Recenzja – “Locke and Key”

Locke and Key_okładkaWszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Taurus Media będzie miał kolejny hit. Po bijących rekordy popularności „Żywych Trupach” przyszedł czas na kolejny komiks z rynku amerykańskiego – „Locke and Key”. O ile jednak końca opowieści o trudnych relacjach człowieka z zombie na razie nie widać (i dobrze), o tyle ten drugi tytuł to sześcioczęściowa zamknięta historia. Niedawno otrzymaliśmy pierwszą część tego utrzymanego w mrocznej tonacji komiksu grozy i trzeba powiedzieć, że jest to otwarcie bardzo mocne – zgodnie ze sprawdzoną strategią najpierw jest trzęsienie ziemi, a później napięcie tylko rośnie.

W pierwszym tomie serii zatytułowanym „Witamy w Lovecraft” poznajemy rodzinę Locke’ów, która właśnie doświadczyła ogromnej tragedii. Podczas pobytu w domku letniskowym została zaatakowana przez dwóch młodocianych przestępców. W wyniku ataku śmierć ponosi ojciec – Rendell. Pozostali wychodzą z tego cało, choć to dramatyczne zdarzenie odciska piętno na wszystkich. Matka zaczyna popadać w alkoholizm, córka – Kinsey – izoluje się od swych rówieśników, a najstarszy syn – Tyler – obwinia się za śmierć ojca (wszystko wskazuje na to, że ma do tego podstawy). Najmłodszy syn – Bode – pogrąża się natomiast w świecie fantazji, które okazują się zaskakująco realne. Po tragedii cała czwórka przenosi się posiadłości Keyhouse w miejscowości Lovecraft, w której wychował się nieżyjący ojciec, a gdzie obecnie mieszka jego brat Duncan. Tu okazuje się, że ogromny dom skrywa w sobie – jak zwykło się mówić w takich sytuacjach – mroczne tajemnice.

Tragedia rodzinna jest rzecz jasna zaledwie początkiem całej historii. W dalszej części pierwszego tomu poznajemy relacje łączące wszystkich bohaterów – także tych negatywnych. Jeden z morderców – Sam Lesser – ucieka bowiem z więzienia, by dokończyć swe dzieło. Długa droga, jaką musi przebyć, by dotrzeć do tajemniczej posiadłości, jest dla scenarzysty okazją do pokazania (w nieco stereotypowy sposób) jego niełatwego życia oraz sekwencji zdarzeń, które doprowadziły go do domku letniskowego Locke’ów. Rozwój wypadków nieubłaganie prowadzi wszystkich bohaterów do wielkiego finału, który rozegra się w posiadłości Keyhouse. Poza rodziną Locke’ów i Samem Lesserem, kluczową (!) rolę odegra bardzo tajemnicza postać mająca – jak się okazuje – wiele wspólnego z bohaterami komiksu.

Locke and Key_2bW całej opowieści jest mnóstwo odniesień do symboliki związanej z drzwiami i kluczami. Posiadłość Keyhouse pełna jest drzwi, które mają moc zmieniania rzeczywistości. Oczywiście nie wszystkie są otwarte dla każdego i nie wszyscy mają odpowiednie klucze, by przez nie przechodzić. Motyw przejść i transformacji jest tu bardzo ciekawie rozpisany. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że cała ta historia, którą, miejmy nadzieję, będziemy mogli poznawać w kolejnych tomach, będzie dla jej bohaterów swoistym rytuałem przejścia. Już teraz można stwierdzić, że nikt nie będzie taki sam, kiedy wszystko się skończy.

Druga kwestia, którą warto odnotować, dotyczy relacji międzyludzkich. Wiele wskazuje na to, że istotny będzie tu Freudowski motyw odnoszący się do relacji rodzicielskich. Jak już wspomniałem, Tyler czuje się winny śmierci ojca, gdyż – mówiąc wprost – niejednokrotnie mu tej śmierci życzył. Poza tym szczegółem, że feralne życzenie się spełniło, jego relacje z ojcem, które zostały przedstawione bardzo wyrywkowo, nie odbiegały zapewne od standardowych nieporozumień pomiędzy ojcem i synem. Ta problematyka zyskuje na znaczeniu, jeżeli uwzględnimy to, kto jest autorem scenariusza.

Locke and Key_1aZasadniczo nie jestem zwolennikiem psychoanalitycznego roztrząsania relacji między rodzicami i dziećmi, jednak w tym przypadku taka interpretacja sama się narzuca. Autorem scenariusza jest bowiem syn Stephena Kinga tworzący pod pseudonimem Joe Hill, który ma ukryć, jakby nie było, ścisłe związki z królem grozy. Joe Hill, a właściwie Joseph Hillstorm King, ogłosił, że jest synem znanego pisarza, w roku 2007, już po tym, jak odniósł pierwsze sukcesy wydawnicze. Opublikowany w 2005 roku zbiór jego opowiadań „Upiory XX wieku” został dobrze odebrany przez czytelników i krytyków, czego dowodem były wyniki sprzedaży i zdobyte nagrody (m.in. Bram Stoker Award, British Fantasy Award). Kolejne książki również zyskiwały sobie sympatię czytelników oraz uznanie przemysłu filmowego. 31 października tego roku na ekrany naszych kin wejdzie film „Rogi” oparty na książce Hilla o tym samym tytule. Jeżeli już o ekranizacjach mowa, to trzeba odnotować, że niestety omawiany komiks nie miał takiego szczęścia. Jak dotąd nie powiódł się ani projekt stworzenia wersji kinowej, ani serialowej (powstał tylko pilot serialu).

Oczywiście bez względu na to, czy jego proza obroni się sama, czy też nie, Hill jest skazany na niekończące się porównania ze swoim sławnym ojcem. Decyzja o tym, by rozpocząć karierę pod pseudonimem, jest dowodem na to, że on sam chciałby się od tych skojarzeń uwolnić. Zmagania jednego z bohaterów „Locke and Key” również można odczytywać jako metaforę relacji Hilla ze swoim ojcem. Żeby było jasne – nie twierdzę, że Hill życzył ojcu śmierci, chodzi mi jedynie o to, że mamy tu do czynienia z symbolicznie znaczącą próbą uwolnienia się od tej ojcowskiej „opieki”. Ten Freudowski motyw jest o tyle ciekawy, że Tyler nie jest jedynym bohaterem komiksu, który ma podobną sprawkę na sumieniu. Prawdopodobnie zatem Hill będzie ten wątek rozwijał w kolejnych tomach.

Na koniec trzeba jeszcze powiedzieć kilka słów na temat warstwy graficznej komiksu. Rysunki Gabriela Rodrigueza sprawiają wrażenie nieco kreskówkowych. Na pierwszy rzut oka postacie, szczególnie ich twarze, nie za bardzo pasują do mrocznego klimatu opowieści. Przeglądając pobieżnie komiks i nie znając jego treści, można byłoby nawet odnieść wrażenie, że jest to jeden z typowych komiksów dla dzieci (no chyba że od razu natrafilibyśmy na kadry przedstawiające człowieka z siekierą w głowie albo nożyczkami w oku). W trakcie lektury jednak okazuje się, że gruba krecha chętnie stosowana przez autora coraz mniej przeszkadza, a charakterystyczne twarze bohaterów z wielkimi błyszczącymi oczami emanują łatwymi do odczytania emocjami bardzo umiejętnie przedstawianymi przez artystę. Ciekawie prezentują się również tła – mroczne zakamarki posiadłości Keyhouse, w których rozgrywa się akcja, wyglądają przekonująco i przerażająco.

Locke and Key_3„Locke and Key” niewątpliwie zasługuje na uwagę. Pierwszy tom to zaledwie wstęp do opowieści, która zapowiada się bardzo obiecująco. Warto śledzić rozwój wypadków rozgrywających się w posiadłości Keyhouse, bo wiele wskazuje na to, że to, co najbardziej przerażające, dopiero nadejdzie.

Dziękujemy wydawnictwu Taurus Media za egzemplarz do recenzji.

Paweł Ciołkiewicz

Tytuł: „Locke and Key: Witamy w Lovecraft”
Tytuł oryginału: „Locke and Key: Welcome to Lovecraft”
Scenariusz: Joe Hill
Rysunki: Gabriel Rodriguez
Tusz: Gabriel Rodriguez
Kolorystyka: Jay Fotos
Tłumaczenie: Jakub Pietrasik
Liternictwo: Arkadiusz Salamoński
Wydawca: Taurus Media
Data polskiego wydania: 2014
Wydawca oryginału: IDW Publishing
Data wydania oryginału: 2008
Objętość: 160 stron
Format: 170 x 260 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie/internet
Cena okładkowa: 67 złotych

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *