Minutes to Midnight: Twelve Essays on Watchmen – recenzja książki

MINUTES TO MIDNIGHT: TWELVE ESSAYS ON WATCHMEN
„Watchmen”, czyli test Rorschacha

222x300

Mało który tekst – nie mówiąc już o komiksie – domaga się interpretacji bardziej niż „Strażnicy”. Hermetyczne, wielokrotnie złożone dzieło o szkatułkowej budowie, jedna z najważniejszych powieści graficznych w historii, wydarzenie na miarę „Finnegans Wake”. Nie możemy przy tym zapomnieć, że nie chodzi tu o tekst objawiony, ale o amerykański komiks, wydany przez wiodącą stajnię, z rzeszą fanów na całym świecie i wysokobudżetową ekranizacją (wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego nie stała się ona blockbusterem!).

Antologii „Minutes to Midnight: Twelve Essays on »Watchmen«”, wydanej po raz pierwszy w 2011 r. przez Sequart, udaje się poradzić z tym wyzwaniem. Poszczególne eseje – razem jest ich dwanaście, znaczenia tej liczby chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć – zaskakują erudycją, nie tylko przy analizie komiksu, ale przede wszystkim w opisie ogromnej liczby kontekstów, do jakich odsyła dzieło Gibbonsa i Moore’a. Jednocześnie wywracają ten komiks na nice, odkrywając wątki, na które osobiście nigdy bym nie wpadł. Wszystko to z zacięciem godnym zagorzałych fanów.

Kluczem do zrozumienia „Minutes to Midnight”, jak również samego komiksu, jest stwierdzenie pojawiające się we wstępie autorstwa Richarda Bensama: lektura „Strażników” jest jak test Rorschacha. Cytuje on odpowiedź Dave’a Gibbonsa na wciąż pojawiające się pytanie o to, kto właściwie jest głównym bohaterem „Watchmen”. „Nie istnieje żaden główny bohater. Cały zamysł polega na tym, że każdy sam wybiera sobie postać, za którą podąża. Może to być Rorschach, Komediant albo Ozymandiasz”. Gibbons za chwilę dodaje: „Ty mógłbyś być Nocnym Puchaczem”.

Faktycznie, Nocny Puchacz staje się uosobieniem całego fandomu. Przeżywający kryzys wieku średniego, zafascynowany historiami superbohatera z poprzedniego pokolenia, z pietyzmem przechowuje w piwnicy kostiumy, krążownik i resztę pamiątek po przeszłości. Mówiąc wprost – żyje w Złotym Wieku. Można powiedzieć, że jeżeli pierwszy Nocny Puchacz, Hollis T. Mason, był superbohaterem, to Dan Dreiberg odgrywa jedynie jego cosplay.

Takich nawiązań do potencjalnego czytelnika jest znacznie więcej. Esej „Nothing Ever Ends: Structural Symmetries in »Watchmen«” utożsamia Rorschacha, Ozymandiasza i Dr. Manhattana z trzema sposobami lektury. Rorschach to czytelnik siedzący z nosem w komiksie, który węszy w poszukiwaniu smakowitych kąsków (przemocy, krwistych dialogów, rzucania mięsem – słowem wszystkiego, co w amerykańskim komiksie określane jest mianem grim’n’gritty). Z kolei Ozymandiasz jest metaforą czytelnika nastawionego przede wszystkim na interpretację, który podchodzi do komiksu z nastawieniem teoretycznym. Taki czytelnik, śledzący poszczególne sceny niczym Veidt transmisje z całego świata, próbuje wydobyć z nich sens, który potem wykorzysta do własnych celów. “Theoría to przecież nic innego jak ogląd z dystansu. Natomiast Dr Manhattan pokazuje „boską” możliwość lektury, jaka dana jest czytelnikowi. Możemy czytać poszczególne kadry, plansze, całe rozdziały w dowolny sposób, przechodząc pomiędzy nimi podobnie jak Dr Manhattan teleportuje się pomiędzy światami.

Z kolei Komediant według Johna Loyda – autora eseju „The Last Laugh: Understanding »Watchmen’s«” Big Joke” – okazuje się być personifikacją tandemu Gibbons-Moore, z racji tego, że sam komiks jest przede wszystkim wielkim żartem. Nic więc dziwnego, że Komediant musi zginąć. Dzieje się to po to, żeby akcja mogła rozwinąć się na poważnie. Nie dziwi również to, że jego śmierć staje się motorem napędowym całej fabuły. Jak w dobrym Chandlerowskim kryminale, do którego porównuje „Strażników” Chad Nevett.

Niekiedy jednak teoria przestaje działać. Esej otwierający cały tom, „Reassembling the Components in the Correct Sequence: Why You Shouldn’t Read »Watchmen«” First”, jest rewelacyjny pod względem przedstawienia Strażników na tle historii komiksu. Zaczynając od historii superbohaterów ze stajni Charlton, którzy stanowią protoplastów Crimebusters, przez kontekst ironicznych parodii w stylu „Superduperman!” czy „Superfolks”, a kończąc na opisie chwytów formalnych, które stanowią o oryginalności dzieła Gibbonsa i Moore’a w porównaniu z innymi amerykańskimi komiksami. Ten popis erudycji kończy się stwierdzeniem: „jeżeli nie jesteś fanem komiksu, naprawdę, nie czytaj najpierw »Strażników«”, które, szczerze mówiąc, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Przecież równie dobrze można powiedzieć, że nie powinno się czytać „Strażników” bez znajomości realiów zimnej wojny, legend pirackich, twórczości Blake’a i Shelleya, teorii względności, fizyki kwantowej i tak bez końca. Zamiast tego lepiej stwierdzić, że komiks ten opiera się na zasadzie podwójnego kodowania – i to, w odróżnieniu od przywołanego „Finnegans Wake”, czyni z niego dzieło postmodernistyczne. Oznacza to tyle, że można bez przygotowania oddać się przyjemności tekstu, nawet jeżeli nie jesteśmy w stanie (bądź po prostu nie chcemy) rozwikłać wszystkich wątków zawartych w dziele. Jeżeli jednak mamy na to ochotę, to nic nie pomoże nam lepiej niż „Minutes to Midnight”.

Jakub Baran

Minutes to Midnight: Twelve Essays on Watchmen
Autorzy: Mary Borsellino, Timothy Callahan, Jon Cormier, Julian Darius, Walter Hudsick, Geoff Klock, John Loyd, Patrick Meaney, Chad Nevett, Gene Phillips, William Ritchie, Peter Sanderson
Redakcja i wprowadzenie: Richard Bensam
Okładka: Kevin Colden
Wydawca: Sequart Research & Literacy Organization
Data wydania: 2011
Liczba stron: 180
Oprawa: miękka
Druk: czarno-biały
Cena: $11.99

Wersja Kindle:
Rozmiar: 25037774 KB
Liczba stron: 180
Wydawca: Sequart Research & Literacy Organization
Data wydania: 2012
Dystrybucja: Amazon Digital Services, Inc.
Cena: $11.99