Kłamca: Viva l’arte

KŁAMCA: VIVA L’ARTE

Wiwat biznes!

222x300

Komiksowe adaptacje dzieł książkowych bądź filmowych zawsze niosą ze sobą pewne ryzyko. W końcu trzeba nie tylko sprostać wymaganiom nowych czytelników, ale również spełnić oczekiwania dotychczasowych fanów pierwowzoru. Nic zatem dziwnego, że komiksowa wersja losów Kłamcy – słynnego bohatera sagi Jakuba Ćwieka – wywołała sporo zamieszania wśród znawców przygód Lokiego.

Gdy Jakub Ćwiek postanowił zakończyć cykl o Kłamcy, wielu fanom zakręciła się w oku przysłowiowa łezka. Komiks „Kłamca: Viva l’arte” mógłby być świetnym materiałem na jej otarcie, oczywiście pod warunkiem zachowania wysokiego poziomu publikacji książkowych. Odpowiednio wykreowany mógłby stać się także świetnym impulsem dla nowych czytelników, którzy po zapoznaniu się z wersją rysunkową, zapragnęliby sięgnąć również po pierwowzór literacki. Zapewne również dlatego „Viva l’arte” nie jest (na szczęście!) komiksową adaptacją dotychczasowych przygód Lokiego, tylko odrębną historią, stworzoną przez Ćwieka specjalnie na potrzeby tego medium.

Osią fabularną komiksu jest tajemnicze zniknięcia człowieka, co do którego Bóg miał spore plany, dopóki jego Anioł Stróż nie został bestialsko zamordowany. Oczywiście całą sprawę musi rozwikłać nie kto inny, tylko Kłamca. Zanim jednak Loki odkryje prawdę i odnajdzie mordercę, czeka go podróż po kanałach, przeprawa z Aztekami oraz bitwa z mistycznymi demonami. Szkoda tylko, że części te nie zostały połączone w jedną całość. Zamiast misternie budowanej intrygi otrzymujemy splot luźnych przypadków, które w wymuszony sposób prowadzą do rozwiązania zagadki. Cała historia z Aztekami, która teoretycznie powinna mylić tropy, na siłę wbija się w główny wątek opowieści, wyglądając raczej jak pretekst do popisania się wyszukaną kreską. Sporym grzechem jest również brak wytłumaczenia podstawowych motywów w całej historii Lokiego (nie pomaga tutaj nawet wstępny zarys genezy tej postaci). Kto nie czytał książek Ćwieka, nie będzie miał pojęcia, dlaczego Loki pracuje na usługach aniołów, co znaczy zapłata z piór ani jakie relacje łączą nordyckiego boga z Archaniołem Michałem. W konsekwencji dla fanów przygód Kłamcy w wersji książkowej komiks może się okazać mocno rozczarowujący, dla tych niezaznajomionych z tematem – niezrozumiały. Chaotyczny i nieprzemyślany będzie prawdopodobnie dla jednych i drugich.

Być może całość mogłaby uratować naprawdę oszałamiająca szata graficzna. Niestety, ta stworzona przez Dawida Pochopnia (rysunki) i Grzegorza Nitę (kolory) – choć niezła – nie jest w stanie udźwignąć całości przekazu. Panowie nie mieli zresztą lekkiego zadania, tworząc w dużym cieniu wizerunku Kłamcy wykreowanego przez Piotra Cieślińskiego na poczet książkowego wydania Fabryki Słów. W tej perspektywie dużym plusem jest fakt, że autorzy „Viva l’arte” nie bali się zaprojektować własnej wersji Lokiego, która znacznie odbiega od książkowego pierwowzoru. W komiksie nordycki bóg zyskuje dużo mroczniejszy wyraz, więcej w nim wyrachowania, bezwzględności i skłonności do przemocy. Z jego nową odsłoną dobrze koresponduje ogólny klimat całej publikacji, w której postawiono na ciemne, intensywne barwy i ostrą kreskę. Ciekawym zabiegiem jest również klika pobocznych pomysłów, jak np. zestawienie Lokiego z postacią Chrystusa czy przedstawienie Archanioła Michała w wersji mocno zniewieściałej, z lilią we włosach. Oczywiście komiksowe wcielenie nie każdemu przypadnie do gustu (co podkreśla w swojej przemowie sam Ćwiek), ale warto docenić oryginalność tej realizacji.

Dodatkowym smaczkiem „Viva l’arte” są czarno-białe plansze ze szkicami różnych postaci, również tych całkiem pobocznych, które w gruncie rzeczy są jedną z najmocniejszych stron całego tomu. Dopiero w tym miejscu widać prawdziwy kunszt rysownika i duże poczucie humoru, jak np. w przypadku postaci krasnoludów stylizowanych na harleyowców (lub na odwrót).

Uzupełnieniem całej opowieści jest również krótka historia o Lokim mordującym własnych twórców (głównie dlatego, że miał ich po prostu dość). Zamysł tego epizodu sam w sobie jest nawet całkiem zabawny, choć niepozbawiony pewnej przesadnej „kokieterii autorskiej”. Z pewnością w jednym ta historia okazuje się całkiem trafiona – Loki faktycznie może mieć kilka powodów, by zemścić się na swoim kreatorze. Najważniejszym z nich jest… zmarnowanie ogromnego potencjału tej postaci.

Sam pomysł na fabułę „Viva l’arte” wcale nie jest nieudany. Przeciwnie, odpowiednio rozwinięty i poprowadzony mógłby się okazać prawdziwym strzałem w dziesiątkę. W założeniu jest w nim wszystko, czego potrzeba i co do tej pory było znakiem rozpoznawczym historii o Lokim: przewrotne podejście do religii chrześcijańskiej, duża dawka czarnego humoru czy wreszcie pomysłowo skonstruowana fabuła z zaskakującym momentem kulminacyjnym. Niestety, wszystko, co świetnie wygląda w teorii, w praktyce zostało zaprzepaszczone przez zbyt małą objętość komiksu. Trudno na sześćdziesięciu stronach odpowiednio rozwinąć całą historię, a wynikająca z tego powierzchowność i fragmentaryczność opowieści może dodatkowo razić dotychczasowych fanów Kłamcy, przyzwyczajonych do rozbudowanej i doszlifowanej formy książkowej.

Względy ekonomiczne zwyciężyły nad jakością merytoryczną. W konsekwencji otrzymujemy naprawdę średnią próbę „odcinania kuponów” od dotychczasowych sukcesów serii książkowej. Wbrew tytułowi, zamiast sztuki żyje… biznes. Trochę szkoda, że uśmierca przy tym naprawdę dobry pomysł.

Dziękujemy wydawnictwu SQN za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Magdalena Iwańska

Kłamca: Viva l’arte
Scenariusz: Jakub Ćwiek
Rysunki: Dawid Pochopień
Kolory: Grzegorz Nita
Wydawca: Sine Qua Non
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 68
Format: 230×300 mm
Oprawa: twarda/miękka
Papier: kreda
Druk: kolor
Cena: 34,90/24,90 zł