Jaki jest filmowy Kapitan Ameryka?

249351.1

Na papierze, Kapitan Ameryka może się wydawać niezbyt interesującym bohaterem. Zwłaszcza dla czytelnika spoza Stanów Zjednoczonych dla którego Kapitan jest tylko propagandową wydmuszką. Czy produkcje, w których gra pierwsze skrzypce są w stanie zainteresować Europejczyka czy Azjatę?

Nie-Amerykanin najczęściej też nie rozumie dużo większego znaczenia i przywiązania do symboli narodowych dla tamtejszej społeczności. Stąd też w dyskusjach internetowych komiksy z tym bohaterem nie są zazwyczaj odbierane pozytywnie. Dodajmy do tego niezbyt atrakcyjny i widowiskowy zestaw super mocy, które stawiają go niewiele powyżej Hawkeye’a czy Czarnej Wdowy, którzy chyba tylko dzięki boskiej mocy scenarzystów przeżywają kolejne starcia z potężnymi kosmicznymi najeźdźcami, z którymi ścierają się w szeregach Avengers.

Mogłoby się więc wydawać, że filmy gdzie Kapitan Ameryka gra pierwsze skrzypce będą równie mało interesujące. Okazuje się, że pomimo wspomnianych cech, a może właśnie dzięki nim, zarówno „Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie”, jak i „Kapitan Ameryka 2: Zimowy żołnierz” to bardzo udane produkcje.

Spora część pierwszego filmu zaznajamia przeciętnego widza filmowego, który z komiksami jest na bakier, o historii tej postaci. Dowiadujemy się, że Steve Rogers to młody chłopak o dobrym sercu, który chce wykonać swój obowiązek względem ojczyzny i zaciągnąć się do U.S. Army by bić Niemców. Niestety Steve to chuchro i nie spełnia fizycznych wymagań stawianych rekrutom o czym przekonuje się po nieudanych próbach zaciągu w kilku stanach. Jednak jego patriotyzm, wola walki oraz nieustępliwość zostają zauważone i zostaje wcielony do specjalnej jednostki. Ze względu na charakter zostaje wybrany do testu serum super żołnierza, które może, nie tylko zniwelować fizyczne niedostatki, ale też sprawić, że będzie znacznie sprawniejszy niż inni.

Nowo nabytą siłę, szybkość i wytrzymałość zostaje sprawdzona zaraz po zakończeniu zabiegu, gdyż wśród obserwatorów znajduje się szpieg. W trakcie pościgu warto zwrócić uwagę na użycie drzwi samochodu jako tarczy (i podobne wykorzystanie klapy od kosza na śmieci, z początku filmu, gdy Steve dostawał łomot w alejce) co wizualnie zwiastuje późniejsze pojawienie się głównego atrybutu Kapitana Ameryki. To dość trywialny i łatwy do zauważenia szczegół, ale mi bardzo się podobają takie drobiazgi. Przy okazji pogoń za niemieckim sabotażystą służy jako efektowna demonstracja nowo nabytych zdolności.

po fragmencie o tarczy i klapie i drzwiach

Niestety śmierć profesora Erskine’a, który opracował serum i zna jego tajemnicę powoduje, że powstał tylko jeden super żołnierz, który w pojedynkę nie wygra Drugiej Wojny Światowej. To powoduje, że Steve zamiast upragnionego wyjazdu na front zostaje maskotką armii mającą za zadanie podróżować po Stanach Zjednoczonych i nakłaniać ludzi by kupowali obligacje.

Przy okazji pojawiła się szansa pokazania Kapitana w oryginalnym kostiumie, który poważnie można traktować jedynie na kartach komiksu, a w filmie budzi jedynie uśmieszek zażenowania (o czym wspomina sam bohater). To miły ukłon w stronę zwolenników jak najwierniejszych adaptacji. Te fragmenty przypominają też o często pomijanym aspekcie II w. ś., którą Amerykanie wygrali w dużej mierze dzięki wysiłkowi społeczeństwa. Ten z kolei był możliwy dzięki szeroko zakrojonej akcji propagandowej.

propaganda

Często ściągano bohaterów z frontu by świecili przykładem, uczestniczyli w bankietach i innych imprezach mających na celu zbieranie pieniędzy. Przykładem może być sierżant John Basilone z pierwszej dywizji marines, której historię opowiada w serialu HBO pt. „Pacyfik”. Po wsławieniu się pod Guadalcanal odznaczono go i wysłano go do kraju we wspomnianym wcześniej celu. Ogromne znaczenie propagandy w trakcie wojny pokazał Clint Eastwood w „Sztandarze chwały”. Jest to też  dobre odniesienie do pierwotnej roli bohatera. Kapitan Ameryka nakłaniał bowiem w zeszytach do kupowania obligacji, zbierania surowców wtórnych i przypominał, że to właśnie twoja dwudziestopięciocentówka może sfinansować pocisk, który zabije Hitlera.

W drugiej połowie film nawiązuje do tradycji najlepszych dawnych filmów wojennych takich jak „Tylko dla orłów”, „Parszywa dwunastka” czy „Działa Navarony”. Najpierw sam Rogers, by udowodnić sobie i innym, że nie jest tylko maskotką, udaje się daleko za linię frontu na misję, która ma nikłe szanse powodzenia. Potem, już z całym oddziałem wykolejeńców, w tym z przyjacielem Buckym Barnesem, wyrusza ponownie by zniszczyć potęgę Hydry dowodzonej przez demonicznego Czerwoną Czaszkę.

Hydra to tajna organizacja, która potajemnie infiltrowała nazistów dla własnych niecnych celów (czytaj: panowania nad światem) i która kilkukrotnie powraca w filmowym uniwersum Marvela. Przy okazji jest to ukłon w kierunku istniejących spiskowych teorii dziejów, wedle których historią sterują różne mniej lub bardziej nieprzyjazne ludzkości organizacje, a faktyczne postacie historyczne to jedynie ich marionetki. Wątek ten jest szczególnie istotny w sequelu.

Oczywiście film o superbohaterach nie może się obyć bez wątku romantycznego. W „Pierwszym starciu” jest on chyba najlepiej poprowadzony ze wszystkich dotychczasowych produkcji Marvel Studios. Bynajmniej nie dlatego, że Hayley Atwell grająca agentkę Peggy Carter jest najbardziej urodziwą z partnerek bohaterów Marvela (tak, jestem gotów stanąć w szranki ze wszystkimi fanami Natalie Portman). Scena gdy wchodzi do baru w cywilnym ubraniu zwala z nóg.

po fragmencie o wątku romantycznym

Steve jest wykolejeńcem, który początkowo w żaden sposób nie pasuje do ówczesnego, tradycyjnego modelu mężczyzny. Agentka Carter z kolei jest silną kobietą, która z kolei nie odpowiada stereotypowemu wizerunkowi kobiety, miękkiej i uległej. Od początku da się zauważyć pomiędzy nimi chemię. Postacie spotykają się w pierwszych kilku minutach filmu i każda scena służy stopniowemu ich zbliżaniu. Rogers i siła jego charakteru zwraca uwagę Peggy od samego początku znajomości. Jego czyny robią na niej coraz większe wrażenie. Odrobina masy mięśniowej po użyciu serum też mu nie zaszkodziła.

Z drugiej strony to agentka Carter nie daje sobą pomiatać i nie jest jedynie ładną ozdobą u boku Kapitana. Bierze aktywny udział w kilku ważniejszych scenach akcji w filmie. Inspiruje Steve’a do działania gdy ten gubi sens swoich działań i zaczyna być zmęczony rolą kolorowej maskotki. Udało się też uniknąć ogranych scen gdy bohater ratuje swoją kobietę z potrzasku, czego jest na pęczki w obu częściach przygód Thora, pierwszym i trzecim „Iron Manie” oraz „Hulku”. Zupełnie inne od pozostałych jest też, niestety, zwieńczenie tego związku.

Zakończenie filmu nieźle też oddaje, często pomijany i zapominany, tragizm postaci Kapitana Ameryki, który został wyrwany z własnego czasu i odmrożony po kilkudziesięciu latach. Szkoda, że nie rozwinięto tego wątku, a były takie plany. Scena w której Steve Rogers błąka się samotnie po współczesnym Nowym Jorku, nie mogąc się odnaleźć w nowej rzeczywistości, w której większość jego przyjaciół nie żyje lub jest sędziwymi staruszkami nie zmieściła się do „Avengers”. Nie wiem czy nie lepszym wyjściem byłoby rozszerzenie sceny po napisach końcowych w pierwszym filmie, bo kończy się ona w siłowni, bliźniaczo podobnej do tej w której pojawia się Nick Fury i werbuje Steve’a do Avengers.

W drugiej części przygód  Kapitana Ameryka ten wątek, nie licząc, może wzruszającej wizyty u starej i schorowanej Peggy Carter sprowadzony jest do żartobliwego przerywnika. Rogers napotykając na nowinki kulturowe (filmy, płyty) zapisuje je w notesiku, żeby później nadrobić braki.

W „Zimowym żołnierzu”, jak w każdym innym sequelu, nie trzeba już widzom przedstawiać genezy danej postaci i jej miejsca w uniwersum. To zrobiono już w pierwszym filmie (geneza i powiązanie z Nickiem Fury oraz Howardem Starkiem) i w „Avengers”, gdzie pogłębiono relacje z Furym oraz zapoczątkowano związki z innymi członkami grupy oraz agentami S.H.I.E.L.D.

Dlatego bohater, wraz z Czarną Wdową oraz oddziałem S.H.I.E.L.D., może się rzucić w sam środek akcji. Dosłownie, skacząc z ogromnej wysokości, bez spadochronu do morza w pobliżu statku opanowanego przez terrorystów. Kapitan skaczący z samolotu bez spadochronu to ukłon w stronę „Ultimates”, gdzie zdarzało mu się to robić. Szkoda tylko, że Batroc, który dowodzi terrorystami nie mówi po angielsku z komicznym francuskim akcentem, jak w komiksach. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Przynajmniej fioletowo-żółta bluza wyglądająca spod żołnierskiego ekwipunku nawiązywała do jego komiksowego stroju.

Nie zrobiono z Kapitana postaci tragicznej, ale wykorzystano jednak inne cechy postaci, które wynikają z jego niedzisiejszości. Steve, wychowany na początku XX wieku postrzega niektóre wartości zgodnie z ówczesnymi standardami. Szczególnie jeśli chodzi o utrzymanie porządku, rolę USA (a właściwie S.H.I.E.L.D.) jako światowego superpolicjanta (a raczej supernadzorcy) oraz swobody obywatelskie i wolność jednostki.

Ściera się pod tym względem już wcześniej z Nickiem Fury, z Tonym Starkiem w Avengers. Teraz wątek jest kontynuowany, gdy Fury przedstawia mu tajny projekt swojej organizacji, który w moim odczuciu coraz bardziej zbliża ją do nieco łagodniejszej wersji Hydry. Gigantyczny podziemny hangar do złudzenia przypomina jedną z instalacji złoczyńców, którą Czerwona Czaszka wysadził po interwencji Kapitana. W późniejszej rozmowie z Peggy, Steve ma wątpliwości czy chce przyjmować rozkazy od ludzi, którzy podejmują takie działania. Wydaje mi się, że warto o tym mówić, w dzisiejszym świecie, w którym ze względu na prawdziwe lub wyimaginowane zagrożenia dochodzi do rażących pogwałceń wolności obywateli.

po fragmencie, że instalacja Shield przypomina hydrę

Oczywiście filmom z Kapitanem Ameryka daleko do zdecydowanej kontestacji obecnego systemu, ale dobrze, że poruszono ten wątek. Czytałem też ciekawy artykuł mówiący, że to może być część planu Marvela by za kilka lat wprowadzić na ekrany komiksową „Wojnę domową”, która właśnie na konflikcie pomiędzy bezpieczeństwem (reprezentowanym przez Iron Mana), a wolnością (Kapitan Ameryka) się opiera.

Reszta „Zimowego żołnierza” to właściwie przyzwoity film sensacyjny przypominający trochę przygody Jasona Bourne’a czy Jamesa Bonda. Przy czym superbohaterski rodowód Kapitana powoduje, że, przykładowo, zestrzelenie samolotu przy pomocy tarczy jest odrobinę bardziej wiarygodne niż gdy zrobił to Bruce Willis w Szklanej Pułapce 4.0 korzystając z ciężarówki. Okazuje się bowiem, że S.H.I.E.L.D. zostało spenetrowane przez wrażych agentów, którzy mają własne pomysły na wykorzystanie kilku supernowoczesnych latających lotniskowców.

Rogers i kilkoro innych bohaterów, m. in. Czarna Wdowa, Maria Hill, Nick Fury oraz wprowadzony w pierwszej scenie filmu Falcon, który bardzo dobrze wprowadził się w filmowe uniwersum, starają się stawić czoło organizacji oplątanej mackami Hydry. Jest dużo pościgów, strzelanin, a całość kończy się spektakularnym pojedynkiem na płonącym Helicarrierze. Spokojniejsze momenty zostały wykorzystane na zgłębienie postaci Kapitana i Czarnej Wdowy, która jeszcze nie doczekała się własnego filmu.

Przy okazji pojawia się masa starych znajomych z pierwszego filmu. Np. dr Arnim Zola, którego nowe oblicze jest bardzo podobne do komiksowego. Cały film pełen jest drobnych odniesień do komiksów, takich jak lista celów do eksterminacji zawierająca połowę bohaterów uniwersum Marvela czy wspomniane wcześniej nawiązania w stroju do komiksowych pierwowzorów bez popadania w śmieszność. Pojawiają się też drobne ukłony w stronę fanów popkultury, takie jak cytat z ks. Ezechiela na nagrobku Nicka Fury, który nawiązuje do sławetnej przemowy Julesa (również granego przez Samuela L. Jacksona) z „Pulp Fiction” czy kilkunastosekundowy występ Danny’ego Pudi znanego z serialu „Community”, którego kilkadziesiąt odcinków wyreżyserowali Anthony i Joe Russo (reżyserowie „Zimowego Żołnierza”).

pofragmencie, że w Winter soldier spotykamy starych znajomych

Pomimo superbohaterskiego sztafażu nie są to więc filmy stricte superbohaterskie. Pierwszy jest bardziej wojennym filmem przygodowym, a drugi produkcją sensacyjno-szpiegowską. Oba ogląda się z dużą z przyjemnością. Nawet nie będąc fanem komiksów czy postaci głównego bohatera. Dobrze wykorzystują materiał źródłowy (głównie „The Ultimates” Marka Millara i „Winter Soldier” Eda Brubakera), odpowiednio go uwspółcześniając i jednocześnie nie gubiąc po drodze ducha oryginału. Pozostaje tylko czekać na część trzecią bo jak głosi motto Hydry: „Gdy odetniesz jedną głowę, na jej miejsce wyrosną dwie kolejne.”

Konrad Dębowski

„Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie”
Tytuł oryginału: „Captain America: The first Avenger”
Reżyseria: Joe Johnston
Scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely
Obsada: Chris Evans, Hayley Atwell, Sebastian Stan
Muzyka: Alan Silvestri
Zdjęcia: Shelly Johnson
Montaż: Robert Dalva, Jeffrey Ford
Czas trwania: 124 minut

„Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz”
Tytuł oryginału: „Captain America: The Winter Soldier”
Reżyseria: Anthony i Joe Russo
Scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely
Obsada: Chris Evans, Samuel L. Jackson, Scarlett Johansson
Muzyka: Henry Jackman
Zdjęcia: Trent Opaloch
Montaż: Jeffrey Ford, Matthew Schmidt
Czas trwania: 136 minut

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *