Motyw miasta w komiksie

Motyw miasta w komiksie

Miasto jest najczęściej naturalnym tłem dla większości historii, których jesteśmy odbiorcami, tłem, na które zwykle nie zwracamy większej uwagi. Miasta mają również wpływ na narrację – Paryż kojarzy nam się z romantyczną historią, Nowy Jork z zagładą Ziemi przez kosmitów, a Tokio z Godzillą. Jednak dalej jest to jedynie scenografia, po której przechadzają się bohaterowie. Co się dzieje, gdy to tło zaczyna mieć taki wpływ na bohaterów, że aż samo wybija się na jeden z głównych tematów opowieści? Jak to jest, że bohaterowie są czasami jedynie narzędziem do opowiedzenia historii miasta, które samo jest nieme?

Poniższy tekst ma mieć z założenia charakter wprowadzający, więc na samym początku należy poświęcić chwilę samemu motywowi miasta w sztuce, a dokładniej w literaturze, i dopiero później przejść do jego wykorzystania w komiksie. Topos miasta nie jest niczym nowym, jego początki sięgają tekstów biblijnych – Starego Testamentu – i dzieł wcześniejszych. Miasta przedstawiane w Biblii były najczęściej miejscami grzechu, ściągającymi na siebie karę bożą. Miasto było również obecne w powieściach późniejszych epok, szczególnie wyraźnie w okresie XIX i XX w. Dobrym przykładem na ukazanie miasta jest „Ojciec Goriot” Balzaca. W doskonały sposób pokazuje on, jaki wpływ miał Paryż, jego klimat, moralność i rozwój, na życie ludzi i na zmianę jednego z głównych bohaterów, studenta pochodzącego z prowincji. Sztampowym już przykładem ukazania miasta z polskiej powieści jest „Lalka” Bolesława Prusa – oddaje ona topografię stolicy z tego okresu, pokazuje również rozwarstwienie społeczne, a także możliwości rozwoju, z których tak sprawnie korzysta Wokulski. Powieści z przywołanego okresu są ciekawe z kilku względów – z jednej strony miasto pokazuje postęp cywilizacyjny, rozwijający się przemysł i kapitalizm, z drugiej strony jest również siedliskiem biedoty i kryminalistów wszelkiej maści, których sytuację można odczytywać jako rewers owych pozytywnych zmian.

Przechodząc do komiksu to podobnie jak w przypadku klasycznej literatury („nieobrazkowej”) miasto jest jedynie jednym z kilku motywów, na pewno mniej znanym i mniej oczywistym niż najmocniej kojarzony z komiksem wątek nadczłowieka/superbohatera. Można wyróżnić kilka typów obecności miasta w danym dziele. Z pierwszym z nich będziemy mieli do czynienia, podobnie jak w powieści, gdy miasto będzie stanowić jedynie tło wydarzeń i nie będzie miało specjalnego wpływu na historię, w której będą dominować inne problemy. Drugim modelem będą miasta, z których będzie wypływać opowiadana historia. Będą to miasta z własnym charakterem, klimatem. Opowiedzenie dziejących się tu rzeczy w innym miejscu często nie ma sensu albo nawet jest niemożliwe poza przestrzenią określonego miasta. Przykładem tego mogą być też wszelkiego rodzaju utopie/dystopie, które będą warunkować kontekst egzystencji bohaterów. Najjaskrawszymi przykładami tego typu będą jednak komiksowe miasta grzechu. Trzeci typ stanowią miasta będące bohaterami komiksu, gdzie postaci jedynie umożliwiają pokazanie niezwykłości tych miejsc. Każdy z wymienionych typów zostanie omówiony poniżej na konkretnych przykładach.

Nowy Jork zdaje się być najlepszym przykładem miasta tła, jak i miejsca uniwersalnego. Większość kinowych adaptacji komiksów rozgrywa się właśnie w Nowym Jorku, chociażby „Batman” Nolana, w którego przypadku postawiono na realizm historii i którego Gotham nie jest tym Gotham z Burtonowskich ekranizacjach, gdzie było prawdziwą, klimatyczną, komiksową scenografią. Nowy Jork jest z jednej strony miejscem na tyle charakterystycznym, że łatwo je rozpoznać, z drugiej strony na tyle uniwersalnym, żeby nie powiedzieć bezpłciowym, że po prostu nie przeszkadza on większości historii, a sam bardzo często w ich finale zostaje w efektowny sposób zniszczony. I tak mamy w tym mieście Spidermana, Daredevila, Koziorożca, transformery i pewnie jeszcze kilkanaście innych postaci/historii, dla których miasto to jest dobrym „nawozem” – budynki są odpowiednio wysokie, mamy fajną wyspę, jest dużo szkła i metalu, które zapewniają efektowną rozwałkę. Widz/czytelnik zna Nowy Jork również z innych historii, można powiedzieć, że czuje się tu jak u siebie w domu.

Naszymi przykładami miast drugiego typu będą miejsca takie jak: Gotham City z opowieści o Batmanie i Basin City z „Sin City” (które dość często nazywane jest przez samych bohaterów po prostu Sin City). Oba te miasta można scharakteryzować jako miasta grzechu, za swoich przodków mające biblijne miasta takie jak: Babel – będące symbolem ludzkiej pychy, Sodoma i Gomora – symbole rozwiązłości seksualnej, a także Babilon z Apokalipsy – symbol kłamstwa, fałszu i biorącego się z nich zniewolenia. Podobnie grzech szerzy się i w tych miastach: policja jest skorumpowana (z wyjątkiem komisarza Gordona), szerzy się przestępczość – ta drobna i ta czyniona przez superzłoczyńców, nikt nie może czuć się bezpiecznie, są to miejsca ponure, deszczowe i wilgotne, gdzie właściwie nie zagląda słońce.

Gotham City ma długą komiksową, jak i filmową historię, przez co nie jest miejscem, które można jednoznacznie scharakteryzować. Jednak wszystkie jego wersje mają pewne cechy wspólne, tworzące jego klimat, który tak dobrze oddają słowa Franka Millera ze wstępu do albumu „Batman: Rok Pierwszy”, w których opisuje on jedno ze swoich pierwszych wrażeń na temat tego miejsca: „Rysunki wydały mi się przerażające, a zarazem doskonałe. Gotham City wyglądało jak zespół lodowatych, bezdennych, smaganych wichrem, betonowych studni, zalanych zimnym blaskiem księżyca, światła miasta próbowały dosięgnąć pułapu chmur, ale rozmywały się w wilgotnej białej mgle, daleko, całe mile pode mną. Odgłosy ulicy docierały do mnie jako stłumiony, przepełniony smutkiem pomruk, jednostajny i niezmienny”. Czy opis ten nie przywodzi na myśl jaskini, która jest doskonałym miejscem dla nietoperza? Dlatego właśnie jest to miejsce odpowiednie dla herosa takiego jak Batman, który nie mógłby istnieć gdzie indziej, gdzie ulice bezwstydnie oświetla słońce. Potrzebuje on mroku i wilgoci, żeby być tym, kim jest – Mrocznym Rycerzem. Gotham jest miastem Batmana – to ono go stworzyło, zabierając mu rodziców, zaszczepiło w Brusie chęć zemsty i oczyszczenia miasta ze wszelkiego rodzaju szumowin. To ono stanowi siłę napędową egzystencji Batmana. Gdyby stało się miastem prawa i porządku – jego tożsamość rozsypałby się.

Gotham nie tylko tworzy Batmana, ale jest też matką jego antagonistów – Jokera, Two Face’a i Pingwina. Każdy z nich ma określony rewir działania. Jak zostało wcześniej wspomniane, Gotham to miasto grzechu, gdzie silniejsi są na górze i gdzie jedynie jednostki są w stanie oprzeć się złu, a i to nie jest jednoznaczne – Batman chciał/chce zabić Jokera („Hush”, „Zabójczy żart”), jednak czym by się wtedy od niego różnił? Właśnie ten moment wyboru jest tym, co daje mu moralną wyższość nad wrogiem, bo podobnie jak i on jest człowiekiem czerpiącym siłę ze swojej traumy, jednak chcącym wykorzystać ją w odmienny sposób – by walczyć ze złem, a nie by je tworzyć.

Pisząc o Gotham, należy też pamiętać o tym, że nie jest to jedynie miejsce starć Mrocznego Rycerza i jego wrogów. Choć taka jest podstawowa i najbardziej naturalna perspektywa dla odbiorcy dzieł o Batmanie, to należy pamiętać, że tam też żyją ludzie – na tych samych ciemnych ulicach rozgrywa się zwyczajne życie, a o tym, jak ono wygląda, możemy się przekonać chociażby z serii „Gotham Central”, pokazującej pracę policji w Gotham City. Batman funkcjonuje w tych opowieściach jak cień, jego działania nie widać bezpośrednio, policjanci zwykle przybywają po nim, jednak jego obecność jest „wyczuwalna” w mieście.

Kolejnym miastem jest równie mroczne i deszczowe co Gotham Basin City – miasto zła i występku, rządzone przez rodzinę Roarków, gdzie bezlitośnie rządzi prawo silniejszego i gdzie nie ma kogo prosić o pomoc, a policja jest kolejną organizacją przestępczą. Miasto z opowieści Franka Millera zaludnione jest przez „soczyste”, aż do bólu wyraźne postacie. Mężczyźni to prawdziwi drapieżcy w prochowcach, gotowi zabijać i ranić, a kobiety o pięknych kształtach łamią im serca pomimo tego, że bardzo często są na sprzedaż. Tym, co ich łączy, jest życie w tym samym, przeklętym przez Boga i mieszkańców mieście. Jest to świat jednoznaczny, bezkompromisowy – albo życie, albo śmierć. Podkreśla to czarno-biały rysunek pozbawiony odcieni przechodnich i jedynie od czasu do czasu pojawiający się akcent koloru (żeby podkreślić jakąś postać, np. „Ten Żółty Drań”).

Pokazanie Sin City nasuwa analogię z Petersburgiem przedstawionym w „Zbrodni i karze” Dostojewskiego, pomimo tego, że miasta różni klimat – Petersburg jest parny, cuchnący i lepki od potu (akcja powieści rozgrywa się z miesiącach letnich). W Basin City klimat jest równie nieznośny, wilgotny, ale nie od parującego potu, a od prawie ciągle padającego deszczu. Oba miasta łączy wpływ, jaki mają na bohaterów, których ciężko nazwać dobrymi czy złymi, patrząc na ich czyny. Wszechogarniające zepsucie i grzech nie pozostawia ich obojętnymi – i tak Raskolnikow ze studenta staje się zabójca, a Sonia z dziwki staje się osobą będąca dla niego punktem zaczepienia i ratuje jego duszę przed totalnym upadkiem. W Sin City bohater musi sam wziąć sprawy w swoje ręce, nie może liczyć na pomoc ze strony władz i policji, z którymi musi często walczyć w obronie swoich wartości. W obydwu przypadkach miasto jest tym, co bohaterowie obwiniają o zło. W „Sin City” bohaterowie to najczęściej mężczyźni, którym zostaje zabrane to, co kochali – ich kobiety, z którymi mogli spędzić jedynie jedną noc jak Marv z Goldie w pierwszym zeszycie z serii. Jednak miłość pcha ich do zemsty i ta sama miłość okazuje się destrukcyjna i może kończyć się śmiercią. Jest tak w przypadku Marva, a także Hartigana, który zabija się, by nie narażać Nancy. Miłość jest ostatecznie tym, co pozwala odróżnić nam tych „nieco lepszych” bohaterów od tych złych, bo jeżeli chodzi o użyte środki, śmierć i okrucieństwo, to po dwóch stronach bohaterzy równie często sięgają po broń i zabijają.

Charakter Sin City uniemożliwia klasyczny happy end, do którego przyzwyczaiła nas większość popkulturowych produkcji. Tutaj zawsze ktoś musi umrzeć, co pokazuje również ostatni album z serii, w którym Wallace odzyskuje i później ucieka razem z Esther z Sin City gdzieś, gdzie ich życie będzie możliwe i niezagrożone, na co nie ma szans w tym przeklętym miejscu.

Trzeci typ miasta scharakteryzujemy, odwołując się do twórczości Françoisa Schuitena, z wykształcenia jest architekta, w którego pracach architektura odciska ogromne piętno. Widać to w cyklu „Mroczne miasta”, gdzie budynek, miasto i przedmiot stają się motorem całej fabuły. Tytułem, którym się zajmiemy, będzie pierwszy komiks ze wspomnianej serii „Mury Samaris” – jest to opowieść o niezbyt dobrze znanym mieście, do którego na misję badawczą zostaje wysłany mężczyzna imieniem Franz. Ma on za zadanie obserwować, co dzieje się w tytułowym mieście i spróbować rozwikłać zagadkę zniknięcia jego poprzedników. Ostatecznie okazuje się, że również dla niego misja była biletem w jedną stronę.

Tytułowe Samaris jest zręcznym mechanizmem, który jedynie imituje ulice i ludzi na nich żyjących i dzięki temu jest w stanie chwytać niczym rosiczka (będąca symbolem tego miasta) „turystów” pokroju Franza. Franz jednak przypadkowo odkrywa mechanizm miasta – chcąc zobaczyć co jest w sąsiednim pokoju, przebija ścianę, która wydaje się jedynie atrapą – i w tym monecie odkrywa to, że przez cały swój pobyt w mieście był manipulowany. Podobnie jak dla bohatera „Truman Show”, i tu miasto istniało tylko dla niego, choć właściwiej byłoby powiedzieć, że on istniał dla miasta, tak jak Truman dla widzów. Franz chce odkryć, kto igrał z nim w ten sposób, jednak nie znajduje żadnego człowieka, a ludzie, których widywał wcześniej, okazują się jedynie dekoracjami miejsc w mieście. Pada on ofiarą spisku, jednak nie jest w stanie odkryć, kto za tym stoi Chce wrócić, jednak i to jest nie możliwe, bo miasto, z którego wyruszył, już nie jest tym samym. Chcąc się uwolnić, jeszcze bardzie wplątuje się w sieć, aż ostatecznie na samym końcu stwierdza, że nigdy nie powinien opuszczać swojego miasta na rzecz Samaris, które schwytało, go i fizycznie i psychicznie.

Ciekawym wątkiem jest również aspekt wizualny historii. O projektowaniu miast pisze Peetersa (autor scenariusza) w posłowiu do albumu zatytułowanym „Powrót do Samaris”. Xhystos, miasto, z którego wyrusza Franz, jest zaprojektowane w stylu secesyjnym, jest ono chłodne i przejrzyste, spójne w odbiorze. Architektura kształtuje ducha tego miasta – to, jakich ma ono mieszkańców i jaki panuje w nim ustrój. Samaris jest świetliste – wyrasta z pustyni – ale z drugiej strony pełne mrocznych sekretów. Brakuje mu jednolitego stylu architektonicznego. Miesza się tu Wschód, barok (zabawy z architekturą: koncept, budynki rebusy), podkreślają to również słowa bohatera opowieści: „Miesza się w nim wiele stylów architektonicznych, jak gdyby przedstawiciele każdej cywilizacji, która tu dotarła, pozostawiali tu swój ślad”.

Kluczowy dla odczytania historii jest efekt złudzenia optycznego – mamy do czynienia z tym samym miastem, ale nigdy takim samym – uliczki i ściany budynków przesuwają się i za każdym razem tworzą nowy układ, co potęguje uczucie niepokoju. Miasto igra ze swoją ofiarą. Podobnie ludzie są jedynie złudzeniem, a to, co jest ich materialną podstawą, spoczywa w skrzyniach odkrytych przez bohatera w momencie zdemaskowania tego totalnego, a zarazem bezosobowego spisku. Miasto nie łudzi tylko kiedy jesteśmy w środku, również z zewnątrz jest niejednoznaczne, wydaje nam się bliższe, gdy tak naprawdę jeszcze dzieli nas od niego spora droga, wydaje się też większe niż „rzeczywiście”.

Podsumowując, miasto może być obecne w historii na różny sposób – podstawowe modele zostały scharakteryzowane powyżej. Każde miasto ma w sobie to, co zwykliśmy nazywać klimatem, jednak w większości przypadków nie chodzi o wilgoć i mrok jak w Gotham, ale ładną starówkę, ciekawą historię czy powszechne stereotypy jak romantyzm Paryża czy liberalizm Amsterdamu. Miasto w komiksie może łączyć losy bohaterów jak Sin City czy narzucać się swoją konstrukcją i drapieżnością jak Samaris, wzbudzać dreszcze zimnym i wilgotnym powiewem jak Gotham czy stanowić milczącą scenografię w innych historiach, jakie to zadanie często spełnia Nowy Jork. Jednak zawsze jest to dalej tylko miasto, miejsce, z którego można uciec, choć bardzo często w ucieczkę wpisana jest dotkliwa konfrontacja. Jest to miejsce, którego architekturę można zmienić. Miasto ciągle ewoluuje, rośnie do chmur lub upada i niszczeje, wzbudza emocje, przyciąga lub odstrasza przyjezdnych. To miejsce, do którego pochodzący z niego bohater ciągle się odnosi, które go ukształtowało.

Tomasz Król