Oblivion / Niepamięć – recenzja filmu

OBLIVION / NIEPAMIĘĆ (FILM)

Marzenie każdego prawdziwego mężczyzny



222x300

„Niepamięć” to film od facetów dla facetów. Któż by nie chciał jak główny bohater Jack Harper mieć Ziemi na wyłączność, przemierzać jej bezdroży na szybkim motocyklu, z karabinem przewieszonym na plecach, naprawiać bojowych dronów, a po powrocie do domu być zaciąganym do łóżka przez piękną kobietę? Wszystkim, którzy zdążyli już triumfalnie odpowiedzieć: „Ja bym chciał!”, reżyser Joseph Kosinski pragnie przypomnieć, że nie wszystko złoto, co się świeci, a docieranie do istoty rzeczy może okazać się bolesne.

Tom-C

Filmy SF można z grubsza podzielić na dwa rodzaje. Pierwszy typ to produkcje, które pod płaszczykiem futurystycznej historii przemycają filozoficzne kwestie dotyczące istoty człowieczeństwa. Zadają one pytania o to, co definiuje człowieka. Czy jest to obecność duszy, uczuć, a może wspomnień. Do tej kategorii zaliczyć można chociażby „Łowcę androidów” Ridleya Scotta, „Odyseję kosmiczną 2001” Stanleya Kubricka, „Moon” Duncana Jonesa czy „Ducha w pancerzu” Mamoru Oshiiego. Druga kategoria to kino raczej rozrywkowe, spektakularne widowiska, gdzie ludzie stają naprzeciw siłom, które zagrażają ich fizycznej egzystencji, najeźdźcom z innych planet, maszynom, które chcą podbić i zniewolić ludzką rasę. Wymienić można tutaj „Dzień niepodległości” Rolanda Emmericha, „Obcych”, a także „Terminatora” Jamesa Camerona czy nadchodzący właśnie „Pacific Rim” Guillermo del Toro. Oczywiście te dwa rodzaje mogą się łączyć i przenikać, jak ma to miejsce chociażby w przypadku „Matrixa” rodzeństwa Wachowskich, „Ja, robot” Alexa Proyasa czy właśnie „Niepamięci” Josepha Kosinskiego.

Najnowszy film twórcy „Tronu: Dziedzictwa” stanowi kombinację w miarę udaną, ale raczej wtórną i niekoniecznie porywającą. Fabularnie „Niepamięć” nie pretenduje do dzieła odkrywczego. Stanowi raczej konglomerat motywów znanych z innych filmowych utworów SF, wyraźnych do tego stopnia, że widz zaznajomiony z tematem będzie co chwilę powtarzał: ja to już widziałem i nawet wiem gdzie.

W roku 2077 na Ziemi, zniszczonej i wyludnionej po inwazji obcych, pozostał już tylko jeden człowiek, technik nr 49 Jack Harper, którego zadaniem jest naprawa dronów bojowych ochraniających dryfujące nad morzem stacje uzdatniania wody i oczyszczania powietrza. Drony i stacje są obiektem ataków ukrywających się w zgliszczach niedobitków pokonanej armii kosmicznych najeźdźców. Jack Harper, niczym pixarowski WALL-E, niezrażony tym, że właściwie wyłącznie na jego barkach złożono tak odpowiedzialne zadanie, samotnie przemierza pustkowia zdewastowanej i w wielu miejscach skażonej radioaktywnie planety, by odnajdować i naprawiać zestrzelone drony. Żeby Jack nie czuł się taki samotny, przydzielona mu zostaje kontrolerka, którą jest stacjonująca w nadziemnej bazie Vika, grana przez Andreę Riseborough. Kiedy Jacka zaczynają nachodzić wątpliwości i nurtować pytania typu: „Dlaczego zanim przybyliśmy na placówkę wymazano nam pamięć?”, Vika odwraca jego uwagę, wciągając go do basenu i zapewniając chwile radosnego relaksu. Podskórnie Jack czuje jednak, że poszczególne elementy układanki jakoś nie chcą do siebie pasować. Kiedy spotka na swojej drodze Malcolma Beecha, granego przez Morgana Freemana, który niczym matrixowy Morfeusz wyjawi mu, że otaczająca go rzeczywistość nie jest wcale tym, na co wygląda, technik nr 49 zdejmie karabin z pleców i stanie do walki o prawdę i wolność.

Poszczególne składniki fabuły tworzą w miarę klarowną całość. Dodatkowo reżyser przygotował kilka zwrotów akcji. I choć są one raczej przewidywalne, to umilają seans. Ogólnie jednak pozostaje wrażenie płaskości i braku głębszego przesłania.

Teatr jednego aktora

Wybór Toma Cruise’a na odtwórcę głównej roli był strzałem w dziesiątkę. Tylko tak charyzmatyczny, utalentowany aktor mógł nadać głębię swojemu bohaterowi oraz odwrócić uwagę od przeważających drętwych dialogów i momentów nudy. Jego przemyślana mimika wyrażająca całe spektrum emocji, inteligentne operowanie głosem i pewne dynamiczne ruchy sprawiają, że ekranowy Jack Harper nabiera życia. To bohater stanowiący połączenie sprytnego i zdecydowanego agenta Ethana Hunta z „ Mission: Impossible” z Maverickiem – niepokornym, brawurowym pilotem myśliwca z „Top Guna”. Kiedy Jack stoi pośród tego, co zostało ze stadionu Jankesów, i opowiada Vice z nostalgią, ale i pasją, ostatnie minuty gry, w widzu rośnie to uczucie straty, niemożności odzyskania czegoś, co było wyjątkowe. Miałem wrażenie, że nawet najbardziej banalnym scenom Tom potrafi nadać specjalnego znaczenia i głębi. Tego samego nie można powiedzieć o reszcie obsady. Może to wina scenariusza, a może nieporadnego poprowadzenia aktorów przez reżysera, ale reszta bohaterów wydaje się nie mieć kompletnie nic ciekawego do powiedzenia ani zaprezentowania. Malcolm Beech to nadal tylko stary, poczciwy i mądry Morgan Freeman, a nie charyzmatyczny przywódca rebeliantów na miarę Laurence’a Fishburne’a z „Matrixa”. Olga Kurylenko, która zlatuje Jackowi wprost z nieba, wydaje się być tylko ładnym dodatkiem do myśliwca Harpera. Słowiański delikatny typ urody aktorki idealnie odpowiada dwóm minom, które na zmianę malują się na jej twarzy: wielkie przerażone oczy bądź wielkie zapłakane oczy. Jej głównym zadaniem jest snucie się za bohaterem niczym nieporadna niewiasta za swym dzielnym rycerzem. Z postaci drugoplanowych broni się właściwie tylko Vika, świadomie oschła i antypatyczna służbistka, która skupia cały swój ból w jednej łzie.

Pocztówka z wakacji

Jednego nie można odmówić wizji Kosinskiego – to jest wizualnego rozmachu. Postapokaliptyczne pejzaże są po prostu piękne. Szczególne wrażenie robi widok zniszczonego w połowie Księżyca, rozstrzelonego w pas odłamków pozostałych po trafieniu przez pocisk. Zrujnowana przestrzeń nabiera niepowtarzalnego charakteru dzięki dopracowanym do perfekcji detalom. Nie tylko krajobrazy, ale również elementy ubiorów, technicznych gadżetów są dopieszczone do ostatniego szczegółu. Joseph Kosinski dał się poznać wcześniej jako reżyser filmów reklamowych i ta specyficzna stylistyka estetyzacji kładzie swoje piętno na całym obrazie. Wszystko jest tu gładkie, doskonale doświetlone i ukazane z najbardziej interesującej perspektywy. Scena seksu Jacka w Viką w przeźroczystym basenie zawieszonym kilka kilometrów nad ziemią urzeka swoją zmysłowością i smakiem. Elementy elektroniki, którymi posługują się bohaterowie, przypominają wzornictwo Apple’a i Brauna – minimalizm i estetyka przede wszystkim. Nawet stroje rebeliantów mieszkających pod ziemią są atrakcyjne wizualnie, stylowe. Również sceny akcji wydają się być nakręcone w ten sposób, by widz mógł nacieszyć oczy. Gdyby scenariusz stał na tym samym poziomie, co strona wizualna i muzyczna tej produkcji, można by mówić o arcydziele.

Film na podstawie komiksu, którego nie było

Na zakończenie ciekawostka. W filmie pojawia się informacja, że obraz jest adaptacją powieści graficznej o tym samym tytule. Przyznam, że zaintrygowała mnie ta informacja, ponieważ nie słyszałem o takim komiksie. Mianem powieści graficznej określa się zwykle komiksy o skomplikowanej fabule, poruszającej poważne tematy dotyczące przeważnie relacji człowiek-społeczeństwo. Skierowane są zwykle do dojrzałego odbiorcy, który jest w stanie samodzielnie formułować osądy na podstawie przedstawionego materiału. Użycie terminu powieść graficzna nobilituje dany komiks i zwraca na niego uwagę krytyków dzieł kultury wysokiej. Szperając w Internecie, dotarłem do informacji, że faktycznie „Niepamięć” miała być w pierwotnym zamierzeniu komiksem. Studio Radical Comics stworzyło nawet kilka szkiców koncepcyjnych wraz z opisami prezentowanej wizji rzeczywistości, które promowało na konwencie komiksowym w San Diego. Projektem zainteresował się Kosinski i wciągnął twórców niedoszłej powieści graficznej do pracy nad filmem. Reżyser w wywiadzie dla „Empire Magazine” stwierdza, że komiks został ukończony, ale jako film, co zresztą było intencją studia Radical Comics. No cóż, „intencja” to raczej za mało, żeby twierdzić, że film powstał na podstawie powieści graficznej, ale najwyraźniej twórca „Niepamięci” o tym zapomniał.

Radosław Swółł

Oblivion / Niepamięć
Reżyseria: Joseph Kosinski
Scenariusz: Joseph Kosinski, Karl Gajdusek
Muzyka: m83
Zdjęcia: Claudio Miranda
Obsada: Tom Cruise, Morgan Freeman, Olga Kurylenko, Andrea Riseborough, Nikolaj Coster-Waldau
Premiera (świat): 10 kwietnia 2013
Premiera (Polska): 19 kwietnia 2013
Produkcja: USA, Niemcy
Gatunek: akcja, science-fiction
Czas trwania: 2 h 5 min.
Bibliografia
http://radicalpublishing.com/titles/oblivion/
http://www.bleedingcool.com/2013/04/12/oblivion-based-on-the-non-existing-graphic-novel/

,