Tim Hunter Mag, syn Gaimana i Boltona

Tim Hunter
Mag, syn Gaimana i Boltona

Autobiograficzna opowieść największego maga w historii o jego wewnętrznym dziecku, która stała się transcendentalna.
To preludium do tego, co czeka nas w miesięcznej serii, crossoverach, wydaniach specjalnych i kolejnych miniseriach.

Timothy Hunter jest dzieckiem, które zostało stworzone dla DC Vertigo. „Księgi Magii” to miniseria złożona w hołdzie wewnętrznemu dziecku każdego z nas. Jest ona sposobem opowiedzenia historii o powrocie do cudownego świata fantazji, książek i bohaterów dzieciństwa. Pięć punktów widzenia na wspólne doświadczenie, znane każdemu, kto kiedykolwiek zagłębił się w lekturę klasycznych opowieści z książek dostępnych na półkach bibliotek. To początek wyprawy w zadziwiający świat magii, wyobraźni i tego, co nieprawdopodobne. Również ten artykuł stanowi początek większego cyklu o miejscu magii pośród światów w uniwersum DC. Wszystko zaczęło się od pięciu ludzi, których zebrała Karen Berger, redaktorka naczelna Vertigo.

Księgi Magii to czteroczęściowa miniseria napisana przez Neila Gaimana. Tego autora nie trzeba przedstawiać. Jak napisał Roger Zelazny o twórczości Neila we wstępie do ekskluzywnego wydania „Ksiąg Magii”: „to autor, którego postanowiłem obserwować i – jak dotąd – zawsze zyskiwałem więcej, niż wynosi cena wstępu do jego światów”. Nie są to słowa bez pokrycia. Jeżeli pisarz tworzy bohatera takiego jak Tim Hunter na potrzeby miniserii, należą mu się słowa uznania.

Historia taka jak ta ma swoje miejsce w każdej kulturze. Jest podstawą naszego myślenia o opowieściach, pewną uniwersalną prawdą, historią o poznaniu natury świata. W „Bohaterze o tysiącu twarzach” Cambell nazywa ją „wyprawą bohatera”. Jest to mit, który towarzyszy ludzkości, dotyczący poznania prawdy, dojrzewania, wejścia na ścieżkę dorosłości.

Historia zamknięta w miniserii rozrosła się z czasem, gdyż Neil Gaiman ma szczęście do inspirowania innych autorów – jak wtedy, gdy Mike Carey zaczął tworzyć „Lucyfera”. Twórczość Gaimana była też natchnieniem dla grupy zajmującej się „Śnieniem”. To nie przypadek, sam Alan Moore namaścił go na swojego następcę, przekazał mu część swojego doświadczenia i wiedzy. Jednak na początku, zanim kolejni artyści zaczęli dokładać się do światów „Ksiąg Magii”, otrzymały one taki właśnie kształt – czterech podróży, których celem było odpowiedzenie na najważniejsze pytanie: „Czy chcesz, aby magia wypełniła twoje życie?”

Komiks powinien być bardzo osobistą podróżą, skupiać się na odczuciach doświadczanych przez nas podczas śledzenia historii rozgrywającej się na jego kartach. Uzyskać ten efekt to sztuka – i w „Księgach Magii” to się udało. Przez cały komiks mamy wrażenie towarzyszenia Timowi w jego podróży przez dzieła wielkiej literatury, które tworzą opowieść o wędrówce każdego człowieka. Uważny czytelnik zauważy, że każda podróż jest inna, każda część stanowi zamkniętą całość, przepięknie zilustrowaną przez rysowników, którzy zapraszają nas do świata swojej wyobraźni.

Mamy tu kwintesencję tego, czym jest gatunek graphic novel: zamknięte historie komiksowe, przemawiające do nas bogactwem treści przez obraz, gdzie struktura, grafika i słowo są pozbawione wymogów serii zeszytowych. Każda z części jest przedstawiona przez innego rysownika, który ukazuje swój kunszt i własną wizję magii. Każda z nich może być traktowana jako oddzielna opowieść o jednym z aspektów sił magicznych. Współtwórcą postaci Timothy’ego Huntera jest rysownik pierwszej z części – John Bolton. Nadał się do tej roli doskonale. Jego styl i hiperrealistyczna dają kontrast charakterystyczny dla jego twórczości. Bolton pracował m.in. dla White Wolfa, robiąc ilustracje do systemów starego „Świata Mroku” oraz wykonywał ilustracje do gry karcianej „Magic: the Gathering”.

Gaiman i Bolton nieraz współpracowali, jednak w tym przypadku ich wysiłki nabrały bardzo osobistego wyrazu. Nawiązania do wcześniejszych światów Gaimana oraz dzieł, z których czerpał inspirację, są dość czytelne. Bolton natomiast przez prosty zabieg postanowił przekroczyć ścianę między twórcą a odbiorcą. Timothy’ego Huntera obdarzono bowiem aparycją starszego syna rysownika – wychudłego dwunastolatka w dużych okularach.

Sprawa drugiego największego brytyjskiego maga i jego domniemanych korzeni w „Księgach Magii” nabrała sporego rozgłosu. Tak jak Tim pochodził on bowiem z Anglii, a jego pierwsze przygody również były osadzone w kulturze anglosaskiej. Główni bohaterowie różnili się głównie zajęciem i wyglądem. Między narodzinami jednego i drugiego upłynęło pięć lat. Wizualne podobieństwo pomiędzy nimi było tak duże, że łowcy sensacji autorkę życiorysu drugiego z nich oskarżali nawet o plagiat.

Tym drugim magiem miał być Harry Potter. Gaiman i Bolton jako ojcowie Tima bardzo stanowczo zaprzeczyli tym pogłoskom. Sensacji należy szukać gdzie indziej, zamiast tego lepiej podziwiać rysunki w „Księgach Magii”.

Kadry rysowane przez Boltona dzięki jego technice wyglądają jak zdjęcia. Refleksy światła zdają się ślizgać po twarzach, co jeszcze bardziej podkreśla realność świata, z którego Tim się wywodzi, i który powoli opuszcza w swej magicznej podróży. Wrażenie jest niesamowite, gdy zdamy sobie sprawę, że historie są tak ułożone, aby zaczynały się od znanej nam codzienności, stopniowo przenosząc nas do cudów baśniowego świata, magii i oświecenia. Obraz ma podążać za historią, ukazując różne jej aspekty na poziomie wizualnym, dopełniając je. Niezwykle trudno to opisać, jednak jeżeli przyjrzymy się przedmiotom umieszczonym w panelach, zobaczymy, że elementy tak namacalne, jak ściany budynków i inne konstrukcje są raz tak materialne, jak to tylko możliwe, a gdzie indziej są tylko konturami i zdają się wtapiać w szarą rzeczywistość, gdy magia zaczyna przenikać do naszego świata.

Pierwsza podróż zabiera nas w czasy, w których magia nadal była obecna w naszym życiu. Poznajemy naszą historię z trochę innej perspektywy. I właśnie w tym momencie ujawnia się moc i siła tej historii, potęga mitu kroczącego poprzez wieki – w momencie stworzenia świata, gdy zanurzeni jesteśmy wraz z Timem i Phantomem Strangerem, jego pierwszym mistrzem i przewodnikiem, w czarnej pustce kosmosu przed momentem kreacji. „Na początku było Słowo ” – któż nie zna tego cytatu opisującego nasz świat(Ewangelia wg św. Jana 1:1–2 wyd. II Biblii Tysiąclecia). Jesteśmy wraz z Timem przytłoczeni ogromem i doniosłością tego momentu. Nagle słychać z kadru pierwszy krzyk, Wielki Wybuch. Nie widzimy bowiem słowa, a słyszymy je uszami bohaterów, jak przy narodzinach, które w innym układzie odniesienia mogą jednocześnie być Wielkim Wybuchem, jak mówi nasz przewodnik. Gaiman ustami dwunastolatka z niezwykłą lekkością komentuje upadek Lucyfera – takiego, jakim on go stworzył. Komentowanie tak doniosłych sytuacji przez umysł przesiąknięty pop kulturą, bez zbędnego zadęcia, jest trudną umiejętnością, a tutaj wydaje się to nad wyraz naturalne. Na szczególną uwagę zasługuje właśnie porównanie upadku Niosącego Światło do „Gwiezdnych Wojen” – i wymiana zdań, która towarzyszy uzmysłowieniu sobie, kogo tak właściwie obserwujemy.

Jestem zapalonym graczem RPG. RPG (role-playing game) to gra, w której każdy wciela się w postać swojego bohatera zamkniętego w systemie prowadzonym przez narratora (Mistrza Gry). Bolton był ilustratorem do niektórych takich systemów. Interpretacja komiksu przez perspektywę tego właśnie medium jest nie tylko ciekawa, ale również pomocna, zarówno dla lepszego zrozumienia, jak i po to, żeby zostać lepszym graczem. Bolton zdaje się być przesiąknięty klimatem tego, co rysował dla White Wolfa. Jako ilustrator horrorów rozumie zamysł czerpania elementów ze świata realnego do tego znajdującego się na granicy rzeczywistości i fantazji.

Na szczególną uwagę zasługuje tutaj pewna wspólna cecha z systemem RPG „Mage: the Awakening” („Mag: Przebudzenie”). Gaiman bierze bowiem pomysł na początki magii z tego samego mitu, którym posiłkuje się gra: Atlantydy. Jest to koncepcja platońska, według której magia – prawdziwa wiedza – miała być dostępna właśnie mieszkańcom tej mitycznej krainy. Tu po raz pierwszy mamy okazję do poznania prawdy: magia ma swoją gorzką cenę. Ten prosty przekaz wyznacza nam kierunek opowieści. Nie jest już to zwykła historia o cudownym dziecku, z minuty na minutę zmienia się w coś bardziej ponurego. System RPG pozwala nam lepiej zrozumieć miejsce Atlantydy i jej królów w historii, pokazuje kolejny aspekt podróży, mówi bowiem o upadku. Oczywiście jest to historia, która jako gra ukazała się dużo później, nie należy do serii, które rysował Bolton, ale jest na tyle zbieżna, że warto po nią sięgnąć.

Swoboda, z jaką Gaiman i Bolton potrafią streścić całe eony rozwoju magii w czterech kadrach, jest majstersztykiem. Od epoki neolitycznej przez mitologię Egiptu, po tradycje i kulty dionizyjskie. Powtarzanie w całej historii liczby cztery to zabieg w pełni świadomy. Cztery to liczba magiczna, jej obecność podkreśla nastrój opowieści niesamowitej. Dbałość o takie szczegóły cieszy i stanowi pewną intelektualną zagadkę. Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki Bolton wraz z Gaimanem przedstawili średniowiecze. Obraz w obrazie wzorowany na starych rycinach z procesów czarownic, bez słowa komentarza. Autorzy poświęcili dwie strony, aby odpowiednio wpasować kompozycję w narrację komiksu. Efekt jest zdumiewający.

Magia przedstawiona w pierwszej części podróży jest motorem zmiany, napędza i inspiruje ludzkość do wielkich czynów. Jest też siłą, która przemija i opuszcza nasz świat. Cykl narodzin i śmierci kształtuje wyraźny wzór. Jednak „Księgi Magii” to nie tylko patetyczne przesłanie ubrane w zgrabną formę. To przede wszystkim przewodnik po niezwykle skomplikowanej materii, jaką jest magiczne uniwersum DC. Gdy świat magii miesza się ze światem peleryn w historiach, które miesiąc po miesiącu możemy śledzić na łamach DC, odnosi się wrażenie, że ten magiczny świat tylko zawadza superbohaterom, że jest niepotrzebny. Różne punkty widzenia, różne światy, którym trudno współistnieć. Jak magii i technice. DC Vertigo było jednak niszą, w której świat magii odnalazł swoje miejsce.

Ogromną siłą „Ksiąg Magii” jest to, z czym obecnie nie może sobie poradzić New 52. Spójność tworzonego świata, miejsce poszczególnych aktorów na scenie i prostota, z jaką się na niej ustawiają. Widać to już w zetknięciu się z przewodnikami, „Płaszczową Brygadą”, widać to również, gdy Timothy Hunter spotyka protoplastę Spectra i Jasona Blooda. Wyraźne jest to przede wszystkim w momencie, w którym Tim spotyka młodego Merlina. Mamy możliwość zapoznania się w przepiękny sposób z rolami, jakie zostały wyznaczone w czasie największym graczom. Oczywiście w dalszych interpretacjach znów nastąpi rozwarstwienie, wielość wizji, ale jeszcze nie teraz, teraz możemy skupić się na podziwianiu detali, towarzyszących nam misternie wykonanych tajemnych symboli, czy to symboli magicznych ojca Zatanny, który już dawno zszedł ze sceny, czy to interpretacji labiryntu, które niepostrzeżenie wymykają się do świata codziennego przez tekst, czy też wreszcie glifów, pentagramów i magicznych alfabetów przemykających w tle paneli, kreślonych z zawziętością przez Boltona.

Należy ponownie podkreślić to, że dwóch autorów na potrzeby miniserii stworzyło wybitną postać. Umieścili ją na mapie uniwersum, nadali tło historyczne całemu światu, czerpiąc z bogatych wzorców kulturowych, oszczędnie dodając coś od siebie. Opowiedzieli część historii i pozwolili jej toczyć się dalej. Pokazali nam zderzenie realności z magią, gdzie ta druga nie wybucha wielkimi światłami i nie oślepia nas efektami, ale stopniowo wkrada się w nasze życie, powoli rozpalając nasze zmysły i ciekawość. Co najważniejsze, pokazali tylko ułamek opowieści, zawczasu planując możliwość płynnej współpracy z innymi artystami, tak, aby – mimo odmiennych wizji – zachować niezwykle silny przekaz i piękno kompozycji. Zabrali nas w podróż do początku, gdzie wraz z Widmowym Przybyszem poznaliśmy nasze korzenie. Zostaliśmy przygotowani na spotkanie z teraźniejszością. A wszystko to zebrane zostało w pierwszej części „Ksiąg Magii”. Kolejne części będą odsłaniać nam dalsze sekrety magii. Tim Hunter będzie nam towarzyszył jeszcze długo. Vertigo zaproponuje kształt mitycznego świata. Następny etap podróży już wkrótce.

Rafał Pośnik

Tytuł: “Księgi Magii”
“Księga I: Niewidzialny Labirynt”
Tytuł oryginału: The Books of Magic
Book I: Invisible Labyrinth
Scenariusz: Neil Gaiman
Rysunki: John Bolton
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawca: Egmont Polska
Data wydania: wrzesień 2006
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania oryginału: 1990-1991

,