Żywe Trupy tom 17 – Powód do strachu

ŻYWE TRUPY tom 17 – POWÓD DO STRACHU

Nadzieja i beznadzieja


222x300

Nadzieja na przyszłość. Z tym Robert Kirkman zostawił bohaterów serii „Żywe Trupy”. Ostatnie strony szesnastego tomu to monolog Ricka na temat nadziei. Nadziei na to, że może uda się zbudować nowy świat na gruzach tego starego. Że może uda się zacząć normalnie żyć.

Słowa Ricka są uzasadnione – w końcu jego grupa zamieszkała na osiedlu, które zapewnia bezpieczeństwo. Do tego bohater nawiązał kontakt z innym osiedlem, na którym życie to niemalże sielanka. Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że to właśnie w tę stronę skręci seria. Myślałem, że skupi się na budowaniu nowych relacji – handlowych, emocjonalnych itp.

Jednak Kirkman postanowił dać mi w łeb. I to całkiem mocno. Siedemnasty tom serii, „Powód do strachu”, to powrót do brutalnej rzeczywistości. I wcale nie chodzi tu o miliony zombie. O nie. Ci pełnią w tej części rolę absolutnie marginalną. Chodzi o ludzi, a zwłaszcza o jednego człowieka, który rozdaje w komiksie karty. Robi to z wyjątkowym okrucieństwem, o czym przekonuje się jeden
z bohaterów, który umiera w jednej z bodaj najbrutalniejszych scen w przekroju całej serii. Nowy wróg Ricka dokonuje tego morderstwa z szerokim uśmiechem na ustach. Przy nim dotychczasowi antagoniści, z Gubernatorem na czele, wyglądają jak stado uczennic. Dotychczas Rick sobie z takimi radził, ale tym razem tak nie jest. Zostaje zmuszony do uległości i sprowadzony do roli wykonawcy poleceń. Po lekturze komiksu po raz kolejny postawiłem sobie pytanie: kim są tytułowe żywe trupy? Czy to wszechobecni zombie? Szwendacze tułający się tu i tam w poszukiwaniu tylko jednej rzeczy – pożywienia? Czy może ludzie – ponoć wyposażeni w wyższe uczucia i zdolni do miłości, współczucia, ale również nienawiści, żądzy władzy i egoizmu. W końcu oni też szukają pożywienia i schronienia. I są gotowi zrobić wiele (a nawet wszystko), by ten cel osiągnąć.

Scenariusz „Powodu do strachu” to przede wszystkim dynamika. Prawdziwy roller coaster. Z jednej strony mamy dobre wieści, które mogą mieć duże znaczenie dla kolejnych tomów, a za chwilę dramat, tragizm i śmierć. Dla mnie to jeden z lepszych tomów w serii. Lektura byłaby doskonała, gdyby nie… właśnie. Przekład. Niby jest w porządku, wszystko jest na swoim miejscu. Poza jednym. Interpunkcją. Tutaj panuje w zasadzie absolutna wolna amerykanka. Dość powiedzieć, że w pierwszym kadrze komiksu brakuje czterech przecinków. Zaznaczę – w pierwszym kadrze. Potem wcale nie jest lepiej. Rozumiem, że tłumacz może być z tego słaby, ale od czego ma korektorów? Czyżby przy pracy nad serią pomijano tę – jakże istotną – fazę tworzenia polskiego przekładu? A może korektor przysnął? A może spojrzał i pomyślał: a, jakoś to będzie? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że na tłumaczach, korektorach, pisarzach, dziennikarzach i wszelkich innych piszących i publikujących w języku polskim osobach ciąży pewna odpowiedzialność. Odpowiedzialność za polszczyznę i jej stan. I nie chodzi mi o kwiecisty język i temu podobne rzeczy, ale o niepogarszanie i tak już opłakanego stanu naszego języka.

Mimo tego zgrzytu, tom siedemnasty to jeden z tych, do którego będę często wracał. Robert Kirkman kapitalnie prowadzi swoją serię. Jego świat jest przerażający. Pełen strachu, zwątpienia, śmierci. Spotkanie grupy Ricka Grimesa ze znacznie większą populacją ludzi wcale nie przyniosło ulgi. Wręcz przeciwnie, tylko spotęgowało uczucie beznadziei. Fanom serii komiksu tego rekomendować nie muszę. Innym – na pewno tak, choć mogą czuć się zagubieni, jeśli nie znają poprzednich tomów. Na pewno nie polecę go polonistom. Mogłoby dojść do zawałów.

Dziękujemy wydawnictwu Taurus Media za udostępnienie komiksu do recenzji.

Dawid Kukła

Żywe Trupy tom 17: Powód do strachu
Tytuł oryginału: The Walking Dead vol. 17: Something to Fear
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Charlie Adlard
Współpraca graficzna: Cliff Rathburn
Okładka: Tony Moore
Tłumaczenie: Robert Lipski
Wydawca: Taurus Media
Data wydania: marzec 2013
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania oryginału: listopad 2012
Liczba stron: 144
Format: 17 X 26 cm
Oprawa: SC
Papier: kredowy
Druk: czarno-biały
Dystrybucja: księgarnie, internet
Cena: 43 zł