Recenzja – Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm Revolution

n1Ponad rok po premierze Ultimate Ninja Storm 3, o którym pisałem szerzej tutaj, studio CyberConnect2 przygotowało kolejną odsłonę serii, ponieważ tak kasowa produkcja nie może mieć przestojów. Niestety, pośpiech i dosyć wyraźne wyczerpanie tematu odbiły się mocno na jakości gry. Szczególnie w warstwie fabularnej.

Revolution jest swoistym podsumowaniem całej marki Naruto Ninja Sorm i pożegnaniem z siódmą generacją konsol. Na początku wita nas, jak zwykle, porażająco dynamiczne intro. O dziwo pojawia się w nim cała gama postaci z uniwersum Naruto, nawet takich, które nie powinny się nigdy spotkać. Jest to zapowiedź głównego trybu fabularnego – mocno różniącego się od poprzednich wersji.

Wcześniejsze części serii śledziły historię znaną z mangi, a zeszłoroczna odsłona zakończyła sagę na swój własny sposób. Czwarta Światowa Wojna Shinobi dobiegła końca, główny wątek całej epopei znalazł swój finał. Co więc jeszcze można dodać? Twórcy poszli trochę surrealistycznym szlakiem i zamiast opowieści wypełnionej fabularnymi przerywnikami oraz niezwykle dynamicznymi quick time eventami, serwują nam tryb zwany Wielkim Turniejem Ninja.

Fabularnie jest to dziwaczna opowieść alternatywna, gdzie spotykają się WSZYSTKIE postacie ze świata Naruto. Rozwiązanie, wytłumaczone głupotką z zakrzywianiem rzeczywistości, pozwala na jednej wyspie spotkać wszystkich członków Akatsuki, dawnych Kage czy Takę. Nie da się ukryć, że nie mamy do czynienia z koherentną opowieścią, a jedynie podsumowującym mangę eksploatowaniem bogatego świata. Dla fanów jest to całkiem niezła, chociaż kuriozalna ciekawostka. Wszyscy inni będą zagubieni jak dzieci we mgle.

n2Sam Wielki Turniej jest serią starć podzielonych na klasy, odbywających się na wyspie festiwalowej. Możemy ją zwiedzać, w dosyć ograniczonym zakresie, wybraną przez siebie postacią i zbierać różne przedmioty albo rekrutować nowe postacie (wykonując w tym celu schematyczne zadania poboczne, w stylu „przynieś, podnieś, pozamiataj”). Zwiedzanie świata nudzi się dosyć szybko, więc trzeba skierować wzrok w stronę budek turniejowych. Tutaj, po zapisach, czeka nas seria walk w wybranej kategorii. Nowością jest to, że w tym trybie na arenie staje czwórka zawodników (w kilku rundach, dzięki czemu możemy do głównej postaci dobrać dodatkowych wojowników i nie gramy cały czas jednym shinobi), a sama walka przypomina wesołe „rąb i siecz”, znane np. z Darksiders czy – może nawet dokładniej – Super Smash Bros. Ot, okładamy wszystkich przeciwników połączeniem konwencjonalnych ciosów, superataków i wykorzystujemy czasami elementy otoczenia. Nie ma tutaj wskaźników życia – zwycięża ten, kto zdobędzie w walkach największą liczbę kul energii, wypadających z przeciwników po serii dobrze wymierzonych ataków. Całość zaplanowana jest całkiem nieźle i stanowi miłą odmianę od klasycznych walk. Możemy tutaj składać też specjalne drużyny z zawodników, zwiększające otrzymywane nagrody.

W trybie turnieju odblokowujemy jeszcze historię nowej postaci, Mecha-Naruto, która niestety sprowadza się do nużącego biegania po mieście, kilku klasycznych walk i kuriozalnej fabułki, dobijającej swoją infantylnością. Jest pozbawiona jakiejkolwiek dynamiki oraz znanych z poprzednich części fenomenalnych sekwencji QTE. Dziwne, że Kishimoto zdecydował się na kreację tak zbędnej postaci.

Trochę lepiej pod względem narracji wygląda segment „Przygody ninja”, gdzie możemy spojrzeć na kanoniczne powstanie Akatsuki (klimatyczne, ale niesamowicie schematyczne), historię nowego członka klanu Uchicha oraz krótko na drużynę Minato i uroczą relację Obito z Kushiną. Całość jest zrealizowana naprawdę ślicznie (animowane sekwencje przygotowane przez studio Pierrot), ale niestety kończy się za szybko, a liczba przerywników z walkami prowadzonymi przez gracza jest niezadowalająca (ostatnia historia jest ich w ogóle pozbawiona).

Oprócz tego w menu mamy klasyczny tryb swobodny, gdzie możemy rozwijać swoje umiejętności w trybach turniejowych i walkach ze znajomymi, oraz starcia online, które stanowią spore wyzwanie i wydatnie przedłużają żywotność gry.

n3Mechanika walk i ich przebieg doczekały się jedynie kosmetycznych zmian. Jedną z nich jest podzielenie „Ostatecznej techniki” i „Przebudzeń” na opcje wybierane przed starciem (do tego dodawana jest jeszcze trzecia droga, dzięki której pieczętujemy specjalne ataki przeciwnika), przez nie możemy korzystać równocześnie z całego pakietu specjalnych umiejętności. Rozwiązanie to zmniejsza dynamikę walk i trochę je ogranicza, ale z drugiej strony wymusza na graczu uważniejszą, strategiczną grę. Dodano także łączone superataki, które momentami po prostu wbijają w fotel (połączenie Chidori i Rasengana – czysta poezja). Powiększono również pulę dostępnych postaci do ponad setki (oczywiście są też warianty tych samych bohaterów, ale każdy z nich ma inne techniki, przez co w mniejszym stopniu czuć nieuchronną powtarzalność) – a trzeba wspomnieć, że tym razem możemy zdobywać w czasie gry specjalne przedmioty, dzięki którym zmieniamy wygląd naszej postaci. Mała rzecz, a potrafi umilić rozgrywkę.

Warstwa graficzna to nadal absolutne mistrzostwo. Cel-shadingowa grafika stanowi ponadczasowe rozwiązanie i jeszcze przez długie lata będzie wyglądała przynajmniej dobrze (wystarczy zobaczyć, jak świetnie nadal wyglądają XIII albo LoZ: The Wind Waker). Jest płynna, przesiąknięta żywymi kolorami i niezwykle widowiskowa. Sprawdza się także muzyka – połączenie wyciszających dźwięków orientalnych instrumentów podczas zwiedzania wyspy nieźle kontrastuje z żywą muzyką podkreślającą walki.

Gra została także całkiem nieźle zlokalizowana w warstwie tekstowej. Zdarzają się literówki oraz dziwne nazewnictwo specjalnych ataków, odbiegające od tych znanych potocznie z mangi, ale całe przedsięwzięcie na pewno jest miłym gestem ze strony dystrybutora.

Podsumowując: zamiast pełnoprawnej kontynuacji dostajemy kolejne Generations – rozbudowany filler. Nadal ładny i grywalny, ale niesamowicie ubogi pod względem fabuły. Dla fanów to nadal pozycja obowiązkowa, choćby z powodu możliwości pobiegania w Światowym Turnieju Ninja swoją ulubioną postacią i poznania kilku króciutkich, ale kanonicznych opowieści. Jeśli ktoś posiada już jednak którąś z poprzednich części, powinien poważnie zastanowić się nad zakupem. Do tematu wrócimy już na nowej generacji konsol – mam nadzieję, że da się jeszcze nauczyć tego starego psa nowych sztuczek.

Dziękujemy Cenega Poland za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 3 (Xbox 360)
Platformy: PlayStation 3, Xbox 360, PC
Producent: CyberConnect2
Wydawca: Bandai Namco Games
Wydawca polski: Cenega Poland
Światowa data premiery: 11 września 2014
Polska data premiery: 12 września 2014
Język: angielski/japoński
Tryb gry: single/multiplayer

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>