Komiks i muzyka: niewinny flirt czy burzliwy romans?

KOMIKS I MUZYKA

NIEWINNY FLIRT CZY BURZLIWY ROMANS?


600x420

Nie od dziś wiadomo, że najróżniejsze kultury przenikają się płynnie, tworząc mniej lub bardziej ciekawe mieszanki i mezalianse, a czasami przeistaczając się w coś zupełnie nowego. Im bardziej zbliżone są do siebie poszczególne elementy, tym większe prawdopodobieństwo trwałego połączenia. Sytuacja robi się ciekawa wtedy, kiedy pomimo silnego związku, oba składniki wciąż pozostają od siebie całkowicie niezależne.

Tak właśnie jest w przypadku relacji komiks-muzyka. Pozornie niezwiązane ze sobą dziedziny od lat łączy bardzo specyficzna relacja, zazwyczaj jednostronna, mająca także epizody oparte na symbiozie – najczęściej to komiksy inspirowały muzyków, którzy poświęcali ich bohaterom pojedyncze utwory, a nawet całe albumy, jest jednak kilka chlubnych przypadków, kiedy to muzykom zostały poświęcone całe komiksowe serie. W pewnych kręgach modne było przyjmowanie pseudonimów zaczerpniętych ze słynnych komiksowych serii, niektórzy muzycy sami parają się tworzeniem graficznych opowieści, inni natomiast przyjmują wręcz komiksowe alter ego. Aby dokładniej przeanalizować relację komiks-muzyka, należy nieco usystematyzować poszczególne elementy zagadnienia tak, by poczynając od najmniej istotnych i często błahych elementów, zakończyć podróż na najważniejszych, kanonicznych wręcz momentach naszego mezaliansu

JOHNNY BLAZE, GREEN LANTERN I RESZTA

Kiedy komiksy stanowiły jeszcze przede wszystkim rozrywkę skierowaną do znudzonych życiem na przedmieściach dzieci, sięgało po nie wiele przyszłych gwiazd ulicznej muzyki. Właśnie dlatego, jeżeli chodzi o wykorzystanie imion postaci komiksowych, prym wiodą bezsprzecznie raperzy. Na amerykańskiej scenie mamy istne zatrzęsienie bohaterów graficznych powieści, od drugorzędnych postaci po superbohaterów.

Kiedy komiksy stanowiły jeszcze przede wszystkim rozrywkę skierowaną do znudzonych życiem na przedmieściach dzieci, sięgało po nie wiele przyszłych gwiazd ulicznej muzyki. Właśnie dlatego, jeżeli chodzi o wykorzystanie imion postaci komiksowych, prym wiodą bezsprzecznie raperzy. Na amerykańskiej scenie mamy istne zatrzęsienie bohaterów graficznych powieści, od drugorzędnych postaci po superbohaterów.

Odchodząc od Wu-Tang, nie oddalamy się za bardzo od świata komiksów. Ciekawym przykładem na wykorzystanie nie tylko pseudonimów, ale zabiegów charakterystycznych dla komiksowego świata, może być Kool Keith. Stworzył on swoje alter ego w postaci Dr. Octagona (dosyć jasne nawiązanie do Dr. Octopusa), który następnie „wydzielił” z siebie kolejne dwie postaci – Black Elvisa i Dr. Doooma; rozpoczął się specyficzny, muzyczny crossover wszystkich trzech bohaterów, efektem czego była śmierć Dr. Octagona z ręki Dr. Doooma.

Komiksowy świat wciągnął też mega gwiazdę, jaką jest Jay-Z. Producent Young Guru pokazał mu kiedyś „Kingdom Come” (czteroodcinkowa miniseria, której bohaterami są członkowie Justice League of America). Raperowi tak spodobał się komiks, że nagrał cały album zatytułowany właśnie „Kingdom Come”. W utworze tytułowym nawiązuję do postaci z uniwersum DC:

http://www.youtube.com/watch?v=SY1t08jP51I

Nawiązania te są dosyć luźne i nie odnoszą się do konkretnych wydarzeń, mają raczej znaczenie symboliczne, są elementami jakże lubianego przez raperów bragga, czyli mówienia o własnej osobie przez pryzmat sukcesów, co w dużej mierze odzwierciedla ich wybujałe ego.

Oczywiście nie tylko Jay-Z w swoich tekstach nawiązuje do znanych ze stron graficznych powieści bohaterów. Wspominany już Method Man w swoim utworze „The Riddler” wciela się w postać znaną z uniwersum Mrocznego Rycerza:

http://www.youtube.com/watch?v=gNKI7VNCdcg

W tym wypadku mamy do czynienia nie tylko z pojedynczymi odniesieniami do postaci znanej z kart komiksu, ale z utworem w całości poświęconym jednemu bohaterowi, z pewną spójną historią, czy może raczej strumieniem świadomości nawiązującym bezpośrednio do określonego zagadnienia. Pojawia się także wspomnienie Johnny’ego Blaze’a, który, jak pamiętamy, jest jednym z artystycznym pseudonimów Method Mana, podobnie jak wymieniany obok Bobby Steels.

Na płycie Taliba Kweli „Quality Control” niejaki MF Doom rymuje: „When I attack the city ya’ll gonna think Dr Doom did it”. Już sam pseudonim jasno wskazuje, który z komiksowych superłotrów stał się inspiracją dla artysty. Jedną z bardziej znanych na amerykańskiej scenie postaci jest DJ Green Lantern, który słynie z nagrywania mixtape’ów obfitujących w gwiazdy największego formatu. Jeden z najpopularniejszych obecnie raperów, Lil’ Wayne, posługuje się także pseudonimem „Swamp Thing”. W utworze „Battle for Asgard” Cannibal Ox porównuje się natomiast do znanego przeciwnika Fantastycznej Czwórki:

„We mind-boggling, spine-tingling
Got the scroll of Galactus, now I’m planet swallowing
Megela’s got the surfboard and he’s hollering
All arch-enemies must die!”

Nawiązania komiksowe osiągnęły absolutne apogeum w słynnym dwuczęściowym utworze „Secret Wars” kultowego Lost Emperor, który w swojej podwójnej epopei tworzy swoisty crossover między światem komiksu a rzeczywistością, bo oto bohaterowie graficznych historii ścierają się z legendami sceny hip-hopowej. Warto zapoznać się z całością tekstu, bowiem jest to naprawdę ciekawy przykład nie tylko przenikania się dwóch światów, ale także umiejętnego skonstruowania spójnej historii.

Część druga jest bardzo podobna, stworzona w takiej samej koncepcji, przewijają się również te same postaci, chociaż nazwanie jej kopią byłoby niesprawiedliwe. Miejscami być może jest nawet lepsza niż część pierwsza, jednak można oszczędzić sobie zapoznawania się z tekstem.

Dobrym podsumowaniem części poświęconej kulturze hip-hopowej będą utrzymane w konwencji komiksowej klipy, z których kilka stanowi niemalże kanon teledysków. Niewątpliwie jednym z najciekawszych jest stworzony w oldschoolowym stylu obraz do utworu „All Caps” projektu Madvillains, w skład którego wchodzi wspominany już MF Doom oraz Madlib. Klip przypomina stare, dobre czasy komiksu, zmontowany jest natomiast z animowanych kadrów komiksowych. Interesująco prezentuje się również teledysk do utworu „Daytona 500” Ghostface Killah, w całości inspirowany słynną kreskówką „Speed Racer” z lat 60. Pomimo tego, że nie jest to bezpośrednie nawiązanie do komiksu, uważam, że tego typu kreskówki można śmiało postawić w jednym rzędzie z graficznymi historiami papierowymi. Raperka Jean Grae, znana miłośniczka serii „X-Men” zaprosiła do współpracy Mike’a Hawthorne’a, aby przygotował dla niej klip na nadchodzący album „Cake or Death”. Powstał niemalże dwuminutowy trailer krążka, w którym możemy podziwiać Jean Grae przeniesioną na karty komiksu w stylu jej ukochanych „X-Men”. W komiksowym stylu utrzymany jest również kontrowersyjny klip Snoop Dogga i The Game’a do utworu „Gangbangin’ 101”, charakteryzujący się dosyć ciekawą kreską i solidnym wykonaniem. Nie można nie wspomnieć również o „House of Flying Daggers” znanych z Wu-Tang Clan Raekwona, Inspectah Decka, Method Mana i Ghostface Killah; klip utrzymany jest w stylistyce nawiązującej nieco do serii „Afro Samurai”, co w połączeniu z charakterystycznym stylem raperów sprawdza się doskonale.

Oczywiście to jedynie kilkanaście przykładów na związek komiksu ze światem rapu, ponieważ objęcie całego zagadnienia zajęłoby zbyt dużo miejsca, a trzeba spojrzeć jeszcze na scenę rockową oraz na dwa najbardziej spektakularne przykłady romansu graficznej noweli z muzyką, zatem…

Jeśli chodzi o muzykę rockową, tutaj inspiracje wyglądają zupełnie inaczej. O ile w przypadku rapu komiksowe nawiązania opierają się przede wszystkim na pseudonimach i ogólnej fascynacji światem superbohaterów, o tyle w świecie rockowym są to mniej lub bardziej luźne nawiązania do pojedynczych postaci, nie tak jednak konkretne i widoczne, jak wśród raperów. Są oczywiście wyjątki, jak chociażby wspaniała interpretacja motywu przewodniego z kreskówki o Człowieku Pająku w wykonaniu słynnych punkowych buntowników, czyli The Ramones. Utworowi towarzyszy nawet klip utrzymany w stylistyce starej animacji poświęconej Spider-Manowi, którego oglądanie daje odbiorcy dużo frajdy.

Kanadyjski zespół Crash Test Dummies zasłynął między innymi nastrojową balladą o wyższości Supermana nad Tarzanem, zatytułowaną po prostu „Superman’s Song”. Brad Roberts śpiewa:

http://www.youtube.com/watch?v=ihUIPlLw2ZE

Jak widać, nie jest to do końca poważne podejście do tematu, a raczej pewna zabawa ogólną konwencją. Jednak wyraźnie widać odniesienia do postaci z uniwersum DC – tyle, że zamiast najprostszego zabiegu w postaci umieszczenia w tekście Lexa Luthora, pojawia się Solomon Grundy, być może mniej znany szerszej publiczności superłotr.

Znany i lubiany zespół T-Rex także nie oparł się pokusie umieszczenia w swoim utworze postaci komiksowej, wspominając w „Mambo Sun” imię tajemniczego Dr. Strange’a:„Girl you’re good / And I’ve got wild knees for you / On a mountain range / I’m Dr.Strange for you”. W 1968 roku zespół The Kinks poświęcił jedną z kompozycji na płycie „The Kinks Are The Village Green Preservation Society” drugorzędnej postaci znanej z uniwersum DC, Johnny’emu Thunderowi. Należący do tzw. Wielkiej Czwórki thrash metalu Anthrax również wziął swojego czasu na warsztat postać znaną i lubianą z kart komiksu, panowie wycelowali jednak w pierwszą ligę:

http://www.youtube.com/watch?v=IqgTNdRD9Kw

Tak, tak, to sam Sędzia Dredd, któremu nieśmiertelnej postaci składają hołd panowie z nowojorskiej legendy. W tym utworze zawarta jest cała esencja tego charakterystycznego bohatera, co stanowi o jego sile przekazu. Jest mocno, jest marszowo, jest dreddowsko.

Awangardowy duet elektroniczny Suicide popełnił w latach 70. swój debiutancki album, na którym znaleźć można m.in. kompozycję poświęconą Panu Płonącej Czaszce, czyli samemu Ghost Riderowi. W tym wypadku również mamy do czynienia raczej z bardzo luźną interpretacją tematu, chociaż przyznać trzeba, że tekst jest… cóż… oryginalnie opisujący słynnego marvelowskiego bohatera:

Ghostrider, motorcycle hero
Bebebebebebebe he’s lookin so cute
Sneakin round round round in a blue jumpsuit

Ghostrider motorcycle hero
Bebebebebebebe he’s a-blazin away
Packing stars stars stars in the universe

Ghostrider motorcycle hero
Bebebebebebebe he’s a-screaming the truth
America, America is killing its youth

Bebebebebebebe he’s a-screaming away
America, America is killing its youth

Bardzo minimalistyczny, być może gdzieś tam nawet trafia w okolice sedna postaci Johnny Blaze’a, jednak dla Suicide postać Ghost Ridera jest raczej bardzo symboliczna i w taki właśnie sposób ją wykorzystują.

W 1980 roku grupa XTC wydała krążek „Black Sea”, na którym znalazł się słynny utwór „Sgt. Rock (Is Going To Help Me)” opowiadający o bohaterze komiksu DC „Sgt. Rock”. Oto, co Andy Partridge i Colin Moulding śpiewali o Sierżancie Skale:

http://www.youtube.com/watch?v=87rvv41c0wM

A skoro jesteśmy przy sierżantach, hołd został złożony również najsłynniejszemu z nich, czyli Nickowi Fury. Uważana za jednych z prekursorów glam rocka grupa Sensational Alex Harvey Band popełniła onegdaj utwór zatytułowany po prostu „Sgt. Fury”. W tym wypadku tekst także jest dosyć specyficznym odniesieniem do komiksowego pierwowzoru:

http://www.youtube.com/watch?v=lqh3Qd8z-eQ

Innym słynnym przykładem jest znakomity „Batdance” Prince’a, który zagościł na ścieżce dźwiękowej do filmowej adaptacji Tima Burtona, a który składa się z ciekawych, funkowych zagrywek przeplatanych cytatami z filmu.

Przykłady można by mnożyć i mnożyć, jednak przytaczanie tekstów wszystkich nawiązujących do komiksów utworów zapełniłoby solidny książkowy tom, zatem skupmy się na poszczególnych tytułach, a tych jest niemało. Wszystko zaczęło się najprawdopodobniej od jazzowej legendy Sun Ra, który wraz z zespołem Sensantional Guitars of Dane & Dale popełnił w 1966 roku EP-kę „Batman and Robin” zawierającą instrumentalne utwory nawiązujące tytułami do bohaterów ze świata DC. Wytwórnia Tifton Records podchwyciła pomysł, organizując całą serię wydawniczą poświęconą Batmanowi, jednak powstające w jej ramach dzieła były co najmniej mizernej jakości. Wtedy powstał projekt o wdzięcznej nazwie „Songs and Stories About the Justice League of America”, uchodzący dzisiaj za absolutny majstersztyk w dziedzinie kiczu i zerowej wartości artystycznej.

Lata 70. przyniosły kolejny tego typu pomysł, tym razem sponsorowany przez Harvey Comics, w którego ramach wydano utwory o tak wspaniałych postaciach, jak Kacper Przyjazny Duszek czy Richie Rich. Podobnie, jak projekt Tifton, także te muzyczne cuda do dzisiaj uchodzą za swojego rodzaju kultowe pozycje. Ciekawym przedsięwzięciem okazało się słuchowisko radiowe powstałe w 1972 roku, a poświęcone Człowiekowi-Pająkowi – „Spider-Man: From Beyond The Grave” opowiadało historię Parkera i Dr. Strange’a łączących siły, by uratować ciotkę May z rąk Kingpina. Muzycznie całość prezentowała się nadzwyczaj ciekawie, wędrując od acid rocka do psychodeli, kulały natomiast linie dialogowe, miejscami zakrawające na kpinę. W 1976 powstało kolejne słuchowisko poświęcone Spideyowi, chociaż tym razem bardziej skupiało się na fabule, niż na warstwie muzycznej; „Spider-Man: Rock Reflections of a Superhero” cieszyło się wielką popularnością, a w 2002 roku grupa Volume nagrała album z coverami starych utworów zatytułowany „The Amazing Spider-Band”.

Industrialny zespół Trust Obey wydał w 1994 roku album poświęcony Krukowi, zatytułowany „Fear and Bullets”, który niestety został przyćmiony przez wydany w tym samym roku soundtrack z adaptacji filmowej. Cztery lata później hołdu doczekała się Witchblade, będąca główną bohaterką krążka Kat Bjelland „Songs of the Witchblade”. Wśród najważniejszych musi znaleźć się także Paul McCartney, który wraz z grupą Wings nagrał utwór „Magneto and Titanium Man”. Warto zapoznać się również z albumem „Noctourniquet” The Mars Volta, bowiem część opowiedzianej na nim historii nawiązuje do postaci Solomona Grundyego.

Scena rockowa może pochwalić się dziesiątkami, jeżeli nie setkami utworów poświęconych komiksowym bohaterom. Wśród nich znajdziemy kompozycje poważne, humorystyczne, nawiązujące do poszczególnych postaci bezpośrednio lub symbolicznie, opowiadając historie oparte o historie znane z komiksowych łamów czy też stworzone na potrzeby kompozycji, jedno jednak jest pewne – te dwa światy przenikają się mocno, wciąż wywierając na siebie silny wpływ. Ale dwa najsmaczniejsze kąski pozostawiłem na koniec.

CO WSPÓLNEGO MA „SPAWN”, KISS I THE BEATLES?

Oprócz postaci Violatora, który z powodzeniem mógłby zasilić szeregi najdroższego zespołu świata, pozornie nic. KISS nie nagrało piosenki o Spawnie. Spawn nie rozerwał Gene’a Simmonsa łańcuchami. Ale łączy ich Todd McFarlane.

KISS po raz pierwszy zagościł na łamach komiksu w 1977 roku za sprawą wydawnictwa „A Marvel Comic Super Special: Kiss!”, w której członkowie zespołu przedstawieni zostali jako superbohaterowie. Obok umalowanych panów w komiksie pojawili się także The Beatles. Co ciekawe, każdy z muzyków oddał nieco własnej krwi, która została wmieszana w tusz użyty do wydrukowania dzieła. W 1995 roku Marvel wydał pięć numerów poświęconego zespołowi komiksu pod szyldem „Kiss Klassics”, podjął się również wydawania magazynu „Kissnation”, a potem specjalnego wydawnictwa „Kiss Meets the X-Men”.

Ale dopiero w 1997 roku KISS doczekał się wydawnictwa na wielką skalę. Autor słynnego „Spawna” Tod McFarlane podjął się wyzwania stworzenia 31-odcinkowej serii „KISS: Psycho Circus”, tym samym odcinając Marvela od kury znoszącej złote jaja wielkości piłek lekarskich. Założenie zostało spełnione, powstało 31 epizodów, wydanych także w formie 4 tomów zbiorczych; wydawnictwu towarzyszyła niekończąca się feta w postaci albumu zatytułowanego właśnie „Psycho Circus”, światowej trasie koncertowej, a nawet specjalnego magazynu poświęconego komiksowi. Z czasem pod szyld „Psycho Circus” dołączyła również gra komputerowa, która jednak przeszła bez większego echa. Seria zakończyła się w 2000 roku.

Już dwa lata później na niebotyczne ilości zielonych banknotów, jakie gwarantowała marka KISS, pokusił się Dark Horse. Znany z serii „X-Men” Joe Casey podjął się stworzenia 13-odcinkej serii zatytułowanej po prostu „Kiss”. Każdy numer posiadał dwie wariacje okładek, z czego numery 1. i 7. miały nawet trzy, a serię zamknięto w 2004 roku. Także to wydawnictwo zostało zebrane w cztery tomy zbiorcze.

Jeżeli ktokolwiek pomyślał, że to koniec przygody muzyków KISS ze światem rysowanym, musiał być szalony. Rok 2007 przyniósł kolejną serię wydawniczą, tym razem wydaną przez – uwaga, uwaga! – KISS Comics Group; tak jest, zespół posiadał już własne konsorcjum odpowiadające za komiksy sygnowane ich marką. Zatytułowana „KISS 4K” seria miała swoją premierę podczas Wizard World Convention w Los Angeles, a promocja osiągała wyżyny absurdu, włącznie z pięcioma (!) wariantami okładek i litografiami.

Później jeszcze dwa razy KISS flirtowało z komiksem, raz za sprawą Archie Comics, a drugi raz na panów w makijażach skusiło się IDW Publishing, jednak obie serie nie odniosły już tak wielkiego sukcesu, jak poprzednie wydawnictwa.

Co najciekawsze w przykładzie KISS, to że w ich przypadku wszystko odbyło się w drugą stronę, niż dotychczas – to nie zespół nagrał utwory o bohaterach komiksowych, ale sam stał się bohaterem komiksu. To sytuacja dosyć wyjątkowa, tym bardziej, że marka KISS rzeczywiście uznawana jest za jedną z najdroższych w historii showbiznesu, zatem koszty poniesione przez wydawnictwa musiały być niemałe, jednak prawdopodobnie zyski równoważyły je z nawiązką – wszakże w samych tylko Stanach Zjednoczonych glam rockowy kwartet ma rzesze oddanych fanów.

Inne legendy muzyki zostały przeniesione na karty komiksu za sprawą Vertigo, które w 2008 roku wydało mini-serię „Greatest Hits”. Scenariuszem zajął się David Tischman, za przybory graficzne chwycił natomiast Glenn Farby. Efektem współpracy jest historia The Mates, grupy superbohaterów z lat 60. wzorowanych na grupie The Beatles. Komiks miał być pastiszem zarówno świata muzycznego, jak i superbohaterskiego. Jak powiedział o koncepcie sam Tischman: „Idea The Mates jest symboliczna zarówno dla superbohaterów, jak i grup rockowych. Zawsze będziesz miał kogoś naprawdę ślicznego. Będziesz miał kogoś skrytego. Będziesz miał kogoś uduchowionego i kogoś fajtłapowatego. Tak jest z każdą grupą, od Justice League do N’Sync”. Trudno się nie zgodzić – jest w tym sporo prawdy, chociaż samo podejście wydawać się może nie do końca poważne.

Bohaterami „Greatest Hits” są Solicitor (odpowiednik Batmana – nie posiada supermocy, ale jest sprytny, przebiegły i zna sztuki walki), Crusader (odpowiednik Supermana, a raczej Kapitana Ameryki – nie może latać, a moce zyskał w wyniku eksperymentu przeprowadzonego na jego ojcu podczas II wojny światowej; co prawda staruszek nie stał się super-żołnierzem, ale zmutowane geny uaktywniły się w synu), Vizier (odpowiedni Dr. Fate – czerpie swoją energię z druidycznych mocy), Golem (starszy brat Viziera, odpowiednik Hulka; później zastąpiony przez Zippera) i Zipper (odpowiednik Flasha – zarazem jedyny „naturalny” mutant w drużynie). Vizier bywa często mylony z Jimem Morrisonem, który według miejskiej legendy miał rzekomo pojawić się w „Greatest Hits” jako jeden z głównych bohaterów. Swoją drogą chętnie zobaczyłbym superherosów wzorowanych np. na The Rolling Stones… Mick Jagger pożerający przeciwników swoimi nienaturalnie wielkimi ustami, Keith Richards rzucający w nich strzykawkami z heroiną, Ronnie Woods plujący napalmem i Charlie Watts, niczym marvelowski Apocalypse – starszy od faraonów. Powracając do tematu, seria „The Mates” liczyła sześć odcinków i była pierwszą od czasów „The Invisibles” (1994-2000) Granta Morrisona historią superbohaterską wydaną przez Vertigo.

CO WSPÓLNEGO MA „SPAWN” I ICED EARTH?

Pozostajemy przy „Spawnie”, bowiem tym razem to on będzie głównym bohaterem, ale nie komiksu, a całego albumu. W 1996 roku amerykański zespół Iced Earth zaprezentował światu swój czwarty album studyjny zatytułowany „The Dark Saga”. Na okładce wydawnictwa widniał znany wszystkim wizerunek rozwścieczonego Spawna, bohatera serii komiksowej Toda McFarlane’a, natomiast na samym krążku czekała nie lada gratka dla wszystkich fanów historii Ala Simmonsa powracającego na ziemię jako wysłannik Szatana.

„The Dark Saga” to chyba najbardziej znany i jedyny album w całości poświęcony postaci komiksowej. To już nie nawiązania w tekstach, ale kompletna historia opowiedziana oczyma Spawna; jego ból i cierpienie, pragnienie zemsty i gotująca się w nim złość, tornado emocji i uczuć, które przetacza się przez udręczoną duszę stworzonego przez McFarlane’a bohatera. Wystarczy spojrzeć choćby na słowa utworu „I Died For You”,w którym zawarta jest esencja spawnowego jestestwa:

http://www.youtube.com/watch?v=R-3l2eorxpQ

Zdecydowaną większość tekstów napisał gitarzysta Joe Schaffer, który jest wielkim fanem „Spawna”, dlatego rzeczywiście doskonale oddają one nastrój protagonisty. Ciekawi fakt, że album miał być początkowo tworzony z myślą o ścieżce dźwiękowej do kręconej wówczas filmowej adaptacji komiksu, jednak nie wiedzieć czemu zdecydowano, żeby było to niezależnie wydawnictwo zrealizowane jako długogrający album studyjny; ścieżkę dźwiękową do filmu złożono natomiast z utworów nagranych, bądź zremiksowanych przez niekonwencjonalne duety, żeby wymienić chociażby Metallicę i DJ Spooky’ego czy Korna i The Dust Brothers.

Okładkę albumu wykonał oczywiście sam McFarlane, jednocześnie sygnując krążek własnym nazwiskiem, co niewątpliwie miało znaczenie dla wyników sprzedaży. „The Dark Saga” to wspaniały przykład na to, jak blisko mogą być ze sobą światy muzyki i komiksu, przy czym ich płynne połączenie gwarantuje znakomity odbiór z obu stron.

CO DALEJ?

Co dalej? Mam nadzieję, że to, co dotychczas – zabawa konwencjami, aktywne wplatanie wątków komiksowych w utwory muzyczne, ciekawe łączenie artystycznych dziedzin w spójną całość. Myślę, że największe pole do popisu mają tutaj raperzy, którzy są chyba najbliżej komiksowej kultury, mają również największe możliwości tworzenia ciekawych mezaliansów, ponieważ ich twórczość pozostawia im o wiele większe pole manewru w dziedzinie wszelakich odniesień, porównań i czerpania z innych kultur. Ale czas pokaże, na ile komiksy wciąż będą wpływać na muzyczne uniwersum. Kto wie, może wkrótce sytuacja zupełnie się odwróci i zacznie powstawać więcej komiksów o muzykach…?

Michał Jadczak

,