Lazarus vol. 1 – recenzja komiksu

LAZARUS VOL. 1
Latynoamerykańska dystopia

Greg Rucka znów trzęsie obrazkowym przemysłem, tym razem prezentując w pełni autorski świat. Rezultat jest olśniewający – dostajemy historię, która śmiało mogłaby zostać przetworzona na serial HBO. Nie dość, że jest przerażająca, brutalna i cyniczna, to jeszcze doskonale koresponduje z obecnymi czasami, definitywnie kończącymi okres powszechnej stabilizacji i pokoju.

Akcja „Lazarusa” rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, tuż po bolesnych kryzysach gospodarczych. Z racji przeludnienia oraz coraz częstszego braku zasobów wykluwa się nowy porządek. Granice przestają mieć znaczenie. Prawdziwą władzą jest pieniądz oraz dostęp do technologii. Na życie w luksusie mogą pozwolić sobie jedynie klany stanowiące Rodziny. Reszta to nic nie znacząca masa będąca Śmieciami, egzystująca w gigantycznych slumsach podobnych do dzielnic nędzy w Brazylii tudzież Argentynie. Każda z Rodzin stanowi oddzielną siłę polityczną, zwalczającą inne dynastie w celu przejęcia kontroli nad poszczególnymi regionami. Familie pielęgnują jednak zwyczaj wyznaczania spośród siebie osoby będącej ich prywatnym ochroniarzem oraz szefem oddziałów specjalnych. Osobę mistrzowsko władającą wszelaką bronią, ale także nafaszerowaną medykamentami oraz technologicznymi dopalaczami poprawiającymi kondycję i sprawność. Tymi chodzącymi maszynami do zabijania są tytułowi Łazarze, a jednym z nich jest Forever – członkini Rodziny Carlyle. Bohaterkę poznajemy w momencie, gdy odkrywa spisek zawiązany wewnątrz swego rodu…

Greg Rucka nie miał ostatnio łatwego życia. Wpierw obraził się na DC Comics z powodu „DC New 52” oraz katastrofalnego prowadzenia postaci Batwoman oraz Renee Montoi, których perypetie pisał przez wiele lat. Następnie odszedł z Marvela, gdy rozczarował się swoim stażem w ramach serii „The Punisher”, przy której zbyt intensywnie majstrowali redaktorzy wydawnictwa. Zniesmaczony komercyjnym mainstreamem, musiał podjąć ostateczną decyzję: albo będzie chałturzył dla wielkich korporacji i pozwoli redaktorom poniewierać jego pomysłami, albo pójdzie własną drogą w pełni ufając swojej intuicji. Jak wiemy, amerykański scenarzysta zebrał się na odwagę, co było strzałem w dziesiątkę. Aczkolwiek „Lazarusowi” trudno odmówić bycia trendy. Czasy mamy niełatwe, więc Rucka zaproponował futurystyczną wizję rzeczywistości wytworzoną z naszych jak najbardziej współczesnych lęków i obaw. Świat w recenzowanym komiksie jest podzielony między dwie kasty, decydujące o doczesnym losie ludzkości. Co prawda uniwersytety wciąż istnieją, jednak statystyczny Śmieć nie ma co liczyć na możliwość społecznego awansu. Podobnie jak w naszej codzienności, tak i w serii Rucki wykształcenie nie daje żadnej gwarancji na polepszenie bytu.

Na tym nie koniec łudząco znajomych klimatów. Fakt, że większość pojawiających się w komiksie postaci to Latynosi, może być pewną formą zagrania pod publiczkę – w końcu Latynoamerykanie stają się decydującą siłą polityczną i społeczną w USA. Z kolei wątki transhumanistyczne i familijne kierują naszą uwagę w stronę takich klasyków jak „Ghost in the Shell”, „Rodzina Soprano” czy „Gra o Tron”. Ta mieszanka, choć poufała, jest całkiem przekonująca. Głównie dlatego, że autor nie podejmuje się wobec odbiorcy roli przewodnika. Od razu rzuca nas na głęboką wodę, przedstawiając swoje wizje przyszłych losów ludzkości. W uniwersum „Lazarusa” nie ma miejsca na litość, ani współczucie. Jeżeli nie należysz do Rodziny, twoje życie nic nie znaczy. A nawet jeśli jesteś członkiem familii, musisz mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Bo z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Pojawiające się na kartach komiksu kobiety są wyjątkowo przebiegłe, choć niezwykle ciekawie sportretowane. Greg Rucka jest zresztą specjalistą od wyrazistych protagonistek, co zresztą udowadniał w swoich historiach o Batmanie, „Queen & Country” czy „Zamieci”. Zarówno Forever, jak i pozostałe członkinie Rodziny Carlyle, wyróżniają się niesamowitą charyzmą, siłą, czasem kokieterią oraz perfidią.

„Lazarus” to w pewnym sensie kolejne dziecko zespołu odpowiedzialnego za kultowy już „Gotham Central” (brakuje jedynie błyskotliwego Eda Brubakera). Oprócz Rucki swoje trzy grosze dokłada Michael Lark, rysownik do tej pory znany z komiksów noir, dramatów policyjnych tudzież wojenno-szpiegowskich opowieści. Tym razem wziął się za tytuł, który można określić mianem postapokaliptycznego westernu natchnionego duchem prozy George’a Orwella. W aspekcie graficznym jest to specyficzny komiks. Mamy tutaj do czynienia z realistyczną, choć nieco szkicową kreską, wokół której promieniuje jaskrawa paleta barw. Widać to szczególnie w scenach rozgrywających się na meksykańskiej pustyni. Pod względem wykorzystania języka komiksowego oraz rozwiązań estetycznych „Lazarus” jest niezwykle zachowawczą pozycją, ale myślę, że fani „Gotham Central”, „Scene of Crime” czy „Daredevila” nie powinni specjalnie narzekać.

Pierwszy tom czteroczęściowego cyklu jest zaledwie preludium do głębszej intrygi, mogącej zaprowadzić czytelnika w intrygujące miejsca. Pomimo tematycznej różnorodności oraz specyficznej atmosfery jest to jednak komiks opierający się przede wszystkim na ukazaniu relacji między bohaterami, w czym spora zasługa wiarygodnie poprowadzonych dialogów, które choć krótkie, w połączeniu z dynamizmem kadrów przekonują swoją szczerością. Dla entuzjastów bezkompromisowych komiksów science-fiction jest to pozycja obowiązkowa.

Michał Chudoliński

Dziękujemy sklepowi ATOM Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji. Komiks możecie kupić w sklepie ATOM Comics.

Tytuł: „Lazarus” Vol. 1 SC : „Family”
Scenariusz: Greg Rucka
Rysunki: Michael Lark, Stefano Gaudiano i Brian Level
Kolory: Santi Arcas
Liternictwo: Michael Lark
Okładka: Michael Lark
Data wydania: Październik 2013 r.
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Stron: 96
Cena: US $9.99

,