Recenzja – Ultra Street Fighter IV

1Ciężko nie lubić Capcomu. Firma ta, razem z Nintendo, od zawsze stanowiła dla mnie gwarancję zabawy. Wydała na świat multum ikonicznych bohaterów i zawsze oferuje najwyższa grywalność (chociaż czasami i im trafia się zakalec). Od wielu lat flagowym tytułem growego potentata jest marka Street Fighter. Pięć lat temu kolorowa oraz wymagająca seria bijatyk osiągnęła, za sprawą „Street Fighter IV”, niebotycznie wysoki poziom. Do dzisiaj ukazało się kilka wznowień tej gry, oferujących nowych zawodników, tryby gry, kostiumy czy techniczne udoskonalenia (co jest typowe dla kolejnych „ulicznych wojowników”). Pojawiła się nawet wariacja stawiająca wojowników Capcomu naprzeciw postaci z Tekkena. W końcu, po premierze „Super Street Fighter IV: Arcade Edition” wydawało się, że dopieszczanie tej odsłony jest kompletne i nadchodzi czas „V” – już na konsolach nowej generacji. Japońska firma postanowiła jednak jeszcze raz wkroczyć na wydeptany ring i sprezentować swoim fanom ostateczną wersję zjawiskowego mordobicia.

Tym razem gigant trzeźwo podszedł do sprawy i postanowił zapytać samych graczy, co chcieliby zmienić. Skutki tego są odczuwalne w grze, szczególnie w związku z wyważeniem postaci (Sagat nie jest już jednoosobową armią). Co ciekawe, możemy w trakcie wolnej gry wybierać wersje postaci z wcześniejszych odsłon serii (oprócz trybu wieloosobowego w sieci), dzięki czemu mamy możliwość natychmiastowego sprawdzenia ewolucji kolejnych wojowników.

2

Sama mechanika gry pozostała w sporym stopniu nienaruszana. Zresztą nie ma się czemu dziwić, ponieważ IV to chyba najlepsza bijatyka turniejowa. Odpowiednio skonfigurowana – łatwa do ogrania, ale wymagająca wiele, jeśli chcemy naprawdę coś osiągnąć podczas sieciowych strać. Pierwszą z widocznych nowości jest opcja Ultra Double Combo, umożliwiająca korzystanie z dwóch kombosów zamiast wybierania jednego przed walką – oczywiście za cenę mniejszych obrażeń zadawanych przez każdy z nich. Dzięki temu możemy zaskoczyć przeciwnika. Ma to spore znaczenie, ponieważ Street Fighter zawsze opierał się na dokładnym planowaniu kolejnych ruchów, a jeden super-atak może z łatwością przesądzić o wyniku walki. Drugą techniczną nowością jest Red Focus Attack, swoista wariacja na temat klasycznego focusa. Tym razem, po naładowaniu trzech pasków combo, możemy odpalić czerwoną poświatę, które czyni nas niewrażliwymi na wszelkie ataki – poza przełamującymi i rzutami (poprzednio blokowaliśmy tylko pierwszy cios). Trzecią niezwykle ważną dla przebiegu walki zmianą jest wprowadzenie Deleyed Standing: do animacji wstawania dodano 11 klatek, które możemy odpalić po wciśnięciu dwóch dowolnych przycisków odpowiedzialnych za atak, gdy lecimy na ziemię po siarczystym ciosie. Dzięki takiemu opóźnieniu podnoszenia wyeliminowano niedogodność, która pozwalała na nieustanne atakowanie wstającego przeciwnika. Teraz nie można tego tak prosto wyczuć, co pozwoli – przynajmniej na jakiś czas – wyeliminować ten irytujący element z walk.

Dodano również pięć nowych postaci. Do serii powraca Kenijka Elena, używająca w walce capoeiry oraz postacie zaczynające swoją wirtualną przygodę jeszcze w ramach cyklu “Final Fight”: walczący kijem żołnierz Rolento, potężny wrestler Hugo (największa postać w grze) i jego seksowna menedżerka Poison. Prawdziwie nową grywalną postacią jest Decapre – jedna z „lalek” Bisona – posiadająca swój unikalny styl (mimo podobieństwa do Cammy). Jej energetyczne noże są zabójczo widowiskowe. Cała nowa grupa stanowi oryginalny dodatek do wielkiej obsady serii (już 44 bohaterów) i nie powiela charakterystyk weteranów. Dodatkowo dostajemy też sześć nowych aren, przeszczepionych ze „Street Fighter X Tekken”, które jednak odpowiednio upiększono, dodając w tle nowe efekty oraz dopracowaną grę świateł. Miłym dodatkiem do klasycznych trybów jest Team Battle Mode (gdzie w drużynach tłuczemy się po sieci) i możliwość treningu online. W wersji pudełkowej Ultra przynosi ze sobą także całe dobro wcześniejszych DLC, dzięki czemu otrzymujemy zatrważającą liczbę alternatywnych kostiumów. Nie są to tylko zmiany kolorystyki, ale definitywnie nowe projekty, które diametralnie zmieniają wygląd wojowników. Niezwykle przyjemny dodatek.

3

„Ultra Street Fighter IV” to naprawdę ostateczna wersja prawdopodobnie najlepszej bijatyki XXI wieku. Wyważona, dopieszczona, rewitalizująca mechanikę gry. Czy warto zainwestować pieniądze w coś, co już pewnie macie? Ze swojej strony polecam najnowszy produkt Capcomu, tym bardziej że będzie niezbędny, gdy znajomi przesiądą się tę wersję. Natomiast wszyscy nowicjusze mogą brać Ultrę w ciemno. To absolutna kompilacja wszystkiego, co najlepsze we współczesnych mordobiciach – wymagająca (ale niezwykle przystępna), widowiskowa i bardzo klimatyczna. Zresztą już na poziomie arkadowej fabuły pozwala na świetną zabawę, gdyż postaci nie da się nie lubić (każdy zawodnik dostaje prześliczne przerywniki filmowe w stylu anime). Sieć, fotele przed telewizorem – IV sprawdza się wszędzie, a w wersji Ultra zapewnia dobrą zabawę na kilka porządnych lat. Szczególnie że jej kreskówkowa grafika starzeje się jak John Stamos. Niezauważalnie.

Ultra Street Fighter IV (Xbox 360)
Platformy: Automaty, PlayStation 3, Xbox 360, PC
Producent: Capcom
Wydawca: Capcom
Wydawca polski: Cenega Poland
Światowa data premiery: 4 czerwca 2014
Polska data premiery: 8 września 2014
Język: angielski
Tryb gry: single/multiplayer

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>