Recenzja – Saga #1

5bddefaecab9fbe8ac7df7849a711e30To nie jest tylko komiks dla grzecznych dziewczynek. To nie jest tylko twarde s-f dla dużych chłopców. Jednak wszyscy mężczyźni idą do wywiadu.

 Saga autorstwa Briana K. Vaughana zgarnia ostatnimi czasy wszystko za oceanem. Zdominowała nagrody im. Eisnera, najważniejsze statuetki w przemyśle komiksowym. Dwa lata z rzędu dała swemu scenarzyście tytuł najlepszego fachowca od tej roboty. Historia zamyka swój bilans na sześciu zdobytych statuetkach. Wszystko to w roku 2013 i 2014, zdobyła nagrody dla najlepszej nowej serii w 2013 roku i tytuł najlepszej wychodzącej serii utrzymała również rok później. To się nazywa zacząć jak u Hitchcocka i nie schodzić z napięciem aż do samego końca.

Nie ma co się dziwić, historia, jaką kreśli przed nami dynamiczny duet Brian K. Vaughan i Fiona Staples na kadrach swojego komiksu, jest rewelacyjna, nowatorska i przede wszystkim pomysłowa. Trudno wprost uwierzyć, że tytuł nie należy do żadnego z dwóch gigantów rynku amerykańskiego, Marvela albo DC, a jest wydawany przez Image Comics. Niestety w Polsce ekspansja tego jednego z czterech największych amerykańskich wydawnictw nie była tak udana i rzadko możemy się cieszyć nowościami z akurat tej stajni. Przynajmniej ostatnimi czasy, gdy naszą rzeczywistość komiksową kształtuje głównie Egmont i Hachette.

Brawa należą się więc wszystkim tym, którzy odpowiedzialni są za ściągnięcie tytułu do Polski. „Saga” jest świeża, odkrywcza i stoi na wysokim poziomie. W Stanach ukazało się niespełna 25 numerów w formie zeszytowej, seria cały czas się rozwija, ma dwa lata i nic nie wskazuje, by miała zwolnić tempo. U nas, jak zwykle wydanie zbiorcze, w twardej oprawie. Mucha Comics, który jest polskim wydawcą, wykonała świetne posunięcie marketingowe, ma prawie gwarantowany sukces. Czytelnicy zyskują godziny niezwykłej lektury, która koneserów wprawi w osłupienie, a okazjonalnym bywalcom zapewni wartką i dynamiczną akcję.

Pomysł na komiks niebanalny – space opera, wykonanie kryje w sobie dużo więcej. Dokonując analizy poszczególnych kadrów, rozbierając historie na czynniki pierwsze, dostrzegamy dobrze skrojoną przygodę z gatunku science fiction. Najlepsze historie tego typu opowiadają o rzeczach nam współcześnie bliskich, ukrytych pod płaszczykiem futurologi. Coś, z czymś czytelnik już od pierwszych stron czuje podświadomą więź, z czym na pewnym poziomie może się utożsamiać, zaproszenie do przygody. Tutaj mamy konflikt na skalę kosmiczną, gdzie adwersarze znajdują się w sytuacji patowej, scenariusz wojny totalnej przyniósłby zagładę zarówno pierwszemu, jak i drugiemu. Nie ma prostych analogi, jednak same zależności są nam dobrze znane.

Jest to punkt wyjścia. Tak naprawdę dwójka autorów serwuje nam podróż intertekstualną poprzez dużo rzadziej uczęszczane gatunki literackie, robiąc to w znakomitym stylu. Vaughan uprawia bardzo niebezpieczną, ale niezwykle interesującą grę z odbiorcą. „Saga” czerpie z kilku gatunków literackich, może to właśnie przeważyło o jej sukcesie. Samo zamknięcie serii pod tym właśnie tytułem daje wiele do myślenia, wprowadza odbiorców w sytuacje, gdzie z góry narzuca się im role, którą wykonują: „Czytelnika”. Autorzy z rozmysłem bawią się słowem i obrazem, przedstawiając już na okładce, już od pierwszych stron, co tak de facto nam proponują. Zapraszają nas do lektury. W moim odczuciu takie zabawy metajęzykiem są niezwykle zajmujące. „Saga” jest to bowiem opowieść o opowieści.

Od momentu, który rozpoczyna narrację: „W ten sposób idea staje się rzeczywistością”, wiemy że nas jako czytelnika czeka coś niezwykłego. Stajemy twarzą w twarz z aktem kreacji, brudnym, wulgarnym, pozbawionym niedomówień. Narrator właśnie się rodzi, w bólach, staje się rzeczywistością, pojedyncza plansza otwierająca całą sagę. Przemyślany, dobrze wykonany zabieg scenarzysty, mający zakotwiczyć czytelnika w tej właśnie chwili, podkreślając jej znaczenie. Nie można wyobrazić sobie lepszego początku.

Komiks jest przede wszystkim sztuką obrazkową. O ile scenarzysta niczym demiurg od podstaw kreuje świat swymi słowami, byłby on niczym, gdyby nie praca artysty-malarza. To on nadaje formę temu, co wyobraźnia, w tym wypadku Briana K. Vaughana, chce nam zaprezentować. Dokładnie ona, bo Fiona Staples, rodowita Kanadyjka, jest w całości odpowiedzialna za rysunki w „Sadze”. Uczciwe jest to, że nie ukrywa, iż właśnie ta historia była dla niej przełomowa, zmusiła ją w pewien stopniu do zmiany stylu. Wszystko, by bardziej zbliżyć się do głosu dziecka, który towarzyszy nam przez poszczególne panele. Rysunki są raczej prymitywne i świetnie synchronizują się z narracją, dając wrażenie rzeczywistych rysunków dziecka. Nie pominięto nawet takich szczegółów jak szybkie i charakterystyczne dopiski w stylu „tu jesteśmy”, niesymetryczność liter i relatywizm linii, które trzymają tekst. Wszystko to składa się na spójną wizję i przypomina rysunki przypięte na lodówce, gdzie dumni rodzice chwalą się najnowszymi artystycznymi dokonaniami swoich pociech. Straszny świat widziany z perspektywy dziecka, gdzie ukradkiem przemykają wulgaryzmy i dosadność.

08804613af43949b0771139b3a04f885

Vaughan nie pozostaje dłużny swojej koleżance i wspina się na wyżyny swojego kunsztu. Jak inaczej wytłumaczyć, że dorosły facet, jakim jestem, zaczytuje się już nie tylko w twardym s-f, ale w harlequinie? Dokładnie w czymś, co nazywamy „Pillow Books”. Te małe, cienkie książeczki, pisane z myślą o samotnych, zamężnych, znudzonych albo po prostu ciekawych kobietach. Lekka lektura z zabarwieniem erotycznym, opowiadająca historię prawdziwego pożądania i kochanków, którzy nie mogą się sobie oprzeć. Książki pełne seksu, przygody i erotyzmu. XX-wieczny odpowiednik „Romea i Julii” dla ubogich. Historia miłosna w literaturze groszowej, książka za 3$. Wiedzieliście, że siedziba firmy kojarzonej z tym gatunkiem jest właśnie w Kanadzie? Przypadek? Nie ma co ukrywać, „Saga”, oprócz tego, że jest space operą, to historia o miłości, która garściami czerpie z harlequinów wszelkiej maści. Nie ma co markować ciosów, w samej opowieści znajduje się harlequin, typowy MacGuffin. Element opowieści, którego jedynym celem jest zawiązanie akcji. Nie wierzycie? Sprawdźcie sami. Widzę, co pan zrobił, panie Brianie K. Vaughan, i podoba mi się to, szaleje za tym, chcę więcej.

Jedna ważna rzecz. Brawa należą się również tłumaczowi. Po pierwsze dlatego, że pan Jacek Drenowski stanął przed niebywale trudnym zadaniem. Po drugie za to, że wyłożył się tylko kilka razy w gęstej sieci nazw własnych, jakimi usiana jest cała saga, a przecież mylić się jest rzeczą ludzką. Po trzecie za to, że nie tłumaczył wszystkiego, jak leci, gdzie problemy komunikacyjne pomiędzy bohaterami są niezwykle ważne, ale pozwolił, by były obecne, i nie tłumaczył nic na siłę, a przecież mógł. Na koniec za to, że gry słowne autorów zostały zachowane, a raczej umiejętny dobór środków pozwolił na ich zachowanie. Kadr, gdzie dowiaduję się, gdzie większość istot inteligentnych ma wielki konflikt, na długo pozostanie w mej pamięci, szczególnie że w oryginale nie brzmiało to lepiej. A oddać w tłumaczeniu to, co umknęło w ojczystym języku, jest sztuką, i to nie byle jaką.

Podsumowując, w polskim wydaniu znalazłem dosłownie jeden słaby punkt. Saga podzielona jest na rozdziały, każdy rozdział otwiera miniatura oryginalnej okładki. Problem polega na tym, że wydanie w twardej oprawie zawiera zbiór pierwszych sześciu zeszytów. Same okładki do nich to oddzielne dzieła sztuki. Bogate, kolorowe, przenoszące ze sobą multum treści poprzez obraz. Nadają ton poszczególnym rozdziałom, są zapowiedzią, jak należy je odczytywać. Nie mniej ważne jest, że są przyjemne dla oka. Mucha wydała „Sagę”, umieszczając je zawsze na stronie verte, szkoda. Prawdopodobnie ingerencja w układ standardowy wiązałaby się ze zwiększonymi kosztami, jednak gdzieś tam na dnie serduszka tli się żal. Jakoś przeżyję, czekając na kolejny tom, czekając na wezwanie od służb wywiadowczych Krańca. Jakoś przeboleję te okładki.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Rafał Pośnik

Tytuł: „Saga” tom 1

Scenariusz: Brian K. Vaughan

Rysunki: Fiona Staples

Tłumaczenie: Jacek Drewnowski

Wydawca: Mucha Comics

Data premiery: 28.08.2014 r.

Oprawa: twarda

Format: 17 x 26 cm

Papier: kredowy

Druk: kolor

Liczba stron: 168

Cena: 59 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *