RECENZJA – “VRECKLESS VRESTLERS”

vrest okłObyście mieli dobre buty, bo za moment będziecie brodzić we krwi po kolana! Czyja to krew? PRZEGRANYCH!

Łukasz Kowalczuk jest urodzonym postmodernistą: to równocześnie badacz, archiwista i twórca. Niczym Umberto Eco wygrzebuje z zapomnienia bezcenne artefakty przeszłości – im bardziej kiczowate i pozbawione sensu, tym lepiej – i w ogniu rozbuchanej nostalgii przekuwa je na nowe, chociaż doskonale przecież znajome kształty. Jego praca jest tym cenniejsza, że sięga do czasów zarazem szalenie bliskich, a jednak nieuchronnie zapominanych – przełomu lat 80 i 90. Ten magiczny okres, gdy jedna po drugiej padały bariery, dzielące nas od mitycznego Zachodu, przyniósł nam istny potop najrozmaitszych tekstów kultury popularnej, w którym pławiliśmy się, chcąc nie chcąc, całe dzieciństwo, raz surfując na grzbiecie fali, częściej szorując o wyboiste dno. Nie mieliśmy wówczas żadnych metod obrony przed kiczem i tandetą – wszystko było w równym stopniu nowe, dzikie, tajemnicze i fascynujące. Dopiero po latach, gdy już oddzieliliśmy ziarna od plew, pozostawiliśmy te drugie na zakurzonych, niesprzątanych półkach pamięci. Jednak to właśnie do nich sięga Kowalczuk ze swoją twórczością. Brutalnie wydobywa wspomnienia beztroskiego dzieciństwa, godzin spędzonych przed telewizyjnym ekranem – czy to w towarzystwie Pegasusa, czy jedynie pilota pozwalającego podkręcić głośność do maksimum, nie czytanych od lat komiksów, porzuconych gdzieś na strychach figurek, którym po dwóch dniach zabawy odpadała główka. Autor bierze to wszystko, miesza, wyciska odurzającą esencję i zaprawia czarnym jak smoła humorem (gdzieniegdzie jeszcze podlewając przemocą). Proszę. Oto przepis na „Vreckless Vrestlers”.

vrest02

Fabuła jest tak prosta, że prawie jej nie ma. Oto makiaweliczny Manager, ścigany prawem nikczemnik, znajduje sposób na złoty interes: korzystając ze zdobytego w niewiadomy sposób kontrolera do podróży w czasie, werbuje najstraszliwszych wojowników z najróżniejszych okresów historycznych i zamieszkanych przez humanoidy planet i krain. Wszystkich tych napompowanych testosteronem i żądzą mordu twardzieli stawia naprzeciw siebie na wielkiej arenie i zaczyna sprzedawać bilety.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zawodnicy walczą ze sobą w systemie jeden na jeden, realizując podstawową zasadę turnieju: brak jakichkolwiek zasad. Wygrać pojedynek można tylko zabijając przeciwnika – w im bardziej przerysowany i okrutny sposób, tym lepiej. Pamiętacie kultowe wyrywanie kręgosłupa w „Mortal Combat”? Pfff. Amatorszczyzna. Postaci Kowalczuka takiego kręgosłupa mogłyby użyć najwyżej do wyczesywania z włosów krzepnącej krwi martwego wroga.

Dodać jednak należy, że wszyscy oni są nie tylko szalenie niebezpieczni i pozbawieni hamulców, ale również niezwykle zabawni. Kowalczuk, pomny reguł dawnej epoki, nie szczędzi nonsensu w procesie kreacji. Militarny jaszczur? Nie ma problemu. Polski kibol z romantycznym sercem? Proszę bardzo. Przecież w latach 90. łykaliśmy bez drgnięcia powieki o wiele większe absurdy.

vrest03

Każdy zeszyt serii (poza „zerowym”, prezentującym pretendentów do tytułu największego zabijaki w ich naturalnych środowiskach) zawiera relację z dwóch walk, zasypując czytelnika stosem trupów przed nastaniem wielkiego finału. Oprócz tego w środku można znaleźć także karty wojowników, z których możemy dowiedzieć się więcej o ich warunkach fizycznych i miejscu pochodzenia, a także dodatkowe prezenty i gadżety – np. wycinanki czy wesołe łamigłówki. Jednak prawdziwy gadżetowy rarytas to ekskluzywny kolekcjonerski spis zawodników, który należy uzupełnić samodzielnie naklejkami z wizerunkami bohaterów. Dodajmy do tego jeszcze przypinki, na których prezentują swoje fizjonomie nieustraszeni wrestlerzy, a chyba każdy, pamiętający jeszcze młodzieńczą pasję zbieractwa znajdzie się w siódmym niebie, rozedrgany od tego dobrobytu.

 

Cóż dodać.

 

Polecam.

 

I czekam na finał. Niech gra muzyka i CIAŁA NA DECHY!

 

 

Rafał Kołsut

 

Dziękujemy autorowi za udostępnienie wszystkich dotychczasowych numerów serii do recenzji.

 

Liczba dostępnych zeszytów: 4

Liczba stron: 20
Format: A5
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Wydanie: I
Cena z okładki: 10 zł

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *