Thrillbent – Jak to działa?

Pierwszego kwietnia miała miejsce premiera nowej wersji Thrillbentu – stworzonej przez Marka Waida platformy dystrybucji darmowych komiksów cyfrowych. Otwierając ten serwis nieco ponad rok wcześniej Waid zapowiadał cyfrową rewolucję w komiksach. Czy rzeczywiście nadeszła? I dlaczego w ogóle warto zainteresować się Thrillbentem?

Jak to działa?

Oryginalną intencją Waida było publikowanie komiksów, które mogłyby stosunkowo łatwo zostać przeniesione na papier i dystrybuowane w tradycyjny sposób. I choć czytając którąkolwiek z serii ukazujących się na stronie, można łatwo się zorientować, iż eksperymenty stopniowo wzięły górę nad tym pierwotnym założeniem, łatwo można też zauważyć, że komiksy publikowane na Thrillbencie nie odchodzą całkowicie od formatu strony: nie ma tu eksperymentów z infinite canvas czy animacją. Narracja zamyka się w ramach poziomego prostokąta, który łatwo skojarzyć z tradycyjną formą paska komiksowego. Na szeroką skalę wykorzystywane są jednak quasi-animacyjne efekty: poprzez wykorzystanie nakładających się warstw w ramach istniejącej strony przy każdym kliknięciu ujawniane są nowe panele, lub też ukazują się zmiany w tych już widocznych. Dlatego liczba „stron”, jaką widzimy poniżej czytanego komiksu lub w opisie pobranego pliku jest dziwnie wysoka w stosunku do faktycznej zawartości danego odcinka – w rzeczywistości jest to bowiem liczba kliknięć, które przeprowadzą czytelnika od początku do końca całej historii.

Zaraz… pobranego pliku? Otóż to – przeczytanie komiksu na stronie jest tylko jedną z opcji. Oprócz tego można go bezpłatnie pobrać, zazwyczaj w formacie CBZ, w niektórych wypadkach również PDF. Waid tłumaczył, że zdecydował się wprowadzić taką możliwość, gdy zauważył, że publikowane na stronie komiksy, mimo że darmowe, po kilku dniach i tak pojawiały się w internecie jako torrenty. Stwierdził wówczas, że umożliwiając pobieranie ich bezpośrednio ze strony, nie tylko uzyska minimum kontroli nad ich obrotem, ale też zaoszczędzi pracy części swoich czytelników. Ta opcja pozwoliła zresztą Thrillbentowi przetrwać ataki hakerów – kiedy strona serwisu nie funkcjonowała, nowe odcinki publikowanych serii udostępniane były do pobrania poprzez media społecznościowe. Być może zainspirowało to do wprowadzenia kolejnej funkcji – nowa wersja strony umożliwia użytkownikom wstawianie czytanych komiksów na własnych stronach, profilach itd.

Co dzisiaj mamy do poczytania?

W tej chwili na Thrillbencie dostępnych jest dostępnych siedem serii reprezentujących różne gatunki. Są to:

„Insufferable” (Mark Waid, Peter Krause, Nolan Woodard, Troy Peteri) – czasami zdarza się, że zamaskowany obrońca sprawiedliwości dobiera sobie młodego pomocnika i wychowanka. Czasami zdarza się też, że ów pomocnik, gdy dorośnie, zrywa współpracę i zostaje wrednym celebrytą. „Insufferable” opowiada historię, w której taki właśnie duet musi po latach zjednoczyć siły, by wyjaśnić zagadkę związaną ze śmiercią bliskiej obydwu bohaterom osoby. To pierwsza seria, która zaczęła się ukazywać regularnie na Thrillbencie. Często jest chwalona za scenariusz łączący sprawnie elementy dramatyczne i komediowe oraz za niesztampowe, choć oparte na często wykorzystywanych konwencjach postacie. Wielu recenzentów i czytelników zwraca jednak uwagę na problemy twórców ze znalezieniem właściwego tempa dla tej opowieści – tego typu niedociągnięcia pojawiały się przede wszystkim na początku serii, nie są jednak zupełnie nieobecne i w późniejszych ich częściach, czego przykładem może być odcinek 28. Wśród publikacji Thrillbentu jest to jeden z komiksów, którego autorzy w największym stopniu podejmują eksperymenty formalne, co rusz wypróbowując nowe rozwiązania związane z układem strony czy z nakładającymi się panelami. Nowe odcinki pojawiają się na stronie w każdą środę.

„PAX ARENA” (Mast, Geoffo, Yves “Balak” Bigerel) – zarząd gigantycznej stacji kosmicznej ma pewne rozwiązanie zwalczające przeludnienie więzień i sprawiające, że więźniowie, zamiast przejadać pieniądze podatników, przynoszą wpływy do państwowego budżetu: najgroźniejsi kryminaliści toczą ze sobą śmiertelne pojedynki na stadionie znanym jako Pax Arena. System działa bez zarzutu do czasu, kiedy na arenie zamiast skazańca pojawia się księgowy tejże instytucji, by zostać brutalnie zamordowanym przez oczekującego na niego zawodnika. Poszlaki wskazują, że to zdarzenie zostało zaaranżowane przez nikogo innego, jak głównego administratora Areny. Zdegradowana za niesubordynację policjantka Zoe za wszelką cenę stara się udowodnić nie tylko jego winę, ale też to, że nie jest nietykalny. „PAX ARENA” wyróżnia się spośród innych serii na Thrillbencie przede wszystkim grafiką: niezbyt realistyczną, bardzo ekspresyjną, wykorzystującą wyłącznie plamy czerni i bieli. Podobnie jak w wypadku „Insufferable” twórcy na szeroką skalę wykorzystują efekty związane z nakładaniem lub odkrywaniem kolejnych paneli – zresztą Balak znany był z takich eksperymentów zanim jeszcze Waid zaprosił go do współpracy przy Thrillbencie. Publikacja serii jest w tej chwili zawieszona, jednak planowane jest wznowienie jej na drugi „sezon” – obecnie dostępnych jest osiem odcinków w dwóch wersjach językowych: angielskiej i francuskiej.

 

„Arcanum” (John Rogers, Todd Harris, Troy Peteri) – o inwazjach obcych czytaliśmy i oglądaliśmy już tyle historii, że można wręcz spodziewać takiego ataku. Zazwyczaj jednak, gdy mówimy o obcych, mamy na myśli istoty z innych planet, nie zaś z innej rzeczywistości – z magicznego wymiaru, o którym pamięć utrwaliła się w mitach i w legendach. W „Arcanum” to właśnie mieszkańcy świata magii przybywają, by nieść zagładę ludzkiej rasie. To stosunkowo nowa seria – zaczęła się ukazywać na początku kwietnia. Na razie jest dość konserwatywna, jeżeli chodzi o eksperymenty z cyfrowym formatem – efekty tak charakterystyczne dla „Insufferable” czy „PAX ARENA” zaczęto wprowadzać dopiero po kilku odcinkach. Jasna, momentami wręcz jaskrawa kolorystyka przewrotnie nawiązuje do ilustrowanych baśni dla dzieci, co dobrze współgra ze stosunkowo konwencjonalnym – w warstwie wizualnej – przedstawieniem istot nadprzyrodzonych. Nowe odcinki publikowane są co poniedziałek.

„The Damnation of Charlie Wormwood” (Christina Blanch, Chris Carr, Chee, Troy Peteri) – profesor college’u, który naucza w więzieniu w wyniku cięć budżetowych, traci ubezpieczenie zdrowotne na krótko po tym, jak jego syn zapada na przewlekłą chorobę. W obliczu tej sytuacji coraz trudniej odrzucać mu propozycje jego więziennych studentów, którzy oferują finansową gratyfikację w zamian za pomoc w załatwianiu ich spraw „na zewnątrz”… „The Damnation of Charlie Wormwood” to kolejna ze stosunkowo świeżych serii na Thrillbencie – przy jej premierze, zapewne ze względów marketingowych, porównywano ją do serialu „Breaking Bad”. W warstwie graficznej mamy do czynienia z szeroką gamą odcieni szarości, co doskonale oddaje atmosferę przygnębienia i osaczenia dominującą w tej historii. Quasi-animacyjne efekty stosowane są na dość szeroką skalę, ale w subtelny sposób. W warstwie wizualnej pojawiają się jednak czasami zgrzyty psujące nieco odbiór treści – mam tu namyśli przerysowane ujęcia odstające nieco od realistycznej konwencji. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że scenarzyści – Christina Blanch i Chris Carr – mają doświadczenie w nauczaniu w więzieniach. Nowe odcinki zamieszczane są w każdy piątek.

„The Endling” – jedna z dwóch najnowszych serii na Thrillbencie, ukazująca się od początku maja, przedstawia nam sytuację na pierwszy rzut oka normalną: pewien naukowiec zatrudnił licealistów jako stażystów monitorujących komputery, które przetwarzają wyniki jego badań. Nie wie jednak, że jedna z jego młodych pomocnic, Amber Black, ma większe ambicje i wykorzystuje jego serwery, by brać udział w internetowym projekcie, polegającym na obserwacji komputerowej symulacji następnych kilku miliardów lat ludzkiej ewolucji i sposobu, w jaki rozprzestrzeniały się będą choroby genetyczne. Czeka ją przy tym niezłe zaskoczenie, gdyż niemowlę, które w owej projektowanej przyszłości rodzi się u zmierzchu ludzkości, w pierwszym dniu swojego życia nie tylko zaczyna mówić, ale zwraca się bezpośrednio do niej. Kolejne rozdziały publikowane są co czwartek.

„The Eight Seal” (James Tynion IV, Jeremy Rock, Nolan Woodward, Troy Peteri) – ukazująca się od kwietnia comiesięczna seria grozy, w której koszmary pewnej młodej kobiety zmuszonej do częstych wystąpień publicznych zaczynają powoli przenikać do jej codziennego życia – a ona sama nie jest w stanie powiedzieć, czy traci zmysły, czy też dzieje się coś jeszcze poważniejszego…

 

„The Walking Pandas” – publikowana okazjonalnie parodia serialu „The Walking Dead”, a czasem również innych popularnych filmów i serii telewizyjnych. Nie odznacza się żadnymi wyróżniającymi walorami formalnymi ani treściowymi, więc polecam ją jedynie uwadze fanów serialu, którzy chcą się pośmiać.

Oprócz komiksów publikowanych w seriach na Thrillbencie dostępnych jest również sporo krótkich historii zamykających się w jednym lub dwóch rozdziałach. Szczególnie polecam „Luthera” z scenariuszem Marka Waida i rysunkami Jeremy’ego Rocka, który, jak już wspominałam, jest komiksem, od którego wszystko się zaczęło. Warto również zainteresować się dwuczęściowym „City of the Dead”, czyli halloweenowym crossoverem pomiędzy „Trekkerem” Rona Randalla i „Johnnym Zombie” Karla Kesela.

Żniwo rewolucji

Thrillbent momentalnie wzbudził zainteresowanie wśród czytelników i krytyków – zapowiedź darmowego dostępu do komiksów tworzonych przez czołowych scenarzystów i rysowników, dystrybuowanych bez pośrednictwa wydawnictw, przyjęto z entuzjazmem, któremu towarzyszył cień niepewności i konfuzji. Publikowane na początku istnienia strony komiksy były oceniane wysoko, z uznaniem komentowano też ich format: niektórzy recenzenci posunęli się do stwierdzeń, że Waid pokazał światu, jak będzie wyglądała przyszłość komiksów. Zgłaszano też zastrzeżenia, a głównym zarzutem było to, że odbiorca ma bardzo mało wolności w wyborze sposobu, w jaki chce czytać komiks – jego lektura warunkowana jest tym, co autorzy zaplanowali po poszczególnych kliknięciach.

Ze strony właścicieli sklepów komiksowych oraz twórców webkomiksów projekt ten spotkał się z inną reakcją. Pierwsza grupa z natury skłonna jest patrzeć na komiksy cyfrowe z nieufnością, postrzegając w nich konkurencję w metodzie dystrybucji, która jest w stanie odciągnąć czytelników od kupowania tradycyjnych, papierowych komiksów. Sam Mark Waid był przez księgarzy krytykowany już wcześniej, gdy opowiadał się za większym rozwojem cyfrowej dystrybucji – trudno więc się dziwić, że jego zapowiedzi dotyczące strony, na której tego typu komiksy można będzie czytać za darmo, spowodowały podejrzenia, iż sukces tego projektu może jeszcze bardziej ograniczyć dochody tradycyjnych sklepów.

Również twórcy komiksów internetowych zgłaszali zastrzeżenia natury ekonomicznej. Scott Kurtz, autor publikowanego od lat dziewięćdziesiątych webkomiksu „PVP”, zwrócił uwagę, że Waid jest jednym z pierwszych popularnych autorów mainstreamowych amerykańskich komiksów, który zdecydował się zastosować sprawdzony w przypadku komiksów sieciowych model biznesowy, polegający na czerpaniu zysków nie tyle z samego udostępnienia produktu, co z wykorzystania przywiązania i szacunku fanów, gdy tytuł zdąży już zyskać sobie znaczną ilość zwolenników. Kurtz podejrzewał, że jeżeli przedsięwzięcie Waida się powiedzie, pójdą za nim również inni twórcy pracujący do tej pory w dużych wydawnictwach, co może mieć poważne konsekwencje dla webkomiksowego światka, od którego odciągnięta zostanie uwaga publiczności. Odmienną opinię wyrażano na dwóch popularnych blogach poświęconych komiksowi internetowemu: Fleen pisał, iż bardziej prawdopodobne jest, że Thrillbent przyciągnie przede wszystkim czytelników komiksów mainstreamowych, którzy nie są zainteresowani komiksami sieciowymi, zaś komiksom publikowanym na Thrillbencie poświęci uwagę niewielu odbiorców webkomiksów. Podobnie przypuszcza autor The Webcomic Overlook, który podkreślił różnice w zainteresowaniach i przyzwyczajeniach obydwu grup czytelników, jako potwierdzenie wskazując niewielkie powodzenie superbohaterskich webkomiksów. Póki co wydaje się, że więcej racji mieli właśnie bloggerzy: Thrillbent bazuje na nawykach ukształtowanych przez tradycyjny amerykański rynek komiksowy, publikując spore części historii w dużych odstępach czasu, podczas gdy czytelnicy webkomiksów przyzwyczajeni są do częstych, ale niewielkich aktualizacji. Serwis zatrudnia też twórców piszących dla dużych wydawnictw i nie nawiązuje szerszej współpracy z autorami komiksów sieciowych. To wszystko sprawia, że nie stał się częścią webkomiksowego środowiska. Jednak i przewidywania Kurtza po części się sprawdziły: przedsięwzięcie Waida już doczekało się naśladownictw, takich jak Comic Book Think Thank, założony przez Rona Perezzę i Daniela Govara.

Warto jeszcze się zastanowić, na ile rewolucyjny jest sam format komiksów Thrillbentu. Przyznać trzeba, że o ile nikt przedtem na taką skalę nie wykorzystywał efektów związanych z nakładaniem kolejnych warstw w ramach jednej strony, to thrillbentowe komiksy są zaskoczeniem przede wszystkim dla osób przyzwyczajonych do komiksów papierowych. Czytelnicy komiksów internetowych i cyfrowych z podobnymi quasi-animacyjnymi efektami zetknęli się już w komiksach Yummei oraz w „Valentine” Alex de Campis. Efekt nowości jest również słabszy, gdy czytelnik jest przyzwyczajony do stosowanej na Comixology techniki guided view, która – dla ułatwienia czytania z urządzeń mobilnych – prezentuje poszczególne panele bądź ich elementy w takiej kolejności, w jakiej teoretycznie trafiałby na nie wzrok czytelnika trzymającego w rękach tradycyjny zeszyt. Nie można jednak zaprzeczyć, że komiksy publikowane na Thrillbencie prezentują wiele interesujących rozwiązań formalnych oraz ogólnie wysoką jakość. To z kolei, w połączeniu z dużym zróżnicowaniem gatunkowym i stylistycznym, sprawia, że na pewno warto poświęcić thrillbentowemu katalogowi trochę czasu i uwagi.

Ksenia Frąszczak