdaniem Grant jest wspaniałym pisarzem i osobiście bardzo go lubię. Bardzo się cieszyłem, że był gotowy na przerabianie scenariusza i pozwolił mi zmienić wiele rzeczy, aby uczynić tę historię znacznie bardziej symboliczną, niż zwykła opowieść o człowieku przebierającym się za nietoperza.

Niestety, fakt że ostatecznie jest to jednak historia superbohaterska, według mnie osłabia wymowę wszystkich innych interesujących elementów, które Grant wymyślił. Po prostu myślę, że idea superbohatera, faceta który przebiera się za nietoperza, jest niepoważna. I nieistotne, ile mądrych rzeczy o tym napiszesz, ile fajnych obrazków narysujesz, to wciąż będzie historia o facecie, który przebiera się za nietoperza. Dlatego ostatecznie byłem nieco zawiedziony końcowym efektem; chciałem zrobić wspaniały horror a nie komiks superbohaterski. I dlatego nigdy nie zrealizowałem kolejnego.

o zmianach w „Batman: Arkham Asylum”

Tak, to była moja decyzja aby nie wykorzystywać postaci Robina. Z trudem potrafię zrozumieć postać Batmana, ale z pewnością kompletnie nie rozumiem postaci Robina (śmiech). Byłem raczej zainteresowany przemianą głównej postaci w symbol, figurę mityczną. Szczególnie ciekawiła mnie idea czegoś w rodzaju duchowego połączenia człowieka ze zwierzęciem. Jest w tym jakaś pierwotna moc, więc pomyślałem, żeby pójść w tą stronę.

o symbolice „Batman: Arkham Asylum”o komiksie jako medium

Grant miał bardzo sprecyzowane pomysły dotyczące wykorzystania symboli np. ryby, zegara, nietoperza. W tej historii jest wiele psychologii, wszystkie te symbole są tam z jakiegoś powodu. Grant jest bardzo dogłębnym pisarzem, może często pisze historie fantasy albo superbohaterskie, ale one zawsze mają interesujące, psychologiczne zaplecze. Ja dodałem jeszcze do tego kilka rzeczy, które były dla mnie interesujące. Ale ja zawsze tak robię, kiedy rysuję. Wiesz jaki jest twój cel, ale to te małe, intrygujące detale czynią podróż interesującą i wyzywającą.

o okładkach do serii „Sandman”

One funkcjonują dla mnie jak pamiętnik, to był przecież kawał mojego życia. Każda okładka jest jak wpis do dziennika, pokazujący gdzie wtedy była moja głowa. Kiedy tworzysz coś, jesteś wyczulony na swoje emocje, muzykę której słuchasz, to gdzie jesteś, na co patrzysz. Dlatego gdy teraz widzę te okładki to wszystko powraca, mój ówczesny stan umysłu, co mnie wtedy fascynowało, o czym myślałem, pracując nad nimi.

Koncepcja komiksowej okładki pozbawionej głównego bohatera była rzeczywiście rewolucją, ale tylko w komiksie. W każdym innym medium to standard. To była zresztą moja nieustająca dyskusja z DC Comics; mówiłem im, że komiks to wspaniałe, otwarte medium. Ilustracje mogą być o wszystkim, historie mogą być o wszystkim. Więc dlaczego wszystkie komiksy wyglądają właśnie w ten sposób? Dlaczego bohater jest zawsze na okładce? Dlaczego? Dlaczego? Pytałem bez przerwy „dlaczego” i pierwszą rzeczą, jaką postanowiłem zrobić, było usunięcie bohatera z okładek.

Chciałem uczynić z okładek coś w rodzaju interesującego filtru, przez który wchodzisz do wnętrza komiksu. Okładka jest pewną tajemnicą, do końca jej nie rozumiesz, jest wyzywająca, intrygująca. Chciałem zaintrygować ludzi, którzy zazwyczaj nie kupują komiksów, ludzi kupujących książki czy płyty. Żeby spojrzeli na „Sandmana” i pomyśleli „co to jest? wygląda jak książka”, potem wzięli go do ręki i pomyśleli „o, to komiks. W porządku!”, a następnie wniknęli w historię. Opowieść Neila jest wspaniała, więc wiele osób wciągnęła, ale myślę, że to okładki zrobiły dobrą robotę na początku, przyciągając ludzi, którzy zazwyczaj nie kupują komiksów.

Neil jest pisarzem, nie tylko komiksowym. Zawsze interesowało go pisanie powieści czy scenariuszy filmowych. Ma wiele zainteresowań i przeniósł te inspiracje do swoich komiksów. Ja zrobiłem to samo, przeniosłem do okładek „Sandmana” moje zainteresowanie rzeźbą czy fotografią.

o okładkach do prequela „Sandmana”

Prequel Sandmana nie ma ze mną nic wspólnego. Jeśli DC mnie o to poprosi, wtedy się zastanowię. Ale nie odzywają się.

o współpracy z Neilem Gaimanem

Zrobiłem wiele rzeczy z Neilem, ale staram się dzielić czas pół na pół pomiędzy współpracę z Neilem i z innymi ludźmi.

Mam nadzieję, że zawsze będę pracował z Neilem, jesteśmy wielkimi przyjaciółmi i wspólna praca sprawia nam radość. Moim zdaniem mamy dobre relacje zawodowe, gdyż mamy swoje życia bez siebie. Neil robi wiele wspaniałych rzeczy z innymi ludźmi, ja również, więc kiedy spotykamy się ponownie mamy świeże umysły.

Nie możesz wrzucić do jednego projektu scenarzysty i rysownika z różną wrażliwością czy różnymi oczekiwaniami. Neil zawsze był w porządku wobec mnie i jasno stawiał granice. Mamy jedną podstawową zasadę: jeśli nie zgadzamy się co do tekstu – to on ma ostatnie słowo; jeśli nie zgadzamy się co do obrazków – ostatnie słowo mam ja. Tylko dwa razy wykorzystaliśmy tę zasadę, ale nie powiem kiedy (śmiech).

o współczesnym rynku komiksowym

Myślę, że komiks przechodzi właśnie absolutną złotą erę. Nie szukałbym jednak arcydzieł na listach sprzedaży, lecz u wydawców książek, którzy uruchamiają teraz wspaniałe linie powieści graficznych. Wzajemnie krzyżują się inspiracje z Europy, Ameryki, Japonii, Ameryki Południowej, Rosji i tak dalej. To fantastyczne. Jest internet, rozwój webkomiksów, nowe miejsca, w których komiksy można zobaczyć, w graffiti albo reklamie na przykład; komiks jest też wykorzystany w projektowaniu zwykłych książek. Moim zdaniem fakt, że komiks wyszedł ze swojego getta jest fantastyczny. O tym właśnie marzyliśmy z Neilem, kiedy zaczynaliśmy. Po prostu zajęło to 20 lat dłużej niż myśleliśmy.

o przyszłości komiksu

Komiksy będą się zmieniać, to jedyne, co wiadomo na pewno. Właściwie są tu trzy kwestie. Pierwsza dotyczy tego, jak fizycznie będą wyglądać. Papierowe książki przechodzą teraz kryzys, podobnie jak przemysł muzyczny 5 lat temu. Uwielbiam książki, więc mam szczerą nadzieję, że sobie poradzą i mam podstawy sądzić, że tak będzie. Po drugie dystrybucja, w jaki sposób będzie można kupić książkę, jeśli wszystkie księgarnie będą zamknięte, zaś amazon.com wycofa ofertę książek, bo interes na nich jest słaby. I trzecia kwestia, skąd nadejdą nowe wpływy, skąd pojawią się nowi scenarzyści i rysownicy. W tej chwili jest generacja ludzi, którzy przyszli do komiksu, ale nigdy nie czytali Marvela albo DC, nie interesują ich tego typu rzeczy. Oni czytali „Mausa” albo „Persepolis”, komiks to dla nich wspaniały środek własnej ekspresji. Niektórzy z nich robią potem historie superbohaterskie, ale wielu z nich znajduje swoje własne historie. I to jest fantastyczne.

o romansie pomiędzy komiksem i internetem

Wiem o ruchomych komiksach internetowych, ale dla mnie to jakaś dziwna hybryda. Komiks jest piękny, bo się nie porusza. Musisz wytworzyć ruch, rysując. W tym przypadku mówimy o czym innym, to nie komiks, to seria animowanych slajdów albo film.

o albumie „Magia Rzeczywistości”

Jestem wielkim fanem książek ewolucjonisty Richarda Dawkinsa. Pewnego dnia przeczytałem w wywiadzie, że bardzo chciałby zrobić książkę dla dzieci. Nawiązałem kontakt z jego agentem i powiedziałem, że chętnie bym mu w tym pomógł. Miał kilka pomysłów, ale jeden był szczególny: struktura książki składała się z serii pytań. Na każde pytanie udzielaliśmy najpierw odpowiedzi, jaką ludzkość znała od wieków, wykorzystując mitologię czy teologię. Potem dopiero prezentowaliśmy właściwą, naukową odpowiedź. Moje naukowe podejście jest bardzo słabe, chciałem po prostu robić fajne obrazki, więc niektóre z nich musiały wylecieć. Były ładne, ale nie naukowe.

W pracy z Richardem Dawkinsem wspaniałe jest to, że za każdym razem, gdy mieliśmy problem z tym, jak pokazać dane zjawisko, Richard zawsze mówił: znam osobę, która się tym zajmuje, tu masz jej e-mail, wyślij jej wiadomość, ona ci wszystko wytłumaczy (śmiech).

o fotografowaniu

Zawsze staram się robić fotografie samemu, tylko czasami wykorzystuję czyjeś zdjęcia z baz internetowych. Prawa autorskie są bardzo ważne, nie można kraść czyjejś pracy.

Mój pierwszy album ze zdjęciami zawierał zdjęcia analogowe; używałem ciemni, specjalnego papieru i dobrego starego drukowania. Odkąd mam komputer i bawię się Photoshopem, przerzuciłem się na fotografię cyfrową. Zdjęcia same w sobie nadal są analogowe, ale są skanowane i obrabiane w Photoshopie. Ostatnio używam lustrzanki Canona 5d Mark II, naprawdę niesamowity sprzęt.

Mam wędrująca wystawę zdjęć; krąży trochę po Europie, była w Anglii, Francji i Belgii. Bardzo bym chciał, żeby trafiła również do Polski.

Często używam mojego syna jako modela, jest tani i zawsze dostępny (śmiech).

o komiksach w galerii

Nie jestem szczególnym fanem wyrywania czegoś, co powstało dla jednego medium, i wsadzania zupełnie gdzieś indziej, bez kontekstu. Dlatego zwykłe wieszanie plansz z komiksu w galerii nie jest dobrym pomysłem. W porządku, można zobaczyć rysunki, ale to nie jest dla mnie zbyt satysfakcjonujące.
Wszystkie komiksy, które zrobiłem dla galerii, były zaprojektowane specjalnie dla tych galerii, dla tych miejsc, kształtów pomieszczeń. Są całkowicie unikatowe, jak teatr.

o polskich inspiracjach

Uwielbiam polskie plakaty oraz polskie malarstwo surrealistyczne. To bardzo unikatowy surrealizm, nie romantyczny jak francuski i nie mocno polityczny jak czeski. Jest przede wszystkim o ludziach, o absurdach ludzkiego życia. Muszę ze wstydem przyznać, że mój projekt Dementorów zrobiony do filmów o Harrym Potterze zerżnąłem z Beksińskiego. Nie, przepraszam – nie zerżnąłem, tylko z szacunkiem pożyczyłem (śmiech).

Beksiński jest niezwykły, niesamowity artysta podobnie jak wielu innych polskich twórców. Jestem także wielkim fanem Starowiejskiego i Stasysa.

o swoich nowych komiksach

Pracuję teraz nad powieścią graficzną zatytułowaną „Caligaro”. To przetworzenie jednego z moich ulubionych filmów niemych, „Gabinetu doktora Caligari”. Ma podobne ramy fabularne, ale napisałem to jako zupełnie inną opowieść. Przygotowuję też nowy zbiór krótkich komiksów. Rysuję je bez przerwy, potem wrzucam do szuflady i czekają na swój czas.

Michał Siromski

,