Recenzja – Noe. Za niegodziwość ludzi

I rzekł Pan do Mad Maxa
„Noe. Za niegodziwość ludzi”


W wielu starożytnych kulturach wierzono, że pewnego dnia niebo spadło na ziemię. Hektolitry wody runęły z niebios na świat, zatapiając go doszczętnie. Monstrualny potop zmył wszystko, co kiedykolwiek istniało. Sprawcami tego nieszczęścia – czy też raczej kary wymierzonej w samo Stworzenie – byli ludzie. Ci, którzy zatracili moralność i poczucie wstydu, ci, którzy łamali prawa i grzeszyli. Ci, którzy rozgniewali bogów.

Jednak nie wszyscy wówczas zginęli. Ocalały wszystkie gatunki zwierząt, jakie chodziły po świecie – po parze z każdego – oraz rodzina jedynego człowieka, który nie został ukarany. Miał tysiące imion. Niektórzy nazywali go Utnapisztim. Inni nazywali go Noe.

Historia wybrańca i praojca, dzięki któremu po niewyobrażalnym kataklizmie na nowej, oczyszczonej Ziemi odrodziła się fauna z gatunkiem ludzkim włącznie jest tak silnie obwarowana kulturowo (jej chrześcijańska wersja stanowi zaledwie kropelkę w, nomen omen, powodzi bliźniaczo podobnych podań i mitów), że ogromnie trudnym zadaniem wydaje się opowiedzenie jej w nowy sposób. Mimo to, jeden z najbardziej utalentowanych współczesnych reżyserów filmowych, Darren Aronofsky, podjął się tej próby na łamach czterotomowej serii „Noe”, której filmowa adaptacja będzie miała premierę w przyszłym roku.

Pomysł wydaje się prosty – historia budowniczego Arki tym razem rozgrywa się w świecie, przez który wiele wieków wcześniej prawdopodobnie przetoczyła się wojna nuklearna. Zdegenerowana ludzkość już nie skupia się w miastach (popadających w kompletną ruinę cmentarzyskach), ale powróciła do koczowniczego trybu życia, łącząc się w niewielkie szczepy. Brak pokarmu zmusza grupki zbieraczy i myśliwych do nieustannego przemieszczania się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu jedzenia na nieprzyjaznej, jałowej ziemi, pokrytej nieskończoną pustynią. Ciągnące się po horyzont połacie suchego piachu i nagich skał nie dają żadnej nadziei na przeżycie. Mimo tego Noe, wojownik i uzdrowiciel, jest gotów zrobić wszystko, by ocalić swoją rodzinę – zwłaszcza przed straszliwą przyszłością, o jakiej śni każdej nocy. Jednak to zaledwie punkt wyjściowy historii tworzonej pospołu przez Aronofskiego i Ari Handela. Autorzy scenariusza igrają nie tylko z oczekiwaniami czytelnika, znającego przecież doskonale tę historię, ale także tworzą urzekający mistyczno-popkulturowy miszmasz. Świat, w którym przyszło żyć Noemu i jego rodzinie, jest ogromnym patchworkiem znanych i niekiedy do bólu ogranych motywów, którym niespodziewanie osadzenie w kontekście historii o Arce przydaje szczególnej wartości i niespodziewanej świeżości. Scenarzyści mieszają porządki i tradycje, doprowadzając do przenikania się postapokaliptycznych klisz z traktatem o ludzkiej moralności, a dodatkowo serwują czytelnikowi nienachlany przekaz proekologiczny i ogólną (bardzo ponurą) diagnozę kondycji człowieka przyszłości. Jednym słowem – zapewniają lekturę na bardzo przyzwoitym poziomie, dzięki której można nabrać apetytu na dalsze trzy części cyklu.

Jednak scenariusz, choć bardzo sprawny warsztatowo i postmodernistycznie zgrabny, jest tylko maleńką cząstką ogółu. Rysunki, a zwłaszcza kolory, za które odpowiada Niko Henrichon (autor fenomenalnych „Lwów z Bagdadu”), zapierają dech. Niesamowicie sugestywne plansze przedstawiające spaloną słońcem, wszechobecną pustynię, przygnębiające ruiny ludzkich osiedli, a przede wszystkim monstrualne megalopolis Bab-Ilim, jedyne miasto na świecie, stanowią największy atut albumu.

Tak jak w adaptacjach „Edypa” i „Medei” Passoliniego włoski reżyser przeniósł mitologiczne opowieści z ich pierwotnego greckiego kontekstu w odległą, quasi-prehistoryczną przeszłość, by przywrócić rytuał plemiennej wspólnoty, tak Aronofsky i Handel opowiadają znaną narrację, korzystając z imponującego bagażu współczesności (a zwłaszcza ponowoczesności). W jednej i drugiej wersji historie pozostają doskonale nośne i uniwersalne – niezależnie od tego, ile tysięcy lat minęło od ich powstania.

Dziękujemy wydawnictwu Sin Qua Non za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Rafał Kołsut

Tytuł: „Noe. Za niegodziwość ludzi”
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Tytuł oryginalny: Noé: Pour la cruauté des hommes
Wydawca oryginalny: Lombard
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 72
Format: 210×270 mm
Druk: kolor
Wydanie: I
Cena z okładki: 36,90 zł