Wywiad – Brian Azzarello i Eduardo Risso

100Bullets_vol1

All characters and the distinctive likeness(es) thereof are Trademarks & Copyright © 2000 Brian Azzarello, Eduardo Risso, and DC Comics. ALL RIGHTS RESERVED.
Published by DC Comics under license. The Vertigo logo and trade dress are Trademarks & Copyright © 2000 DC Comics, Inc. ALL RIGHTS RESERVED.

Dwóch panów od “100 naboi”

Brian Azzarello i Eduardo Risso dwóch facetów, którzy po piętnastu latach współpracy powinni znać się jak łyse konie. Co mogliby chcieć wiedzieć jeden o drugim? Czy są w ogóle jeszcze jakieś kwestie, które ich nurtują? Barceloński Salon Comic 2014 dał im okazję do zweryfikowania posiadanej wiedzy na temat tego drugiego.

Brian z iście angielską punktualnością zjawił się przy stoliku przed wyznaczonym czasem wywiadu. Jeszcza kilka dłuższych chwil będzie siedział sam, zerkając od czasu do czasu na ustawionych w rządek fanów jego noweli graficznej „100 naboi”. Ci zjawili się z samego rana, żeby pobrać numerki wyznaczające ich miejsce w kolejce. Tylko czterdziestu szczęśliwców ma zagwarantowany autograf obu artystów. Dlatego informacja o mającej nastąpić najpierw minirozmowie między Brianem i Eduardo nie wzbudza w nich zbytniego entuzjazmu. W końcu zjawia się Risso z uśmiechem na ustach. Nie śpieszy się z zajęciem miejsca. Wykazuje typową latynoską beztroskę. Jemu pierwszemu przypadnie rola prowadzącego wywiad. Wyciąga pomiętą kartkę, na której zanotował pytania.

E.R.: Zacznę standardowo. Jak powstała idea komiksu „100 naboi”?

B.A.: Jechałem samochodem i nagle wyskoczył, nie wiadomo skąd, ten typ w swoim zdezelowanym wozie. Dzieliły nas tylko milimetry od zderzenia. Zahamowałem, a on pojechał dalej. Musiałem zatrzymać się i ochłonąć. I wtedy pomyślałem, co by było, gdyby zjawił się u moich drzwi nieznajomy w garniturze z teczką, w której byłaby spluwa i nienamierzalne naboje. Co by było, gdybym mógł załatwić moje porachunki i pozostać bezkarny. I tak się narodziła idea komiksu. Kto by pomyślał, że piętnaście lat później będę wdzięczny temu nierozważnemu typowi.

E.R.: Dlaczego wybrałeś właśnie mnie, żebym ilustrował Twoją historię? Przecież miałeś wtedy do wyboru tylu uznanych rysowników w USA.

B.A.: … – Cisza. Brian patrzy wymownie na Eduardo. Wygląda, jakby chciał powiedzieć: „Daj spokój. Przecież wiesz, jak było”. Po czym wypuszcza powietrze do mikrofonu i odpowiada:   Ale twoje rysunki jako pierwsze przypadły mi do gustu. Kiedy zobaczyłem twoje prace, pomyślałem: ten facet będzie wiedział, o co mi chodzi, i narysuje to tak, jak trzeba.

E.R.: Czy przez te wszystkie lata miałeś jakieś zastrzeżenia co do mojej pracy, ale mi o nich nie powiedziałeś?

B.A.: Nie. Nic takiego nie miało miejca. Wszystko mi pasowało.

E.R.: Możesz być szczery.

B.A.: Naprawdę jestem. Wszystko wyszło lepiej, niż mógłbym się spodziewać. Było co prawda kilka takich momentów, że widać było, że nie jesteś zapoznany z kulturą amerykańską. Umieszczałeś na koszulkach noszonych przez postaci różne napisy i wzory. Takich podkoszulków nikt u nas wtedy nie nosił (śmiech).

E.R.: To prawda (śmiech). Przypominam sobie, że dorysowałem bohaterom buty typowe dla mieszkańców Ameryki Południowej. Miały obcasy. Myślałem sobie, no i jakie to ma znaczenie dla opowiadanej historii. No i się okazało, że miało. Później musiałem wszystko przerysowywać na buty z miękką podeszwą (śmiech).

E.R.: Tyle lat już minęło naszej współpracy z DC Comics. Jak widzisz naszą dalszą kolaborację z wydawnictwem?

B.A.: Nie tak dobrze jak przedtem (śmiech). Przenieśli swoją siedzibę do Los Angeles. DC zmienia się. No cóż, zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie. W każdym razie, nie będę szczęśliwy, jeśli stracimy edytora. To w końcu piętnaście lat razem.

E.R.: Skoro mówimy o DC, to powiedz, które komiksy o superbohaterach czytałeś, kiedy byłeś nastolatkiem.

B.A.: Nie czytałem komiksów o przygodach superherosów. Wolałem komiksy wojenne. Nie rozumiałem motywacji bohaterów w trykotach. Bez problemu łapałem i przyjmowałem punkt widzenia negatywnych charakterów, ale superherosi kompletnie mnie nie przekonywali.

E.R.: Czy to znaczy, że trudno ci się pisze scenariusze do historii o herosach w trykotach?

B.A.: Nie, dlaczego? To daje mi możliwość podążania innymi niż utarte ścieżkami, pozwala wybrać inne, niestandardowe rozwiązania. Dlatego moi bohaterowie nie są krystalicznie czyści i doskonali. Żeby historia była przekonująca, bohater musi mieć jakieś ułomności, wady. Musi popełniać błędy. To czyni go bardziej człowiekiem.

Rolę prowadzącego wywiad przejmuje Brian. Po jego minie widać, że nie przygotowywał się zbytnio do tej roli. W kąciku jego ust pojawia się uśmieszek. Przybliża powoli mikrofon do ust i jakby od niechcenia zadaje pierwsze pytanie.

B.A.:  Pracujemy już długo, a nigdy nie powiedziałeś mi, jaki jest twój ulubiony kolor?

E.R.: Eduardo nie zastanawia się ani chwili. – Biały i czarny.

B.A.: Brian uśmiecha się lekko. – Dobra odpowiedź. Gdybyś miał wrócić w kolejnym wcieleniu jako zwierzę, to jakim chciałbyś być?

E.R.: Z pełnym przekonaniem i powagą. – Lwem.

B.A.: Brian patrzy na fanów głodnych autografów ustawionych w rządek przed jego stołemCo myślisz o szansach FC Barcelony w jutrzejszym meczu z Atletico Madryt?

E.R.: Stawiam na Barcę. Okrzyki uznania dobiegają ze strony kolejkowiczów.

B.A.: Brian nie zdradza swojego faworyta w jutrzejszym meczu*. – Tak przy okazji, skoro jesteśmy na konwencie komiksowym i mówiliśmy o superherosach, to powiedz, jaką chciałbyś mieć specjalną moc.

E.R.: Zamiast mocy wolałbym mieć walizkę pełną nienamierzalnych naboi. – Śmiech i aplauz dobiegają od strony publiki. Eduardo oddaje mikrofon i rozkłada na stole zestaw pisaków. Pierwszy egzemplarz „Stu naboi” ląduje na biurku. Już za moment to wydanie stanie się inne niż wszystkie…

* 17.05.2014 Barcelona zremisowała w meczu z Atletico Madryt (1-1). Tym samym straciła szansę na puchar Ligii Mistrzów.

Radosław Swółł