Recenzja – Marvel Anime

Były czasy, kiedy japońscy i amerykańscy fani komiksów bądź kreskówek toczyli zażarte kłótnie, czyja forma jest lepsza. Na szczęście konflikt ten odchodzi w niepamięć, a producenci po obu stronach Oceanu Atlantyckiego zamiast konkurować, wolą współpracować, inspirując się nawzajem. Przykładem takiej amerykańsko-japońskiej kooperacji jest Ziemia 101001, uniwersum Marvela powołane do życia przez Studio Madhouse.

Na uniwersum 101001, lepiej znane jako Marvel Anime, składają się cztery dwunastoodcinkowe serie, kolejno opowiadające o przygodach Iron-Mana, Wolverina, X-Menów oraz Blade’a. Nad projektem jako całością pieczę sprawował Warren Ellis, jednak nie ingerował on zbytnio w produkcję. Madhouse miało wolną rękę w reinterpretacji marvelowskich bohaterów oraz w kreacji scenariuszy do poszczególnych serii. W założeniu projekt miał być skierowany do fanów japońskiej animacji, jako niejaka zachęta do sięgnięcia po oryginalne komiksy. Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby zaznajomiony z uniwersum fan zobaczył, jak z bohaterami Marvela poradzili sobie Japończycy.

Nie ma sensu opisywać Marvel Anime całościowo, w końcu nad każdą serią pracował inny zespół. Jest jednak parę cech wspólnych, które wyróżniają je na tle innych marvelowskich produkcji. Po pierwsze, wszystkie opowiedziane historie rozgrywają się w Japonii – tematem „Blade’a” jest wręcz podróż przez pół kontynentu azjatyckiego. W sumie takie posunięcie nie dziwi, nie od dziś wiadomo, że łatwiej się snuje historie osadzone w znanym sobie otoczeniu. Twórcy nie silili się na zbyt wyszukane wytłumaczenie przenoszenia amerykańskich herosów do Kraju Kwitnącej Wiśni, ale przedstawione powody są wystarczająco usprawiedliwione, aby widz nie zaczął przewracać oczami już na początku seansu. Oprócz tego, mniej lub bardziej widoczny jest wpływ filmów aktorskich odpowiadających poszczególnym seriom. Są to zarówno inspiracje estetyczne, jak i próby opowiedzenia alternatywnej historii wobec tej znanej z wersji live-action. Teraz pozostaje zastanowić się, czy to sprawia, że są warte oglądania.

Jedno trzeba powiedzieć na wstępie, osoby, które nie mogą zdzierżyć „mangowej kreski”, nie mają właściwie czego szukać w uniwersum 101001. Chociaż brak tu niesławnych oczu na pół twarzy, postaci rysowane są w typowej dla anime manierze, z długimi kończynami, smukłymi sylwetkami i upiększonymi rysami twarzy. Nawet Wolverine, jeden z czołowych twardzieli Marvela, został poddany liftingowi i bliżej mu do bishonena (pięknego chłopaka, popularnego stereotypu mangowego) niż bohatera, którego znamy z kart komiksów – chociaż pojawia się we wszystkich seriach Marvel Anime, jedynie w „X-Menach” z jakiegoś powodu nie upiększano go zbyt przesadnie. Jeśli komuś nie przeszkadza specyficzna animacja, nic nie stoi na przeszkodzie, aby zacząć oglądać. Przecież głównie chodzi tu o opowiadane historie, prawda? W tym momencie niestety zaczynają się schody.

Nie ma się co oszukiwać, pod względem fabuły produkcje spod znaku Marvel Anime są bardzo nierówne. Z jednej strony trzeba przyznać, że nie są bezmyślnymi kalkami amerykańskich scenariuszy,  nie sprawiają też wrażenia produkowanych taśmowo w oparciu o identyczny schemat. Przez to jednak widać tym wyraźniej, kiedy jakiś typ narracji się nie sprawdza. Najgorzej ze wszystkich prezentuje się „Iron Man”, w którym epizodyczność fabuły i schemat „potwora tygodnia” nie pozwala widzowi wczuć się w intrygę. Historia o walce Tony’ego Starka z grupą terrorystyczną Zodiak, chociaż zawiera parę ciekawych pomysłów, została niestety zubożona na rzecz fantazji twórców, których pomysły nie trzymają się kupy – w jednym odcinku głównym zagrożeniem jest wirus komputerowy, w innym problemy ma stacja kosmiczna. Niemal nic z siebie nie wynika, a wątki powiązane są bardzo umownie. Jednak to nie znaczy, że epizodycznej fabuły nie da się zrobić dobrze – „Blade”, chociaż każdy odcinek poświęca innemu wątkowi, potrafi wszystko dużo ściślej ze sobą złączyć. Pogoń Erica Brooksa za Diakonem Frostem jest najważniejszą osią fabuły i twórcy szczęśliwie o tym nie zapomnieli – jest to coś, czego przy „Iron Manie” zabrakło.

Ale podzielenie wątku na epizody to nie jedyny sposób opowiadania historii – niektóre seriale przypominają narracyjnie filmy, gdzie fabuła trzyma się jednego wątku bez zbędnych „wypełniaczy”. Tak postąpiono w „Wolverine” oraz „X-Menach”. Obie pozycje całkiem nieźle radzą sobie ze stopniowaniem napięcia, chociaż trochę lepiej wychodzi to temu pierwszemu. Z jakiegoś powodu śledzenie losów Logana, który stara się nie dopuścić, aby jego ukochana Mariko Yashida wyszła za mąż z rozkazu ojca, jest bardziej angażujące, niż oglądanie grupy X-Menów starającej się rozwikłać zagadkę masowych zniknięć mutantów. Oglądając „Wolverine’a”, ma się wrażenie presji czasu, która ciąży nad bohaterem, przez co akcja rozwija się dużo szybciej. W przypadku przygód X-Menów akcja nabiera tempa dopiero pod sam koniec, dając sobie i widzom czas, aby zrozumieć motywacje i zachowania postaci. Decyzja, która strategia jest lepsza, zależy już od osobistych preferencji.

Podsumowując, studiu Madhouse należy się uznanie za sposób, w jakim zmierzyli się z bohaterami Marvela. Bohaterowie, których znamy i kochamy, dostali zupełnie nowe życie, a dzięki temu my zyskaliśmy nowe spojrzenie na nich. Kilka pomysłów, które można znaleźć w uniwersum 101001, jest wartych uwagi i stosunkowo niespotykanych w innych odsłonach. Fanów komiksów powinna zainteresować nowa interpretacja znanych im zdarzeń i bohaterów, chociaż ludzie nieobeznani z tematem mogą się poczuć miejscami zagubieni. Osobiście nie polecam oglądania wszystkich części po kolei, ponieważ na początku łatwo się zniechęcić. Polecam spróbować obejrzeć pierwszych parę odcinków „X-Menów”, aby zobaczyć, czy taki typ komuś w ogóle odpowiada. Jeśli tak, w następnej kolejności można zobaczyć „Wolverine’a” lub „Blade’a”. „Iron Mana” muszę mimo wszystko skreślić z listy rekomendacji – jest wyraźnym przykładem, że początki bywają trudne.

Justyna „Gimladen” Glińska

Marvel Anime

Produkcja: Studio Madhouse

Opieka merytoryczna: Warren Ellis

„Iron Man”

Ilość odcinków: 12 x 20 min

Reżyseria: Yuzo Sato

Scenariusz: Toshiki Inoue

Oryginalna emisja: 1 października – 17 grudnia 2010

„Wolverine”

Ilość odcinków: 12 x 20 min

Reżyseria: Hiroshi Aoyama

Scenariusz: Kengo Kaji

Oryginalna emisja: 7 stycznia – 25 marca 2011

„X-Men”

Ilość odcinków: 12 x 20 min

Reżyseria: Fuminori Kizaki

Scenariusz: Mitsutaka Hirota

Oryginalna emisja: 1 kwietnia – 24 czerwca 2011

„Blade”

Ilość odcinków: 12 x 20 min

Reżyseria: Mitsuyuki Masuhara

Scenariusz: Kenta Fukasaku

Oryginalna emisja: 1 lipca – 16 września 2011

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *